logo
logo

Zdjęcie: / Reuters

Homoterror w Australii

Piątek, 29 września 2017 (21:47)

Przemoc i agresja lewicy przed referendum w sprawie zrównania homozwiązków z małżeństwem

W Australii rozpoczęło się referendum w sprawie uznania związków homoseksualnych za małżeństwa. Towarzyszy mu ogromna kampania propagandowa środowisk popierających zmianę zapisanej w australijskiej konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. W programach telewizyjnych nie ma debaty czy wymiany poglądów, jest natomiast promocja homoseksualizmu i atak na zwolenników tradycyjnie pojmowanego małżeństwa. Emitowanych jest bardzo wiele spotów reklamowych środowisk homoseksualnych, główne ulice wielu największych miast obwieszone są tęczowymi flagami i bannerami propagującymi „małżeństwa” jednopłciowe, włączają się w to nawet niektóre firmy. Na tęczowo zapaliła się ogromna reklama Coca-Coli w Sydney i port lotniczy w Canberze, a Liga Australijskiego Futbolu na swojej siedzibie zamieniła w swoim logo napis „AFL (Australian Football League)” na „Yes”. Poparcie dla głosowania na „tak” wyraziło wiele organizacji sportowych, w tym ARU, NRL, Krykiet Australii i Football Federation Australia. Nawet na lotniskach na wielkich ekranach cały czas emitowane są reklamy zachęcające do głosowania na „tak”. Ponadto prowadzona jest akcja telefoniczna, której organizatorem jest Kampania Równości i tą drogą nakłania się Australijczyków do głosowania na „tak”. Zadzwoniono już do 300 tys. osób. Choć według oficjalnych statystyk homoseksualiści w Australii stanowią zaledwie 0,2 proc. społeczeństwa, akcja propagandowa na rzecz ich poparcia z całą pewnością jest prowadzona przy ogromnym wsparciu finansowym, bo bez tego nie byłaby możliwa tak szeroka, w szczególności prowadzona w mediach, reklama. Warto dodać, że w medialnych dyskusjach nie uczestniczą przeciwnicy tzw. małżeństw homoseksualnych.

Środowiska homoseksualne nie tylko prowadzą nachalną propagandę, ale przede wszystkim są niespotykanie agresywne w stosunku do swoich przeciwników. Kilka dni temu przed uniwersytetem w Sydney odbyła się pikieta zachęcająca do głosowania w referendum na „nie”. Nie mogła odbyć się na terenie kampusu, bo uczelnia nie wyraziła zgody. W tym samym czasie pokazywana była tam przez kilka dni progejowska wystawa. Uczestnicy pikiety zostali zaatakowani przez blisko sześćdziesięcioosobową grupę zwolenników małżeństw homoseksualnych. Obrońcy tradycyjnego małżeństwa zostali zaatakowani fizycznie, powyrywano im i poniszczono tablice z napisami „Vote no”, a nawet produkty żywnościowe, którymi częstowali innych studentów. Przez pięć godzin agresywna grupa z tęczowymi flagami wykrzykiwała pod adresem organizatorów pikiety, że są „bigotami”, „neonazistami”, pojawiały się bluźnierstwa i groźby.

Całe to wydarzenie zostało zarejestrowane przez kamery i na profilu „Vote no” na Facebooku można obejrzeć to nagranie (http://www.dailytelegraph.com.au/rendezview/yes-campaigners-show-their-true-colours/news-story/6ad4b71806c4c610329a1cb7dcaa43b2?utm_content=SocialFlow&utm_campaign=EditorialSF&utm_source=DailyTelegraph&utm_medium=Facebook). Niestety władze uczelni wydały oświadczenie, w którym absolutnie nie widzą agresji w zachowaniu przedstawicieli środowiska LGBT.

 

Bezkarna przemoc

Podobną agresję aktywiści homoseksualni przejawiają bardzo często. Jej ofiarą padł były premier Tony Abbott, który zaangażował się w kampanię przeciwko uznaniu związków homoseksualnych za małżeństwa. Podczas wizyty Abbota na Tasmanii w Hobart mężczyzna ze znaczkiem „Vote yes” uderzył go w głowę. Jeden z senatorów Eric Abetz powiedział w ABC News Breakfast, że incydent ten jest właśnie przykładem na to, że slogan środowisk homoseksualnych „miłość jest miłością” nie ma nic wspólnego z praktyką, bo w rzeczywistości są one nietolerancyjne i „nie chcą, aby ludzie mogli mieć swój punkt widzenia”. Potwierdza to także wydarzenie z Canberry, gdzie 18-letnia kobieta została zwolniona z pracy za to, że na Facebooku umieściła napis „It was OK to vote no”. Jej pracodawca powiedział, że „homofobiczne poglądy podawane do publicznej wiadomości są szkodliwe dla firmy”. Przy czym tradycyjnie Facebook zablokował Madeleine (bo tak ma na imię wspomniana młoda kobieta). Koalicja na rzecz Małżeństwa wynajęła billboard na Royal Hobart Showgrounds w Glenorchy, ale pomimo że opłata za wynajęcie została wniesiona, treść wzywającą do głosowania na „nie” usunięto po pięciu godzinach.

Nie ma w Australii wolnej przestrzeni dla przeciwników małżeństw dewiantów seksualnych, bo nawet ich plakaty są zrywane przez homoseksualistów, choć – jak wspomniałam – wszędzie na ulicach widoczna jest nachalna propaganda LGBT.

Pomimo tej propagandy i agresji wyniki referendum wcale nie są przesądzone, bo wbrew pozorom i przekazowi medialnemu w Australii ciągle bardzo silne jest przywiązanie do tradycyjnie pojmowanego małżeństwa i nie brakuje zdecydowanych przeciwników propagowania ideologii homoseksualnej. W niedzielę, 17 września, rozpoczęto kampanię Koalicji na rzecz Małżeństwa. Jej pierwszym akcentem był doskonale widoczny napis „Vote no”, wykonany przez samolot na niebie nad Sydney aż w czterech miejscach. W wielu miastach Australii odbywają się spotkania i demonstracje organizowane przez Koalicję na rzecz Małżeństwa, np. w Sydney, gdzie blisko tysiąc osób w ICC (centrum konferencyjne) Darling Harbour zgromadziło się na spotkaniu pod hasłem „Dobrze powiedzieć NIE”. Organizatorzy spotkania podkreślali: „Zmiana ustawy o małżeństwie wpłynie na Ciebie, Twoją rodzinę i wszystkich Australijczyków”. Spotkania takie odbywały się też w Brisbane, Melbourne, Adelaide, Darwin i Perth. Sondaże publikowane w mediach mówią o poparciu dla związków homoseksualnych na poziomie 53 proc., natomiast sondy przeprowadzane przez gazety internetowe podają zupełnie inne wyniki. Przykładem może być sonda ze strony news.com, gdzie na „tak” głosowało 24 proc., a na „nie” 73. W ankiecie wzięło udział ponad 8 tys. osób (na dzień 23 września). Nawet jednak biura badania opinii podają, że poparcie dla zwolenników „małżeństw” homoseksualnych wyraźnie spada, co znajduje odzwierciedlenie w sondażach (http://www.news.com.au/national/northern-territory/poll-shows-dip-in-gay-marriage-public-support-as-postal-survey-campaign-continues/news-story /ff1079b76083921f78fc02b6814cb2e4).

Knebel na katolików

Senator Cory Bernardi, który brał udział w spotkaniu Koalicji na rzecz Małżeństwa w Sydney, powiedział, że przeciwnicy zmian są „uczciwą stroną historii prawnej i moralnej” i z tego powodu budzą agresję oraz niechęć środowisk homoseksualnych. Przestrzegał też, że zmiana definicji małżeństwa pociągnie za sobą daleko idące konsekwencje, m.in. takie jak dyskryminacja katolików i osób przeciwnych polityce równości. Podkreślił też, że „radykalne gejowskie wychowanie seksualne” może stać się obowiązkowe w szkołach, a zmiana definicji małżeństwa pozwoli działaczom homoseksualnym (na podstawie prawa antydyskryminacyjnego) na powstrzymanie jakiejkolwiek krytyki lub sprzeciwu, a nawet debaty na ten temat.

Referendum odbywa się drogą pocztową – za pośrednictwem poczty tradycyjnej i e-mailowej. Od 12 września rozsyłane są ankiety z pytaniem „Czy prawo powinno zostać zmienione, aby pary małżeństw tej samej płci mogły się ożenić?”. Do 27 października ankietę należy odesłać, ale – co ciekawe – uznane zostaną również te ankiety, które będą wysłane do 7 listopada. Wyniki Australijskie Biuro Statystyczne ogłosi 15 listopada o godzinie 11.30. Biuro statystyk zaleca wypełnianie ankiety ołówkiem (!) lub czarnym długopisem. Oczywiście zostali też wprowadzeni tzw. pełnomocnicy osób, które same nie mogą głosować (np. niewidomi). Te działania budzą wiele obaw o uczciwość referendum.

Na profilu internetowym Koalicji na rzecz Małżeństwa na Facebooku pod nazwą „Vote no” Australia – Marriage Plebiscite obrońcy rodziny proszą o modlitwę za Australię.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Anna Kołakowska

Nasz Dziennik