logo
logo

Zdjęcie: arch/ -

Najazd sowiecki

Wtorek, 17 września 2013 (02:08)

Kalendarz polski codzienny

Sowiety napadły na Polskę w niedzielę. Agresor liczył na większą dezorientację i zaskoczenie. Przedtem upewnił się, że jego przewidywania co do bezwartościowych gwarancji Wielkiej Brytanii i Francji dla Polski są słuszne. Niestety, nie mylił się.

Zarówno Niemcy, jak i Sowiety dążyły do obalenia porządku politycznego ustanowionego w traktacie wersalskim. Ładu moralnego, który urzeczywistnił aspiracje narodów Europy do własnej państwowości. Nade wszystko Polaków, śniących od pokoleń sen o tej, „co nie zginęła”.

Tajny pakt sowiecko-niemiecki, spisany 23 sierpnia 1939 r., wyznaczał niemiecko-sowieckie granice w Europie, która znowu miała się stać więzieniem narodów. Zaborcy ustalili „strefy interesów”: który z nich odbierze suwerenność poszczególnym państwom. Co do Polski postanowili, że uczynią to wspólnie.

Sowieci opóźniali atak do 17 września, by zachować pozory, że przychodzą na pomoc ludności „zachodniej Białorusi” i „zachodniej Ukrainy”, gdyż państwo polskie rzekomo „rozpadło się”.

To nie Gdańsk i „korytarz”, to nie „uciskanie mniejszości” były przyczyną ataku, lecz chęć unicestwienia Rzeczypospolitej, tak jak później chęć zniewolenia innych narodów, których suwerenność zapisano w traktacie wersalskim.

Ambasador Rzeczypospolitej w Moskwie, Wacław Grzybowski, został obudzony 17 września 1939 r. o godz. 3.00 nad ranem. Zastępca komisarza spraw zagranicznych Sowietów Władimir Potiomkin, usiłował mu wręczyć notę rządu sowieckiego, wedle której agresor najechał na Polskę, by chronić pokrewną ludność ukraińską i białoruską, a także, by uwolnić Naród Polski od wojny! Ambasador Grzybowski nie przyjął kłamliwej noty i oświadczył: „Atak Armii Czerwonej na Polskę jest w tej sytuacji ciosem w plecy”.

Po 74 latach od tej napaści nie można powiedzieć nic więcej ponad to, co oświadczył wówczas nasz ambasador.

Piotr Szubarczyk

Aktualizacja 17 września 2013 (10:09)

Nasz Dziennik