logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Lekcja dla Polaków

Wtorek, 16 kwietnia 2013 (02:06)

Zastanawiamy się często, dlaczego w wyborach uczestniczy w Polsce tak mało obywateli, dlaczego brak u nas narodowego instynktu samozachowawczego, niska jest wiedza ekonomiczna, słabe więzi społeczne, skąd poczucie marazmu. Jestem pewna, że jedną z ważnych przyczyn jest to, że jesteśmy społeczeństwem bardzo „źle poinformowanym”.

Zaproponowałam zatem, by Rada Programowa TVP odbyła dyskusję nad jakością najważniejszych wieczornych programów informacyjnych. Sama zajęłam się analizą kolejnych wydań „Wiadomości” o godz. 19.30 i sporządziłam raport o treściach prezentowanych w tym programie przez cały styczeń br. Raport ten mógł być wreszcie zaprezentowany na posiedzeniu Rady 26 marca, więc po jego przedstawieniu władzom TVP pragnę podzielić się swoimi obserwacjami z czytelnikami.

Większość obywateli naszego państwa całą swą wiedzę o polityce, społeczeństwie, kulturze, ekonomii czerpie z telewizji, i to zazwyczaj tylko z jednego wieczornego programu informacyjnego. Roli dostarczyciela informacji nie spełniają gazety, obecne tylko w kilku procentach polskich domów, a na wiadomości polityczne w internecie przeciętny internauta przeznacza zaledwie dwie minuty dziennie. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy kształtują opinie widzów, realizując swoisty program wychowania obywatelskiego. Dlatego ciekawe jest, jaki wzorzec człowieka i obywatela lansują dziennikarze i ich zwierzchnicy w telewizji publicznej.

 

Co nas łączy?

 Gerard Depardieu obywatelem Rosji (3 razy), rajd Dakar (2 razy), sukces piosenki „Ona tańczy dla mnie”, wyprzedaże w Anglii, kot przemytnik z Brazylii, ludzie maskotki na ulicach miast, konkurs skoków narciarskich (5 razy), gadżety na targach w Las Vegas, pamiątki z inauguracji Baracka Obamy, wizerunek konduktorów Intercity, sylwetka tenisisty Jerzego Janowicza w kontekście konkursu krzyków w Gołdapi, sympatyczne lemingi, ekstremalne sporty zimowe, kontuzje w sporcie na przykładzie piłki ręcznej, materiał o płatkach śniegu, rapująca babcia w internecie, wiara w potwora spaghetti, telewizja na Dworcu Centralnym. Oto spis przykładowych tematów z jednego miesiąca, które pojawiły się w „Wiadomościach” TVP o 19.30 (wszystkich materiałów rozrywkowych było 33). Cechą sztandarowego programu informacyjnego telewizji publicznej jest bowiem nieznośny nadmiar treści rozrywkowych. W pogoni za „oglądalnością” programy te straciły swoją podstawową funkcję. Infotainment (tak z angielskiego nazywa się inwazję treści rozrywkowych – entertainment w programach informacyjnych) obecny jest także w materiałach korespondentów zagranicznych (Rosja, USA). Charakterystyczne jest upodobanie w wiadomościach o sporcie, powtarzanych następnie dosłownie, po kilku minutach przerwy na reklamy, w specjalnym wydaniu informacji sportowych.

Jakie znaczenie ma fascynacja treściami tabloidowymi i sportowymi? Czy tylko zabiera czas, który można by poświęcić poważniejszym tematom? Otóż nie. W świadomości widzów utrwala się obraz świata, w którym zabawa zajmuje miejsce powagi i głębszego znaczenia. Co znamienne, wspólne kibicowanie sportowcom oraz zaszczyt organizowania wielkich imprez sportowych jest przedstawiane jako niemalże jedyne spoiwo społeczeństwa. Co miałoby jednoczyć Polaków mocniej niż piłka nożna, skoki narciarskie czy Euro 2012? To łączy niewątpliwie model propagandowy stosowany przez PO ze „światopoglądem” „Wiadomości” TVP.

Nie jest zatem przypadkiem, że rozrywkowe ciekawostki i kibicowskie wzruszenia zastąpiły całkowicie informację o kulturze polskiej. W całym miesiącu w „Wiadomościach” TVP pojawiła się jedna informacja kulturalna (o stuleciu Teatru Polskiego w Warszawie). Dwa razy mieliśmy materiał poświęcony filmom zagranicznym, przy okazji rozdania nagród Globów i Oscarów. Nie było wiadomości o muzyce poważnej, książkach ani plastyce. Nic dziwnego, że modelowany obywatel odzwyczaja się od traktowania kultury jako przedmiotu swej aspiracji i przestaje widzieć w niej wspólne z innymi rodakami dziedzictwo. Konsekwencją jest brak życia kulturalnego łączącego naród, a także utrata więzi z kulturalnym światem. Wyraźny jest także niedobór informacji o osiągnięciach polskiej nauki. Na ten temat widzowie otrzymali tylko dwa krótkie komunikaty w miesiącu: o polskich satelitach i udziale w badaniach mózgu.

Redakcja „Wiadomości” TVP ma chyba świadomość, że trzeba jednak szukać tego, co Polaków łączy poza sportem, ponieważ co jakiś czas obserwujemy próby włączenia treści historycznych do codziennego przekazu: w styczniu mieliśmy 10 takich tematów. Rocznica Powstania Styczniowego przedstawiona została najpierw jedynie w kontekście sejmowych sporów bez odpowiedniego przypomnienia faktów historycznych. Dopiero za drugim razem poinformowano krótko o pamięci Polaków dotyczącej powstania. Innego dnia „Wiadomości” przedstawiły sylwetkę sędziwego cichociemnego. Pojawiły się treści o rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz i przypomnienie rocznicy dojścia Hitlera do władzy. Pozytywnie należy ocenić materiał przeglądowy o odkrywanych i upamiętnianych w różnych miejscowościach miejscach martyrologii ofiar stalinowskich. Można się wprawdzie zastanawiać, czy nie dlatego był to materiał przeglądowy, by nie mówić o tych sprawach częściej? Statystycznie ujmując, tematyka historyczna zajęła 5 proc. miesięcznej zawartości programu.

 

Jerzy Owsiak i nic więcej

 Jednak w modelu społecznym stanowiącym ideał „Wiadomości” to nie historia stanowi, obok sportu, podstawowe spoiwo międzyludzkie. Tę rolę pełnią tzw. human stories (zalecane w podręcznikach konstruowania programów informacyjnych dla wywołania więzi emocjonalnej z widzami), czyli historie o ludzkich nieszczęściach połączone z próbą mobilizowania widzów do pomocy. Proszę mnie dobrze zrozumieć, w pełni akceptuję budzenie wrażliwości na cierpienia bliźnich, jednak powinniśmy mieć świadomość, że media na całym świecie dbają o nasycenie swego programu emocjami nie tylko z dobroci, ale ponieważ to przyciąga odbiorców.

Styczeń to co roku miesiąc szczególnej obecności Jerzego Owsiaka na ekranie. Jak pamiętamy, był co prawda pewien wizerunkowy kłopot, ponieważ bohater przed zbiórką na leczenie seniorów wypowiedział się z aprobatą o eutanazji, ale „Wiadomości” zgrabnie przeszły nad tym do porządku dziennego. 9 stycznia z ekranu usłyszeliśmy: „Jerzy Owsiak wycofuje się ze stwierdzeń o eutanazji, więc WOŚP bez przeszkód może zacząć zbieranie pieniędzy”. Zbiórka pieniędzy przez fundację Owsiaka prezentowana była sześciokrotnie w bardzo obszernych materiałach. W krótkiej migawce (1 minuta) zaprezentowany został natomiast dorobek Caritas z podaniem osiągnięć w zbiórce pieniędzy podczas jednej akcji – Dziele Pomocy Dzieciom (19 mln). Pominięto informację, że roczna zbiórka rzeczowa i finansowa na Caritas wynosi 500 mln zł, przy 40-50 mln zbieranych przez WOŚP.

Bardzo mało zobaczyliśmy informacji o stowarzyszaniu się obywateli. Jeden materiał dotyczył organizowania się ludzi w sieciach społecznościowych internetu na przykładzie protestów przeciw likwidacji nocnego metra w Warszawie i smogu w Krakowie, a dwie historie mówiły o pozytywnej działalności osób bezdomnych. Problemów drobnej działalności gospodarczej oraz przykładu sukcesów polskich przedsiębiorców – zabrakło.

Bezsilność i przemilczenie

 

Tematyka społeczna to łącznie 70 tematów (25 proc. całości) poruszanych przez „Wiadomości” TVP w styczniu. Co znamienne, informacje o chorych dzieciach, o biedzie przedstawiane były bez próby analizy przyczyn leżących w błędnej polityce w ochronie zdrowia i opiece społecznej. Z ekranu płynie wciąż przesłanie: Jest źle i tak być musi, możemy co najwyżej zrzucić się na pomoc potrzebującemu, który miał to szczęście i trafił do telewizji. Przez cały styczeń brakło informacji o bezrobociu, biedzie na wsi i w małych miasteczkach, wzroście kosztów życia. Problemy komunikacji zbiorowej są w „Wiadomościach” praktycznie nieobecne, podczas gdy istotnym życiowym problemem Polaków jest likwidacja linii kolejowych i brak połączeń autobusowych. Charakterystyczna była nieobecność problemów ochrony przyrody i zanieczyszczenia środowiska (jakość wody, żywności), poza krótką wzmianką o smogu.

Kilka ciekawych materiałów poświęcono szansom i zagrożeniom użytkowania nowoczesnych technologii telewizyjnych i internetowych. Mieliśmy opowieść o zjawisku linczu internetowego, przykłady organizowania się ludzi w portalach społecznościowych, poznaliśmy możliwości telewizji cyfrowej, uświadomieni zostaliśmy o groźbie ataków z internetu, o współczesnych wojnach komputerowych. Wspomniano o groźbie inwigilacji kierowców, przy charakterystycznej dla „Wiadomości” dużej dawce tematyki motoryzacyjnej. Widz „Wiadomości” ma komputer i auto, o tym redakcja pamięta. Nieobecna była za to tematyka katastrofy demograficznej w Polsce, emigracji lub braku mieszkań dla niezamożnych. Znamienne jest, że w informacji poświęconej problematyce wyludniania się niektórych miast „Wiadomości” pominęły przyczynę tego wyludnienia, jaką jest brak pracy.

Stosunkowo dużo czasu, przez kilka dni, „Wiadomości” poświęciły śmierci i pogrzebowi ks. kard. Józefa Glempa. Poinformowano o śmierci i pogrzebie Jadwigi Kaczyńskiej. Tematyka religijna, oprócz informacji dotyczących ks. kard. Glempa, była obecna pięciokrotnie: jedna informacja dotyczyła obrzędów katolickich (orszaków Trzech Króli), trzy – prawosławnych i jedna – Hindusów. Dwa razy informowano o skazaniu biskupa za jazdę po pijanemu.

 

Dziejowa konieczność: za euro, przeciw związkowcom

Tematykę ekonomiczną zaprezentowano 32 razy w miesiącu, co wydaje się niewystarczające (średnio jeden temat dziennie). Widzowie dowiedzieli się o katastrofie ekonomicznej LOT i próbach jego ratowania (2 razy), zwolnieniach w fabryce Fiata i staraniach wicepremiera Janusza Piechocińskiego o uratowanie miejsc pracy, zapowiedzi wycofania z obiegu monet jednogroszowych i restrykcjach UE wobec użytkowników silników diesla. Dwukrotnie analizowane były perspektywy wprowadzenia waluty euro w Polsce połączone jednak z propagandą za wprowadzeniem euro. 27 stycznia padły słowa, że większość Polaków „boi się wspólnej waluty”, że „boją się, iż ceny pójdą w górę”. Analiza przekazywanych treści dowodzi, że podstawowym zagadnieniem jest: jak przekonać Polaków, by się przestali bać, bo decyzja co do euro już zapadła wraz z przystąpieniem do UE. Przekaz tego rodzaju zastępuje prezentację argumentów za i przeciw.

4 stycznia „Wiadomości” poinformowały wprawdzie o przejmowaniu ziemi rolnej przez obcokrajowców, ale materiał poświęcony tej sprawie zakończyły konkluzją, że to dziejowa konieczność, bo decyduje siła pieniądza, który posiadają cudzoziemcy. Pesymistyczny komunikat GUS o dalszym wzroście bezrobocia został zaprezentowany bez słowa komentarza krytycznego wobec rządu. Dowiedzieliśmy się o problemach z budową lotniska berlińskiego, co zabrzmiało jako swoiste usprawiedliwienie kompromitacji z lotniskiem w Modlinie. Widzowie zostali pouczeni na temat konieczności zabierania paragonów, ostrzeżeni przed inwazją chińskiego czosnku i poinformowani o uziemieniu boeingów oraz opóźnieniach w budowie gazoportu. Tematy, które pojawiły się kilkakrotnie, to wstrzymanie pieniędzy przez UE z powodu zmowy cenowej firm budujących autostrady oraz rozmowy rządu ze związkami zawodowymi kolejarzy. Ta ostatnia sprawa, a także zapowiedź strajku na Śląsku, ujawniła kolejny charakterystyczny rys przekazywanego w „Wiadomościach” obrazu świata: związki zawodowe są złe. Poglądem ekonomicznym lansowanym przy informacjach gospodarczych w wypowiedziach redakcji i licznych ekspertów jest prostacki, liberalny determinizm, receptą na kłopoty – wyprzedaż majątku państwa. Każdy musi sobie radzić sam.

Żaden materiał dotyczący informacji ekonomicznych nie wyjaśniał podstaw problemu, liczby zbyt krótko pojawiały się na ekranie, nie było wyjaśniane ich znaczenie i niemożliwe było ich zapamiętanie. W poszczególnych materiałach prezentowano liczne krótkie, wyrwane z kontekstu wypowiedzi zbyt wielu ekspertów i polityków. Zabrakło ciągłości narracji w jakimkolwiek temacie, w tym tak ważnym jak groźba recesji w Polsce, negocjacje w sprawie budżetu UE, pakt fiskalny czy kryzys w strefie euro.

 

Superman Tuleya i sentymentalni geje

 W styczniu zdarzyło się wiele ciekawych spraw w polityce krajowej. Mieliśmy rezygnację szefa ABW, która została opowiedziana bardzo chaotycznie i przez to zupełnie nie dotarła do widzów. Kiedy porównać tę samą sprawę przekazaną jasno w „Informacjach dnia” Telewizji Trwam, można się przekonać, jak wiele szkody przynosi maniera redakcji „Wiadomości”, by trudne tematy utrudniać nadmiarem krótkich wypowiedzi wielu postaci, wielopiętrowych interpretacji i barokowych wstępów oraz dziwacznych podsumowań. 

Jednak prawdziwym supermanem stycznia, który wywalczył sobie pierwszeństwo nawet przed Jerzym Owsiakiem, był sędzia Tuleya. Poświęcono mu sekwencję aż 9 materiałów. Na tym przykładzie możemy doskonale zaobserwować metodę tzw. odwrócenia wektorów. Sprawcę prezentuje się jako ofiarę, dobro zamienia się miejscami ze złem. Łapówkarstwo zostaje uznane za coś naturalnego, a działalność CBA i prokuratury – porównane ze stalinizmem. I znów interesująca zbieżność z linią propagandową PO: straszenie powrotem IV RP. Otrzymaliśmy rozpisany na wiele dni akt oskarżenia przeciwko CBA, a wina doktora G. mimo skazania została zatarta. W zastosowanej przez redakcję „Wiadomości” narracji widzowie prowadzeni byli ku opinii, że CBA stosowało metody „stalinowskie”, a sędziów nie wolno krytykować. Całkowicie zakryty został problem korupcji w ochronie zdrowia. Proporcje w przedstawianej argumentacji świadczyły, po czyjej stronie stoi redakcja. 17 stycznia zacytowano 5 wypowiedzi w obronie sędziego. Padły słowa: „najsłynniejszy sędzia”, „pierwsza próba zastraszenia sędziego”, „obrzydliwe lustrowanie członków rodziny”, „dzielenie Polaków”, „jak się kończy rozum – rodzą się upiory”. Tylko jedna wypowiedź była wobec sędziego krytyczna (C. Gmyz). Materiał zatytułowano, a jakże: „Szacunek dla Temidy”. W komentarzu odredakcyjnym przy tej okazji o rządach PiS mówi się jako o „mrocznej rzeczywistości tamtych czasów”, widz słyszy, że „lista grzechów CBA jest długa”, i dowiaduje się, że „to pierwsza taka krytyka IV RP”, że sędzia ma poparcie przełożonych i że o sprawie CBA „na pewno jeszcze usłyszymy”.

W styczniu mieliśmy też aferę z premiami dla marszałków i Polacy zostali zbulwersowani wiadomością, że transseksualna Anna Grodzka kandyduje do Prezydium Sejmu. Redakcja „Wiadomości” powitała ten fakt komentarzem: „Wybór Anny Grodzkiej byłby światopoglądowym krokiem milowym”.

W tym czasie pojawiły się w Sejmie projekty ustaw o związkach partnerskich, których prezentacja połączona została w „Wiadomościach” z propagandą homoseksualną. Otrzymaliśmy sentymentalny obrazek pary gejów, z pieszczotliwie splecionymi dłońmi i dowiedzieliśmy się, że na całym świecie, łącznie z konserwatywną Wielką Brytanią, legalizuje się związki osób tej samej płci, a w dalszej kolejności pozwala na adopcję dzieci. „Wiadomości” TVP przemilczały kilkusettysięczną manifestację w obronie tradycyjnej rodziny i małżeństwa w Paryżu, a pokazały manifestację homoseksualistów i poinformowały o pozytywnej dla nich decyzji parlamentu francuskiego. Rzeczowe argumenty poseł Krystyny Pawłowicz przeciw prawnym przywilejom dla związków homoseksualnych nie zostały przytoczone, a ona sama przedstawiona w kabaretowej formie przez autora prześmiewczych felietonów Adama Federa. Po głosowaniu w Sejmie dowiedzieliśmy się o negatywnych reakcjach prasy zachodniej („Polska nadal na Wschodzie”) na zacofanie światopoglądowe naszego kraju. Problem bardzo istotny ze względu na przyszłość instytucji małżeństwa został sprowadzony do konfliktu w łonie partii rządzącej. Po głosowaniu nie przedstawiono nam żadnej osoby – ani przedstawiciela Kościoła, ani jakiejkolwiek organizacji, ani zwykłego obywatela zadowolonego z decyzji posłów.

Tematyka katastrofy smoleńskiej pojawiła się 3 razy, pokazywano „wysiłki” premiera i ministra Sikorskiego o zwrot wraku Tu-154 i podano informację o tworzeniu komisji anty-Macierewiczowej Macieja Laska. „Wiadomości” przez kolejny miesiąc nie zaprezentowały ustaleń zespołu Antoniego Macierewicza.

Łącznie przedstawiono 57 materiałów na temat polityki krajowej. Charakterystyczny był brak zainteresowania opieką nad seniorami, długotrwałym bezrobociem, problemami ludzi młodych, sytuacją polskiej armii, własnością banków, energetyki, upadkiem drobnego handlu, własnością mediów, spółdzielniami mieszkaniowymi, wieczystym użytkowaniem gruntów, planowaniem przestrzennym. Brakło informacji o skutecznym ściganiu przestępstw, zwłaszcza korupcyjnych, i potrzebie egzekucji prawa.

Po co nam polityka zagraniczna? 

 

Statystyki dotyczące informacji z polityki zagranicznej (33 materiały) nie przedstawiają się źle na tle informacji o polityce polskiej (57 materiałów), jednak w całości treści programu w miesiącu zajmują jedynie 12 procent. Charakterystyczny jest brak poważnej analizy polityki USA oraz Niemiec, zmian w sytuacji geopolitycznej w Europie, Azji i Afryce oraz zainteresowanie Rosją sprowadzone do płytkiego wizerunku osobowości Putina (z jednym wyjątkiem – materiał o wzmacnianiu potencjału militarnego Rosji) i (nieco głębiej) – problemów społeczeństwa rosyjskiego.

W styczniu polscy widzowie dowiedzieli się o zaprzysiężeniu prezydenta Obamy, które jednak nie zostało właściwie wykorzystane dla przedstawienia problemów polityki USA. Wybory prezydenckie w Czechach zostały potraktowane w sposób nieodpowiedni dla informacji o ważnym sąsiedzie (najpierw zobaczyliśmy egzotycznego kandydata, całego w tatuażach, potem usłyszeliśmy zdawkowe podsumowanie kadencji Vaclava Klausa, wreszcie otrzymaliśmy jeden krótki materiał o rezultacie II tury). W styczniu rozpoczęła się interwencja antyterrorystyczna w Mali. Odnotować należy jeden bardzo dobry materiał przeglądowy o sytuacji w Afryce, wyemitowany 18 stycznia. Gdyby tylko podobnie wyglądały wszystkie informacje zagraniczne! Temat jednak nie był należycie kontynuowany w kolejnych dniach. Negocjacjom w sprawie budżetu UE i paktowi fiskalnemu nie poświęcono wystarczającej uwagi. Kryzys z zakładnikami w Algierii został zrelacjonowany chaotycznie i bez ciągłej narracji. Pojawił się strzęp informacji o wyborach lokalnych w Niemczech i pozycji Angeli Merkel. Wiadomość ta zawierała zresztą sprzeczność – raz usłyszeliśmy, że wynik wyborów poprawił, a za chwilę, że pogorszył sytuację pani kanclerz. Ciekawostką jest relacja z procesu rosyjskich szpiegów w Stuttgarcie zakończona osobliwym podsumowaniem eksperta Stanisława Cioska: „To naturalne, że mamy szpiegów, z tym się trzeba nauczyć żyć”.

W rezultacie widzowie nie są wyposażeni w podstawowy kanon informacji dotyczącej krajów sąsiednich oraz punktów zapalnych w świecie, a także w wiedzę o kierunkach zmian w międzynarodowej kulturze i ekonomii. Widz „Wiadomości” nie jest w stanie uznać potrzeby jakiejkolwiek polityki zagranicznej naszego kraju.

 

W Sejmie się kłócą

To był bardzo ciekawy dzień w Sejmie. Likwidator publicznej służby zdrowia czy przyzwoity człowiek, który już dawno by odszedł. Tak mówili dzisiaj ci, którzy chcą dymisji Bartosza Arłukowicza. W debacie padło wiele słów krytyki. I wiele całkowicie zrozumiałych dla każdego, kto raz na jakiś czas trafił do szpitala. Ale rzecz w tym, że wielu już służbę zdrowia próbowało naprawiać, ale z sukcesami to było już raczej ciężko”. Tymi słowami Piotr Kraśko, prezenter i dyrektor „Wiadomości” TVP, zwrócił się do czterech milionów widzów 24 stycznia, w dniu debaty nad wnioskiem Prawa i Sprawiedliwości o odwołanie ministra zdrowia. Słowa negatywnie określające Arłukowicza przywołano od razu z zastrzeżeniem, że tak mówią politycy chcący jego dymisji. Tak jakby komuś zależało, żeby u odbiorców powstało wrażenie, iż opinie Prawa i Sprawiedliwości są odosobnione i subiektywne. W wieczornej relacji telewizji publicznej z próby rozliczenia osoby odpowiedzialnej za brak dostępu do ochrony zdrowia, chaos w szpitalach, tragedie nieleczonych dzieci, podwyżki cen za leki nie został jednak przytoczony żaden z rzeczowych zarzutów wygłoszonych przez posła Bolesława Piechę z PiS, w pięciominutowym materiale znalazło się tylko siedemnaście słów wygłoszonych przez niego z mównicy sejmowej, całkowicie wyrwanych z kontekstu, źle zmontowanych i sprawiających wrażenie bezsensowności. „Opozycja wykorzystuje swoje wilcze prawo i już drugi raz żąda głowy Bartosza Arłukowicza” – usłyszeli widzowie od reporterki. Cały materiał oparty był na charakterystycznych dwu tezach, które powtarzane są przy różnych okazjach. Pierwszą tezę wygłosił na początku Piotr Kraśko: „Wielu próbowało naprawić – nikomu się nie udało”. W przypadku konieczności krytyki rządu prezentowana przez „Wiadomości” TVP treść skonstruowana jest według modelu – wszystkie rządy (albo kraje) miały z tym problem i sobie nie poradziły, a za rządów PiS było najgorzej i dlatego politycy tej partii nie mają prawa krytykować. Ten sposób argumentacji całkowicie zapożyczony został z modelu propagandowego rządu Donalda Tuska. Tak było w sprawie Arłukowicza, wstrzymanych pieniędzy z UE na budowę dróg, niedotrzymywania obietnic wyborczych czy nawet kompromitacji z lotniskiem w Modlinie.

Druga teza wygłoszona przez jednego z dyżurnych ekspertów brzmi: „Próbę odwołania pana ministra można traktować jako hucpę polityczną. Partie szukają jakichś tematów, żeby zwiększyć sobie słupki wyborcze”. Na ekranie widzimy pacjentkę wspierającą podstawowe przesłanie: „W koło gadają, a nic się nie robi. Tylko w koło debatują, debatują i nic”. Na koniec relacji reporterka wspiera się cytatem z Krasickiego: „Chłopcy przestańcie, bo się źle bawicie. Dla was to jest igraszką, nam – idzie o życie”. Nic dziwnego, że systematycznie wychowywani tak polscy wyborcy nie idą do wyborów.

 

Tyle wolności słowa, ile rzetelnego obrazu PiS

 W badaniach treści mediów w kontekście politycznym światowi specjaliści twierdzą, że „określenie, kto kontroluje media, jest jednym z podstawowych czynników, które należy brać pod uwagę, zanim rozpocznie się badanie”. Dlatego szczególnie istotny jest poziom rzetelności w prezentacji drugiej co do wielkości siły politycznej – partii Prawo i Sprawiedliwość, która jako jedyna nie ma żadnego reprezentanta ani w zarządzie TVP, ani w KRRiT sprawującej kontrolę i powołującej oraz odwołującej władze mediów publicznych.

Sympatia „Wiadomości” TVP w widoczny sposób towarzyszy prezentacji PO, PSL, SLD i Ruchu Palikota, obojętność lub wrogość – SP, antypatia – PiS. Pozytywny jest wizerunek Janusza Piechocińskiego (kompetencja, spokój, opanowanie), Bronisława Komorowskiego (dobrotliwy wujek na nartach w Polsce), Donalda Tuska (przedstawianego jako silny szeryf), Janusza Palikota (20 stycznia reporterka uczestniczy czynnie w jego happeningu na temat fotoradarów) i Aleksandra Kwaśniewskiego (nadzieja pojednania lewicy). Pojawił się nierzetelny materiał przeciw o. Tadeuszowi Rydzykowi, w którym w roli oskarżycieli dyrektora Radia Maryja występują Roman Giertych i Stefan Niesiołowski. Oskarżyciele wypowiedzieli 80 słów a lektor odczytał 7 słów oskarżonego. Niech ilustracją tej metody będą cytaty komentarza odredakcyjnego z 14 stycznia odnoszące się do wicepremiera Piechocińskiego: „Jeśli to miało sprowokować Janusza Piechocińskiego, to się nie udało. Prezes PSL nie nadstawił drugiego policzka, ale zgodnie ze swoim politycznym mottem nie dał się wciągnąć w wymianę ciosów”. „Janusz Piechociński wyraźnie idzie swoją drogą. Próbuje poszerzyć elektorat”. I wypowiedź samego wicepremiera: „Chcę pokazać, że z każdym środowiskiem chcę iść ku lepszej Polsce i szukać tego, co wspólne, a nie tego, co dzieli”.

Negatywny wydźwięk towarzyszył informacjom o PiS. Mamy do czynienia z pozorami przedstawiania racji dwu stron – poseł PiS często cytowany jest z wypowiedzią niezrozumiałą, zdaniem wyrwanym z kontekstu albo wręcz źle technicznie nagranym (jak np. 2 stycznia wypowiedź o dymisji szefa ABW). Emituje się raporty przeglądowe z nastawieniem przeciwko PiS – np. materiał o niedotrzymywaniu obietnic politycznych, zaczyna się od dwu zarzutów przeciw PiS, wspartych wypowiedzią posła Kalisza zarzucającą Prawu i Sprawiedliwości „nieuctwo”, „śmieszność”, a wszystko po to, by zatrzeć informację o niedotrzymywaniu obietnic przez PO. Mnoży się informacje krytyczne wobec PiS ze strony rządu, ekspertów, Palikota, SLD, a także w komentarzu odredakcyjnym. Powtarzana jak mantra jest propagandowa etykietka, że partia Jarosława Kaczyńskiego „dzieli Polaków”. PiS wyszydzone zostało za postawę przeciw związkom homoseksualnym.

W styczniu PiS zorganizowało w Sejmie 15 konferencji prasowych, z których żadna nie stała się samoistnym tematem zaprezentowanym w „Wiadomościach”, a tylko niektóre wplecione zostały w kilkusekundowych migawkach na marginesie opisywanych spraw. Tematy GMO, matek „pierwszego kwartału”, mieszkań, konkursu na multipleks cyfrowy, projektu ograniczenia nabywania ziemi rolnej przez obcokrajowców – wywołane przez PiS – nie pojawiły się albo w ogóle, albo jeśli się pojawiły, to bez informacji, że przypomniało o nich PiS. Można odnieść wrażenie, że panuje zasada: nie prezentujemy żadnej pozytywnej dla obywateli sprawy w ten sposób, żeby ujawnić, iż inicjatywę podjęło Prawo i Sprawiedliwość. Przez cały miesiąc nie pojawiła się wzmianka o kandydacie na urząd premiera prof. Piotrze Glińskim i wniosku o wotum nieufności dla rządu.

W przekazie „Wiadomości” zdaje się panować żelazna zasada, że wszyscy obiektywni eksperci oraz „zwykli obywatele” prezentują stanowisko prorządowe lub liberalne, stanowisko PiS prezentują tylko politycy PiS. Ma powstać wrażenie osamotnienia i braku wsparcia społecznego dla Jarosława Kaczyńskiego.

 

Wzorowy obywatel

 W modelu „wychowawczym”, jaki można sporządzić na podstawie materiałów z „Wiadomości”, rysują się więc następujące dominanty:

  1. Ideą jednoczącą wspólnotę Polaków ma być jedynie sport i współczucie dla chorych dzieci. Nie są tym spoiwem historia, zagrożenie demograficzne, piękno przyrody, osiągnięcia naukowców, artystów, zaradność drobnych przedsiębiorców, przykłady opieki nad seniorami, gospodarność gmin, rodzina.
  2. Koniecznością dziejową jest wykup polskiej ziemi przez obcokrajowców, wzrost bezrobocia, zapaść służby zdrowia oraz aktywność agentów obcych wywiadów oraz przyjęcie euro. Polakom należy uświadomić dobrodziejstwo przyjęcia waluty euro, ich obecne poglądy na ten temat wynikają z niewiedzy i bojaźni.
  3. Związki zawodowe są szkodliwe. Jedynym poglądem ekonomicznym jest prostacki liberalizm, receptą na kłopoty jest wyprzedaż majątku państwa, każdy musi sobie radzić sam.
  4. Poza fundacją Jerzego Owsiaka praktycznie nie ma przykładów skutecznego działania wspólnego.
  5. Związki homoseksualne to nowoczesna i zasługująca na poparcie forma rodziny, podobnie akceptowaną i popieraną postawą jest zmiana płci.
  6. W życiu społecznym i gospodarczym nie istnieją takie problemy jak opieka nad seniorami, wychowanie dzieci, eksmisje, zadłużenie gospodarstw domowych, bankructwa, bezrobocie, problemy ludzi młodych, brak mieszkań socjalnych, sytuacja polskiej armii, własność banków, energetyki i mediów.
  7. Polska nie ma polityki zagranicznej, nie istnieje problematyka geopolityczna.
  8. Debaty sejmowe to kłótnie, opozycja nie ma projektów pozytywnych rozwiązań, rozliczanie rządu za nieudolność to awanturnictwo.

 

Telewizja Polska wciąż jest naszą wspólną własnością i nadal kształtuje opinię publiczną, wpływając nie tylko na decyzje wyborcze, ale i na coś jeszcze ważniejszego – zespół podstawowych przekonań obywateli o społeczeństwie, ekonomii, kulturze, prawie, religii, rodzinie. Dlatego ważne jest, byśmy nie lekceważyli realizowanego przez nią programu wpisywania w umysły większości naszych rodaków szkodliwych stereotypów. Konieczna jest szeroka debata o medialnej manipulacji. Nie wystarczy wezwanie: nie oglądać, bo jeszcze długo miliony pozostaną wierne przyzwyczajeniu, że o 19.30 włącza się telewizor, by szybko dowiedzieć się, co ważnego dzieje się w kraju i na świecie.

Barbara Bubula

Nasz Dziennik