logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Powstańcza legenda

Środa, 6 lutego 2013 (02:12)

Co dobrego nasze pokolenie pozostawi swoim dzieciom i wnukom, jeśli nie przetrwa pamięć o wielkości dziadów? Jak inaczej wyglądałaby współczesna Polska, gdybyśmy wzorów do naśladowania szukali w pokoleniu 1863 r., a nie w epoce gierkowskiej? Kto jednak tę pamięć przechowa, jeśli nie będziemy okazywać należnego obrońcom Ojczyzny szacunku i składać im hołdu?

„Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą,/Za innych śladem iść tą samą drogą” – ten fragment poematu „Wacław” Juliusza Słowackiego kazał wyryć na grobie swojej matki Marszałek Józef Piłsudski. Jego życzeniem było, aby ciało Marii z Billewiczów Piłsudskiej, zmarłej w 1884 r., przenieść z Litwy Kowieńskiej z cmentarza w Sugintach do Wilna i pochować na cmentarzu na Rossie, a u stóp trumny postawić urnę z „sercem syna”. Na kartce zapisanej tuż przed śmiercią i opatrzonej pieczęcią głównego inspektora Sił Zbrojnych zaklinał „wszystkich, którzy go kochali”, aby matka miała pogrzeb z honorami wojskowymi, bo „Matka mnie do tej roli, jaka mi wypadła, chowała”.

Pierścionek z emalii

Piłsudskiemu przyszło dorastać i prowadzić walkę w bardzo trudnym okresie, w którym ścierały się ze sobą, a nawet walczyły dwie idee. Ich punktem odniesienia było Powstanie Styczniowe. Jedna, która widziała w powstaniu i jego konsekwencjach same tylko klęski oraz nieszczęścia, i druga, która z powstania chciała czerpać siły do dalszego trwania gnębionego przez cara Narodu. Po wielu latach 22 stycznia 1920 r., na posiedzeniu kapituły Orderu Virtuti Militari, na którym jako pierwsi w wolnej Polsce zostali odznaczeni weterani Powstania Styczniowego, Piłsudski powiedział: „Przyszła na nich, co prawda klęska, lecz to zdarzyć się może w każdej wojnie, przytrafić się może każdemu wojującemu. Lecz dla tych żołnierzy w sądzie narodu, którego bronili, przyszła klęska głębsza, bo klęska moralna”. Ale dalej dodawał: „Rozumiem dobrze, starzy koledzy, ile się goryczy nieraz w waszych sercach zbierało, i może pociechą wam będzie, że byli nieszczęśliwsi od was ci, którzy wam zazdrościli. Należałem do ich liczby”. Nie mogło być inaczej, bo wychowywał się w rodzinie o tradycjach powstańczych.

Ojciec przyszłego Marszałka, Józef Wincenty (1833-1902), był komisarzem Rządu Narodowego na Żmudzi w powiecie kowieńskim. Uchodząc przed prześladowaniem ze strony Rosjan, uciekł ze Żmudzi na Litwę, gdzie też kilkakrotnie zmieniał miejsce pobytu. Jednak największy wpływ na małego Józefa miała matka: „Nieprzejednana patriotka, nie starała się nawet ukrywać przed nami bólu i zawodu z powodu upadku powstania, owszem, wychowała nas, robiąc właśnie nacisk na konieczność dalszej walki z wrogiem Ojczyzny. Od najwcześniejszego dzieciństwa zaznajamiano nas z utworami naszych wieszczów, ze specjalnym uwzględnieniem utworów zakazanych, uczono historii Polski, kupowano książki wyłącznie polskie… Wszystkie zaś marzenia moje koncentrowały się wówczas koło powstania i walki orężnej z Moskalami, których z całej duszy nienawidziłem, uważając każdego z nich za łajdaka i złodzieja”.

Nie tylko w rodzinie Piłsudskich legenda powstania była żywa i wywierała wpływ na kształtowanie postaw młodzieży. Żona Marszałka Aleksandra Piłsudska, która była bardzo silnie zaangażowana w działalność konspiracyjną (m.in. czynnie uczestniczyła w akcji pod Bezdanami i innych akcjach bojowych, wielokrotnie przewoziła broń oraz ładunki wybuchowe), wspominała, że babcia, która wychowywała ją po przedwczesnej śmierci rodziców, nosiła na palcu pierścionek z tabliczką z czarnej emalii, ozdobioną krzyżykiem z pereł. Była na nim wyryta data „1863”. Gdy siedmioletnia Aleksandra poprosiła babcię, aby pozwoliła jej na chwilę włożyć pierścionek na palec, odrzekła: „Możesz nosić go tylko wówczas, gdy będziesz patriotką”. „A co to jest patriotyzm?” – zapytała Ola i usłyszała: „Ten jest patriotą, kto kocha Polskę nade wszystko na świecie i kto dla jej wolności poświęci wszystko, co posiada, nawet swoje życie, gdy będzie potrzeba”. Po tej rozmowie siedmioletnia Ola musiała złożyć babci przysięgę, że kiedyś podejmie walkę. Ale sama babcia Karolina z Truskolaskich Zahorska, która uczyła Aleksandrę, że „kto urodził się Polakiem, ten musi być patriotą”, była najlepszym przykładem do naśladowania. W czasie Powstania Styczniowego osobiście angażowała się w działalność spiskową. Wielokrotnie przewoziła broń i przechowywała ją we dworze, który stanowił także bazę dla leśnych oddziałów na Suwalszczyźnie.

Sztafeta pokoleń

Pomimo żałoby i bólu legenda powstańcza trwała, a dla wielu, szczególnie młodych ludzi, stanowiła dziedzictwo spajające pokolenie dziadów, ojców i wnuków. Do końca swoich dni żałobny strój nosiła Judyta Padlewska, zmarła w 1889 roku. Przy jej mogile na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, na której wyryty był napis: „Judyta Padlewska, żona Władysława, matka Zygmunta, rozstrzelanych w 1863 r.”, co roku w Dzień Zaduszny gromadziła się młodzież, aby śpiewać powstańcze piosenki i palić znicze pamięci.

Niezależnie od oceny politycznej i militarnej powstania jego żołnierze otaczani byli wielkim szacunkiem. Gdy Ludwika Padlewska, córka Władysława i siostra Zygmunta, żegnała się w celi więziennej ze skazanym na śmierć ojcem, całowała jego stopy, leżąc na posadzce. Kiedy na stokach warszawskiej Cytadeli wykonywany był wyrok śmierci na Romualdzie Traugucie i czterech członkach Rządu Narodowego, 30-tysięczny tłum, nie zważając na asystę rosyjskiego wojska, na kolanach śpiewał suplikację „Święty Boże”. Ksiądz Stanisław Brzóska, dowódca oddziału partyzanckiego na Podlasiu, jeszcze za życia przez okolicznych chłopów nazywany był świętym, a po jego śmierci legendę ostatniego żołnierza Powstania Styczniowego pomnażały liczne utwory literackie.

Mimo że w tamtym czasie nie brakowało publicystów, którzy podobnie jak dziś nazywali powstańców szaleńcami, nic nie było w stanie zniszczyć tej legendy. O nich pisze Piłsudski: „Polska na zdrowe drogi wejść nie będzie w stanie, nim pokolenie niewoli po 1863 r. nie wymrze. Zbyt głęboko sięga trucizna w duszę polską, ażeby można było przypuszczać, że po tak świetnej epoce, jaką przeżyła Polska w 1863 r. (…) odrodzić się z tego mogła”. W tej „najświetniejszej epoce” szukał ideałów i wartości, które zaprowadzą Polaków ku niepodległości. Pomimo że krytycznie odnosił się do kwestii organizacyjnych i militarnych powstania, uważał, że „wielkość naszego narodu w wielkiej epoce 1863 r. istniała (…) z mogił, z grobów 1863 r. żywy cień powstaje, cień wielkości epoki, cień Rządu Narodowego i wtedy mogiły zawołają głosem straszliwym: idź i czyń!”. Czy można się dziwić, że ulubioną piosenką Związku i Drużyn Strzeleckich była jedna z pieśni powstańców styczniowych autorstwa Władysława Anczyca, zaczynająca się od słów „Hej, strzelcy wraz, nad nami orzeł biały,/a przeciw nam śmiertelny stoi wróg”. Napisana w 1862 roku wzywała do walki przyszłych powstańców styczniowych, ale także ich spadkobierców – przyszłych legionistów. W 50. rocznicę wybuchu powstania młodzież strzelecka we Lwowie defilowała przed weteranami insurekcji, oddając im honory wojskowe. Ale też weterani widzieli w młodzieży strzeleckiej, a przede wszystkim w legionistach Piłsudskiego, swoich spadkobierców, kierując do nich apel: „Że doceniliście nasze ciężkie, acz nieudane wysiłki, że rozumieliście uczucia, które nas ożywiały, że przyjęliście na siebie brzemię zadania, pod którym myśmy padli, żeście pomimo naszych niepowodzeń uznali się za naszych spadkobierców duchowych, przesyłamy Wam, Drogim Orlętom Polski, dank serdeczny. Wraz z tą podzięką przyjmijcie błogosławieństwo starców na drogę zwycięstw dla szczęścia Ojczyzny. Weterani 1863 r.” (apel ukazał się w „Głosie Lubelskim” 31 stycznia 1916 roku).

Honory dla weteranów

W przeddzień pierwszej rocznicy obchodów Powstania Styczniowego w wolnej Polsce, 21 stycznia 1919 r., Józef Piłsudski wydał specjalny rozkaz do wojska, w którym pisał: „Dla nas, żołnierzy wolnej Polski, powstańcy 1863 r. są i pozostaną ostatnimi żołnierzami Polski walczącej o swą swobodę, pozostaną wzorem wielu cnót żołnierskich, które naśladować będziemy. Dla uczczenia ich i upamiętnienia 1863 r. w szeregach armii polskiej wydałem rozkaz zaliczenia do szeregów wojska wszystkich weteranów 1863 r. z prawem noszenia munduru wojsk polskich”. Kazał im Marszałek uszyć granatowe mundury i rogatywki ozdabiane srebrnym orłem wojskowym, który na piersi nosił złoconą literę „W” – Weteran, a na tarczy amazonek datę „1863”. Surdut mundurowy miał na kołnierzu wężyk oficerski haftowany bajorkiem, a na naramiennikach, oprócz gwiazdki, oznaki stopnia podporucznika, ponadto wyhaftowana była data „1863”.

II Rzeczpospolita potrafiła nie tylko uhonorować weteranów powstań narodowych, ale także zadbać o ich byt i przyznać im – oprócz stopni oficerskich – przywileje przysługujące oficerom armii czynnej oraz stałą, dożywotnią pensję. W tym czasie żyło jeszcze ponad 3500 uczestników Powstania Styczniowego. Władze niepodległej Polski nie uważały, że czynią łaskę weteranom, ale że wypełniają swój obowiązek: „Niech ta skromna ofiara będzie dla pana dowodem, że powstająca Polska nie zapomni o swoich synach, którzy dla przywrócenia jej wolności przelewali krew” – pisał w listach do nich minister pracy i opieki społecznej.

Nie tylko żołnierze powstania byli wzorem dla twórców niepodległej Polski: „…Myślę o epoce 1863 roku – mówił na wykładzie dla Koła Oficerów Sztabu Generalnego Józef Piłsudski – jako o najwyższym wykwicie siły wewnętrznej, którą Polska z siebie wydobyć umiała, gdy dobrowolnie, bez przymusu płacono olbrzymie podatki, odmawiając ich rządowi panującemu, gdy był posłuch dla pieczątki rządowej i szacunek, i miłość dla żołnierzy, stanowiącym jeden z najpiękniejszych liści laurowego wieńca sławy narodu”.


Autorka jest nauczycielem historii

Anna Kołakowska

Nasz Dziennik