logo
logo

Zdjęcie: flickr_Niccolò Caranti_CC2.0/ -

Ultimatum Sorosa

Sobota, 20 kwietnia 2013 (02:06)

Paradoksalnie euro, które służy wdrażaniu niemieckich planów politycznych, w rozgrywce międzynarodowej finansjery może zostać użyte jako instrument niweczenia niemieckiego projektu imperialnego.

9 kwietnia bieżącego roku znany finansista amerykański żydowsko-węgierskiego pochodzenia George Soros, przemawiając na uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem, przedstawił niemieckiemu audytorium swoją analizę kryzysu w strefie euro i propozycję wyjścia z patowej sytuacji. Propozycja ta wymaga rozwiązania dylematu: albo wyjście Niemiec ze strefy euro, albo niemiecka zgoda na euroobligacje.

Soros, który w wystąpieniu kwietniowym w dużej mierze nawiązywał i powtarzał swoje tezy z września 2012 roku, mówił, że niemieckiej opinii publicznej trudno jest zrozumieć fakt, iż Niemcy narzucają Europie fałszywą politykę. Dzieje się tak dlatego, że gospodarka niemiecka nie jest w kryzysie, a nawet korzysta na kryzysie w strefie euro. Jednak polityczna i społeczna dynamika prowadzi w kierunku katastrofy. Podkreślał, że przyczyny kryzysu w strefie euro nie leżą po stronie zadłużonych krajów południowej Europy, ale wynikają z fatalnego błędu, który legł u genezy wspólnej waluty. Poprzez utworzenie niezależnego Banku Centralnego państwa członkowskie zadłużały się w walucie, która nie daje się kontrolować. W ten sposób kraje zadłużone z południowej Europy znalazły się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znajdują się kraje Trzeciego Świata, również zadłużone w walutach obcych, na których kurs nie mają żadnego wpływu. W konsekwencji w strefie wspólnej waluty euro dokonał się dramatyczny podział na kraje wierzycielskie i kraje dłużnicze. Podział ten pogłębia się, a sytuacja krajów zadłużonych pogarsza się, co jest skutkiem dotychczasowej polityki Berlina.

Finansista apelował zatem o przyjęcie nowej polityki, która będzie realizowała następujące założenia: po pierwsze, ustanowienie bardziej równoprawnych stosunków między krajami wierzycielskimi a krajami dłużnikami, co oznacza, że te drugie na mniej więcej równych warunkach mogłyby refinansować swoje zadłużenie. Po drugie, przyjęcie jako celu 5 proc. wzrostu gospodarczego, żeby Europa mogła likwidować swoje zadłużenie drogą wzrostu gospodarczego – to zaś wymagałoby dopuszczenia wyższej inflacji niż ta, którą skłonny jest tolerować Bundesbank.

Euroobligacje lub wyjście ze strefy euro

Zdaniem Sorosa, jeśli właściwie zrozumie się genezę kryzysu w strefie euro, to rozwiązanie nasuwa się praktycznie samo i zawiera się w jednym słowie: euroobligacje. Istotą tej propozycji jest to, że gwarantem ich emisji byłaby cała strefa euro, a nie poszczególne państwa. Poprawiłoby to zbywalność obligacji państw dłużników.

Przeciwko euroobligacjom zdecydowanie wypowiedziała się kanclerz Niemiec Angela Merkel. W czerwcu 2012 roku na spotkaniu z frakcją parlamentarną FDP oświadczyła, że nie zaakceptuje tego pomysłu, „dopóki żyje”. Może w tej sprawie liczyć na poparcie niemieckiej opinii publicznej karmionej mitem Niemiec „głównego płatnika netto do kasy UE”, który to mit pracowicie upowszechniany jest przez niemiecką agenturę wpływu także w innych krajach europejskich. Euroobligacje przyjmowane są więc jako kolejne, nieuzasadnione obciążenie niemieckiego podatnika.

„Niemcy mają prawo odrzucić euroobligacje – stwierdza Soros – ale nie mają prawa przeszkadzać zadłużonym krajom, które chciałyby wyjść ze swoich tarapatów poprzez emisję euroobligacji. Jeśli Niemcy nie chcą euroobligacji, to powinny rozważyć opuszczenie strefy euro”.

Konsekwencje takiego kroku byłyby, według niego, niesłychanie pozytywne. We wrześniu 2012 roku mówił, że wyjście Niemiec ze strefy euro automatycznie rozwiąże wszystkie, dotychczas wydawałoby się nierozwiązywalne problemy pozostałych w niej krajów. W kwietniu 2013 roku argumentował, że kiedy Niemcy opuszczą strefę euro, to waluta ta ulegnie dewaluacji, kraje zadłużone odzyskają konkurencyjność, ich długi relatywnie się zmniejszą, a emisja euroobligacji usunie niebezpieczeństwo deficytu płatniczego. Takich pozytywnych rezultatów nie można by oczekiwać po wyjściu z obszaru wspólnej waluty np. Włoch, zadłużonych na 2 biliony euro. Wręcz przeciwnie, ich długi okazałyby się zbyt wysokie do uregulowania, a więc musiałyby zostać zrestrukturyzowane, a to groziłoby powstaniem chaosu w międzynarodowym systemie finansowym. Podobnie byłoby w wypadku opuszczenia eurostrefy przez inne kraje. Ich konkurencyjność poprawiłaby się dzięki własnej walucie, ale ich zadłużenie niepomiernie by wzrosło wskutek dewaluacji własnej waluty w stosunku do euro. Tak więc jeśli ktoś miałby występować ze strefy euro, to powinny to być Niemcy, a nie np. Włochy.

Soros nie ukrywał, że opuszczenie strefy euro przez Niemcy będzie oznaczało dla nich straty. Ich eksport kierowany do tych krajów stanie się mniej konkurencyjny, a ich wierzytelności wobec spadku wartości euro stracą znacznie na wartości. I chociażby dlatego powinny one przystać na pomysł euroobligacji.

Kontynuacja

Kontynuacja dotychczasowej polityki Berlina wobec zadłużonych krajów południa Europy doprowadzi, według Sorosa, do tego, że na zasadzie efektu domina kolejne kraje padać będą ofiarą kryzysu, aż w końcu dotrze on do Niemiec. Na ekonomiczną nieskuteczność forsowanej przez Berlin polityki „ratowania” zadłużonych krajów Południa zwraca uwagę także prof. Wolfgang Merkel z Uniwersytetu Humboldta. Jak pisze, w krajach tych „wzrost gospodarczy dramatycznie się załamał, długi państwowe niebotycznie wzrosły, bezrobocie osiąga coraz to nowe rekordy”. Świadczą o tym liczby: w okresie między lutym 2012 roku a lutym 2013 roku bezrobocie wzrosło: we Włoszech z 10,1 proc. do 11,6 proc., w Hiszpanii z 23,9 proc. do 26,3 proc., a w Grecji z 21,4 proc. do 26,4 procent. Okazuje się zatem, że dyktat oszczędnościowy lansowany przez Berlin nie przynosi pozytywnych efektów południowo-europejskim krajom. Szkodzi on im w sferze gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Przynosi jedynie krótkoterminowe korzyści krajom Północy z powodu ucieczki kapitału finansowego i ludzkiego z Południa na Północ.

Psychologicznym efektem polityki Berlina w kwestii euro jest wzrastająca niechęć, a nawet nienawiść wobec Niemiec obejmująca nie tylko szerokie masy społeczne, ale także elity krajów południowej Europy. Wolfgang Merkel uważa, że nastrojów tych nie należy w sposób lekceważący czy nawet arogancki nie dostrzegać. Przestrzega również, że Niemcom za ich politykę sabotowania alternatywnych planów oddłużeniowych prędzej czy później zostanie wystawiony rachunek. Najpóźniej wtedy, kiedy one same pogrążą się w kryzysie.

Jednakże George Soros uważa, że mało prawdopodobne jest, aby Niemcy same i niejako z własnej woli dokonały zmiany swej polityki wobec strefy euro. Musi nastąpić impuls z zewnątrz. Nadzieje takie wiąże z Francją, na czele której stanął prezydent François Hollande. Francja może nawiązać porozumienie z Włochami i Hiszpanią i stworzyć alternatywę wobec polityki Berlina.

Niemieckie imperium

Dlaczego zatem polityka taka jest kontynuowana? Decyduje o tym cel polityczny przyjęty przez ponownie zjednoczone Niemcy.

Niemiecki pisarz Ingo Schulze w trakcie spotkania z portugalskimi czytelnikami w Porto został zapytany, a pytanie to miało charakter twierdzenia: czy nie wydaje mu się, że obecnie Niemcy, przy pomocy euro, chcą osiągnąć te same cele, których w czasie wojny nie udało im się osiągnąć przy pomocy czołgów. Teza taka wprawiła pisarza w konfuzję, ale komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, pisząc o roli euro w polityce niemieckiej i proponowanej przez Berlin unii fiskalnej, przestrzegał: „Niech nikt się nie oddaje iluzjom, że unia fiskalna ograniczy się tylko do spraw budżetu”, a to dlatego, że „pieniądz – zgodnie z prawem czy mimo prawa – jest głównym środkiem kształtowania polityki”.

Kropkę nad i stawiał brytyjski komentator Peter Oborne na łamach „The Telegraph”, pisząc, że kryzys w strefie euro służy Niemcom do budowy imperium według planów snutych jeszcze przez Bismarcka. Kraje południowej Europy: Grecja, Portugalia, ale także Hiszpania i Włochy, poddawane są procesowi dezindustrializacji (odprzemysłowienia), tracą swą suwerenność gospodarczą, a wraz z nią polityczną, przekształcają się w swego rodzaju kolonie stanowiące rynek zbytu dla przemysłu północno-europejskiego, szczególnie niemieckiego. W zamian dostarczają Północy surowce, płody rolne i tanią siłę roboczą.

W podobny, choć bardziej oględny sposób przedstawia perspektywy rozwojowe UE prof. Wolfgang Merkel w swojej analizie z 8 kwietnia 2013 roku. Kraje Południa nie tylko zostaną zdegradowane gospodarczo i politycznie, ale także zostaną poddane procesowi „oddemokratyzowania” (entdemokratisierung). Unia Europejska przekształci się w „technokratyczną wspólnotę”, na której czele stanie niemiecki mentor (Praeceptor Europae).

Od czasu swojego zjednoczenia Niemcy trzykrotnie usiłowały narzucić Europie własny model unii politycznej. Dwie z tych prób wiązane są z nazwiskiem Wolfganga Schaeublego, obecnego ministra finansów w rządzie kanclerz Angeli Merkel. Schaeuble zapowiada urzeczywistnienie swojego projektu w połowie 2013 roku. Według jego zamierzeń, kryzys w strefie euro ma przyspieszyć proces dochodzenia do scentralizowanego superpaństwa europejskiego. W tym względzie, jak zauważył amerykański analityk Tony Corn, Schaeuble i niemieckie elity kierują się doktryną Emanuela Rahma – byłego doradcy Baracka Obamy – głoszącą: „Nigdy nie należy pozwolić, aby jakiś poważny kryzys poszedł na marne” (never let a serious crisis go to waste). Przygotowują one dla UE technokratyczny, antydemokratyczny i antywolnorynkowy model zjednoczenia, a właściwie scalenia politycznego. Taką wizją kieruje się przede wszystkim Schaeuble – „najbardziej niebezpieczny człowiek w Europie” – jak go określiły niedawno „Deutsche Wirtschafts Nachrichten”.

Wall Street kontra Berlin?

Wątek politycznych planów Berlina nie został przez Sorosa poruszony. Czy jednak nie stanowi on głównej osnowy amerykańskiej postawy wobec UE? Już w czasie II wojny światowej klasyk geopolityki amerykańskiej Nicholas Spykman przestrzegał przed lansowaniem projektu zjednoczonej Europy, albowiem w takiej Europie Niemcy automatycznie zyskają rolę hegemona, co – równie automatycznie – podważy światową pozycję USA. Gdyby celem tej wojny miało być zjednoczenie Europy – pisał Spykman – to oznaczałoby, że Stany Zjednoczone walczą po niewłaściwej stronie.

Co prawda, we wrześniu 2012 roku Soros epatował Niemcy, wzywając je do objęcia w Europie roli hegemona, ale zaraz dodawał, że ma na myśli „dobrotliwego hegemona”, takiego, jakim w stosunku do Europy po II wojnie światowej były Stany Zjednoczone, oferując jej pomoc gospodarczą w postaci planu Marshalla. Niemcy zatem powinny powtórzyć ten krok, udzielając krajom południowej Europy pomocy na skalę planu Marshalla.

Propozycje Sorosa nie wywołały entuzjazmu w Niemczech. Sorosowskie ultimatum „euroobligacje albo wystąpienie ze strefy euro” jeden z obserwatorów określił jako wybór między dżumą i cholerą. Przy czym, jak zauważył, wybierając dżumę – i tak będziemy mieli zarówno dżumę, jak i cholerę. Inny podkreślał, że kraje południa Europy nie są już w stanie spłacać swoich długów. Euroobligacje będą więc sposobem przerzucenia tych zobowiązań na barki Niemiec.

Z sarkazmem określano go jako spekulanta giełdowego, który zgromadził majątek w wysokości 20 mld dolarów. Nie zapominano wszelako o tym, że jest on „człowiekiem, który pokonał Bank of England”, doprowadzając w 1992 roku do znacznej dewaluacji brytyjskiego funta, a była to tylko jedna z wielu jego akcji w świecie finansów, nie wyłączając podważenia pozycji marki zachodnioniemieckiej. Chiński analityk Song Hongbing rozwiewa jednak obraz Sorosa jako wolnego strzelca wśród światowej finansjery. W rzeczywistości, stwierdza, jest on ściśle powiązany z amerykańską elitą polityczną i finansistami z Wall Street, a szczególnie silne związki mają go łączyć z bankierskim domem Rothschildów. W porozumieniu z międzynarodową elitą finansową Soros wielokrotnie doprowadzał (bądź firmował swoim nazwiskiem) wielkie burze na światowych rynkach finansowych. O skali owych przedsięwzięć Hongbing pisze, co następuje: „Na początku lat osiemdziesiątych finansiści wywołali stan ’kontrolowanego rozpadu’ gospodarek Ameryki Łacińskiej i Afryki. Pod koniec lat osiemdziesiątych z sukcesem powstrzymali wzrost potęgi finansowej Japonii. Uzyskawszy kontrolę nad sytuacją w Azji, ich priorytetem znów stała się Europa, a zwłaszcza Europa Wschodnia i obszar byłego Związku Sowieckiego”.

O skutkach działań Sorosa w stosunku do Polski i innych państw naszego regionu przechodzących tzw. transformację ustrojową Chińczyk, naturalnie z pozycji sukcesu ekonomicznego swojej ojczyzny, wypowiada się następująco: „Polska, Węgry, Rosja, Ukraina – wszystkie te państwa kolejno dotknęła bolesna utrata własnego majątku, co doprowadziło do tego, że od dwóch dekad ich gospodarki wciąż nie mogą odzyskać sił”.

Czyżby zatem teraz na celowniku znalazły się Niemcy i kontrolowana przez nie eurostrefa? Czy Niemcy przystaną na sorosowskie propozycje? Już ukazują się szacunki mówiące o tym, że przyjęcie euroobligacji będzie kosztowało niemieckich podatników ok. 200 miliardów euro. Jeszcze większe koszty może wygenerować proponowana razem z euroobligacjami unia bankowa, która oznaczać będzie „uwspólnotowienie” długów banków południowej Europy, a są one zdecydowanie większe niż długi państw tego regionu. Soros w tej rozgrywce ma jednak pewien mocny argument. Jest nim przestroga – a może jest to as w rękawie? – że może dojść do dewaluacji waluty amerykańskiej i japońskiej, co doprowadzi do zachwiania pozycji Niemiec, jako czołowego eksportera świata, a wtedy nic już nie uratuje gospodarki niemieckiej przed recesją.

 

Prof. Tadeusz Marczak


Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego

Aktualizacja 20 kwietnia 2013 (08:26)

Nasz Dziennik