logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

„Czarne” myśli i słowa

Niedziela, 9 października 2016 (18:57)

Aktualizacja: Niedziela, 9 października 2016 (18:57)

Tak wielu nie spodziewało się, że w mądrej, wolnej i dumnej Polsce znajdą się pewne społeczności tak bardzo „czarne”, nieodpowiedzialne, wrzaskliwe i brutalne w postaci „czarnego protestu” dążącego do rozwalenia naszego domu polskiego nie tylko materialnie, ale także umysłowo, moralnie i religijnie. 

Oto mały przegląd tych głosów protestujących przeciwko złożeniu do Sejmu obywatelskiego projektu „Stop aborcji” także w trzech dopuszczanych dotychczas przypadkach. Aż człowiek nie dowierza, że mógł spontanicznie wybuchnąć taki szał wściekłości, ataków i „czarnego protestu”.

„Wolność i godność”

Chyba najczęstszym hasłem na demonstracjach przeciwko pełnej ochronie życia nienarodzonych jest „wolność” kobiety. Oto, czego się domagają kobiety: „Wolność i godność kobiety”, „Wolność jest wartością nadrzędną”, „Aborcja na życzenie”, „Aborcja na żądanie”, „Brońmy kobiecej godności”, „Matka z wyboru za wyborem”, „Szanuj rozum i godność kobiety” i inne.

U podstaw tych haseł jest bożyszcze czarnej wolności wykoncypowanej przez skrajne feministki amerykańskie i opanowujące dziś całą UE, która domaga się, w sposób nielegalny, żebyśmy i my wprowadzili aborcję na życzenie. Jest to i szaleństwo życiowe, i negacja moralności. Myślenie to charakteryzuje indywidualizm, ideologię bycia „singlem” i całkowity amoralizm. Kobieta ma nie mieć żadnej więzi z innymi i ze społeczeństwem, a jej poczęte dziecko nie jest embrionem ludzkim, nie ma też związków z istotami ludzkimi, jest gadżetem i nie posiada żadnych praw. Stąd i zabicie tego embrionu nie podpada pod żadne normy etyczne. Wprawdzie raz czy dwa razy pojawia się problem „sumienia” matki, ale tylko w takim znaczeniu, że o tym, czy zabicie dziecka jest moralnym dobrem czy złem, decyduje matka, jej własny kodeks etyczny, jaki sobie sama ustanowi. Kobieta jako matka poczętego dziecka ma stanowić zupełnie odrębny świat o własnych subiektywnych prawach moralnych. Ostatecznie jest to pochodna skrajnego liberalizmu zachodniego, że człowiek jest sam sobie bogiem. Paranoja!

Przy tym samookłamywanie się aborcjonistki idzie tak daleko, że chce uchodzić za osobę „godną”. Stąd odwoływanie się w społeczności do „wolności sumienia i religii” w Konstytucji. To zakłamanie ma ją uwolnić od zarzutu złego czynu. Bowiem nie tylko ma wolność decyzji, ale też nie jest obciążona żadną niegodziwością. Jako pani swoich zasad etycznych pozostaje rzekomo osobą w pełni godną i w czynie aborcji, choćby ją czyniła i na dzień tylko przed narodzeniem. Ludzie zarzucający jej zło są, według niej, ludźmi wstecznymi, nienawistnymi i nierozumiejącymi postępowego świata. Samousprawiedliwianie się i samouspokajanie człowieka po złych czynach trwa nieraz aż do śmierci. Oczywiście takie różne zachowania dotyczą raczej ideologów aborcji, nie zaś prostych kobiet, które dokonują aborcji najczęściej z różnych lęków.

U ideologów aborcji żądanie wolności aborcji nie ogranicza się do pewnych przypadków, lecz miałoby obejmować cały czasokres przed urodzeniem dziecka i bez żadnych zastrzeżeń. „Aborcja na życzenie”, „Aborcja na żądanie” miałaby obejmować wszelkie przypadki. Jest to coś potwornego, choć wiele osób demonstrujących niczego głębiej nie rozumie. Tragiczna jest ideologia feministyczna, że aborcja jest praktyką godną, rozumną, właśnie z motywu „miłości”. Mówi się też nieraz, że aborcja nie wiąże się z cierpieniem ani dziecka, ani matki, ani innych ludzi, a cierpieniem ma być tylko zakaz aborcji. Najgłębszym źródłem tego szaleństwa jest ateizm lub satanizm, panoszący się ostatnio w całości USA. Szatan żywi się niewinną krwią, bo to jest najbardziej antyboskie. Nie jest dla nas pociechą, że w większości państw UE szaleństwo to jest jeszcze bardziej okrutne, bezsensowne i przestępcze.

„Nie zabijaj” – norma dla wszystkich

Częstym sposobem uniewinniania się aborcjonistów jest przyjmowanie, że zakaz aborcji wywodzi się tylko z religii i obowiązuje tylko wierzących. Kto zaś nie wierzy w Boga lub nie należy do żadnej religii czy też po prostu nie jest „fanatykiem religijnym”, to dla niego aborcja nie jest złem, a raczej dobrem lub przynajmniej czymś lepszym niż „cierpienie” powodowane ciążą niechcianą. Świadczą o tym głupawe hasła: „Chcę mieć prawo do wyboru bez państwa i Kościoła nadzoru”, „Twoja teologia z dala od mojej biologii” i inne przeciwko Episkopatowi, księżom i świeckim obrońcom życia.

Tymczasem „nie zabijaj niewinnego” nie jest wytworem religii, lecz wynika z istoty bytu człowieka, z natury jego życia, z prawa prokreacji. W tym aspekcie aborcja jest też rodzajem samobójstwa ludzkiego matki. Religia, przede wszystkim katolicka, wzmacnia ten zakaz z całą siłą, poucza, że aborcja jest wielkim grzechem przeciwko Bogu, człowiekowi i życiu. Grzech ten godzi w samego Boga Stwórcę i w Chrystusa dawcę życia nadprzyrodzonego, dawanego nie tylko za wiarę, ale i za wielkie czyny w duchu tejże wiary. Episkopat nie dręczy. Wprost przeciwnie: działa dla dobra matek, dla dobra ich osobistego, dla dobra poczętego dziecka, dla dobra społecznego, dla dobra narodowego i dla Kościoła oraz dobra nadprzyrodzonego. Świadome zabójstwo niewinnego dziecka jest bardzo ciężkim grzechem i zarazem godzeniem matki w swoje człowieczeństwo. Nie da się tego zła i odpowiedzialności za nie zatuszować przez odrzucenie Boga i Kościoła.

Aborcja nie jest „obroną życia”

Złoczyńcy ideologiczni i praktyczni brną jeszcze dalej w paranoję i w szatańską ciemność i mówią, że „aborcja jest w obronie życia”. Aż nie można tej perwersji szatańskiej pojąć. Być może brany tu jest pod uwagę jakiś aspekt wyjątkowy i rozciągnięty na całość. Na przykład wołanie: „żeby nie było bękartów, kalek i chorych”, może oznaczać, że chodzi o abortowanie takich dzieci, które by miały bardzo ciężkie życie, a następnie, gdyby żyły, to degenerowałyby gatunek ludzki biologicznie (eugenika). Wyraźnie widać to myślenie w haśle: „Bez aborcji osłabnie biologia ludzka”. A może też jest to skrót myśli, że nieraz aborcja ratuje życie matki zagrożone ciążą. A może też chodzi o metaforę, że aborcja broni tylko luksusowego nieraz standardu życia matki. Taka zwodnicza mętność gnieździ się w innych analogicznych hasłach: „Chcemy całego życia” – może życia społecznego bez „przeszkody” dziecka? Albo: „Kobieta też człowiek” – może to znaczyć, że jeśli kobieta ma dziecko, bez względu na motyw poczęcia, jest przez otoczenie traktowana jako „gorszy człowiek”. „Chrońmy życie narodzone” – może niekiedy aborcja jednego dziecka podniesie standard życia drugiego. Niepokoi też hasło „Feminizm dla zdrowia” w kontekście problematyki aborcji – podobno zdarzało się, że niektóre sportsmenki byłego NRD zachodziły w ciążę, by na pewien czas wzmocnić swoją kondycję sportową. Co się kryje pod innymi hasłami? „Brak dostępności do aborcji przyczyni się do zagrożenia zdrowia i życia kobiet”, „Kobiety też chcą żyć” (czyli rodzenie to śmierć?), „Chcemy rodzić, nie umierać”, „Martwe nie będziemy rodzić” i inne… Albo: „Zakaz aborcji jest niehumanitarny” – czyli zabijanie dzieci na każdym etapie embrionu jest humanitarne? Zakaz zabijania jest niehumanitarny, a zabijanie niewinnego jest humanitarne? Stek tych i podobnych nonsensów jest porażający. W ogóle niemal wszystkie ideologiczne hasła proaborcyjne zakładają czysto materialistyczny, biologiczny i zwierzęcy (jeśli nie niższy jeszcze) status człowieka i jego embrion nie miałby już od samego początku kodu osobowego.

„Prawo” do aborcji

Zdegenerowane kultury komunistyczne, postkomunistyczne i liberalistyczne posunęły się aż do tego, że aborcję – i to na każdym etapie – uważają nie tylko za dopuszczalną, ale także za fundamentalne i czasami konieczne prawo: „Aborcja prawem, nie towarem”, „Aborcja prawem kobiety”, „Prawo wyboru (zabić czy urodzić) prawem człowieka”, „Prawa kobiet = prawa człowieka” (zabijanie nienarodzonych ma być prawem człowieka).

W takim porządku prawnym ma nie być żadnego problemu etycznego: jeśli matka chce zabić, to czyni dobrze, bo „ma prawo” społeczne i religijne. A zakaz aborcji ogłasza się jako niehumanitarny, jako średniowiecze lub jako barbarzyństwo. I tak zwolennicy aborcji nie znają średniowiecza i dawniejszych czasów. Były niektóre stare państwa, które – jak np. Egipt czy Asyria – zabraniały aborcji ze względów gospodarczych czy militarnych i było to zarazem bardzo humanitarne. A jeśli chodzi o chrześcijaństwo, o średniowiecze chrześcijańskie, to poziom umysłowy, naukowy, kulturowy i moralny jego elit był wielokrotnie wyższy niż poziom dzisiejszych naszych elit, średniowiecze stało niżej tylko w dziedzinie technologicznej.

„Piekło kobiety”?

Wśród omawianych haseł znalazło się i takie, demoniczne, że całkowity zakaz aborcji jest ogromnym uciemiężeniem kobiet: „Stop piekłu kobiet!”, „Tak dla macierzyństwa, nie dla barbarzyństwa”, „Niezasłużone cierpienie kobiety i dziecka” (jakby abortowane dziecko nie cierpiało), „NIE dla piekła kobiet”; stąd projekt sejmowy „Ratujmy kobiety” – a nie dzieci zabijane. „Nie chcemy być męczennicami” – które „muszą” rodzić. Jest w tym wszystkim żal kobiet, że nie są mężczyznami. Żalą się: „77% przeciwników aborcji to mężczyźni – żaden z nich nie zajdzie w ciążę!”. Właśnie, i czasami wydaje się, że dla feministek najwyższym cierpieniem jest to, że to one „muszą” rodzić, a nie kto inny. Nie chodzi tu o cierpienie przy rodzeniu, ale kiedy kobieta zaszła w niechcianą ciążę, to cierpi psychicznie, moralnie i społecznie. Dochodzi do takiego nieraz idiotyzmu w dzisiejszej pseudokulturze, że kobieta wstydzi się ciąży. Toteż niektóre głoszą: „Moja macica jest feministką”. I za tym idzie nienawiść do Kościoła, do mężczyzn i do całego świata. A rzadko która przyznaje się po latach, że prawdziwe „piekło” przeżywa właśnie po dokonaniu aborcji. Piekło również dla jej rodziny czy innego otoczenia. Spotkałem kilku ludzi, którzy wiedzieli, że ich matka dokonała aborcji przed lub po ich urodzeniu. Jest to piekielny ból dla dziecka narodzonego. Taka matka jest dla żywych stracona jako matka miłości i jako dobry człowiek. Nieraz nie mogą już oni siebie w tej rodzinie odnaleźć.

Warto też tutaj przypomnieć, że pewien lekarz nakłaniał matkę Karola Wojtyły, czyli św. Jana Pawła II, by przerwała jego życie w swym łonie z powodu choroby. Ale, dzięki Bogu, odmówiła. Co by było? Tak często nam brakuje nachylenia się nad każdym życiem, które ma swój osobny i tajemniczy kod Boży na życie, na historię, na dokonania i na wieczność. Kod całego życia, czyli zamysł Boży co do każdego embrionu, jest zapisany w momencie jego poczęcia już na całą przyszłość.

Paskudna trywializacja

Rozpowszechniły się, zwłaszcza wśród feministek, wulgarne hasła: „Moja macica, moja sprawa”, „Moje ciało, moja intymność”, „Moje ciało należy do mnie”, „Wara Kościołowi od mojego brzucha!”, „Nasze ciała nie są własnością rządu”, „Precz od mojego brzucha!” i inne. Kim czy czym jest matka i czym jest urodzenie człowieka? Oburzające jest sprowadzanie narodzenia człowieka niżej niż chcianego zwierzęcia, do czystej fizjologii, biologii, nazywanie go płodem, zarodkiem, „grupą komórek”. Jest to jak najbardziej „czarne” potraktowanie poczętego człowieka jako niezwiązanego ani z matką duchowo, ani z ojcem, ani z rodziną, ani ze społecznością, ani z państwem, tyle co z Bogiem i Kościołem. Ot, zdarzenie nieszczęśliwe, niepotrzebne nikomu, gadżet czyjś, zdany na kaprys rodzicielki. Tragiczny i smutny los istoty, która trafiła na zbrodniczą wolę, przed nikim niechcącą odpowiadać. Wprawdzie teologia katolicka wnioskuje, że najmniejszy embrion kiedyś zmartwychwstanie jako dojrzały i wspaniały człowiek, ale tragedia złej woli, wolnej woli, ludzkiej, pozostaje tragedią. Embrion ludzki to nie jakiś polip na macicy.

Pozbawienie nie tylko matki, ale i Ojczyzny

Oto hasłologia aborcyjna skierowana jest nie tylko przeciw samemu dziecku, ale i przeciwko społeczeństwu, Narodowi, tradycji, Ojczyźnie. Wyrażają to m.in. hasła: „Matka Polka ma już dość”, „Nie zrobicie ze mnie Matki Polki Męczennicy”, „Chcemy lekarzy, nie misjonarzy”. „Jeszcze Polka nie zginęła, ale wkrótce może” – czyli antyaborcja miałaby zabijać Polki. „Dzieci moje – nie Ojczyzny”, „Moje łono – nie Ojczyzny” – dziecko nie dla Narodu ni Ojczyzny, „Świeckie państwo, Prawa człowieka, Zdrowi psychicznie rządzący, Ochrona zwierząt i przyrody. Ta ustawa to gwałt” – zakaz aborcji to choroba psychiczna rządu. „Państwo odbiera wolną wolę”, „Spłacanie długu Kościołowi przez PiS”, „Żebyśmy im narodziły naród” i inne.

Te i im podobne hasła są wzięte z repertuaru skrajnego feminizmu i liberalizmu UE, z pogardą wobec Polski, wobec społeczeństwa polskiego i naszej kultury, i w głębi są ateizujące. Wydają się redagowane przez jeden ośrodek charakteryzujący się nienawiścią do religii, Ojczyzny, państwa, prawa, kultury, tradycji i etyki ogólnoludzkiej, no i niegrzeszący żadną logiką.

***

Na koniec trzeba wypowiedzieć coś pesymistycznego o pewnych rzeszach współczesnych Polaków w aspekcie duchowym i moralnym. Są zwykle formułowane dwie skrajne opinie: pierwsza, że społeczeństwo polskie trzyma się na ogół bardzo dobrze, i druga, że przeciwnie: jest bardzo zniszczone przez wojnę, komunizm, postkomunizm i ostatnio przez nieodpowiedzialny liberalizm. Kto ma rację? Myślę, że najbardziej słuszna jest ocena wypośrodkowana ze wskazaniem wszakże na ludzi mądrych i godnych.

Ale jest też dosyć znaczna i ciągle narastająca cała warstwa inteligencji i różnych dorobkiewiczów oraz bezmyślnych, która duchowo, moralnie, kulturowo i religijnie stacza się coraz niżej. Taka jest fala ogólnoświatowa, ale u nas do niedawna było trochę lepiej, jednak czynniki kierownicze, polityczne i kulturotwórcze poddają się coraz bardziej złym wpływom popadającej w głęboki kryzys duchowy i moralny całej kultury euroatlantyckiej. A w takiej sytuacji bardzo trudno jest opanować kryzys ogólny, rozkład państwa, chaos, zamieszanie, bezprawie, wszelką przestępczość, zdziczenie i niewyobrażalne szaleństwa. Mogłyby uczynić wiele dobrego zorganizowane silne ośrodki władzy, głównie przez wprowadzenie ładu, wielkich idei i dyscypliny prawnej i moralnej. Ale jest to w wielkim rozkładzie niezwykle trudne. Trzeba zauważyć, że Cesarstwo Rzymskie upadło m.in. z powodu upadku dyscypliny w armii, ale, niestety, kiedy paru cesarzy brało się za dyscyplinowanie wojsk, to przeważnie jakaś grupa wojskowa ich mordowała i wybierała nowego cesarza im spolegliwego, a rozkład się pogłębiał. Nowa władza wyrastała głównie na bazie schlebiania gustom społeczności niegodnych. Na takich przykładach dostrzegamy lepiej i nasze obecne problemy. Różni pseudopolitycy chcą zdobywać władzę nie przez odrodzenie społeczne i państwowe, lecz przez schlebianie czynnikowi rozkładowemu. Przy tym, niestety, duchowy i moralny kryzys Europy zaczyna wpływać negatywnie i na pewne ośrodki katolickie. Toteż stają się koniecznością liczne i żywe ruchy odrodzeniowe i obronne.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Nasz Dziennik