Niedocenianą i niedostatecznie nagłośnioną decyzją rządu RP i marszałka Sejmu jest absolutny zakaz użycia siły wobec demonstrujących niechęć do obecnych władz Polski. Nie jest to decyzja łatwa w kontekście oczywistego łamania regulaminu Sejmu oraz prowokacji opozycji podczas miesięcznic katastrofy smoleńskiej. W kontekście tego bardzo ważny jest przekaz: w Polsce demokratycznej nie bije się opozycji w przeciwieństwie do Polski komunistycznej i Polski PO.
Polskie prawo przewiduje wiele form legalnego protestu wobec władzy. Opozycja korzysta z nich tylko częściowo. Te wykorzystywane prowadzą do pogłębienia destabilizacji z korzyścią dla obcych państw.
Zamach stanu
To oczywiste, że na 16 grudnia przygotowany był zamach stanu. Mając na uwadze pojawiające się w mediach od rana tego dnia informacje o proteście, zakłócenie emisji telewizji publicznej w niektórych częściach kraju, próba zablokowania prac nad ustawą budżetową oraz zorganizowanie zgromadzeń publicznych będących niby-spontanicznym protestem, nie były przypadkiem. Wraz z blokadą mównicy i fotela marszałka Sejmu protest ten był niezgodny z regulaminem Sejmu. Niezgodny z prawem. Za utrudnianie pracy marszałkowi grozi do 10 lat więzienia. Podlega to pod art. 128 par. 3 kodeksu karnego, mówiący o uniemożliwianiu przemocą funkcjonowania konstytucyjnego organu państwa. Takim właśnie jest Sejm RP, który nie pracował ze względu na blokadę mównicy. Nic dziwnego, że pojawiają się głosy, także w opozycji, że władze Sejmu powinny były użyć regulaminowych środków przymusu lub siły, aby usunąć protest. Z formalnego punktu widzenia na terenie Sejmu lub Senatu mogłaby to zrobić jedynie Straż Marszałkowska lub Biuro Ochrony Rządu. Namawia do tego otwarcie Kukiz’15. Marszałek może także ukarać protestujących finansowo.
Wartość najwyższa
Opozycja bardzo na to czeka. Użycie siły wobec Muchy, Trzaskowskiego i reszty przyniosłoby im niekończące się paliwo do negacji działań rządu. Stąd te prowokacyjne zachowania zarejestrowane za pomocą telefonów komórkowych. Proszę zwrócić uwagę, że do niedawna głównym narzędziem protestu były groteskowe i prześmiewcze żarty z Prawa i Sprawiedliwości. Takie, żeby były najbardziej kąśliwe.
Podobnie dzieje się przed Pałacem Prezydenckim, gdzie protestujący wyśmiewają modlących się członków rodzin smoleńskich, rządu, parlamentarzystów. Gołym okiem widać, że opozycja chce, aby użyć wobec niej siły.
W tym konflikcie wartością najwyższą jest Ojczyzna. Dlatego nawiązywanie do historycznego liberum veto i do targowicy jest zasadne. To, co dzieje się obecnie, jest kopią działań prowadzących do destabilizacji i chaosu Ojczyzny z drugiej połowy XVIII wieku. Po doświadczeniach Polski ostatnich trzech wieków jest zupełnie oczywiste, że użycie siły wobec opozycji należy do najgorszych rozwiązań. Dziś z dumą możemy powiedzieć – patrząc wstecz na to, jak często PO używała siły (na przykład podczas Marszu Niepodległości) – że w Polsce nie używa się siły wobec przeciwników władzy. W Polsce rozmawia się, aby konflikty rozwiązać. Jest to ogromny dorobek obecnego demokratycznego rządu w dyskusji wewnętrznej pomiędzy zwaśnionymi stronami i na arenie międzynarodowej. Niepodległa Polska nigdy nie przeżywała kryzysu parlamentaryzmu objawiającego się tak wieloma pozaprawnymi chwytami opozycji. Wartość jednak tej władzy polega na tym, że jest otwarta na rozmowy, a siły nie używa dla zasady.
Podpalić Polskę
Obecnie cała Polska czeka na to, co zrobi Platforma Obywatelska. Patrzymy na to, jak okopała się słabnąca w sondażach PO, jednocześnie wyliczając kolejne koncyliacyjne kroki Prawa i Sprawiedliwości. Logiczne postulaty PO skończyły się wraz z uchwaleniem budżetu na 2017 rok oraz rozpoczęciem 34. posiedzenia Sejmu. Czego teraz chce PO? Wygląda na to, że wszystkie protesty z ostatniego roku mają jeden wspólny mianownik: zablokować lub nawet podpalić Polskę, w której nie rządzą przedstawiciele tej partii.
Jaką można zatem postawę prezentować wobec takiego antypolskiego zachowania? Wziąć tu trzeba pod uwagę, że republikę, demokrację, trójpodział władzy jako politologiczne wzory opracowano przy założeniu, że wszystkie strony politycznego życia wykazują dobrą wolę wobec suwerena, czyli Narodu lub państwa. Jeśli zaś tak nie jest, opracowano przepisy, które pozwalają na wykluczenie z życia publicznego osób antypaństwowych.
Czego chce Rosja
W sytuacji, gdy pewne jest, że Rosja wkrótce odpowie na obecność w Polsce wojsk NATO jeszcze większym dozbrojeniem Kaliningradu i rakietami wycelowanymi w Warszawę, sparaliżowany Sejm Rzeczypospolitej jest bardzo na korzyść Kremla. Być może o tym właśnie myśli dobrze ulokowana w Polsce agentura rosyjskiego wpływu. Ta sama, która wpływała na oddanie śledztwa w sprawie śmierci głowy państwa polskiego Moskwie oraz na nawiązanie nowych „przyjacielskich” stosunków po katastrofie smoleńskiej pomiędzy Polską a Rosją.
Bardziej niż na udaną próbę zamachu stanu Rosjanie liczą na trwanie konfliktu i bojkotowanie państwowości przez PO. Będzie to budziło dalsze podejrzenia Zachodu, może kiedyś stanie się pretekstem do „ochrony granic Rosji i ludności rosyjskojęzycznej”, a w najlepszym wypadku skończy się na zagrożeniu Polski u naszych granic. Są to niestety realne zagrożenia, z którymi każdy rozsądny Polak musi się liczyć. Gdyby tak nie było, dziś do Polski nie zjeżdżałyby tysiące amerykańskich żołnierzy.
Z tych wszystkich wymienionych powodów władze polskie konflikt parlamentarny powinny rozwiązać bez użycia siły. Jest jednak pewne, że są czynniki w PO, i nie tylko, które działają z pełną premedytacją na szkodę państwa polskiego, gospodarki, życia kulturalnego, religijnego i bezpieczeństwa Polaków. I właśnie dlatego powinno się dążyć do zniknięcia tej formacji z polskiego życia publicznego, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

