Jeśli gdzieś naprawdę w widoczny zbrojny i krwawy sposób ściera się Europa i Azja, to w Mariupolu. Miasto nad Morzem Azowskim broni się od ponad dwóch lat przed nieustannym naporem wschodniego wroga. Atakuje nie tylko czołgami i artylerią, ale też zakłamaniem. Wróg ukrywa swoją tożsamość i nie dotrzymuje danego słowa. To starcie przy bliższym spojrzeniu okazuje się o wiele bardziej duchowe niż militarne.
Najskuteczniejszy obronny szaniec wygląda najbardziej niepozornie. To skromny płócienny namiot wojskowy na jednym z placów w centrum miasta. Od 20 miesięcy jest on jakby biblijnym Namiotem Spotkania, gdzie nie tylko szuka się woli Bożej, ale i kształtuje siłę ducha, by nie ustać w drodze, w boju i w przywiązaniu do Ojczyzny. Zapewne Ukraińcy nie czują się „narodem wybranym”, ale czy obecna próba nie jest jakimś wielkim przejściem do innego świata, w którym bierze udział w pewien sposób cała Europa Środkowo-Wschodnia – dawne Międzymorze sięga przecież aż tu, do Mariupola.
Duchowa reduta
Namiot przetrwał wszystkie kryzysy, w tym zmęczenie i zniechęcenie. – Namiot stoi, naród się modli, całą dobę dyżurują różne grupy – zapewnia koordynująca nieustanną modlitwę Tamara.
Wspomóż budowę sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Mariupolu we wschodniej Ukrainie. Ofiary można składać na konto:
Marek Kowalski, Bank PEKAO SA,
nr rachunku:
08 1240 1213 1111 0010 4088 8188
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

