logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Wbrew polskiemu prawu

Czwartek, 27 grudnia 2012 (02:05)

Ratyfikacja Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Zasadność podpisania w imieniu Polski przez pełnomocnik rządu ds. równego traktowania A. Kozłowską-Rajewicz Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej budzi wiele wątpliwości.

Nie rozwiewają ich przy tym te rozwiązania prawne, które obiektywnie mogłyby przyczynić się do zapewnienia pomocy ofiarom przemocy, jak chociażby tworzenie schronisk czy ustanowienie zakazu zbliżania się. Te postanowienia wyważają jednak drzwi, które dawno były u nas otwarte na oścież, głównie za sprawą schronisk lub domów samotnej matki tworzonych przez organizacje obywatelskie oraz Kościół. Tymczasem Konwencja zawiera wiele postulatów niespójnych z polskim systemem prawnym i z leżącą u jego podstaw aksjologią. Wśród zasadniczych mankamentów tej Konwencji wskazać konkretnie należy:

1) sprzeczność jej założeń z polskimi rozwiązaniami prawnymi i aktualnymi zobowiązaniami międzynarodowymi Rzeczypospolitej,

2) obecne w Konwencji przeświadczenie, że postawy i zachowania społeczne opierające się na szacunku i zaufaniu w rodzinie da się kształtować na drodze biurokratycznej interwencji państwa wspartej działaniami organów przymusu,

3) tendencję do uniformizacji życia społecznego pod dyktando ideologicznych założeń obliczonych na eliminację tradycyjnych różnic cywilizacyjnych, będących wyrazem różnorodności kulturowej Europy,

4) wprowadzenie przez Konwencję scentralizowanego mechanizmu kontroli jej wdrażania, który może narzucać sposób rozumienia postanowień Konwencji niemożliwy do pogodzenia z polskim porządkiem konstytucyjnym.

W prawie polskim obowiązują już przepisy dotyczące przeciwdziałania przemocy w rodzinie i chociaż do niektórych uregulowań można podchodzić krytycznie, to jednak kontrowersje, które mogą one wzbudzać, są mało znaczące w porównaniu z rozwiązaniami narzucanymi przez Konwencję. Niezależnie od obecnych w niej sformułowań mówiących o stosowaniu w stosunku do wszystkich ofiar przemocy domowej, Konwencja wyraźnie skupia się na odrębnym i szczególnym traktowaniu kobiet jako ofiar przemocy, przy czym przez kobiety rozumie się także niepełnoletnie dziewczęta.

Należy zastanowić się, czy taka optyka jest zasadna, choćby dlatego, że ofiarami przemocy domowej stają się często także chłopcy. Nie jest też jasna relacja pomiędzy obowiązującym w polskiej ustawie pojęciem „przemocy w rodzinie” a konwencyjnymi terminami „przemoc domowa”, nie mówiąc już o takim ideologicznym żargonie jak „przemoc wynikająca z płci społeczno-kulturowej”.

Konwencja a Konstytucja RP

Wydaje się, że nie jest możliwe pogodzenie systemu aksjologicznego Konwencji z polskim porządkiem konstytucyjnym. Trudno nie zauważyć, że jej rozwiązania hołdują postulatom środowisk feministycznych i homoseksualnych.

Może to prowadzić wprost do działań podważających pozycję ustrojową małżeństwa chronionego przez art. 18 Konstytucji RP. Zgodnie z tym przepisem małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Jak zauważył Trybunał Konstytucyjny, przepis ten nakazuje podejmowanie przez państwo takich działań, które umacniają więzi między osobami tworzącymi rodzinę, a zwłaszcza więzi istniejące między rodzicami i dziećmi oraz między małżonkami.

W świetle tego unormowania rodzina i małżeństwo są wartościami, które zajmują szczególnie wysoką rangę w hierarchii wartości konstytucyjnych. Trudno by było inaczej.

Profesor Tadeusz Smyczyński podkreśla, że „w rodzinie odnawia się substancja biologiczna narodu, w niej kształtuje się osobowość młodych obywateli i ich postawy społeczne, w rodzinie przekazuje się nowym pokoleniom dziedzictwo kulturalne.

Rodzina spełnia więc wiele funkcji, które mają wpływ zarówno na funkcjonowanie państwa, jak i na zaspokajanie wielu potrzeb jednostki”. Stanowisko to w pełni afirmuje, wiążąca państwo polskie, Konwencja ONZ o Prawach Dziecka. Podkreśla ona znaczenie rodziny jako powszechnie uznanej za naturalną i podstawową komórkę społeczną, tworzącą niezastąpione środowisko dla rozwoju dziecka. Tymczasem Konwencja Rady Europy ukazuje rodzinę jako miejsce patologii społecznej.

Dlatego wydaje się, że procedury ratyfikacyjnej Konwencji nie należy wszczynać bez uprzedniej kontroli konstytucyjności jej rozwiązań.

Konwencja do Trybunału

Trybunał powinien sprawdzić, czy można pogodzić z polską Konstytucją nałożony na państwo w art. 12 pkt 1 Konwencji wymóg promowania zmian w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn, mających na celu wykorzenienie tego, co na gruncie ideologii feministycznej uznaje się za uprzedzenia i praktyki świadczące ponoć o niższości kobiet lub wyrażające rzekome stereotypy co do ról kobiet i mężczyzn.

Artykuł ten otwiera zarówno furtkę do kwestionowania i negacji tradycyjnego modelu rodziny, jak i do legalizacji związków osób tej samej płci, czego nie sposób pogodzić z polską Konstytucją. Jeśli dodać zawartą w Konwencji, silnie zideologizowaną, definicję płci jako konstruktu kulturowego, wówczas otrzymujemy obraz międzynarodowej regulacji głęboko niespójnej z polskim porządkiem ustrojowym.

W tym kontekście złożone przez Polskę zastrzeżenie o stosowaniu postanowień Konwencji zgodnie z zasadami polskiej Konstytucji wydaje się nie być wystarczającym zabezpieczeniem.

Należy pamiętać, że wykonywanie omawianych rozwiązań konwencyjnych będzie poddane międzynarodowej kontroli sprawowanej przez komitet GREVIO, w ramach której mogą być nam narzucane konkretne działania mające na celu wdrożenie Konwencji w kształcie niespójnym z polskim porządkiem konstytucyjnym.

Konfrontacja kobiety z mężczyzną

Istotne zastrzeżenia budzą też postanowienia Konwencji, które zobowiązują państwa do uwzględnienia w programach wszystkich poziomów nauczania, szeregu ideologicznie nacechowanych zagadnień, jak chociażby: „niestereotypowe role płci” lub „przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią”.

Wielokroć można mieć wrażenie, że postanowienia te pisane były z myślą o jakichś azjatyckich lub afrykańskich społeczeństwach, a z całą pewnością nie o naszym. W Polsce jednak przepisy te mogą dawać możliwość promowania skrajnych postaci ideologii feministycznej, które znamy z kadrów filmowej „Seksmisji”.

Tyle tylko, że to, co nas śmieszy w komedii s.f., jest całkowicie nieśmieszne w realnym życiu. Rada Europy uzurpuje sobie prawo do wpływu na programy kształcenia obowiązujące w państwach będących stronami Konwencji, a przecież Europejska Konwencja Praw Człowieka gwarantuje rodzicom prawo do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi, nie wspominając nawet o Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka podkreślającej pierwszeństwo rodziców przy wyborze nauczania dla ich dzieci.

Czytając Konwencję, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z uzurpowaniem sobie przez radykalne środowiska feministyczne prawa do głoszenia „jedynie słusznej” wizji kobiecości i roli kobiety w życiu społecznym.

W imię równouprawnienia mylonego z uniformizacją, pod przykrywką pozornie neutralnych, a niekiedy wręcz oczywiście słusznych haseł, forsuje się agresywną ideologię gender, wydając bezpardonową walkę semantyczną tradycyjnym pojęciom i wartościom.

Paradoksalnie poza zakresem zainteresowania pozostaje godność kobiety i odkrywanie jej prawdziwej tożsamości w wymiarze rodzinnym, społecznym i zawodowym.

Radykalny feminizm, promujący rywalizację płci i postawę agresji wobec mężczyzn, nie pozostaje bez wpływu na strukturę rodziny. Dzieje się tak z prostego powodu – refleksję nad tym, kim jest kobieta, usiłuje się zastąpić nawoływaniem do konfrontacji z mężczyznami. W ten sposób niemożliwe staje się ukazanie powołania kobiety do bycia matką i żoną.

W miejsce podkreślania ontycznej godności kobiety proponuje się walkę z mężczyznami, co w nieunikniony sposób oznacza bezkrytyczne zalecanie kobietom, by prezentowały męskie postawy i męską mentalność, co stanie się rzekomą drogą do wolności.

Jutta Burggraf podkreśla, że przedstawicielki radykalnego feminizmu mylą wsparcie dla kobiety z wyzwoleniem z kobiecości i dlatego wmawiają nam, że znajdziemy spełnienie wyłącznie poza rodziną.

Rację ma w tym kontekście Marta Brancatisano, twierdząc, że trudno jest pogodzić postulaty docenienia pracy kobiety w domu z brakiem przeświadczenia w kobiecym środowisku o doniosłości tego zaangażowania. Trudno jest tymczasem przecenić wagę kobiecej pracy w domu, i to nie tylko na płaszczyźnie utylitarnej, ale również jako źródła satysfakcji pozwalającej kobiecie odkryć godność jej powołania.

Przyrodzone różnice

Wydaje się bowiem, że nie sposób urzeczywistnić równości i sprawiedliwości w relacjach kobiet i mężczyzn, nie afirmując przyrodzonych im różnic, które Konwencja chce deprecjonować i wykorzeniać. Najbardziej natomiast wyróżniającą cechą kobiety jest to, że może ona być matką.

Będąc zdolną do przekazania życia, kobieta pełni niezastąpioną rolę w opiece nad najbliższymi jej osobami, intuicyjnie wprowadzając ciepło i spajając relacje domowników.

Jednocześnie przez swoje postępowanie naznaczone z natury troską, delikatnością, zdolnością do empatii, poświęcenia, wpływa na zachowanie otaczającego ją środowiska, ucząc innych szacunku i podziwu właśnie dla kobiety. Zwróćmy uwagę, że wszystko to jest przedmiotem zawziętej krytyki ze strony feministek.

Należy docenić piękno wynikające z normalnie ukształtowanych relacji w rodzinie, gdzie mężczyzna jest osobą, przy której kobieta może odkryć i rozwijać swoją godność i tożsamość, nie zaś naturalnym wrogiem kobiety, z którym powinna ona toczyć nieustanny bój o dominację.

Jednocześnie należy stanowczo podkreślić, że afirmacja tradycyjnie pojmowanej kobiecości nie stoi w żaden sposób w sprzeczności z usprawiedliwionym dążeniem kobiet do rozwoju zawodowego. Przeciwnie – to dopiero poczucie bezpieczeństwa, mające swe źródło w silnej rodzinie, której gwarantem jest mężczyzna, otwiera przed kobietą pole do świadomego i pełnego rozwoju we wszystkich sferach życia.

Dr Joanna Banasiuk

Nasz Dziennik