Z salezjaninem ks. Piotrem Kępą, kapelanem harcerzy ZHR, rozmawia Izabela Kozłowska
Marian „Ryś” Piekarski to młody niezłomny Polak, który wyróżniał się spośród swoich rówiesników wielką odwagą i niezłomną walką o wolną Ojczyznę, za co został bestialsko zamordowany, a jego szczątki do dziś nie zostały odnalezione. Skąd w młodym Marianie zrodziło się takie umiłowanie Polski i odwaga w działaniu dla jej dobra?
- W różnych rozmowach starsi mądrzy ludzie często pytają młodych o ich rodziców: co robią, czym się zajmują itp. Wydawać by się mogło, że chodzi o zwyczajne zainteresowanie ludźmi zbliżonymi im wiekowo, a więc i mentalnościowo, bo może mają wspólnych znajomych albo wspólne tematy. Pani Irena Piekarska również ma to w zwyczaju. Pytała kilka razy młodych ludzi, których poznawała, co robią i kim są ich rodzice. Kilkakrotnie w rozmowach nakreślała związek tego, jakim jest jakiś człowiek, z tym kim byli jego rodzice. Pani Irena mówiła też o wielkim wpływie rodziców, a szczególnie jej ojca na Mariana. Rodzina Piekarskich była bardzo patriotyczna, przywiązana do ziemi, do tradycji, do kultury polskiej przy jednoczesnym poszanowaniu odmienności religijnej czy narodowościowej. Ojciec Mariana, pan Stanisław Piekarski był piłsudczykiem zaangażowanym w polityczne i społeczne interesy Polski, a poza tym był człowiekiem mądrym, pobożnym i bardzo zaradnym. Wychowywał swoje dzieci z żoną Julianną na bardzo uczciwych ludzi i zdolnych do poświęcenia. Ponadto Marian miał jakoś z urodzenia naturalne zamiłowanie do wszystkiego, o czym mówił ojciec, do spraw wojskowych, do harcerstwa, do zabawy, ale i do poważnych rzeczy też. Czytał literaturę historyczną i wojskową. Nie mogło to nie mieć żadnego wpływu na jego postawę. Tak samo jak szlacheckie pochodzenie matki.
Co do odwagi, musiał uczyć się z życia. Jak dzieciństwo upływało sielankowo, tak już młodość przypada na lata wojny, która wcześniej zasłyszana w strasznych i patetycznych opowiadaniach ojca, gdy miał 12 lat, stała się rzeczywistością.
Marian Piekarski był żołnierzem niezłomnym. Mimo wszystko bardzo trudno o pozyskanie informacji o nim. Z czego to może wynikać?
- Wiele może być hipotez, dlaczego tak mało wiemy o Marianie: po części jest tak, że ludzie nie interesują się historią choćby np. dlatego, że nie da im to chleba, sławy albo przyjemności; nie znamy historii, bo często nie mamy czasu na poznawanie jej, gdyż świat szybko pędzi, a my wraz z nim. Jedno jest pewne: nieznana jest historia „Rysia”, bo propaganda komunistyczna długie lata mocno zabiegała o to, aby tak było. Zacierano ślady, kłamano w publicznych mediach, a nawet uczono nieprawdy w szkołach, wiemy o tym dobrze z życia, a przykładów nie trzeba nam podawać. Dziś są inne subtelniejsze metody walki z prawdą historyczną: milczy się, rozmywa, tworząc inne „prawdy” lub zwyczajnie zagłusza się, co prawdziwe i wartościowe, tym co liche, łatwe, często puste i przyjemne. Tworzy się jakby na zamówienie tzw. szum komunikacyjny, np. podajemy dużo nieistotnych informacji i jedno ziarenko prawdy albo jedną informację ważną, która ginie pośród wielości przekazywanych treści, a człowiek, istota ograniczona, przyswaja tylko to, co najbardziej krzyczy, co kolorowe, co lekkie. Dziś też próbuje się podważać wszystko, nawet prawdziwość historii Mariana. W Suwałkach spotykamy się np. z obiegową opinią, że nie ma wiarygodnych źródeł dotyczących historii „Rysia”. Tak np. odpowiedziano w ratuszu delegacji suwalskich studentów, którzy domagali się dedykowania Marianowi jednej z ulic. Mało tego, takie hasła głoszą osoby, które miały w ręku materiały o Marianie, a które niestety mają duży wpływ na życie publiczne Suwałk. Kłamią, bo wiarygodnych źródeł historycznych jest mnóstwo, tylko nigdy nie zostały one zebrane i opublikowane w jednym miejscu. I tu wychodzą czarno na białym grzechy przeciwników prawdziwej historii i współczesne metody walki z nią. Nikt oficjalnie nie zaprzeczy bohaterskim czynom Mariana Piekarskiego, ale za to odmawia się upamiętnienia tego, co się należy bohaterowi z Suwałk.
W jaki sposób Suwalszczyzna przypomina o swoim młodym bohaterze?
- W Suwałkach Marian Piekarski nie ma jeszcze swojej ulicy, tablicy, pomnika tak jak np. „Inka” – Danuta Siedzikówna, której historię zna już cały polski „patriotyczny świat”. Nie ma nawet obelisku czy choć jednego kamienia poświęconego Marianowi. Mamy jednak nadzieję, że ta sytuacja niedługo zmieni się. 19 maja br. w Berżnikach, w miejscowości, gdzie Marian się urodził, został ochrzczony i spędził kilkanaście miesięcy swojego życia, została powieszona i poświęcona piękna tablica upamiętniająca rodzinną parafię, narodziny bohatera i jego chrzest. W uroczystości udział wzięli liczni przedstawiciele władz, kombatanci, harcerze, pani Irena i żyjący jeszcze koledzy Mariana. Od tej pory ta tablica będzie świadkiem o Marianie, jego miejscu pochodzenia i bohaterskich czynach. Od 19 maja 2013 roku 1. Suwalska Drużyna Harcerzy „Baszta” ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej nosi imię Mariana Piekarskiego. Od tamtego czasu wydrukowaliśmy kilkadziesiąt zeszytów z materiałami źródłowymi o Marianie i gadżetów promujących jego postać.
Nie wszyscy o „Rysiu” zapomnieli. 1. SDH „Baszta” im. Mariana Piekarskiego prowadzi prace remontowe domu, w którym on mieszkał. Jak zrodził się pomysł na przeprowadzenie tej odbudowy?
- Znaczącym świadkiem o historii „Rysia” jest rodzinny dom państwa Piekarskich, który znajduje się przy ul. Podhorskiego 5 w Suwałkach. Od ponad 10 lat nikt tam nie mieszka, dlatego i dom, i ogród wymagają wielu prac porządkowych. Harcerze ZHR, którzy pomagają opiekować się panią Ireną, często ją odwiedzają, do tego stopnia, że mocno zżyli się z nią i z historią Mariana. Ponieważ dom stał pusty i nikt z niego nie korzystał, pewnego dnia zrodził się pomysł, aby zrobić tam jakieś spotkanie lub zbiórkę drużyny. Czy to był pomysł harcerzy czy pani Ireny, nikt już tego nie pamięta, bo wyszło to spontanicznie na wspólnym spotkaniu. Kiedy kadra drużyny znalazła się na posesji, szybko okazało się, że to miejsce wymaga dużo pracy. Chaszcze sięgające pasa, zbutwiały płot, wszechobecne pajęczyny w domu, niemiły zapach licznych dzikich kotów w ogrodzie i budynkach gospodarczych oraz zapach stęchlizny starych rzeczy wewnątrz, utwierdził wszystkich o konieczności pilnej pracy. Stan zdrowia i wiek pani Ireny nie pozwala jej na doglądanie rodzinnej spuścizny. Harcerze chcą zająć się domem i ogrodem, aby można tam było zrobić coś pożytecznego, bo harcerz jest pożyteczny i niesie chętnie pomoc bliźnim. Tego wymaga Prawo Harcerskie. Dopiero potem zrodził się nieśmiały pomysł na remont. Pierwsze, co jest do zrobienia, to dobrze tam posprzątać wyrzucić stare i niepotrzebne sprzęty, których jest dużo, a które do niczego się nie nadają ze względu na ich stan techniczny. Tak naturalnie sam zrodził się pomysł remontu, choć może to za wielkie słowo, bo jak można zaczynać remont, nie mając pojęcia, skąd wziąć sprzęt, materiały i fundusze na zaplanowane prace. Mamy nadzieję, że Pan Bóg przez dobrych ludzi pomoże nam zrealizować nasze plany.
Jakie są przewidziane etapy remontu?
- Pierwszy etap to sprzątanie i uporządkowanie wszystkich rzeczy na zewnątrz i tych najpilniejszych wewnątrz, tak aby obejście nie straszyło swoim wyglądem. Pani Irena bardzo często powtarza, że jej tatuś miał idealny porządek i wszystko elegancko wyglądało, że wkładał w dom i ogród dużo pracy, co budziło ogólny podziw sąsiadów i odwiedzających. Nie chcemy, aby pani Irena wstydziła się własnego domu. Trzeba najpierw posegregować śmieci, znaleźć przedmioty, które kiedyś przydadzą się do wspomnianej już izby pamięci. Zabezpieczyć to, co się da i co może przydać się pani Irenie, harcerzom albo komukolwiek. Chcemy uporządkować zdziczały ogród, który wymaga dużo pracy.
Równolegle trzeba zabezpieczyć sypiącą się cembrowinę studni i kawałek elewacji budynku. Trzeba wykopać stare uschnięte krzewy i poprzycinać drzewka owocowe, aby w przyszłym roku pięknie owocowały. Do rozebrania są stare walące się komórki, w których składowano narzędzia z gospodarstwa i hodowano zwierzęta, a w ostatnich latach służyły jako składziki wszelkiego rodzaju szpargałów. Potem będziemy liczyć nasze możliwości i potrzeby, a jest ich dużo: wymiana drzwi, które już mamy, zabezpieczenie elewacji przed wilgocią, poprawienie systemu rynnowego, sprawdzenie i poprawienie instalacji elektrycznej, przeczyszczenie kominów, poprawa pieca kaflowego, budowa płotu, odbudowa altanki zadbanie o nowe świeże rośliny do ogródka przed domem itp.
Kto i w jaki sposób może wspomóc odbudowę domu „Rysia”?
- Pierwszymi pracownikami są nasi harcerze oraz pozytywnie nastawiona młodzież z Suwałk, mam tu na myśli kilku naszych przyjaciół ze szkół, ze stowarzyszenia Młodzieży Wszechpolskiej, byłych uczniów naszych zaprzyjaźnionych nauczycieli. Każda para rąk do pracy jest ważna i potrzebna. Ale potrzeba nam też fachowców. Na razie posiłkujemy się znajomymi, rodzicami lub wiedzą zdobytą w internecie na temat poszczególnych prac porządkowo-remontowych. Zgłaszają się już do nas wolontariusze fachowcy, którzy bezpłatnie oferują pomoc w formie pracy lub w naturze. Ważne są też pieniądze, bo wszystko jest dziś drogie, a my nie mamy tylu funduszy, ile potrzeba. Potrzebujemy zakupić deski i farbę na płot, listwy i sylikon na elewację. To takie wydatki najpilniejsze, ale jest ich więcej. Kto chciałby nas wspomóc w jakiejkolwiek sposób, proszony jest o kontakt z harcerzami, których łatwo jest znaleźć przez internet: e-mailowo basztazhr@gmail.com lub na Facebooku https://www.facebook.com/sdh.baszta,ewentualnie w Suwałkach przy ul. Wyszyńskiego 3 lub na ul. Podhorskiego 5.
Jakie będzie późniejsze przeznaczenie wyremontowanego budynku?
- Jeśli diabeł nie popsuje nam planów, to dom będzie służył harcerzom i młodzieży. Chcemy, aby powstała tam izba pamięci Mariana Piekarskiego, a może coś więcej. Chcemy, aby obiekt był wykorzystywany przez młodzież i ludzi dobrej woli, oczywiście na określonych i niekomercyjnych zasadach. Mamy też kilka ciekawych pomysłów, których realizacja uzależniona jest od wielu czynników, a przede wszystkim od dostępnych środków. Jednak na razie muszą one pozostać naszą tajemnicą. Możemy jednak zdradzić, że chcielibyśmy, aby dom służył patriotycznym inicjatywom, pobudzaniu do pozytywnego myślenia, rozwojowi młodych ludzi, naszego miasta i regionu, dobrej rozrywce i rzeczom, z których dumny byłby Marian Piekarski „Ryś”.
Dziękuję za rozmowę.

