Przed ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem stoją ogromne zadania związane przede wszystkim z walką z przestępczością. Po pół roku urzędowania ma jednak nikłe sukcesy na tym polu.
Bardziej wydaje się zajmować reorganizacją służb specjalnych i działaniami pijarowskimi niż poprawianiem stanu bezpieczeństwa państwa i obywateli.
Co ciekawe, przyjście Bartłomieja Sienkiewicza do rządu zostało potraktowane przez niektórych polityków i ekspertów jako merytoryczne wzmocnienie naszej… polityki zagranicznej. Szef MSW był przecież jednym z założycieli Ośrodka Studiów Wschodnich – rządowej instytucji badawczej, która zajmowała się procesami politycznymi, gospodarczymi, społecznymi zachodzącymi w Rosji, na Ukrainie i w innych dawnych państwach Związku Sowieckiego. Sienkiewicz uchodził zwłaszcza za znawcę rosyjskich służb specjalnych. W dawnym Urzędzie Ochrony Państwa też zajmował się analizami.
Ale minister polityki wschodniej rządu nie zmienił, bo też nie widział ku temu podstaw. To, co bowiem Sienkiewicz głosi zwłaszcza na temat relacji z Rosją, jest od dawna tożsame z tym, co robi w tej materii rząd. Stąd też nawoływanie z jego strony do budowania dobrych kontaktów zwłaszcza z Moskwą. Najlepszym tego przykładem był internetowy apel do Rosjan o pojednanie polsko-rosyjskie, który powstał kilkanaście dni po katastrofie smoleńskiej, a którego inicjatorem był Sienkiewicz. Dziś apel jest już zapomniany, a napisano w nim m.in.: „Jesteśmy pod wrażeniem pomocy i solidarności, jakich doświadczamy od państwa rosyjskiego, a także zwykłych mieszkańców Rosji, w tragicznych dla nas okolicznościach. Przeżywając dzisiejszą tragedię, widzimy, że nie jesteśmy sami, tak jak to było siedemdziesiąt lat temu. Są z nami, łącząc się we współczuciu i powszechnie zrozumiałym języku gestów i pomocy, władze i obywatele Rosji – państwa, które jest prawnym sukcesorem ZSRR”.
Apel miał otworzyć nowy rozdział w stosunkach Warszawy z Moskwą. Ale okazał się mrzonką. – Byłem zdziwiony, jak zobaczyłem nazwisko Sienkiewicza pod tym apelem. Kto jak kto, ale on powinien doskonale wiedzieć, jaka jest Rosja Putina. Przyznam, że według mnie się skompromitował, bo analityk powinien na chłodno oceniać sytuację polityczną, a nie dać się ponosić emocjom – mówi jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Prosi o niepodawanie nazwiska. Tłumaczy, że teraz Sienkiewicz jest ministrem, a premier Donald Tusk nie lubi, gdy ktoś z PO publicznie krytykuje jego ludzi. Poseł woli dmuchać na zimne, żeby nie podpaść swojemu przewodniczącemu. I dodaje, że nie ma co oczekiwać, że po przyjściu do rządu Bartłomieja Sienkiewicza coś się zmieni w polityce wschodniej państwa.
Profesor Andrzej Zybertowicz przypomniał znamienny wywiad, jakiego Sienkiewicz udzielił w tamtym roku radiu TOK FM. Obecny minister mówił w nim, że opłaca nam się „być narzędziem Rosji w jej drodze do Europy”, bo w ten sposób obniżamy napięcie w dwustronnych relacjach.
Po co do MSW?
Wejście byłego szefa OSW do rządu nie było dużym zaskoczeniem, a przynajmniej dla ludzi znających kulisy funkcjonowania rządu i otoczenia Donalda Tuska. Sienkiewicz nie przyszedł z ulicy, zna bowiem premiera i PO od dawna. Sam Tusk, prezentując w lutym nowego ministra spraw wewnętrznych, powiedział dziennikarzom, że „choć Sienkiewicz jest osobą spoza bieżącej polityki, to jest jego bliskim współpracownikiem od kilkunastu lat”, czyli w praktyce od momentu odejścia z Urzędu Ochrony Państwa i przejścia do prywatnego biznesu (2001) – wtedy też powstawała PO. Sienkiewicz prowadził wywiadownię gospodarczą, a interesowały go głównie kraje byłego ZSRS i nowe państwa UE z naszego regionu Europy. Tę działalność zakończył w styczniu br., czyli ledwie miesiąc przed wejściem do rządu.
Niewiele już osób pamięta, że to Bartłomiej Sienkiewicz podpowiedział Tuskowi, aby do swojego rządu wziął Jacka Cichockiego, dyrektora OSW. Dobry znajomy Sienkiewicza był najpierw sekretarzem Kolegium ds. Służb Specjalnych przy Radzie Ministrów, potem kierował MSW, a wreszcie został szefem kancelarii Tuska. A MSW objął Sienkiewicz.
– Oczekuję, że minister Sienkiewicz będzie kontynuował pracę ministra Cichockiego – mówił Tusk. Premier nie krył, że wysoko ceni profesjonalizm nowego szefa MSW. Nie wszyscy podzielali jego optymizm. Wskazywano, że tak naprawdę to Sienkiewicz zna dobrze służby specjalne, a to tylko część zadań ministra spraw wewnętrznych.
– W MSW czeka na niego sporo nowych wyzwań: współpraca z policją, innymi służbami mundurowymi – ostrzegał Adam Rapacki, były komendant główny policji i wiceminister spraw wewnętrznych. A poseł Tomasz Kaczmarek (PiS) mówił wprost, że nowy minister nie zna policji, specyfiki jej pracy, funkcjonowania, ma niewielkie pojęcie o zasadach prowadzenia skutecznej polityki w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego.
Z kolei poseł Jarosław Zieliński (PiS), były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, teraz (podobnie jak Kaczmarek) członek sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych, mówi, że minister Sienkiewicz nie wykorzystał dobrze pierwszych sześciu miesięcy urzędowania. – Gdy przychodził do resortu, posłowie mieli wobec niego spore oczekiwania. Liczyliśmy, że zreformuje działalność służb mundurowych, ale tego nie widać – twierdzi Zieliński. – Bartłomiej Sienkiewicz nie przychodził na wypaloną ziemię, komisja przedstawiła mu katalog zadań do wykonania. Wskazaliśmy, co trzeba zrobić, aby policja, Straż Graniczna i inne służby lepiej działały. Miał to wszystko wyłożone, ale on nic w tym kierunku nie zrobił – argumentuje poseł PiS. Zdaniem Zielińskiego, Sienkiewicz po prostu „wszedł w buty Cichockiego”, realizuje politykę poprzednika, czego przejawem jest np. zamykanie komisariatów policji czy ograniczanie funkcjonowania Straży Granicznej (zniesiono np. podkarpacki oddział SG). – Minister Sienkiewicz nie zreformował Komendy Głównej Policji, nie odwołał komendanta policji Marka Działoszyńskiego, a w tym przypadku jest za co. Sienkiewicz zamiast konkretnych działań woli podejmować inicjatywy czysto PO-owskie, takie jak walka z rasizmem i kibolami. A ponieważ to tylko PR, to i rzeczywistych sukcesów jest jak na lekarstwo – stwierdza Zieliński.
Rasiści, kibole, idziemy po was
Bartłomiej Sienkiewicz stał się pierwszy raz megagwiazdą mediów w maju, gdy po incydentach z udziałem kibiców w Białymstoku zapowiedział ostre rozprawienie się z rasistami. Kreował się wtedy na surowego szeryfa, twardo broniącego prawa. Idziemy po was – powiedział pod adresem środowisk „rasistowskich, szowinistycznych, faszystowskich”. W walkę z takimi ludźmi miał być zaangażowany aparat państwowy, ale efekty akcji były bardziej niż mizerne. Z ministra zaczęto kpić, gdy okazało się, że jednak po żadnych rasistów nie poszedł, a policja, która szukała dowodów przestępstw takich grup w Białymstoku, doliczyła się raptem kradzieży serka homogenizowanego z marketu.
To jednak nie psuje ministrowi dobrego humoru, bo nadal intensywnie walczy z rasizmem, ksenofobią i faszyzmem. A sojusznika ma w „Gazecie Wyborczej” i „Krytyce Politycznej”. To właśnie to lewackie środowisko zaprosiło go w lipcu do debaty pod hasłem „Czy grozi nam faszyzm?”.
Oczywiście Sienkiewicz był też w gronie „oburzonych” z powodu zakłócenia przez młodych ludzi we Wrocławiu wykładu byłego funkcjonariusza wojskowej bezpieki Zygmunta Baumana. Winą obarczył PiS, ale jeszcze większe pretensje miał minister do pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza. Bo – według Sienkiewicza – Rymkiewicz propaguje rasizm, szowinizm, które są pożywką dla skrajnych grup.
Minister uważał, że Rymkiewicz stał się wręcz ideologiem ruchu kibolskiego. Dla szefa MSW bowiem kibole to druga grupa zagrażająca polskiemu społeczeństwu i państwu. Tak jak i dla premiera Tuska. Dlatego po zajściach na plaży w Gdyni Sienkiewicz szybko wydał wyrok na kibiców Ruchu Chorzów, nie czekając na wyniki śledztwa. A na konferencji prasowej ostrzegał, że tylko państwo ma monopol na przemoc, a nie bandyci. I zapowiadał, że jeśli kibole się nie zresocjalizują dobrowolnie, to zostaną temu poddani siłą, a rząd już zadba o takie zmiany w prawie, żeby stało się to możliwe. Nawet politycy sprzyjający rządowi byli zniesmaczeni, a prawnicy nie zostawili na ministrze suchej nitki. Profesor Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, nazwał wystąpienie ministra „teatrem”. Ale ten był „nieugięty”, ostrzegał, że rasiści, kibole nagminnie handlują narkotykami, nielegalnym alkoholem, że są uzbrojeni, dopuszczają się przemocy na tle rasistowskim, dokonują wielu innych przestępstw.
Ksiądz Jarosław Wąsowicz, duszpasterz kibiców, nie miał wątpliwości, że to kolejna odsłona trwającej od kilku lat wojny rządu z kibicami. Bo ta wojna – argumentował kapłan – zaognia się zazwyczaj wtedy, gdy rządowi spadają słupki poparcia albo trzeba przykryć jakąś aferę. Teraz awantura o kibiców wypadła akurat w momencie, gdy państwo ma ogromne problemy budżetowe. Zdaniem ks. Wąsowicza, minister, rząd zamiast dążyć do konfrontacji, powinni szukać możliwości działań prewencyjnych.
Patologie polityczno-biznesowe
– Rasiści, kibole to typowe działania propagandowe – ocenia Jarosław Zieliński. – Minister woli podejmować takie działania, niż zajmować się prawdziwymi problemami Polski. Takimi jak choćby walka z korupcją. Bartłomiej Sienkiewicz ten temat zaniedbuje. Sytuacja niestety jest taka, że „białe kołnierzyki” są przez tę władzę od lat chronione, a tu potrzeba zdecydowanych działań, żeby oddzielić politykę od biznesu – podkreśla poseł PiS. Tylko że minister Sienkiewicz sam na tym styku działał. Przecież zajmował się do niedawna usługami doradczymi w tak newralgicznych sektorach jak energetyka, produkcja paliw. A tymi dziedzinami zawsze interesują się politycy i służby specjalne. Profesor Andrzej Zybertowicz nie spodziewa się, aby Bartłomiej Sienkiewicz był w stanie walczyć z tym, co on nazywa „wielopiętrowym systemem klientelistyczno-wasalnym”. Socjolog podkreśla, że ten system jest współtworzony także przez rosyjskie interesy w Polsce.

