Siermiężne bolszewickie hasło „zniszczyć kułaka nauki” przybrało w ponowoczesności bardziej podstępną i wyszukaną postać.
Prorocy „nowej wiedzy”, coraz bardziej wpływowi i z powodzeniem budujący uczelniany establishment, ogłaszają rewelacje tej miary, co kuriozalne odkrycie socjologa Heinza-Jürgena Vossa, według którego podział ludzi na mężczyzn i kobiety wprowadził Adolf Hitler. „Do lat dwudziestych XX wieku mówiono o różnorodności płci – pisze Voss. – Dopiero naziści ustanowili daleko idący, ostry podział na dwie płcie i narzucili go jako obowiązujący w naukach biologicznych. Dzisiejsza nauka zdołała uporać się z tym przesądem. Z biologicznego punktu widzenia nie ma czegoś takiego, jak dwie płcie – mamy do czynienia z ich wielością”.
Gender studies aspirują do „naukowości”, nie są jednak zainteresowane poznawaniem i opisywaniem świata, bowiem ich ukrytym celem jest ideologiczne zatruwanie tradycyjnych dziedzin nauki, a w następstwie ich całkowita destrukcja. Ten, kto nie zgadza się z zakłamywaniem świata, wcześniej czy później straci katedrę albo nie dostanie środków na badania i odejdzie wyszydzony jako genderowe wcielenie „kułaka nauki”. W Polsce rewolucja dopiero raczkuje, ale na Zachodzie nabrała rozpędu. Być może na Wschodzie spuścizna komunizmu i utrzymująca się wciąż jeszcze alergia na indoktrynację spowolniają proces genderyzacji uniwersytetów.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

