W fenomenie Unii Europejskiej uwydatnia się obecnie bardzo trudny problem znalezienia najwłaściwszej struktury jednoczenia państw. Warto ten problem poddać jeszcze raz ogólnej refleksji, tym bardziej że dotychczasowa konstrukcja obecnej Unii mocno się zachwiała. Zacznijmy od krótkiego i bardzo uproszczonego przeglądu podobnych problemów w najdalszej przeszłości. Sięgając jak najgłębiej, dochodzimy do zjawiska dialektycznego napięcia między kategorią jedności i zarazem kategorią mnogości czy wielości w wielkich konstrukcjach społecznych. Problem ten został zarysowany bardzo głęboko jeszcze w Ewangelii. Oto z jednej strony cała wartość chrześcijaństwa jest po to, żeby stworzyć niepowtarzalny i wieczny świat osoby indywidualnej, której prawzorem jest Jezus Chrystus, a z drugiej strony osoba ta ma swój sens jedynie w społecznej jedności z innymi, czego prawzorem jest jedno i jedyne Mistyczne Ciało Chrystusa. I tak Ewangelia zdaje się głosić program pełnego globalizmu społecznego: „I nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10,16).
Sumer i państwa Sumeru
Każdy badacz życia społecznego z rozrzewnieniem spogląda na dzieje pierwszych wielkich kultur, państw i ludów pradawnego, do około 10 tysiąclecia przed n.Chr., Sumeru i zderza się z naczelną prawdą, że wszystkie ludy, państwa, kultury i imperia jednak przemijają. O tej kolebce naszej kultury i ustroju społeczeństw od ponad dwóch tysięcy lat kompletnie zapomnieliśmy. Odkryli ją na dobre dopiero archeologowie w XX wieku po n.Chr. A ile przetrwa UE uważana przez pseudouczonych już za wieczną? A całą kilkutysięczną w latach historię Sumeru można streścić jako dialektyczny proces zmagań między indywidualizmem każdego z owych państw a jednością w jednym państwie. Rewolucja neolityczna w postaci uprawy zbóż i domowej hodowli zwierząt doprowadziła po wiekach do powstania miast będących państwami, w południowej Mezopotamii, w dorzeczach Eufratu i Tygrysu, tworzącymi istne naówczas cuda: gospodarki, techniki, kultury, życia społecznego, dyplomacji, sztuki, literatury, historii i pisma (już od około roku 3500 przed n.Chr.). Ile jest treści i piękna w samych nazwach tych miast-państw: Eridu, Ur, Larsa, Uruk, Badtibira, Nina, Lagasz, Girsu, Umma, Szuruppak, Esznuna, Eninkimar, Sippar, Kszak, Kisz, Adab, Marad, Isin… Każde to minipaństwo otoczone było już w IV tysiącleciu ogrodami i gajami palmowymi, a dalej niwami zbóż, wioskami, siedliskami robotników rolnych, a dalej jeszcze kanałami, rowami irygacyjnymi, łąkami, gdzie pasło się bydło, i różnymi także akwenami pełnymi ryb i ptactwa. Wewnątrz miasta-państwa miały klasy społeczne króla, kapłanów, świątynie, domy państwowe, administrację, wojów, szkoły pisania i czytania tabliczek, a wreszcie ośrodki dyplomatyczne i polityczne.
I oto problem. Sumer to raczej pojęcie geograficzno-etnologiczne, ale nie państwo jako całość. Państwa sumeryjskie nie stworzyły nigdy właściwego państwa wspólnego mimo tożsamości etnicznej, wspólnego języka, religii, ustroju, literatury, mimo tożsamości ekonomii. Co więcej, państwa te prowadziły co jakiś czas przez całe tysiąclecia krwawe i bratobójcze wojny między sobą, spory, grabiły i wykazywały żądze hegemonialne – tak samo jak w nowożytnej Europie. Nie zespoliły ich też w jedną całość wielkie niebezpieczeństwa zewnętrzne, takie jak ustawiczne nękania i najazdy dzikich plemion pasterskich i nomadycznych: górali z Agros, Gutejczyków, Kasytów, Elamitów, Akadów, Amorytów, plemion saharyjskich i państw z północnej Mezopotamii. A jednak co najmniej już w III tysiącleciu wszyscy Sumerowie tęsknili za jednością Sumeru. „Gdy królestwo zostało spuszczone z nieba – czytamy w ”Liście królów„ – było ono w Eridu. Etana pasterz (król dynastii Kisz), ten, który do nieba wstąpił, ten, który zjednoczył wszystkie kraje (Sumeru), stał się królem i rządził 1560 lat”. W jedności zatem widziano siłę, szczęście, dobrobyt i „królestwo Boże”.
Istotnie, kiedy na początku III tysiąclecia hegemonię nad wieloma państwami zdobyło Ur, zapanował może dwustuletni pax sumeriana, przerwany jedynie walkami między Uruk i Kisz. Ale już w roku 2560 rozpętały się krwawe walki między co najmniej 8 miastami. Jednak pod koniec III tysiąclecia władca Ummy Lugalzagesi podbił militarnie wszystkie państwa Sumeru – ten sposób jednoczenia stosowany jest przez całe tysiąclecia do dziś. I to dokonanie przypisywane było mocom religijnym: „Kiedy Enlil, król całego kraju (Sumeru), uczynił Lugalzagesiego królem nad całym krajem i podporządkował mu wszystkie inne kraje od wschodu do zachodu (idea imperium światowego) i ustanowił jego prawo nad nimi, od Morza Dolnego (Zatoki Perskiej) przez Tygrys i Eufrat aż po Morze Górne (Śródziemne), drogi kraju stały się bezpieczne. Kraj żył w pokoju, ludzie z radością nawadniali pola, wszystkie dynastie Sumeru i poszczególni władcy z kraju podporządkowali się władzy zwierzchniej Uruk” (Inskrypcja, G. Roux, Mezopotamia, Warszawa 1998, s. 125).
I tak historia miała być prostą drogą do raju ziemskiego, do Dilmun. Jednak Sumerowie doświadczyli, że historia nie osiąga raju. Oto król semickiego Akadu, Szarrukin (po gr. Sargon) I Wielki (ok. 2334-2284), niepostrzeżenie zdobył władzę w Kisz i rozpoczął podbój całej ówczesnej Mezopotamii. Takie meteoryty bogów wojny zdarzają się do dziś niewytłumaczalnie. Jakoż około roku 2316 Sargon pobił też potężnego króla Lugalzagesiego, pojmał go i zawiózł w klatce do świętego miasta Nippur. Tak skończyło się zjednoczone siłą państwo Starego Sumeru. Powstało nowe państwo akadyjsko-sumeryjskie, które trwało około 130 lat, co dla historii było wielkim osiągnięciem.
Jednakże w roku 2200 Akadów rozgromili barbarzyńscy koczownicy z gór Argos, Gutejowie i panowali nad Sumero-Akadem do roku 2116. Dzięki poparciu przez Gutejów wysokiej kultury sumeryjskiej nastąpił jej renesans w latach 2113-2004. Jednak Nowy Sumer już był bardzo słaby. W roku 2004 azjaniccy Elamici, korzystając ze zdrady urzędników Ur (coś to nam mówi), złamali przymierze z Sumerem, zdobyli Ur, splądrowali je, ograbili doszczętnie, spalili i odeszli, a króla Ibbisina uprowadzili w klatce do Elamu. Taki był kres legendarnego Sumeru, zgodnie z wielkim prawem przemijania postaci tego świata (por. 1 Kor 7,31). Smętek „Skargi Ibbisina” tak wyraża los wielu państw, choćby największych:
„Wichura wściekła,
aby czas odmienić
I praw porządek zniszczyć,
przebudziła orkan…
Gdy An (naczelny Bóg) na wszystkie kraje gniewnie spojrzał…
Że ludzie wyjdą
ze swych ojczystych domów,
Uprowadzeni do wrogiego kraju,
Że Subartowie oraz Elamici,
Nieprzyjaciele ich,
zagarną i zniewolą.
Że król Sumeru sam
z pałacu wyjdzie,
Że Ibbisin do kraju Elam pójdzie,
Jak ptak, którego gniazdo
wyburzono,
Jak obcy, który w dom swój
nie powróci.
Na pustych brzegach rzek
Tygrysu i Eufratu
Wyrastać będzie tylko dzikie ziele
I nikt na drogach kraju nogi
nie postawi,
Nikt w dalszą podróż już się
nie wybierze.
W ruinę przemienione
będą miasta,
Lud ”czarnogłowych„
we własnych domach zginie.
An oraz Enlil (pan historii),
wszystkich krajów król,
Postanowili tak
i los tak wyznaczyli”
(„Skarga Ibbisina”, M. Bielicki, Zapomniany świat Sumerów, Warszawa 1966, s.164-165).
I tylko jedna z refleksji nad UE, która w porównaniu z Sumerem przemija wprost błyskawicznie – pod względem strukturalnym Sumer pozostawał zawsze najwyżej zjednoczeniem państw, nigdy nie był jednym monolitycznym państwem.
Starożytny Egipt jako monolit
Wielkim fenomenem jedności w postaci jednego ściśle państwa (choć z okresami rozbicia) był starożytny Egipt. Był to wielki cud dziejowy, że zaistniał niejako jeden naród i jedno państwo, trwające ponad 4 tysiące lat: od IV tysiąclecia przed n.Chr. do roku 641 po n.Chr. Przeszedł przy tym charakterystyczne fale rozwojowe, które przechodzą prawie wszystkie wielkie państwa. Zrodził się nad życiodajnym Nilem w długich walkach z różnymi plemionami, ludami i państewkami egipskimi i okolicznymi. Ukształtował się wyraźniej za pierwszych dynastii faraonów, zwłaszcza kiedy faraon Narmer (ok. 3020-2982) zjednoczył Egipt Górny z Dolnym. Pismo pojawiło się już około roku 3150. Wielki rozwój nastąpił w Starym Państwie za dynastii III-VI (2657-2166) i dynastii VII-XI (2166-2020), kiedy to rozwinęło się państwo władzy królewskiej, budowa piramid, wielkich świątyń, grobowców, posągów, sfinksów, a jednocześnie nastąpił rozwój sztuki, plastyki, architektury, rzeźby, literatury, poezji, teologii, szkół religijnych. Trochę to osłabło w okresie przejściowym (dynastia VII-XV) i w Państwie Średnim za dynastii XI-XII (2020-1793), zwłaszcza za czasów faraonów obcych: Hyksosów (od około 1630 roku do 1528) i za czasów separatystycznych królów tebańskich od dynastii XV do XVII. Egipt odrodził się mocno w Nowym Państwie za dynastii XVIII-XXI (1540-945). Potem jednak następował powoli schyłek: podstawowym problemem jest kryzys władzy królewskiej; faraonami bywają coraz częściej najeźdźcy: Libijczycy, Kuszyci, Czarni, Asyryjczycy, Persowie. Za czasów Greków i Rzymian (945-30) aż do roku 395 n.e. Egipt staje się częścią Cesarstwa Bizantyjskiego, a w roku 642 zostaje całkowicie podbity przez Arabów.
Podsumowując: mocą spajającą Egipt przez te wieki były: ścisła określoność terytoriów, żyzne rolnictwo i hodowla, silna władza monarchiczna, zwycięskie wyprawy zdobywcze, jedna kultura i sztuka oraz wspólna religia, co do której niektórzy badacze utrzymują, że mimo przyjmowania dwóch tysięcy bóstw w głębi rzeczy Egiptowi był bliski monoteizm, a liczne nazwy bogów oznaczały w zasadzie tylko przejawy sił i działań jednego Boga, choć i ten miewał nieraz różne nazwy w zależności od szkół politycznych i teologicznych, np. Re, Ptah, Amon czy Aton. Poza tym Egipcjanie przyjmowali wysoką rozwiniętą moralność, kult wyższych wartości, zmysł sprawiedliwości i przepotężne pragnienie wiecznego trwania. Przy czym silna władza centralna z czasem nie niwelowała życia osobistego swoich poddanych, lecz raczej sprzyjała subiektywizacji państwa, religii i kultury.
Unifikacje państwowe na Wschodzie
Trudno tu omawiać wszystko. Ale nie można nie wspomnieć o fenomenie Chin. Otóż ogromne Chiny również zaczęły się kształtować wśród krwawych walk i wojen od początku IV tysiąclecia, a konkretnie od trzech państewek królewskich zjednoczonych i rządzonych przez kolejne trzy dynastie: Xia (2295-1767), Shang – Yin (1766-1112 lub 1107) i następnie Zhou (1122 lub 1027-1221). Państwa te toczyły boje z sąsiadującymi plemionami, a od czasu do czasu – pradawnym zwyczajem – i między sobą. Ciekawe, że jedności państwowe znaczyły się prawie zawsze bratnią krwią. I potem Chiny rosły przez ustawiczne napaści na innych, grabieże i walki królów, państewek i ludów. A jednocześnie, jak pisał Konfucjusz w „Księdze Ceremonii” (Liji), na samym początku był – według wszystkich podań – Wiek Złoty, czyli Wielkiej Jedności (Ta-thunn) i pokoju. Faktycznie dopiero cesarz Zheng z dynastii Qin zjednoczył państwa chińskie w roku 221 przed n.Chr. Ale następowały ciągle bunty, podziały i walki. Aż silniejszego zjednoczenia dokonała dopiero – ciekawe – obca dynastia mongolska (1279-1368 po n.Chr.), następnie jeszcze mocniej dynastia mandżurska: l644-1911. Chińczycy buntowali się ciągle wobec rodzimych władców, ale mężczyźni prawie przez 270 lat nosili pokornie warkocze i tonsury na głowach na znak uległości cesarzom mandżurskim. O jedności państwa decydowała siła i przemoc, ostatecznie w roku 1949 krwawa przemoc marksisty i ateisty Mao Zedonga. Jest to bardzo trudne do wytłumaczenia.
Również jedność dzisiejszych Indii była trudnym procesem dziejowym. Zaczęło się około V tysiąclecia od mnogości na całym niemal Półwyspie Indyjskim plemion, ludów, języków (ok. 800 i 1700 dialektów), miast, księstw (ok. 300), kultur lokalnych, państw. Ale następowały kroki ku pewnej jedności od wspólnot drawidyjskich i kultur Indusu do podbojów przez nomadycznych Ariów około roku 1500. Ale i potem różne księstwa i państwa rodziły się nowe, rozwijały, walczyły, podbijały inne lub upadały pod ciosami drugich czy też rozkładały się z przyczyn wewnętrznych. Po prostu jest takie prawo dziejowe, że nie ma zjednoczeń bez wielkich trudności i walk. Historycy zachodni skarżą się historykom indyjskim dziś, że nie można zrozumieć dokładnie dziejów Indii, gdyż jest to jedna wielka kotłowanina zdarzeń, spraw, walk i ludzi. Jednak ten tygiel otrzymywał z czasem jakieś formy unifikacyjne. W roku 320 przed n.Chr. nastąpiło zjednoczenie licznych państw na północy półwyspu za dynastii Mauriów za cesarza Aśoki. Zaraz po nim powstało unifikacyjne imperium Guptów, które jednak w wieku V po n.Chr. zostało podbite przez Hunów. W wieku XI z kolei muzułmanie utworzyli wielki sułtanat w Delhi, który przetrwał 300 lat. Pod koniec XIV w. Delhi zostało podbite przez Mongołów. W wieku XVII i XVIII indyjscy Marathowie pokonali muzułmanów i utworzyli swoje wielkie państwo. Ale od wieku XVII Indie zaczęły się stawać kolonią Europejczyków, rzekomo chrześcijańskich, głównie Wielkiej Brytanii. Ale niektórzy historycy indyjscy mówią, że był i jeden wielki pożytek z tej kolonizacji, a mianowicie obudziła ona zmysł jedności narodowej. Dzięki temu Indie mogły w roku 1947 uzyskać wolność, choć rozpadły się jednak na dwa państwa: na Republikę Indii i Pakistan.
Również z podbojów zrodziło się w I tysiącleciu przed n.Chr. ogromne imperium staroperskie, rozbite przez Aleksandra Wielkiego w latach 334-331, a potem nowa Persja upadła z powodów rozbicia oligarchicznego i błędów ekonomicznych.
Grecja i Rzym
Ciekawe, że Grecja powtórzyła typ sumeryjski: nigdy nie była jednym państwem, a jedynie zbiorem miast-państw. W II i I tysiącleciu nadeszły nowe fale migracyjne na teren Grecji z północy: Achajów, Jonów i Dorów. I tak wyrastały nowe miasta-państwa: Ateny, Sparta, Korynt, Megara, Eretria, Teby, Mykeny, Delfy, Messena i liczne inne. A z czasem powstało ok. 160 miast kolonijnych pozostających w zasięgu Grecji. Mimo pewnej wspólnoty etnicznej każde miasto było państewkiem samodzielnym, autonomicznym i wolnym. Zgodnie z jakimś przeklętym prawem państwa te nie tylko współpracowały między sobą, ale też ostro konkurowały, waśniły się, a nawet prowadziły krwawe i wyniszczające wojny. Czasami tylko dla historycznych celów, np. obrony przed Persami, zawiązywały tzw. amfiktionie, czyli praktyczne zjednoczenie pewnej grupy państw. Ale i amfiktionie miewały jakieś dziwne prawa. Na przykład kiedy jakieś miasto zbuntowało się przeciw hegemonowi, np. Sparcie, to on miał wolność zastosowania tzw. andrapodismosu, czyli najazdu na to miasto, zburzenia go i wzięcia ludności do niewoli, a nawet do wymordowania wszystkich mężczyzn. Po pewnym czasie pomyślano o szerszych związkach i tak powstała Symmachia Spartańska (współobrona przed wrogami), czyli Związek Peloponeski, który jednak został rozbity przez wodza Teb, Epaminondasa, przywódcę Związku Beockiego w roku 371 pod Leuktrami. Nawet i symmachie walczyły między sobą. Ateny utworzyły Związek Morski przeciwko Sparcie (por. wojna peloponeska), przekształcony w związek Hellenów, mający objąć wszystkie miasta greckie. Ale wnet państwa zaczęły się z niego wycofywać. Ksenofont i Isokrates radzili, by jednoczyć Grecję metodami dyplomatycznymi. Jednak rady ich uważano za naiwne. Toteż zjednoczenia dokonali dopiero najeźdźcy: najpierw Filip Macedoński, którego Ateńczyk Isokrates wezwał, by zjednoczył Grecję, a po nim jego syn Aleksander Wielki. Aleksander chciał zjednoczyć Grecję i zresztą cały ówczesny świat, chciał zaprowadzić pewien ekumenizm religijny i kulturowy, równość ludzi bez względu na pochodzenie i narodowość, pokój, ład i sprawiedliwość i wzywał, by świat uważać za ojczyznę wszystkich ludzi. Jednak po jego śmierci historia Grecji wróciła na dawne tory: walki o władzę, o bogactwo i do szału niszczenia.
W roku 146 Grecję podbijają „barbarzyńscy” Rzymianie. Imperium Rzymskie zrodziło się również z miasta-państwa „Roma”, równie z krwi bratniej (bo jego założyciel [w roku 753 lub 747] Romulus zabił przeciwnego sobie brata Remusa), ale i na początku z połączenia się z plemieniem Sabinów. Jednak całe dalsze dzieje od epoki królewskiej przez republikańską do końca cesarskiej w roku 476 (na Zachodzie) to podboje i zdominowanie całego ówczesnego świata europejskiego, wokół śródziemnomorskiego i Bliskiego Wschodu. I to w większości dokonało się na mocy oręża i taktyk militarnych. Rzym niósł olbrzymie wartości polityczne, jurysprudencyjne, administracyjne, społeczne i militarne, a także poniósł wielkie zasługi w propagowaniu wielkich wartości Grecji: intelektualizmu, naukowości, dociekliwości, filozofii, literatury, sztuk wszelkiego rodzaju i rozwoju kultury duchowej.
Jednak z wiekami siły polityczne i militarne Rzymu i Italii wyczerpały się. Śmiesznie niektórzy historiografowie piszą, że Rzym upadł dlatego, że Italowie jako spoiwo władcze jedli z ołowianych naczyń, wskutek czego mieli zwyrodnieć fizycznie. Przecież w czasach wielkiego rozprzestrzenienia spoiwem, zwłaszcza poza Italią, stawali się już obcy. Nie wolno więc pomijać innych przyczyn upadku imperium, przyczyn, które pomija dziś UE u siebie, a mianowicie upadek duchowy, moralny, dyscyplinarny i ideowy (por. M. Klementowski, Powszechna historia ustroju, Warszawa 2012, s. 33 nn.).
A co dziś z UE?
Ostatnie czasy też nie rezygnowały w tworzeniu wielkich jedności z siły i przymusu. Niemcy chciały zbudować sobie „Tysiącletnią Rzeszę” z Europy ogniem i mieczem. Podobnie i Związek Sowiecki chciał stworzyć nowy świat przy użyciu brutalnej przemocy, totalnego zakłamania i ateistycznej utopii. Zresztą Moskwa sposobiła się do tego od swego początku: trzeci z kolei książę moskiewski Iwan I Kalita za pomoc Złotej Ordzie w tłumieniu przeciwko niej powstania bratniego księcia twerskiego otrzymał w roku 1328 tytuł wielkiego księcia włodzimierskiego i krzewił kulturę mongolsko-turańską. A po pobiciu Mongołów na Kulikowym Polu w roku 1380 nastąpił już ciągły podbój ziem ruskich i krajów sąsiednich. Niezadługo Moskwa uznała się za kontynuatorkę Cesarstwa Bizantyjskiego i za Trzeci Rzym. Nawet wiodące dziś imperium amerykańskie zrodziło się z inwazji imigrantów europejskich na ludy autochtońskie, imigranci musieli staczać krwawe wojny o wolność od państw macierzystych i wreszcie o ukształtowanie ustroju swego państwa. W każdym razie żadne wielkie państwo wieloskładowe nie powstaje bez przemocy i rozlewu krwi.
I oto od początków wieku XX zaczęto myśleć w wielu ośrodkach o dokonaniu niezwykłego tworu, który formułowano jak „Europa Ludów”, „Stany Zjednoczone Europy”, „Europa jako Nowa Ojczyzna”, „Unia Paneuropejska” i inne. Ale hitleryzm i sowietyzm oraz obie wojny światowe obnażyły bezlitośnie naszą naiwność. Mimo to grupa wielkich postaci historycznych katolickich uwierzyła, że może nastąpić jednak cud utworzenia prawdziwej i twórczej Europy na sposób dobrowolny, bez przymusu i bez utraty tożsamości. Robert Schuman (+1997), Alcide De Gasperi (+1954), Georges Bidualt (+1963), Paul Henri Spaak (+1972), Konrad Adenauer (+1967) i Charles de Gaulle (+1970) i niektórzy inni przyczynili się odważnie do stopniowego faktycznego budowania Wspólnoty Europejskiej. Wspólnota ta bazowała na chrześcijańskim uniwersalizmie i zarazem na absolutnym charakterze osoby ludzkiej oraz na łączeniu bazy materialno-gospodarczej z bazą kulturalną i duchową. I budowa takiej Wspólnoty Europejskiej postępowała od roku 1957. Ale oto ateiści, masoni, lewacy, postkomuniści ustanowili, że na miejsce Wspólnoty powstanie Unia Europejska jako jedno ścisłe państwo, i to tylko na bazie materialno-gospodarczej i ateistycznej, a miejsce sfery duchowej i religijnej zajmą jakieś mętne „nowe wartości europejskie”, jak nieokreślona wolność, równość, solidarność i inne.
Kodeks etyki wraz z całą tradycją ludzkości został wykreślony. I co gorsza: taki program jest narzucany wszystkim państwom członkowskim siłą lub podstępem. Jednocześnie zostały wypaczone główne zasady materialno-gospodarcze, jak np. wolny rynek. Stąd obie te sfery wymagają absolutnie korekty i redefinicji. Główne błędy wynikają z czysto materialistycznej i ateistycznej koncepcji człowieka jako jednostki i jako społeczności. Przede wszystkim żadna społeczność nie może żyć, rozwijać się i prosperować bez kategorycznej etyki. Tymczasem UE wyrzuca nie tylko prawdziwą religię chrześcijańską, ale także wyższą etykę. Jest to objaw śmiertelnej choroby społeczeństwa rzekomo „nowego”.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej

