Z dzisiejszej perspektywy aż trudno uwierzyć, że obecna prezydent jeszcze dwa lata temu w walce o fotel prezydenta stolicy na drugą kadencję zdeklasowała konkurentów w pierwszej turze wyborów. Miała być wizytówką PO, a stała się dla niej obciążeniem. Warszawska Wspólnota Samorządowa jest praktycznie gotowa z podpisami w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Z sondażu dla TNS OBOP wynika, że więcej niż połowa warszawiaków (52 proc.) deklaruje swoje niezadowolenie z rządów obecnej prezydent. Aż dwie trzecie mieszkańców stolicy chce wziąć udział w zbliżającym się referendum, a 64 proc. z nich zapowiada, że zagłosuje za odwołaniem Gronkiewicz-Waltz.
– Pod wnioskiem podpisują się zarówno osoby młode, jak i starsze. Protestują przeciwko drogim biletom, podwyżce czynszów, wysokim opłatom śmieciowym czy wreszcie fatalnemu zarządzaniu naszym miastem – komentuje Marek Makuch, radny z warszawskiej Woli, pełnomocnik referendalny Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej.
Na dodatek urzędująca prezydent pogrąża się sama swoimi wypowiedziami, dając oponentom dodatkowe argumenty. Najwyraźniej nie dostrzega własnej śmieszności, zapowiadając, że nie wyklucza stanięcia do walki o trzecią kadencją.
Biurokracja i marnotrawstwo
– Hanna Gronkiewicz-Waltz to bardzo dziwna prezydent. Zwłaszcza w ostatnim czasie pokazała swoją arogancję i oderwanie od codziennych problemów mieszkańców. Lekką rękę wydaje publiczne pieniądze na takie rzeczy jak doradztwo zewnętrzne, np. przy aferze związanej ze śmieciami. Często zdarza się tak, że zakres zewnętrznych umów zleceń pokrywa się z zakresem obowiązków pracowników zatrudnianych przez ratusz na umowę-zlecenie – mówi „Naszemu Dziennikowi” radny miasta Warszawy Jarosław Krajewski, który przeanalizował takie umowy zawarte przez miasto w 2012 roku.
Trafił przy tym m.in. na umowę zawartą z partyjnym kolegą pani prezydent Dariuszem Rosatim, który otrzymał 3 tys. zł za wykład dla 40 urzędników zatytułowany „Kryzys finansowy i jego reperkusje dla sektora budżetowego”. – Po pierwsze, cena rynkowa wykładów profesorskich to 250-300 zł za godzinę. Po drugie, to wynagrodzenie dla kolegi partyjnego. Poseł nie powinien tych pieniędzy przyjąć i miasto nie powinno zapłacić – ocenia dwuwymiarowo prof. Antoni Kamiński, były prezes zarządu Transparency International Polska.
Jak mówi nam radny Jarosław Krajewski, w umowach-zleceniach i umowach o dzieło kryją się dowody na marnotrawienie publicznych pieniędzy. Na takie umowy – według jego wyliczeń – wydaje się co roku 26-30 mln złotych. – Mało tego, urzędująca prezydent bardzo niechętnie mówi warszawiakom, na co wydatkuje te pieniądze. Trzeba walczyć, aby to było ujawniane jako informacja publiczna – wyjaśnia radny. W sumie na utrzymanie administracji miasto przeznacza ponad miliard złotych rocznie.
– W ciągu sześciu lat rządzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz liczba urzędników wzrosła o ponad 2 tys., czyli aż o 35 proc. – wskazuje Krajewski, który radnym został w grudniu 2006 r. i od tego czasu pilnie obserwuje i kontroluje działania ratusza. – Do tych danych nie wliczają się zmiany w Zarządzie Transportu Miejskiego – dopowiada.
Tutaj rozrost biurokracji jest widoczny jeszcze bardziej. Gdy obecna prezydent zaczynała swoje rządy, pracowało tam 350 osób, dziś spółka liczy z górą 700 pracowników, co w prostym rachunku daje ponad 100-procentowy wzrost.
Komunikacyjne paradoksy
Powyższe dane są jeszcze bardziej niezrozumiałe, biorąc pod uwagę zmiany w miejskiej komunikacji. – Problem Hanny Gronkiwicz-Waltz to nie wizerunek, lecz złe zarządzanie, czego efektem są kwiatki w stylu: podwyżka cen biletów i cięcia w komunikacji jednocześnie – ocenia Michał Pretm, pomysłodawca i autor słynnego bloga „HGW Watch”, krytycznie obserwujący poczynania Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Na tego typu trudności najczęściej zwracają uwagę mieszkańcy. – Korki w Warszawie są niewiele mniejsze niż w Moskwie czy Stambule, ale gdzie naszej stolicy wielkością do tych metropolii. Do tego jednoczesne podwyżki biletów i obcinanie połączeń. To nie do wytłumaczenia – mówi informatyk Tomasz, gdy przy stacji metra Ratusz Arsenał pytamy go, dlaczego podpisuje się na liście o referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy.
Nic dziwnego, że mieszkańcy zgrzytają zębami, słysząc wypowiedzi swojej prezydent mówiącej beztrosko, że nie zna cen biletów miejskich, bo porusza się po stolicy samochodem. Albo taki komentarz włodarza miasta po zawaleniu się i zamknięciu tunelu na Wisłostradzie: „Ten objazd jest dzisiaj bardzo chwalony, bo jest z widokiem, czego nie będzie, jak otworzymy tunel”.
Mimo to prezydent Warszawy w jednym z wywiadów całkiem poważnie po stronie sukcesów odnotowała stwierdzenie: „Uzdrowiliśmy warszawski transport”. Nic dziwnego, PO chce dać komunikacyjną i wizerunkową odsiecz swojej wiceprzewodniczącej, przypominając, co się zmieniło przez sześć lat jej rządów. To chyba niezbyt dobry pomysł, bo tej wyliczance od razu można przeciwstawić dłuższą listę z niezrealizowanymi obietnicami.
Inwestycyjna mizeria
Wystarczy sięgnąć chociażby do „Programu dla Warszawy na lata 2006-2010”. Prezentujemy tylko wybrane przykłady. Z obiecanych przez panią prezydent na początku pierwszej kadencji 150 km dróg rowerowych, powstało w czasie programu tylko 35 kilometrów. Tylko do 2010 r. miały powstać dwa mosty: Północny i Na Zaporze. Ten pierwszy powstał dwa lata po terminie. Budowa drugiego w ogóle się nie zaczęła. Podobnie rzecz się ma ze Szpitalem Południowym.
Na tej długiej liście powinny się również znaleźć druga linia metra na Euro 2012 czy Szybka Kolej Miejska do każdej dzielnicy. Jak wiadomo, druga linia metra jest dopiero w budowie, która i tak ma potężne już opóźnienia. Aferą zakończyła się zapowiedź zabudowy placu Defilad. Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła, że swoje budynki na placu muszą opuścić kupcy. To „opuszczenie” wyglądało tak, że zostali wyrzucenie siłą przez agencję ochrony wynajętą przez miasto. Do tłumienia buntujących się przeciwko tej arogancji kupców zaangażowano też duże siły policyjne.
W ostatnim czasie największą wpadką okazał się chaos związany ze śmieciami. Po awanturze związanej z unieważnieniem przetargu na wywóz śmieci w ekspresowym tempie zmniejszono stawki za wywóz odpadów niemal o połowę. Nie zmienia to jednak faktu, że do prokuratury trafiło doniesienie o ustawionym przetargu. A tego, jak zakończy się całe zamieszanie, nie potrafi chyba nikt powiedzieć.
Drugi Neapol?
Internauci ironizują, że Hanna Gronkiewicz-Waltz chciała zrobić z Warszawy Paryż albo Berlin. Tymczasem w związku z niedawnym zalaniem Trasy Toruńskiej i innych miejsc udała jej się Wenecja. A jeśli nie zapanuje nad śmieciowym chaosem, możemy mieć też w stolicy drugi Neapol.
Te komentarze nie burzą dobrego samopoczucia prezydent Warszawy. Po zalaniu Trasy Toruńskiej stwierdziła, że „klimat nam się zmienia, stąd nawałnice. Musimy się przyzwyczaić, zamiast na nie pomstować”. Z dotychczasowego swojego rządzenia też jest najwyraźniej zadowolona, chwaląc się m.in. takimi inwestycjami jak budowa mostu Curie-Skłodowskiej, Muzeum Historii Żydów Polskich, Centrum Nauki Kopernik. Przynajmniej jedną rzecz z tej odbiegającej od faktów wyliczanki warto sprostować. Projekt CNK powstał jeszcze za poprzedniej władzy.
W rozmowie z nami radny miasta Jarosław Krajewski podkreśla też, że nawet inwestycje, które zaczęła Hanna Gronkiewicz-Waltz, trudno jednoznacznie zapisać na konto jej dobrego zarządzania. – Zadłużenie miasta wzrosło o 115 procent. W dużej mierze mamy więc inwestycje z zadłużenia. To nie jest tak, że prezydent jako dobry gospodarz znalazła dodatkowe środki. Tego długu nie spłacimy w 5 lat, ale będziemy go spłacać do 2034 roku.
Gwóźdź kulturalny i sportowy
Z czasem Hannę Gronkiewicz-Waltz zaczęli krytykować ci, którym w żaden sposób nie można przypiąć „pisowskiej” łatki. Bardzo wyraźnie widać to w obszarze kultury, ale też sportu – władze Warszawy w pewnym stopniu odpowiadają za kłopoty klubu piłkarskiego Polonia Warszawa, drużyny nierozerwalnie związanej ze stolicą, jej historią i tradycją. Dziś najstarszy zespół w mieście praktycznie przestaje istnieć.
– Polonia miesiąc w miesiąc płaciła horrendalne sumy za wynajem obiektu. W innych miastach udało się te sprawy załatwić, kluby płaciły symboliczną złotówkę i jakoś wystarczało. W ratuszu nikt nie pojął, że Polonia jest fantastycznym nośnikiem reklamowym dla Warszawy – mówił w „Naszym Dzienniku” rozgoryczony były piłkarz tej drużyny Igor Gołaszewski, dodając, że nie było chwili, aby w klubie czuli wsparcie władz. Wręcz przeciwnie, można było odczuć, że komuś zależy na tym, aby klub upadł.
Wewnątrz PO słychać, że partia na ratunek Hannie Gronkiewicz-Waltz chce posłać m.in. Małgorzatę Kidawę-Błońską, czyniąc z niej najpierw komisarza Warszawy, a potem kandydatkę w wyborach. – Po Hance i jej ostatnich popisach to nie będzie proste zadanie dla żadnego kandydata. Jest duże ryzyko popłynięcia – żartuje w Sejmie jeden z posłów PO, nawiązując do niedawnej ulewy i podtopień.

