logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Prawica katolicka a laicka

Poniedziałek, 20 marca 2017 (18:26)

Opinia katolicka musi mieć własną reprezentację polityczną, aby zrealizować postulaty cywilizacji chrześcijańskiej

Myśl polityczna prawicy zbudowana jest na chrześcijańskim realizmie. Człowiek prawicy wie, że porządek społeczny, ład państwowy musi być oparty na prawie naturalnym i prawie Bożym, a „Królestwo Boże nie jest z tego świata”. Inaczej rzeczywistość postrzega lewica, dla której nie prawo naturalne jest obowiązujące, ale tzw. wola ludu, tj. ustawodawstwo tworzone przez parlament, nawet jeśli jest sprzeczne z prawem naturalnym.

U podstaw założeń ideologicznych lewicy tkwi przekonanie wyrażone już w starożytności przez sofistów, że moralność i prawo są względne, nie ma obiektywnej prawdy. Lewica wyznaje relatywizm, pogląd, że prawda zależy od czasu i przestrzeni. Dzisiaj jest tak, jutro może być inaczej, to, co jest właściwe i dobre w jednej przestrzeni geograficznej, w innej może być uznane za niewłaściwe. W czasach nowożytnych koncepcję tę rozwinął Jan Jakub Rousseau, który sformułował zasady „umowy społecznej” i suwerenności ludu. To „suwerenny lud” ustanawia prawo. W konsekwencji człowiek i jego wola zastępują w przestrzeni publicznej Boga i Jego nakazy.

Po drugie, prawica przeciwstawia to, co naturalne, prawdziwe – czyli wynikłe z historii i z tradycji – temu, co sztuczne i abstrakcyjne, czyli wymyślone przez ludzki rozum. Kierunek myślenia prawicy wyznacza przekonanie, że rzeczywistość jest tworem Boga i historii, że porządek społeczny określa ponadczasowe wartości i zasady niezbędne dla funkcjonowania społeczeństwa. Te wartości to poszanowanie tradycji, hierarchii społecznej, autorytetu, własności, rodziny i oczywiście wiary.

Prawica uznaje, że jednostka nie jest samotnym atomem, jak chcą liberałowie, ani nic nieznaczącym elementem kolektywu, jak chcą systemy totalitarne. Społeczeństwo jest organizmem, w którym jednostka jest włączona w naturalne wspólnoty, takie jak rodzina, parafia, społeczność lokalna, naród i państwo. Wspólnotą szczególną jest oczywiście Kościół rzymskokatolicki.

Myśl prawicowa wskazuje, że naród jest wspólnotą bardziej duchową, kulturową – wspólnotą pokoleń przeszłych, obecnych i przyszłych. Francuski teoretyk prawicy narodowej i konserwatywnej Maurice Barres pisał: „Jesteśmy mimo naszej indywidualnej wolności – tylko ’dalszym ciągiem’. Człowiek wolny to w istocie nie ten, który zrywa z własną przeszłością i tradycją, ale ten, który uświadamia sobie pełnię swego zakorzenienia w rodzinie, w narodzie, w kulturze”.

 

Zatrute owoce rządów chadecji

Po II wojnie światowej we wszystkich krajach Europy Zachodniej doszło do zaniku bądź zmarginalizowania katolickiej opinii publicznej, przede wszystkim w obszarze życia politycznego. Brak silnej, zorganizowanej, politycznej reprezentacji opinii katolickiej doprowadził takie państwa, jak Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Belgia i inne do dezorganizacji ładu społeczno-politycznego i laicyzacji tych państw. W krajach zachodniej Europy dominują partie socjaldemokratyczne, liberalne, chrześcijańsko-demokratyczne, które z polityką chrześcijańską nie mają nic wspólnego, podobnie jak partie konserwatywne są nimi już tylko z nazwy.

Przez wiele lat życie społeczno-polityczne we Włoszech, Francji, w Niem-czech, Holandii, Belgii kształtowała chrześcijańska demokracja. Mimo że chadecja przez co najmniej 30 lat była największą siłą polityczną w tych krajach nieprzerwanie sprawującą rządy, nie przeciwstawiła się zeświecczeniu życia publicznego w swoich krajach. Chadecja, godząc się krok po kroku na laicyzację porządku prawnego, zlaicyzowała się też sama i ma udział w destrukcji ładu społeczno-moralnego. Początkiem klęski partii chrześcijańsko-demokratycznych było podjęcie w imię tzw. kompromisu historycznego współpracy z socjalistami. W konsekwencji partie chadeckie porzuciły naukę społeczną Kościoła. Kwestie ochrony życia czy sprzeciwu wobec eutanazji znalazły się poza zainteresowaniem chadeków.

Przed kilku laty w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” profesor Roberto de Mattei zwrócił uwagę, że działalność chrześcijańskiej demokracji w rzeczywistości służy wyeliminowaniu ze sceny politycznej ugrupowań autentycznie prawicowych, a także wyłączeniu z debaty publicznej tematów istotnych dla prawicy katolickiej.

Hiszpański poligon

Doskonałym przykładem laicyzacji życia społecznego i państwowego jest Hiszpania – kraj tradycyjnie katolicki. Lewica uzyskała dominację w obszarze kultury i obyczajowości. Zapewne nie bez winy jest Kościół hiszpański, który wycofał się z przestrzeni publicznej, społecznej i medialnej. W kraju tym doszło do „rewolucji kulturalnej”, która doprowadziła do sekularyzacji państwa. W Hiszpanii tak jak w innych krajach wytworzył się dwubiegunowy system polityczny, w którym rywalizacja przebiegała na linii lewica – centroprawica, przy czym różnice ideowe między nimi odnosiły się do kwestii drugorzędnych. W Hiszpanii centroprawicowa partia José Marii Aznara zrezygnowała w swoim programie z postulatów związanych z wartościami chrześcijańskimi, aby przyciągnąć do siebie elektorat i skutecznie rywalizować z socjalistami. Hiszpańska centroprawica – w swym zadufaniu przekonana, że ma zapewnione bezwarunkowe głosy katolików, bo i tak nie mają oni alternatywy (nie będą przecież popierać socjalistów) – zrezygnowała w swoim programie z postulatów na rzecz cywilizacji chrześcijańskiej.

Pragmatyczne rządy centroprawicowej Partii Ludowej doprowadziły do przejęcia władzy przez lewicę. Zapateryzm wprowadził skrajnie liberalne prawo rozwodowe. Związki jednopłciowe zrównano w prawie z małżeństwem. Wprowadzono prawo do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Socjaliści – w imię niedyskryminacji – wprowadzili do prawa pojęcia „rodzic A” i „rodzic B”. Urzędników pozbawiono klauzuli sumienia. Ewentualna odmowa udzielenia ślubu parom jednopłciowym przez urzędnika państwowego powoduje wobec niego sankcje zawodowe i karne. Rodzicom odebrane zostało prawo do wychowania dzieci zgodnie z ich własnym, a nie państwowym światopoglądem. Aborcja stała się wyłącznie prawem kobiety.

Gdy katolicy przekonali się, że centroprawicowa Partia Ludowa Aznara nie będzie realizowała i wyrażała ich poglądów – potrafili nawet zorganizować wielotysięczne protesty, jak ten 2-milionowy na ulicach Madrytu. Nie byli już jednak w stanie stworzyć trwałych instytucji jako formy zorganizowania opinii publicznej.

W uścisku komunistów

W Polsce po 1945 roku prawica polska została zniszczona fizycznie. Wszystkie niezależne ośrodki myśli katolicko-narodowej zostały wyeliminowane. Społeczna myśl katolicka stała się przedmiotem ataków ze strony koncesjonowanych przez komunistów ośrodków „katolickich”, takich jak „Tygodnik Powszechny”, środowisko „Znak”, Kluby Inteligencji Katolickiej, miesięcznik „Więź”.

„Więź” za pierwszorzędny cel postawiła sobie „odnowienie i unowocześnienie polskiego katolicyzmu, otworzenie go na wartości tolerancji, ekumenizmu, dialogu z ludźmi niewierzącymi i odmiennych przekonań. Przeciwstawiała się „znanemu z okresu przedwojennego, ale nadal istniejącemu wzorowi katolicyzmu złączonego z postawami nacjonalistycznymi”.

Koncesjonowane ośrodki katolickie podjęły ofensywę na rzecz modernizmu pod hasłem „ducha odnowy soborowej”, co sprowadziło się w praktyce do rozbijania Kościoła, negowania jego tradycyjnej nauki i krytykowania linii reprezentowanej przez Prymasa ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. W latach 60. „Tygodnik Powszechny” opowiadał się za „dialogiem z masonerią”. „Więź” przez cały okres PRL głosiła tzw. opcję prosocjalistczną. W 1987 roku Jerzy Turowicz w wywiadzie powiedział: „Uważam się za człowieka lewicy i opowiadam się za socjalistycznym reformizmem, czyli w gruncie rzeczy socjaldemokracją”.

W 1976 roku Adam Michnik napisał książkę „Kościół, lewica, dialog”. Celem było „zgranie” trzech sił: Kościoła, tzw. liberalnych intelektualistów i robotników. Komunistyczni rewizjoniści dokonali zwrotu socjotechnicznego, „zadzwonili ogonem na Mszę”. Książka Michnika została entuzjastycznie przyjęta przez lewicowych katolików z „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”.

Klub Krzywego Koła

Okrągły Stół był konsekwencją trwającego od lat cichego przymierza komunistycznych rewizjonistów i liberalnych katolików z ośrodkami władzy. Stawką tego przymierza było m.in. zmarginalizowanie prawicy katolickiej i pozbawienie jej wpływu na życie polityczne kraju. Już w 1986 roku Jakub Karpiński na łamach „Polityki Polskiej” (nr 8/86) pisał, że Polsce „potrzebna jest prawica areligijna, nie nacjonalistyczna, tolerancyjna”. Karpiński wywodził się z powstałego w 1955 roku, za przyzwoleniem władz, Klubu Krzywego Koła – kuźni kadr zarówno lewicy, jak i prawicy laickiej.

Po 1989 roku w tzw. ośrodkach prawicowych pojawiły się artykuły wyrażające przekonanie, że Polsce potrzebna jest prawica laicka, prawica bardziej pragmatyczna niż ideologiczna. Słychać było opinie, że nadszedł czas na prawicę laicką, a może nawet antyklerykalną. Koncepcja taka była zawarta np. w publicystyce Piotra Wierzbickiego, pierwszego redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”.

Prawica katolicka kieruje się nauczaniem społecznym Kościoła. Dlatego kwestie polityki rodzinnej czy edukacji są dla niej najważniejsze. Dla prawicy ochrona życia ma wymiar podstawowy – podczas gdy dla prawicy laickiej ochrona życia dzieci nienarodzonych będzie kwestią światopoglądową.

W sytuacji gdy przez Europę przechodzi fala rewolucyjna, której celem jest zniszczenie rodziny i suwerennego państwa narodowego, opinia katolicka musi mieć własną reprezentację polityczną, aby zrealizować postulaty cywilizacji chrześcijańskiej.


Autor jest wiceprezesem Prawicy Rzeczypospolitej.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr KrzysztofKawęcki

Aktualizacja 20 marca 2017 (18:37)

Nasz Dziennik