logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Planetarianie, czyli złote zęby rekina

Wtorek, 18 kwietnia 2017 (18:33)

Jak Bill Gates dąży do globalnej laicyzacji

Najbogatsi ludzie na świecie z pozycji tzw. filantropów i „wizjonerów” udzielają twarzy i głosu świeckiej religii. W istocie drapieżnej jak rekin. Ratują planetę Ziemię kosztem decyzji suwerennych państw narodowych i poszczególnych osób. Zarządzają globalnie, lecz ich specyficznie pojęta troska o najuboższych to jedynie furtka dla władzy totalitarnej, która proponuje dobrobyt dla każdego w zamian za aborcję i antykoncepcję.

Jedną z osób uczestniczących aktywnie w przekształcaniu świata w duchu zarządzania globalnego (planetą) jest Bill Gates, multimiliarder, współzałożyciel firmy Microsoft.

Jego determinacja w owej transformacji świata za pomocą propagandy antykoncepcji, aborcji popycha go do działania. Przekonuje innych, że ludzie są złem dla planety jako producenci CO2 (postulat depopulacji).

W opozycji do Genesis

Rysem charakterystycznym tej mentalności jest zerwanie z naturą rzeczy, np. przez oderwanie seksualności od płodności, wyborów od Dekalogu i tworzenie nowego opisu świata. Co oznacza, że proponują alternatywę dla Księgi Genesis. Słowu Boga przeciwstawiają sztuczny język, któremu towarzyszy laicka „etyka” antyboska i antyludzka, która ma swój słowniki własne „normy” (w rzeczywistości paranormy). Człowiek w tej laickiej wizji świata „może” – w przeciwieństwie do człowieka z opisu przekazanego w Księdze Rodzaju – np. „wybierać płeć”, wybierać zło. Owa mentalność zasadza się na koncepcji amoralnego człowieka popędu, którego pozbawia się dostępu do metod i radości poznawania prawdy rozumianej jako zgodność sądów z rzeczywistością. Zamiast tego edukuje się go do metod zapobiegania poczęciu, uśmiercania człowieka w łonie matki, wynaturzonych tzw. praw człowieka.

Gates przed 20 laty

Na okładce magazynu ilustrowanego „Paris Match” z listopada 1995 roku ponad zdjęciem Lady Diany zamieszczono fotografię Billa Gatesa na tle wielkich płomieni kominka jego rezydencji oraz anons wywiadu z „najbogatszym człowiekiem świata”.

W numerze stron 10 przeznaczono dla księżnej Diany, a stron 8 dla „Billa Gatesa, króla przyszłości”. Przesłaniem wywiadu sprzed 22 lat wydawało się skojarzenie młodości, inteligencji i luksusu ze ziszczeniem się marzenia o sukcesie i postępie, które spełniały się na oczach całego świata. Jednocześnie wywiad zapowiada rolę Gatesa w przyszłości – jako króla.

Skąd jednak dziś bierze się zainteresowanie starszym panem, Gatesem? Przecież po latach sukces finansowy firmy Microsoft już tak nie ekscytuje, bo geniusz okazał się zachłanny i parł do monopolizowania rynku, co przecież zabiera pracę i możliwość zarobku innym. Dziś Bill Gates firmuje głęboki ruch ideologiczny związany z kumulowaniem gigantycznych środków przeznaczanych następnie na propagandę antykoncepcji i aborcji, zmianę stylów życia, walkę z CO2. W istocie miesza ludziom w głowie, bo jako człowiek twardego biznesu przedstawia sprawy społeczne jak rasowy ideolog neomarksizmu.

Dziś Gates udziela nazwiska inicjatywom, które można określić jako budowanie nowego porządku świata. Współuczestniczy w alarmistycznie „nastrojonej” strategii, surfując na falach współczucia najuboższym w krajach Trzeciego Świata, przekonując jednocześnie o zagrożeniu planety Ziemi przez ludzkie życie.

Człowiek jako „producent” CO2 musi więc uznać „dobroczynność” technik prowadzących do ograniczenia liczby urodzeń etc.

Okazją do przeprowadzenia wywiadu w „Paris Match” w 1995 roku była publikacja książki Gatesa pt. „Droga przyszłości”. W 1995 roku, 20 lat od założenia Microsoftu, Gates mówił o przyszłości, którą dzisiaj znamy z naszej codzienności – o korzystaniu z cyfrowych bibliotek, o „wyzwoleniu” świata przez autostrady informacji, o połączeniu komputera z telefonem i telewizją, o nowych przedmiotach, których przydatność i niezbędność wyłoni się w rezultacie rewolucji informatycznej. Gates zapowiadał wówczas transformację stylów życia i możliwości stworzenia planetarnego rynku dla „konsumentów”. Wskazując na motor tej technologicznej rewolucji, Gates wspominał Harvard, gdzie studiował.

Głód władzy

Gatesowi nie wystarcza jednak rewolucja informatyczna. W pewnym momencie właściciel Microsoftu z jakiegoś powodu decyduje się zostać tzw. filantropem. Z jakiegoś powodu sprawy ludzkości – sprawy planety – stają się jego misją. I „misjonarzuje” z pozycji złotozębego rekina wobec „ludzkiego planktonu”. Wpisuje się tym samym w ducha zarządzania globalnego, tego samego, którym „oddychają” George Soros i Jeffrey Sachs, mentorzy społeczeństwa obywatelskiego, otwartego, zrównoważonego rozwoju, tzn. globalnego zamachu na wolność i tożsamość narodów i osób. Z pozycji pokerzysty – którym jest – rozgrywa tę partię w rzeczywistości. Bo w pokerze – mówi Gates – chodzi o gromadzenie fragmentów informacji, pewnej liczby kart, zuchwałość, blef, kompilowanie informacji, żeby ułożyć własny plan działania…

I od lat Gates występuje jako głowa fundacji imienia jego i żony Melindy.

Strona internetowa fundacji kojarzy tematykę podejmowaną przez fundację z priorytetami globalnego zarządzania, które dąży do przemiany świata w duchu tzw. zrównoważenia. Jak już pisałam na łamach „Naszego Dziennika”, „zrównoważony rozwój” jest nową globalistyczną, neopogańską świecką religią włączającą ideologię gender i ekoalarmistyczne trendy walki z płodnością człowieka i emisją CO2. W strategii tej rozgrywki ubóstwo w krajach rozwijających się jest pretekstem do interwencji np. w sferę opieki zdrowotnej oraz dostępu do edukacji. Wystarczy porównać cele zrównoważonego rozwoju i zadania na stronach Organizacji Narodów Zjednoczonych, żeby zobaczyć ową zbieżność i wymieszanie dobroczynności z ideologią.

Na stronie Fundacji Billa i Melindy Gatesów czytamy, że realizują strategie celów globalnych, dążą do zmian zachowań. Współpracują z rządami, międzynarodowymi agencjami rozwoju, instytucjami akademickimi.

Gates i London Summit

Przykład tzw. London Summit z 11 lipca 2012 roku (w Światowy Dzień Ludności ONZ) ukazuje fragment ideowego terytorium, które formatuje Fundacja Billa i Melindy Gatesów, organizator szczytu wraz z rządem brytyjskim i rządowymi oraz finansowymi potentatami światowego zarządzania.

Osią spotkania było wyznaczenie celu, jakim jest doprowadzenie milionów kobiet do „zaspokojenia niezaspokojonej potrzeby nowoczesnej antykoncepcji”. Wśród 150 uczestników tzw. Szczytu Londyńskiego znajdowali się globalni liderzy agendy zdrowia i „praw seksualno-reprodukcyjnych”, która grupuje rządy, sponsorów, organizacje społeczne i wyznaniowe, przedsiębiorców i ośrodki badawcze.

London Summit, nazwany Szczytem Planowania Rodziny, realizował nieszczytne cele globalnej agendy antykoncepcyjnej, która przekonuje, że dostęp do antykoncepcji ma otworzyć drogę do bogactwa i gwarantuje równość. Celem tych oddziaływań są niezamężne dziewczęta i biedne kobiety. Przy czym, jak zauważa Marguerite A. Peeters w „Polityce globalistów przeciwko rodzinie”, agenda antykoncepcyjna będzie wciąż strategicznie ukrywana w przebraniu swojej antytezy: prokreacji, macierzyństwa, rodzicielstwa i zdrowia dziecka.

A jednak będzie transferować idee społeczeństwa otwartego, globalnego, „obywatelskiego”, nowolewicowego dyktatu zarządzania globalnego, w tym ONZ z jego agendami. I jest to rewolucja polityczna, w której czynny udział bierze Bill Gates jako m.in. organizator London Summit.

Monopol na energię

Konferencje TED (Technologia, Rozrywka i Design) organizowane przez amerykańską fundację Sapling Foundation mają w założeniu dzielenie się ideami. Wykłady wygłaszane podczas konferencji TED zamieszczone są w internecie. Są to „propagandówki” w duchu zarządzania globalnego wtłoczone w formę wymiany przemyśleń i dzielenia się ideami „wartymi rozpowszechniania”, które mają przemieniać myślenie i style życia.

Wystąpienie Gatesa podczas TED o energii i klimacie miało ponad 4 mln odsłon (https://www.ted.com/talks/bill_gates?language=pl#t-25116). Informatyczny potentat m.in. przez prawie pół godziny przedstawiał wizję, której celem jest redukcja do zera dwutlenku węgla, i straszył skutkami, które mogą doprowadzić do buntu, a wszystko w kontekście najuboższych. Przedstawia cztery czynniki, które wpływają na powstawanie CO2: liczba ludzi, usługi, z jakich korzystają w uśrednieniu, średnia energia im towarzysząca, ilość CO2 emitowana na jednostkę energii. Następnie proponuje, jak sprowadzić całość [sic!] do zera. „Prawdopodobnie jedna z tych liczb musi się zbliżyć do zera”. […] Na początek – populacja. […] Jeśli nam się uda z nowymi szczepionkami, służbą zdrowia i działaniami w sferze urodzeń, będziemy w stanie obniżyć tę liczbę (6,8 mld) o 10-15 proc. […]„, by w 2050 roku dojść do obniżenia o 80 proc. emisji CO2. Gates mówił również o stworzeniu energetycznego systemu cudów, który wyklucza np. energię pochodzącą z węgla lub gazu. Chce zaangażować ludzi w megaprojekt magazynowania energii. Mówi o podatku na CO2, konieczności zaangażowania rządów. Warto zauważyć, że ta strategia prowadzi do przejęcia kontroli nad pozyskiwaniem energii, jej gromadzeniem i dystrybucją, a więc do kontroli nad codziennością każdego człowieka, bo monopolizuje źródło energii.

W oku kamery

Z kolei w innym wystąpieniu TED Bill Gates wkracza na teren edukacji i mówi o formalnym systemie wspomagającym zdolności dydaktyczne nauczycieli (https://www.ted.com/talks/bill_gates_teachers_need_real_feedback?language=pl#t-255212). I znowu – postrzega siebie jako dobroczyńcę i wizjonera, który obok nauczyciela chce postawić kogoś na kształt ”trenera-doradcy„, by rzekomo uzyskać lepsze wyniki nauczania uczniów. Gates opowiada o projekcie systemu ”Miara skutecznego nauczania„, gdzie lekcje są nagrywane (wideo component). W sali stoi kamera na statywie – rzekomo – jako narzędzie do samooceny. ”Każda klasa może tak wyglądać„ – głosi Gates. Tymczasem sprytnie oswaja uczniów i nauczycieli z możliwością ”monitorowania„ zajęć szkolnych. Zaburza poczucie prywatności. Wchodzi, gdzie się da.

Jak pokerzysta Gates odpowiedziałby na pytanie, co poza pozyskaniem rządowych pieniędzy na własne przedsięwzięcia liczy się w grze Billa Gatesa, który wraz z małżonką tak bardzo troszczy się o planetę? I jak chce chronić ludzkość przez redukcję ludzkości, ogrzewając się przy wielkich płomieniach domowego ogniska, otoczony trojgiem własnych dzieci – czyż nie zabiera tlenu ubogim w Afryce?

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu ”Naszego Dziennika„ w sklepie elektronicznym

Dr Aldona Ciborowska

Aktualizacja 20 kwietnia 2017 (09:05)

Nasz Dziennik