Dnia 7 marca 2017 roku Lwowska Rada Obwodowa poparła projekt uchwały nacjonalistycznej partii Swoboda w sprawie ogłoszenia 2017 roku na Wołyniu Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii i upamiętnienia 70. rocznicy „wysiedlania Ukraińców z ziem etnicznych Łemkowszczyzny, Nadsania, Podlasia i Chełmszczyzny”. W podobnym duchu utrzymany jest Apel Związku Ukraińców w Polsce o „sfinansowanie społecznych obchodów 70. rocznicy akcji ’Wisła’”. W Apelu pojawiło się kłamliwe określenie, że celem akcji „było ostateczne rozwiązanie kwestii ukraińskiej w Polsce”.
Związek Ukraińców w Polsce alarmuje, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie dofinansowało organizowanych przez środowiska ukraińskie obchodów 70. rocznicy „deportacji ludności cywilnej”. W poprzednich latach Związek Ukraińców w Polsce otrzymał z budżetu państwa na obchody 60. rocznicy akcji „Wisła” 55 tysięcy, a na 65. rocznicę 60 tysięcy złotych. Według ZUP, oczekiwana przez nich tegoroczna kwota to 60 tysięcy złotych. Apel wsparły „Gazeta Wyborcza” i tzw. Komitet Obrony Demokracji.
Wbrew insynuacjom „Gazety Wyborczej”, że rząd uderza w mniejszości narodowe, w budżecie państwa na 2017 rok przeznaczono 16,4 miliona złotych na wspieranie mniejszości narodowych, tj. ok. 900 tysięcy złotych więcej niż w 2016 roku. Ukraińska mniejszość narodowa ma otrzymać 2,1 miliona złotych, podobnie organizacje łemkowskie – 2 miliony złotych.
Związek Ukraińców w Polsce uzyskał z MSWiA na działalność bieżącą w 2017 roku 1 milion 300 tysięcy złotych, a wydawany przez ZUP tygodnik „Nasze Słowo” – na łamach którego pojawiają się treści godzące w prawdę historyczną – otrzymał na lata 2017-2019 dotację w wysokości 420 tysięcy złotych.
Jest rzeczą oczywistą, że państwo polskie nie może finansować inicjatyw upamiętniających zbrodniczą rebelię wymierzoną w jedność terytorialną i bezpieczeństwo ludności polskiej. Niestety, jak dotychczas, media publiczne nie podjęły akcji edukacyjnej pokazującej kontekst historyczny i wszystkie uwarunkowania przeprowadzonej operacji „Wisła”.
Ludobójstwa ciąg dalszy
Ludobójstwo dokonane w 1943 roku przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej było kontynuowane na ziemiach polskich za tak zwaną linią Curzona. Tereny te, nazywane przez UPA „Zakierzonie”, miały stać się zalążkiem nowego państwa ukraińskiego. Fakt ten potwierdzają ukraińscy historycy, np. Jurij Szapował. Pod koniec marca 1945 roku dowództwo UPA wydzieliło „Zakierzonie”, obejmujące według ich nazewnictwa Chełmszczyznę, Podlasie, Nadsanie i Łemkowszczyznę, jako odrębną, ukraińską jednostkę administracyjną.
Działalność UPA wymierzona była w państwo polskie, niezależnie od tego, czy byłaby to II Rzeczpospolita czy Polska Rzeczpospolita Ludowa. W integralność państwa polskiego wymierzona była też inicjatywa I sekretarza sowieckiej partii Ukrainy Nikity Chruszczowa, który latem 1944 roku podjął próbę przyłączenia do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej „Zakierzonia” i utworzenia ukraińskiego obwodu ze stolicą w Chełmie.
Przyjmuje się, że na terenie Polski mogło operować dwa i pół tysiąca banderowców. Szacunki te mogą być zaniżone i wymagają weryfikacji historyków. W jednym z pierwszych rozkazów dowódca wszystkich oddziałów UPA na ziemiach na zachód od Bugu Mirosław Onyszkiewicz nakazywał: „Wytępić Polaków zamieszkałych na terenach południowo-wschodnich i dążyć do ich całkowitego usunięcia. Nie uznawać linii Curzona za granicę polsko-radziecką. Czekać na wybuch III wojny światowej i tu z utworzonego […] przyczółka przy sprzyjających okolicznościach politycznych pójść na Wschód w celu zbudowania wielkiego państwa ukraińskiego”.
W marcu 1944 roku we wsi Tarnoszyn na Lubelszczyźnie oddziały UPA wymordowały 80 osób, w tym 13 dzieci. W tym samym czasie zamordowanych zostało w Bieszczadach 16 mieszkańców wsi Serednie Małe, 23 mieszkańców Średniej Wsi oraz 42 mieszkańców Baligrodu. W rejonie Lutowisk w leśniczówce w Mucznem UPA zamordowała 74 osoby. W końcu 1945 roku zabito 27 osób we wsi Myczkowce i 15 w Solinie. W marcu 1946 roku doszczętnie zostały spalone zabudowania dworskie i część wsi Lubycza Królewska. Na mocy rozkazu Onyszkiewicza „Oresta” przeprowadzono pacyfikację i spalenie miasteczka Bircza. Przykłady można mnożyć. Obronę polskiej ludności przed UPA podjęły oddziały Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Batalionów Chłopskich.
Przymusowa akcja
W 1945 roku pod kontrolą UPA pozostawały powiaty: leski, przemyski i lubaczowski. Jej działalność była możliwa dzięki wsparciu większości miejscowej ludności ukraińskiej. Często wsparcie to było wymuszane siłą. W tej sytuacji władze komunistycznej Polski przygotowywały od początku 1947 roku operację „Wisła”.
Celem akcji „Wisła” było rozbicie Powstańczej Ukraińskiej Armii, która terroryzowała polską ludność, paliła wsie i miasteczka i dążyła do stworzenia własnego państwa z ziem oderwanych od Polski. Warunkiem koniecznym do likwidacji oddziałów UPA było odseparowanie od zaplecza – ludności ukraińskiej. Bez oparcia ludności cywilnej UPA nie byłaby w stanie skutecznie utrzymać się na tych terenach. Wymagało to przesiedlenia ukraińskiej ludności na ziemie północne i zachodnie. Akcja „Wisła” rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku. Dowódcą grupy operacyjnej został szef Sztabu Generalnego generał Stefan Mossor – żołnierz Legionów i uzdolniony przedwojenny oficer WP. Łącznie w skład Grupy Operacyjnej „Wisła” weszło ponad 17 tysięcy osób. Akcja przesiedleń Ukraińców i Łemków przebiegała w warunkach wojny z bandami UPA. UPA, aby uniemożliwić realizację akcji, niszczyła infrastrukturę – mosty, linie telefoniczne, atakowała stacje kolejowe. W ramach akcji odwetowej spalono wiele polskich wsi, np. ponad połowę gospodarstw powiatu przemyskiego.
Operacja trwała trzy miesiące. W jej trakcie wysiedlono prawie 140 tysięcy osób, najwięcej do ówczesnych województw: olsztyńskiego – 55 tysięcy, szczecińskiego – 48 tysięcy, wrocławskiego – 21 tysięcy. Według oficjalnych danych, zlikwidowano lub ujęto ponad 1500 członków UPA, zniszczono prawie 1200 schronów i bunkrów z dużą ilością broni, amunicji i sprzętu wojskowego.
Wiktor Poliszczuk przypomina opinię historyków ukraińskich, że gdyby nie operacja „Wisła”, to UPA działałaby jeszcze 10 lat. Cytuje uczestnika działań OUN-UPA, po wojnie emigracyjnego historyka Lwa Szankowskiego: „Zbrojna walka UPA oraz podziemia OUN w Przemyskiem, jak też na całej Zacurzońskiej Ukrainie, została powstrzymana nie dlatego, że była taka lub inna przewaga sił zbrojnych wroga. Została ona powstrzymana dlatego, że zabrakło szerokich mas, które tę walkę popierały i w ten lub inny sposób brały w niej udział. Gdy wysiedlono z Zacurzonia prawie wszystkich Ukraińców, jednych do ZSRR, innych na północne i zachodnie ziemie Polski, oddziały UPA oraz podziemie OUN nie mogły nadal egzystować, musiały one porzucić to terytorium”.
W różnych relacjach „bojownicy” UPA powtarzali, że gdyby nie operacja „Wisła”, nie zostaliby oni nigdy na tym terenie pokonani. To oczywiście megalomania, która potwierdza zasadność przeprowadzenia akcji. Operacja „Wisła” była działaniem koniecznym – jedynym skutecznym sposobem przerwania mordów na ludności polskiej. Przesiedlenia przeprowadzono w stanie wyższej konieczności, które były spowodowane działaniami UPA na terenach południowo-wschodniej Polski.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

