logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Próby przełamania dziedzictwa PRL

Piątek, 14 października 2016 (19:33)

Aktualizacja: Piątek, 14 października 2016 (20:14)

Lustracja nie była priorytetem ustrojowym III RP

Cechą ideologii sockomunistycznej, która zaważyła na życiu osobistym i społecznym obywateli PRL, było zakłamanie. Manipulacja świadomością jednostek, środowisk zawodowych i grup społecznych w imię demokracji socjalistycznej i sprawiedliwości społecznej stała się środkiem dyscyplinowania opornych wobec partyjnej monokultury i sowieckiej dominacji.

Korzystanie z minimum wolności od podporządkowania totalitarnemu systemowi wytworzyło mechanizm obrony w postaci zróżnicowania między tym, co się myśli, co się mówi i co się robi. Brak podporządkowania się dyrektywom władzy partyjnej, wspartej nadzorem służb specjalnych (UB, SB) z jej komórkami we wszystkich strukturach funkcjonowania państwa i społeczeństwa – skutkował wykluczaniem i zagrożeniem egzystencji opornych.

Rozliczenie z kolaboracją

Przebudzenie do życia w prawdzie dokonane po pierwszej wizycie w 1979 roku w Polsce Papieża Jana Pawła II zaowocowało przemianą ludzkiej świadomości.

Ruch „Solidarność” stworzył nową jakość postaw ludzi w totalitarnym państwie.

Przezwyciężenie niewolniczej mentalności i wiara w naturalny porządek godnego korzystania z praw człowieka – ustanowiony Bożą wolą – wywołały przemianę ustrojową w Polsce i w Europie.

Po przemianach związanych z wynikiem częściowo wolnych – reglamentowanych porozumieniami tzw. Okrągłego Stołu – wyborów zaistniało zagadnienie: czy w odchodzeniu od PRL-owskiego zniewolenia postaw i sumień możemy oczekiwać od elit sprawujących władzę skutecznych działań dla ujawnienia i napiętnowania kolaborantów systemu komunistycznego, winnych przestępstw i zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i jego obywatelom.

Poczucie elementarnego, sprawiedliwego rozliczenia się z przeszłością wymagało ujawnienia prawdy o każdym, kto był obciążony współdziałaniem z komunistycznym aparatem zniewolenia.

Brak życia w prawdzie mógł przekreślić nadzieję na budowanie trwałego ładu moralnego nowej Polski.

Obrońcy konfidentów

Jesienią 1991 roku zbliżały się pierwsze od ponad 50 lat wolne, demokratyczne wybory parlamentarne. W tych okolicznościach Senat I kadencji 19 lipca 1991 roku podjął uchwałę wzywającą rząd do spowodowania ujawnienia wiedzy, które z osób kandydujących do Sejmu i Senatu były w przeszłości pracownikami lub świadomymi współpracownikami byłych organów bezpieczeństwa publicznego i wojskowych służb specjalnych. W przypadku, gdy miało to miejsce, fakt ten miał być podany do ich wiadomości, a w sytuacji braku sprostowania, do wiadomości publicznej w trybie ustalonym uchwałą Rady Ministrów. Wiedza o tym fakcie winna być dostępna na dzień wyborów.

Reakcja ujawniła charakter i kierunek przemian w Polsce. W trybie pilnym senator prof. Tadeusz Zieliński (późniejszy Rzecznik Praw Obywatelskich) zwołuje na 25 lipca 1991 roku Komisję Inicjatyw i Prac Ustawodawczych, aby rozstrzygnąć, czy podjęta przez Senat uchwała jest… wykonalna.

Skład zaproszonych i przybyłych gości wskazuje na niezwykłą wagę tematu tego nadzwyczajnego posiedzenia komisji Senatu. Obok samego ministra sprawiedliwości zasiadają w nim m.in.: dyrektor biura prawnego MSW, szef Kontrwywiadu Wojskowego, przedstawiciel Zarządu Kontrwywiadu UOP, dyrektor Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW. W toku debaty ścierają się poglądy i argumenty powracające jak echo do dziś.

Przeciwko realizacji uchwały i procesowi ujawniania stanu wiedzy i dokumentacji o współpracownikach stalinowskiego i PRL-owskiego aparatu przemocy i ucisku przywoływane są różne argumenty.

Minister sprawiedliwości zasłania się brakiem rozważenia problemu przez Radę Ministrów i koniecznością rozwiązań ustawowych w tym zakresie.

Nie trafiają do przekonania zebranych kontrargumenty, że negowanie wykonania tej uchwały to negowanie prawa człowieka do informacji o nim samym, że należy umieszczonym na listach w wyniku manipulacji bądź szantażu współpracownikom umożliwić sprostowanie i zlikwidowanie tych zapisów, że prawny zakaz udzielania informacji o obywatelu uzyskanych w trakcie wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych – nie dotyczy swoistych kontaktów ze służbami bezpieczeństwa. Rodzi się pytanie, czy tajemnica służbowa i państwowa PRL okresu stalinowskiego, poststalinowskiego i obecnego są tożsame.

Pada odpowiedź, że: „Metody i formy pracy operacyjnej organów bezpieczeństwa nie zmieniły się ze zmianą reżimu…, a wielu z dawnych współpracowników współpracuje nadal, oczywiście na rzecz… na rzecz dobra naszego kraju”.

Na pytanie: czy między integralnością działania resortu w przeszłości, kiedy był służebny wobec interesów takiego samego resortu Związku Sowieckiego i całego Układu Warszawskiego, a jego funkcjami dzisiaj należy postawić cezurę – pada odpowiedź, że ze względów praktycznych „nie możemy tak po prostu się odciąć, a też nie możemy być identyfikowani z resortem, który realizował cele Układu Warszawskiego i był absolutnie infiltrowany przez obce służby, tzn. przez KGB”. Przy tym szef kontrwywiadu, odmiennie niż jego następcy w III RP, nie widział formalnych przeszkód, żeby zainteresowanym udzielić odpowiedzi, czy figurują w resortowej kartotece jako tajni współpracownicy.

Pada też złowrogie stwierdzenie, że aktywni i przydatni aktualnie współpracownicy mogliby uzyskać zaświadczenie o braku współpracy!

Na moje pytanie, czy gdyby tezy podjętej przez Senat uchwały stały się treścią ustawową rangi konstytucyjnej, stanowisko przedstawicieli zgromadzonych organów państwa uległoby zmianie, pada odpowiedź: – To my takiej ustawy nie będziemy wykonywać! Zapadło milczenie…

Po wymianie przedstawionych stanowisk przewodniczący komisji Senatu stwierdził, że cel posiedzenia został osiągnięty i „możemy powiedzieć, że do wykonania tej uchwały wymagane będą jakieś dodatkowe akty, że tego w tym stanie rzeczy, w tym stanie prawnym wykonać się nie da, że uchwała może być wykonana w sposób niewłaściwy, że mimo wszystko musimy zachować pewną ostrożność, teraz zwracając uwagę na niemożliwość realizacji tej uchwały w sposób ściśle legalistyczny. Jeżeli teraz tego nie zrobimy, to ona może być przedmiotem różnych machinacji, manipulacji… Może być źródłem zniesławienia, przed którym nie będzie łatwo się jednak obronić, a w każdym razie kandydaci, którzy zostaną zniesławieni, odpadną, oni nie zdążą obronić się przed tymi zarzutami i poniosą wielką krzywdę. Naruszone zostanie ich bierne prawo wyborcze”.

Reglamentowanie prawdy

W pierwszych wolnych wyborach III RP przy doborze kandydatów do Sejmu i Senatu pominięto uchwałę Senatu i – z wyjątkiem kandydatów Porozumienia Centrum – nie podjęto weryfikacji wiedzy o ich ewentualnej współpracy z opresyjnymi strukturami PRL. Nie podjęto też oficjalnej próby prawnego uregulowania problemu lustracji.

Trudno dzisiaj powiedzieć, jak dalece brak realizacji tej uchwały zaowocował w następnych odsłonach matactwem w ukrywaniu prawdy o genezie karier politycznych na najwyższych szczeblach władzy w III RP.

Kiedy Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” we własnym zakresie przystąpiła do akcji lustracyjnej przy wyborach do władz Związku, Rzecznik Praw Obywatelskich zganił Związek, uznając decyzję o lustracji nie za wewnętrzny akt normatywny Związku, ale za decyzję polityczną.

Rzecznik w swym stanowisku podkreślił, że „negatywnie oceniane przez przewodniczącego Komisji Krajowej jako powrót do skrajnego pozytywizmu – stanowisko Trybunału Konstytucyjnego wobec sejmowej uchwały lustracyjnej ma oparcie nie tylko w Konstytucji z 1952 roku, ale także w art. 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw i Podstawowych Wolności Człowieka, który stanowi, że wszelkie wkroczenie w sferę życia prywatnego jest niedopuszczalne, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, publiczne lub dobrobyt gospodarczy, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób”.

Rzecznik w swym stanowisku pominął fakt, że nie może być mowy w przedmiocie lustracji o prywatności, bo świadome bycie agentem lub wspólinformatorem służb bezpieczeństwa nie należy do sfery prywatności chronionej jako dobro osobiste, ale do sfery publicznoprawnego stosunku służby, tyle że utajnionego ze względu na dobro instytucji państwa, któremu ten stosunek służy.

Tak więc w III RP dobro tej grupy rodem z PRL, której służyły SB, UB, nomenklaturowe sądownictwo i administracja, stało się przedmiotem dalszej ochrony.

Uchwalenie przez nowo wybrany Sejm tzw. uchwały lustracyjnej i jej legalne wykonanie zakończone w nocy 4 czerwca 1992 roku odwołaniem rządu, który był z nią związany – potwierdziło, czyje interesy w III RP podlegały i podlegają priorytetowej ochronie.

Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego wobec uchwały lustracyjnej z 1992 roku, jak i realizacji ustawy lustracyjnej z 1997 roku nie pozostawia watpliwosci, że życie w prawdzie nie było do czasu wyborów z 25 października 2015 roku priorytetem ustrojowym III RP.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Ł.J. Andrzejewski

Nasz Dziennik