logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Wyrok na „Zaporę”

Czwartek, 7 marca 2013 (02:06)

Trzeba było rozkopać całe podwórko Jana Grączewskiego w Krężnicy Jarej, żeby po 46 latach, w sierpniu 1993 roku, wydobyć partyzancki arsenał.

Kapitan Stanisław Łukasik „Ryś”, jego zastępca Władysław Misztal „Bór” oraz porucznik Stanisław Misztal „Skała” i Marian Sobczyk „Gołąb” na rozkaz majora Henryka Dekutowskiego „Zapory” – dowódcy oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, ukryli u Grączewskiego broń oddziału „Rysia”. Było lato 1947…

Zakopali go trzy metry od studni w wysmołowanej drewnianej skrzyni, z której po prawie pół wieku nie zostało prawie nic, ale pistolety, karabiny i amunicja (częściowo zdatna do użytku) przetrwały w ziemi, bo żaden z partyzantów nie zdradził kryjówki. „Gołąb” brał udział w zakopywaniu i odkopywaniu broni, którą przekazano do muzeum.

Jego dowódca, kpt. Stanisław Łukasik „Ryś”, został zamordowany katyńskim strzałem w potylicę, w ubeckiej katowni na Rakowieckiej w Warszawie 7 marca 1949 roku razem z mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą” i jego pięcioma podkomendnymi.

Oprócz komunistycznych zbrodniarzy nikt nie wiedział, gdzie zostali pochowani. Po 63 latach znaleziono grób „Rysia”. Kapitan Łukasik jest jednym z trzech pierwszych bohaterów podziemia, którego szczątki zostały zidentyfikowane wśród 117 ekshumowanych w 2012 roku z Łączki na Powązkach Wojskowych.

Od „Zapory” i „Uskoka”

Historia zbrodni na „Zaporze” i jego podkomendnych miała zostać ukryta. Ale prawda zawsze wyjdzie na jaw, niekiedy tylko trzeba bardzo długo czekać. Jest o tym przekonany ppor. Wacław Szacoń „Czarny”, łącznik w oddziałach „Zapory” i „Uskoka”, przyjaciel ostatniego poległego w walce żołnierza wyklętego Józefa Franczaka „Lalusia”. Byli umówieni na kolejne spotkanie we Wszystkich Świętych w 1963 roku, dziesięć dni wcześniej bezpieka jednak dopadła Franczaka.

Wacław Szacoń wierzy, że po „Rysiu” i por. Tadeuszu Pelaku ps. „Junak’’ odnaleziony zostanie ”Zapora„, któremu w 1945 roku robił zdjęcia ”w lesie„ w Lubelskiem, gdzie legendarny cichociemny, po walce z Niemcami w czasie wojny, przeciwstawiał się komunistycznemu zniewoleniu i terrorowi, dowodząc oddziałami Zrzeszenia ”WiN„. Miał pod sobą około dwustu, dwustu pięćdziesięciu ludzi dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, zdyscyplinowanych, którzy ”trzęśli„ połową województwa.

Po kolejnej komunistycznej ”amnestii„ z lutego 1947 roku część ludzi ”Zapory„ ujawniła się, a on postanowił wyjechać na Zachód. W ostatnim rozkazie dowództwo nad oddziałami przekazał kpt. Zdzisławowi Brońskiemu ”Uskokowi„, do którego prywatnie napisał: ”Ja dziś wyjeżdżam na angielską stronę – jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę po tamtej stronie. Stary –najważniejsze, nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak tam wyjadę, załatwię nasze sprawy pierwszorzędnie – kontakt będziemy mieć i tak. Czołem – Hieronim„.

”Zapora„ i jego żołnierze nie zdołali wyjechać, bo ich przerzut okazał się ubecką prowokacją. Podporucznika Romana Grońskiego ”Żbika„, kpt. Stanisława Łukasika ”Rysia„, ppor. Jerzego Miatkowskiego ”Zawadę„ (adiutant ”Zapory„), Tadeusza Pelaka ”Junaka„, ppor. Edmunda Tudruja ”Mundka„ i Arkadiusza Wasilewskiego ”Białego„ oraz Władysława Siłę-Nowickiego (inspektor WiN) aresztowano na punkcie kontaktowym w Nysie. Major Dekutowski został zatrzymany 16 września 1947 roku, w czwartą rocznicę swojego skoku ze spadochronem do Polski.

Wszystkich przewieziono najpierw do Będzina, a potem do Warszawy, na Mokotów, do więzienia przy Rakowieckiej, gdzie przez ponad rok byli brutalnie przesłuchiwani przez owianych krwawą sławą śledczych: Eugeniusza Chimczaka i Jerzego Kędziorę. Zmarły w październiku 2012 roku Chimczak miał wtedy 26 lat. Przesłuchiwał m.in. rtm. Witolda Pileckiego i Tadeusza Płużańskiego.

W procesie Adama Humera, wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP, został skazany na 7,5 roku więzienia, ale ze względu na stan zdrowia nie siedział. Kędziora w styczniu 2012 roku, w wieku 86lat, został skazany na trzy lata za bicie więźniów gumą i żelazem owiniętym w ręcznik, przypalanie im włosów, zamykanie w karcerze, nakazywanie przysiadów, kopanie po nerkach, ubliżanie i grożenie.

Nie wystarczyła kara śmierci

Rozprawie mjr. Dekutowskiego i towarzyszy, która rozpoczęła się 3 listopada 1948 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Wartszawie, przewodniczył sędzia major Józef Badecki, przedwojenny absolwent prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, uczestnik wojny we wrześniu 1939 roku, od wkroczenia Sowietów w tzw. ludowym WP, znany z ”bardzo uprzejmego prowadzenia rozpraw i bardzo surowych wyroków„.

Jak zapamiętał Siła-Nowicki: ”Zimny morderca był cały czas bardzo grzeczny. Od początku zresztą wszyscy byliśmy dla niego morituri„. Badecki orzekł co najmniej 29 kar śmierci. Zawsze najpierw ogłaszał wyrok, a później go pisał. Zmarł w 1982 roku.

Aby jeszcze bardziej zhańbić oskarżonych, wszyscy zostali na rozprawę ubrani w mundury Wehrmachtu. ”Zapora„, mimo że nie skończył jeszcze 31 lat, wyglądał jak starzec – z siwymi włosami, wybitymi zębami, połamanymi żebrami, zerwanymi paznokciami. ”Do zarzuconych mi czynów przyznaję się częściowo – mówił na procesie – co do napadów, to oświadczam, że była to tzw. ’samoobrona’„. Podobnie wyjaśniali pozostali. Edmund Tudruj dodawał: ”Co zaś się tyczy zabójstw, to były one wykonywane, ale tylko na osobach złodziei i bandytów„.

Dla komunistycznych oprawców bohaterska przeszłość żołnierzy podziemia i ich rodzin nie miała znaczenia. Kapitan Łukasik zeznawał: ”Brat mój zginął przy zdobywaniu Berlina, będąc żołnierzem Wojska Polskiego. Rodzina moja przeszła więzienie, w związku z moją akcją na Izbę Skarbową w Lublinie. Cały majątek mojej rodziny został skonfiskowany i oddany komuś innemu w posiadanie. Żona moja siedziała przez siedem miesięcy w więzieniu„.

Swoje nieujawnienie się ”Zapora„ uzasadniał: ”Zaznaczam, że władze organizacyjne polecały mi, w czerwcu 1947 roku, ujawnić się osobiście. Oświadczyli mi, że dadzą mi pewną sumę pieniędzy, to jest około pół miliona złotych, i żebym się usunął z terenu i ujawnił się na innym terenie. Ta propozycja nie odpowiadała mi, ponieważ byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką. Byłem przecież ich dowódcą, więc nie chciałem umyć rąk i pozostawić tych ludzi, jako grupy bandyckiej, w terenie, bez dowództwa„.

Sędzia Badecki ogłosił wyrok 15 listopada 1948 roku. Wszyscy otrzymali wielokrotne kary śmierci: ”Zapora„ – siedem, a Siła-Nowicki – cztery. W prasie tytuły artykułów krzyczały: ”Mordercy kobiet, starców i dzieci skazani na karę śmierci„.

Wszyscy wpadli i zginęli

 

Kapitan Zdzisław Broński ”Uskok„, który od roku nie dostał umówionej wiadomości od ”Zapory„, po prasowych doniesieniach już wiedział, że ”wszyscy wpadli i zginęli. Ciężko ’przetrawić’ taką wiadomość! Do żalu za ukochanymi współtowarzyszami niedoli dołącza się jakieś fatalistyczne przypuszczenie, że chyba ofiarom końca nie będzie! Że wszystko, co uczciwsze, skazane jest na zagładę. Jakiś okrutny los dotknął krwawą ręką nasz naród i wyszarpuje na stracenie wszystkie te elementy, które nie wahają się marzyć o wolności!„.

Podporucznik Wacław Szacoń ”Czarny„ do dzisiaj pamięta wstrząs i przygnębienie na wieść o wyroku. Sam wpadł w kwietniu 1949 roku. W trybie doraźnym dostał czterokrotną karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie. ”Uskok„, żeby nie dać się bezpiece, rozerwał się granatem.

O procesie ”Zapory„ zdążył jeszcze napisać w swoim pamiętniku, że ”był to bodajże jedyny z poważniejszych procesów, w którym nie udało się komunistom opluwać sądzonych przez samooskarżenie. Z tego powodu nie robili nawet rozgłosu z rozprawy. (…) Niewątpliwie naszym bohaterom przez rok czasu nie oszczędzano prób zmierzających do zrobienia szmaty z człowieka, a jednak pozostali ludźmi!„.

Skazani oraz ich rodziny wnieśli do Bieruta prośby o łaskę. O darowanie życia Tadeuszowi Pelakowi ”Junakowi„ prosili jego rodzice oraz sześć sióstr, z których najmłodsza miała zaledwie cztery lata. Najstarsza Krystyna pisała: ”Rodzice, po utracie jednego syna, zostali bezwładni, a dowiedziawszy się o losie drugiego – dla nich już nie ma życia. Więc bardzo proszę o zlitowanie się nad strapionym rodzeństwem, które prosi o przywrócenie mu życia i o szczęśliwy powrót do domu„.

Prosiła też mała Marianna: ”Niech Pan puści brata, bo nam bieda przez brata. Bardzo proszę Pana, żeby brat powrócił do nas, bo ja chodzę do szkoły i nie mam za co nieraz kupić zeszytu, bo tatuś jest chory i nie ma kto zarobić pieniędzy na zeszyt, a ja jestem jeszcze za mała. Jest mi bardzo przykro i piszę to wszystko ze łzami w oczach„.

Tylko jeden ze skazanych, Władysław Siła-Nowicki, został ułaskawiony. Wstawili się za nim: wuj Ignacy Dzierżyński i ciotka Aldona Dzierżyńska-Kojałłowicz, brat i siostra Feliksa, twórcy bolszewickiej, zbrodniczej czerezwyczajki.

Przed wykonaniem wyroku ”Zapora„ z podkomendnymi próbował jeszcze uciec z więzienia. Przez wywierconą w suficie celi dziurę mieli wyjść na strych i następnie z dachu na powiązanych prześcieradłach wydostać się z katowni. Plan zdradził jeden z więźniów kryminalnych.

Wobec nieskorzystania z prawa łaski przez Bieruta prezes Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie – płkWładysław Garnowski, zarządził bezzwłoczne wykonanie kary śmierci. ”Dr Garnowski„, jak się podpisywał, walczył z bolszewikami w 1920 roku, ukończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza, a w czasie wojny należał do AK, ale już w 1944 r. służył komunistom. Historyk dr hab. Krzysztof Szwagrzyk przypomina, że sądy, którymi kierował, skazały na śmierć prawie 60 osób. W latach 1947-1949 Garnowski był prezesem Najwyższego Sądu Wojskowego, przez co spada na niego szczególna odpowiedzialność.

Droga prosto otwarta do Nieba

Wieczorem 7 marca 1949 r. wywołano ”Zaporę„ i towarzyszy z celi. Żegnając się, miał powiedzieć: ”Przyjdzie zwycięstwo„. Na zamordowanie siedmiu bohaterów dowódcy plutonu egzekucyjnego, st. sierż. Piotrowi Śmietańskiemu wystarczyło zaledwie pół godziny. Najpierw strzelił w kark mjr. ”Zapory„, a potem co pięć minut uśmiercił kolejno: ”Rysia„, ”Żbika„, ”Mundka„, ”Junaka„, ”Białego„ i ostatniego – ”Zawadę„.

Sanitariuszka ”Zapory„ wspominała, że ”zawsze zastanawiał się, czy ktoś będzie o nas pamiętał, czy ktoś będzie pamiętał o tym, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami„. Wacław Szacoń ”Czarny„, który do dzisiaj spotyka się z nielicznymi już swoimi kolegami z partyzantki, a także z synami ”Uskoka„, ”Lalusia„, ”Rysia„, jest zbudowany postawą lubelskiej młodzieży upamiętniającej ”Zaporę„ i jego żołnierzy.

W czasie odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej Hieronimowi Dekutowskiemu i straconym wraz z nim żołnierzom w kościele Ojców Dominikanów w Tarnobrzegu w marcu 1989 jeden z partyzantów majora, Wojciech Kozłowski ”Tomek„ mówił: ”Z żołnierską czcią całuję Twój Testament, skreślony na odwrocie starej, pożółkłej fotografii: ’My nigdy nie poddamy się’. Rozkaz, Panie majorze! Tak nam dopomóż Bóg! Żegnam i Was, żołnierze i oficerowie (…) Żegnam Was, którym droga prosto otwarta do Nieba – boście służyli Ojczyźnie!„.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa

Nasz Dziennik