logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Darek Delmanowicz/ PAP

Zamach w Łucku

Piątek, 31 marca 2017 (18:41)

Ideologia ukraińskiego nacjonalizmu powinna być tępiona, a nie stawiana na piedestał

Zamach terrorystyczny na polski konsulat w Łucku zaszokował polską opinię publiczną. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdecydowało się zamknąć wszystkie placówki konsularne na Ukrainie do czasu zapewnienia bezpieczeństwa polskim obywatelom.

Pojawiło się szereg komentarzy, które wskazują, jakoby odpowiedzialni za całą prowokację byli Rosjanie. Twierdzi się tak jednak przy każdym tego typu wydarzeniu, ale na razie nie ma na to twardych dowodów. Wcześniej zniszczono pomnik w Hucie Pieniackiej, sprofanowano miejsce pochówku ofiar w Bykowni i stwierdzono, że sprawcami muszą być Rosjanie. Wszak poróżnienie Polski i Ukrainy leży w ich interesie. Problem tylko w tym, że nie wykryto sprawców i nie udowodniono tej tezy w żaden sposób. Kolejny incydent, tym razem związany z uznaniem przez Ukraińców prezydenta Przemyśla za persona non grata na początku tego roku, w żaden sposób nie może być przypisany Rosjanom, a zaszkodził on stosunkom polsko-ukraińskim w sposób ogromny.

Heroizacja terrorystów

Jeszcze bardziej tym stosunkom szkodzi nieustanne, prowokacyjne wręcz promowanie przez oficjalne czynniki ukraińskie ideologii banderowskiej, polegającej na gloryfikacji poczynań OUN-UPA. Nic nie znaczą dowody przedstawiane przez polskich historyków, wprost pokazujące odpowiedzialność OUN za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Promocja banderyzmu na poziomie polityki historycznej nasila się z roku na rok. Imionami członków UPA nazywa się ulice, place, buduje się im pomniki, organizuje marsze pamięci. Co ważne – bardzo często w tej promocji uczestniczy duchowieństwo greckokatolickie.

Dlaczego to szokuje? Bo w przypadku OUN-UPA nie tylko wojenna działalność tej organizacji miała znamiona zbrodni. Zbrodnicza była też ideologia, która stała za OUN od samego początku jej istnienia. Wielki patriota ukraiński, a zarazem przeciwnik ukraińskiego szowinizmu, błogosławiony biskup Grzegorz Chomyszyn, w słynnym przesłaniu zatytułowanym „Problem ukraiński” (1932) napisał: „Przedziwnej, świętej i szlachetnej miłości swego narodu przeciwstawia się nacjonalizm, wymysł czasów ostatnich, który uważa naród za najwyższego suwerena, detronizuje absolutny autorytet Boga, przeczy niezłomnym zasadom objawionej wiary nadprzyrodzonej, stawiając w ich miejsce swoje, przez ludzi wymyślone, mylne hasła, uważa je za dogmaty i niszczy nie tylko miłość Boga, ale i bliźnich; bo wprowadza gorączkę szowinizmu i nienawiści w stosunku do tych wszystkich, którzy nie podporządkowują się temu nacjonalizmowi. Nacjonalizm ten należy uważać za największą aberrację umysłu ludzkiego, za coś gorszego od pogaństwa. Jest on najstraszniejszą nowoczesną herezją”.

Biskup Chomyszyn w swoich czasach zauważył, że ten chorobliwy nacjonalizm ogarnął też sporą część duchowieństwa greckokatolickiego. Ustosunkował się do tego w bardzo mocnych słowach. „Dlatego nawet wierzący chrześcijanin, a nawet kapłan, a co więcej, nawet zakonnik, oszołomiony zatrutą atmosferą mylnie pojętego patriotyzmu i szowinizmu narodowego, może w praktyce wyrządzić sprawom Bożym większe szkody, aniżeli jawny i otwarty liberał albo ateista”.

Zatem przywoływanie tradycji OUN musi nas niepokoić. Jest tak tym bardziej, że wspomnienia biskupa Chomyszyna „Dwa królestwa”, które ukazały się niedawno na Ukrainie przede wszystkim za sprawą księdza Ihora Pełechatyja, wywołały niespotykaną burzę. Kapłana spotkały sankcje kościelne, książkę określono mianem „fałszywki putinowskiej”. Zatem nie tylko mamy do czynienia z promocją dziedzictwa banderyzmu, ale i z atakiem na tych, którzy pokazują inną, bardzo chwalebną część ukraińskiej historii, i to tylko dlatego, że krytykowany jest OUN-owski szowinizm.

 

Między Putinem a Banderą

Do pewnego stopnia dziedzictwo OUN jest dziś wykorzystywane taktycznie dla wzmocnienia nastrojów antyrosyjskich na Ukrainie. Należy jednak pamiętać, że idee oddziałują, mają swoje konsekwencje. Dlatego nie wolno promować szowinizmu w żadnych okolicznościach historycznych. „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Im więcej takiej ideologii, tym więcej grup radykalnych, które wedle modelu OUN chciałyby uporządkować życie społeczne w państwie ukraińskim.

Niektórzy wciąż będą twierdzić, że inspiratorem wszystkiego jest Kreml. Wcale tak nie musi być. Bo co z tego, że na tych incydentach najbardziej korzysta Rosja i Władimir Putin. Przed II wojną światową miejscem największych prześladowań Ukraińców był Związek Sowiecki. Wystarczy wymienić Wielki Głód i ludobójstwo dokonane na tym narodzie przez Stalina. Sytuacja Ukraińców w Polsce była nieporównywalnie lepsza. Mieli swobodne możliwości kulturalnego, religijnego, a nawet politycznego rozwoju. Mimo to OUN prowadziła w Polsce regularne działania terrorystyczne na ogromną skalę. Organizacja ta nie zważała na to, że konflikt polsko-ukraiński najbardziej jest na rękę Sowietom. Ideologia OUN-owska miała więc coś z politycznego szaleństwa.

Również dzisiaj wypadki w Łucku mogą być na rękę putinowskiej Rosji, ale realnie mogą też być wyrazem „szaleństwa” odradzającego się powoli banderyzmu. Jedno nie wyklucza drugiego.

Jeśli nie zareagujemy dostatecznie mocno, aż trudno sobie wyobrazić, co się może wydarzyć w przyszłości. Dalsza eskalacja prowokacji czy też terroryzmu może doprowadzić do tragedii, z ofiarami śmiertelnymi włącznie. Może się to dziać w granicach państwa ukraińskiego, jednak – co gorsza – także za pośrednictwem ogromnej rzeszy imigrantów ukraińskich niepokój może pojawić się i w Polsce. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale należy dmuchać na zimne. Wszyscy propagatorzy szaleńczej ideologii i sama ideologia ukraińskiego nacjonalizmu powinny być tępione, a nie stawiane na piedestał.

Wydarzenie w Łucku nasuwa dwa możliwe wnioski. Jeśli jest to prowokacja rosyjska, to zamach ten mówi o ogromnej słabości ukraińskich służb, a więc i ukraińskiego państwa. Jeśli zaś wykonawcami są radykalne grupy współczesnych ukraińskich nacjonalistów, to możemy ze smutkiem stwierdzić, że są to namacalne owoce przyzwolenia na propagandę banderowską w tym kraju. Grzechy zaniedbania (milczenia) w tym względzie leżą również po polskiej stronie.

Współczesna Ukraina, oficjalnie nastawiona na integrację z Europą, popełnia ogromny błąd, budując swoją tożsamość państwową na tradycji historycznej OUN-UPA. Ideologia ta musi zaprowadzić państwo na manowce. Jest nie do zaakceptowania nie tylko przez Polaków, ale przez cały Zachód. Tak fundamentalny błąd w polityce historycznej z pewnością w sposób precyzyjny wykorzysta putinowska Rosja.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Prof. Mieczysław Ryba

Nasz Dziennik