logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Od państwa prawa przez „praworządność unijną” do „Euroexitu”?

Czwartek, 21 lipca 2016 (19:20)

Aktualizacja: Czwartek, 21 lipca 2016 (20:38)

Trybunał Konstytucyjny w Polsce stawia się ponad prawem. A Komisja Europejska zaciekle tego bezprawia broni

Z uwagi na to, że zasada państwa prawa jest jedną z podstawowych wartości Unii Europejskiej, wymienionych w art. 2 Traktatu o Unii Europejskiej, toteż w art. 7 tego traktatu przewidziano procedurę mającą na celu zapewnienie przestrzegania praworządności przez państwa członkowskie unijne, obejmującą tzw. mechanizm zapobiegawczy i mechanizm sankcji.

Mechanizm zapobiegawczy uruchamiany jest wówczas, gdy Rada Unii Europejskiej większością 4/5 głosów i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego stwierdzi „istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia” praworządności w państwie członkowskim. Natomiast mechanizm sankcji stosowany jest wtedy, gdy wystąpi poważne i stałe naruszenie praworządności. Tyle że jego zastosowanie wymaga jednomyślności w Radzie Europejskiej, koniecznej do zawieszenia niektórych praw państwa członkowskiego, w tym prawa do głosowania w Radzie UE.

Jednomyślność jako wymóg przy uruchomieniu sankcji każe przypuszczać, że jakiekolwiek sankcje mogłyby zostać zastosowane jedynie w przypadku absolutnie oczywistego naruszenia zasad państwa prawa, w szczególności jego fundamentu, jakim jest legalizm, czyli działanie wszystkich bez wyjątku organów władzy publicznej wyłącznie na podstawie przepisów prawa i w granicach zakreślonych tymi przepisami, ustanawianymi przez suwerennego prawodawcę. Ponieważ uruchomienie procedur przewidzianych w art. 7 TUE stanowi taką właśnie ostateczność, toteż zapewne słusznie wywiedziono wniosek, że sankcje w gruncie rzeczy są niemożliwe w przypadkach kontrowersyjnych i nieoczywistych. Chyba właśnie dlatego Komisja Europejska w 2014 r. przedstawiła komunikat „Nowe ramy UE na rzecz umocnienia praworządności” (COM(2014) 158 final), w którym – notabene niezgodnie z zasadami praworządności, bo wykraczając poza swoje kompetencje i stawiając się w roli prawodawcy pierwotnego prawa unijnego – próbuje uzupełnić opisane powyżej mechanizmy z art. 7 TUE. To właśnie ten „komunikat” ma rzekomo stanowić podstawę prawną takich działań jak zasięganie opinii Komisji Weneckiej czy wysłanie zaleceń dla państwa członkowskiego oraz podanie ich do publicznej wiadomości.

Te niemające podstaw prawnych w prawie Unii Europejskiej działania zostały już w części wykonane. Na chwilę obecną podstawowym dokumentem zawierającym zastrzeżenia wobec Polski jest opinia Komisji Weneckiej. O dziwo, Komisja skupia się w niej na mocno naciąganych zastrzeżeniach wobec polskiego parlamentu w związku z ustawą nowelizującą ustawę o Trybunale Konstytucyjnym i wprowadzającą m.in. nowy 13-osobowy skład orzekający w najważniejszych sprawach. Zupełnie natomiast pomija fakt, podobnie jak fakt ten pomijają także licznie odwiedzający Polskę wysocy rangą urzędnicy unijni, że jeden z najważniejszych organów władzy publicznej – Trybunał Konstytucyjny – działa poza prawem, ignoruje wiążące go przepisy prawa procesowego zawarte w obowiązującej ustawie o TK. Trybunał pod wodzą prezesa Andrzeja Rzeplińskiego od kilkunastu tygodni orzeka na podstawie nieobowiązujących przepisów ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Proceder ten, sprzeczny z art. 2, 7 i 197 Konstytucji, a także z art. 2 TUE, Trybunał rozpoczął w dniu 9 marca 2016 r., kiedy uznał, że nie musi stosować się do nowych przepisów proceduralnych zawartych w znowelizowanej ustawie o TK i może stosować te stare, które, o zgrozo, zostały przecież uchylone i nie istnieją w polskim obowiązującym porządku prawnym!!!

Od bezprawia do „Euroexitu”?

Nawet dla przeciętnego prawnika jest jasne, że nie istnieje żaden przepis prawa konstytucyjnego ani tym bardziej zwykłego, który pozwalałby jakiemukolwiek organowi władzy publicznej na stosowanie prawa uchylonego i niestosowanie prawa obowiązującego. Jest zupełnie jasne, że znowelizowaną przez PiS ustawę o TK Trybunał mógł uznać za niekonstytucyjną, ale w trybie i w składzie orzekającym zgodnym z tą ustawą. Nie było tu zresztą żadnych przeszkód ograniczających Trybunał w działaniu – sprawy, które były i są w Trybunale można rozpatrzyć w kilkanaście tygodni, zaś 13-osobowy skład orzekający też mógł zasiąść 9 marca 2016 r., bo wybranych i zaprzysiężonych przez prezydenta RP sędziów Trybunału było wówczas piętnastu.

Dlaczego zatem Trybunał Konstytucyjny w Polsce stawia się ponad prawem ustanowionym przez suwerennego ustawodawcę obdarzonego bezpośrednią legitymacją demokratyczną? Dlaczego tego właśnie bezprawia broni zaciekle Komisja Europejska, a Komisja Wenecka pomija je w gruncie rzeczy milczeniem? Bo Unia Europejska już dawno wyszła poza granice praworządności kompleksowej, dla której fundamentem jest kompetencja organu dookreślona w obowiązującym przepisie prawa, a dobrym, choć oczywiście wcale nie najostrzejszym tego przykładem jest procedura badania praworządności ze wspomnianego wyżej komunikatu Komisji Europejskiej z 2014 r. Taka Unia zmierza niestety do samounicestwienia, a czerwonym światłem ostrzegawczym w tej sprawie jest wynik ostatniego referendum w Wielkiej Brytanii. Jeśli organy Unii Europejskiej same nie zaczną przestrzegać podstawowych zasad praworządności, w tym w szczególności legalizmu i obowiązku stanowienia prawa jednoznacznego, dookreślonego, czyli pewnego, to dzisiejsza zniekształcona „praworządność unijna” niestety w dalszym ciągu będzie osłabiać Unię i ostatecznie doprowadzić może do jej rozpadu, czyli „Euroexitu”.

Nie chcemy tego. Chcemy silnej Unii Europejskiej jako organizacji suwerennych państw współpracujących ze sobą w szczególności na płaszczyźnie gospodarczej i bezpieczeństwa. Organizacji suwerennych państw, a nie europejskiego państwa federacyjnego z władzą, która nie przestrzega litery prawa i kombinuje w interpretacjach prawa dla uzasadnienia wyłącznie swojej racji.

Dr hab. Przemysław Czarnek

Autor jest wojewodą lubelskim.

Nasz Dziennik