logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

„Wyborcze gruszki” prezydent Gronkiewicz-Waltz

Wtorek, 8 października 2013 (02:12)

Kilka miesięcy temu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wyjawiła mediom, że największym osiągnięciem rządu Tuska jest przeprowadzenie Polski przez kryzys suchą stopą. Po chwili dodała: „Ja staram się robić to samo na skalę Warszawy”. Było to wyznanie dość ekscentryczne, zważywszy na jej sukcesy w zarządzaniu stolicą oraz tradycyjne już „lokalne podtopienia” metra i ulic.

Obietnice niczym gruszki na wierzbie

A miało być tak pięknie. Hanna Gronkiewicz-Waltz w trakcie swoich kampanii wyborczych obiecywała szybki rozwój Warszawy, przyjazne miasto dla mieszkańców, bezpieczeństwo na ulicach, szybki i wygodny transport, przejrzystość pracy stołecznych urzędników, walkę z kumoterstwem w samorządowych instytucjach. W „Programie dla Warszawy na lata 2006-2010” Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła nawet, że spółki są „swoistą nagrodą dla lojalnych partyjnych funkcjonariuszy rządzącej partii, którzy obejmują w nich dobrze płatne posady prezesów, członków zarządów i rad nadzorczych”.

Słowem – miała stworzyć raj na ziemi, a raczej w Warszawie. Ale skończyło się na obiecankach. Prezydent Warszawy, która rządy w stolicy objęła w 2006 r., dość szybko rozpoczęła rewolucję kadrową w ratuszu, podległych instytucjach oraz właśnie w stołecznych spółkach.

Najpierw osoba, potem konkurs?

Wprawdzie zaraz po wyborze prezydent Warszawy mówiła: „Politycznych posad nie rozdawałam przez dziewięć lat w NBP i nie będę rozdawała teraz. W ratuszu nie będzie zarządzania politycznego”. Już jednak w marcu 2007r. media informowały, że „w radach nadzorczych spółek miejskich aż roi się od prominentnych działaczy Platformy Obywatelskiej”. Osoby z PO objęły kierownictwa, np. Gminnej Gospodarki Komunalnej Ochota, Pałacu Kultury i Nauki. W marcu 2007 r. na stanowisko członka rady nadzorczej Towarzystwa Budownictwa Społecznego Bemowo powołano Krzysztofa Kwiatkowskiego, ówczesnego wiceprzewodniczącego sejmiku łódzkiego, potem ministra sprawiedliwości, obecnie prezesa NIK.

Jednocześnie można było zaobserwować silną kooperację pomiędzy PSL a PO, swoisty barter pracowniczo-rodzinny. Polegał on na tym, że w placówkach warszawskiego samorządu, który został zdominowany przez Platformę, zatrudnienie znajdowali ludowcy i ich rodziny. Natomiast w podmiotach samorządowych podporządkowanych ludowcom można było odnaleźć ludzi rekomendowanych przez partię Tuska. Dzięki takiemu „barterowi” niektóre osoby zajmowały kilka stanowisk i zyskały miano „kolekcjonerów posad”. W 2007r. opisywano przypadek członka regionalnych władz PO, który był radnym wojewódzkim, przewodniczącym sejmiku, burmistrzem Mokotowa i członkiem rady nadzorczej Pałacu Kultury i Nauki.

W następnych latach proces kumulacji stanowisk w obrębie tych środowisk partyjnych jeszcze bardziej się pogłębił. I już nawet media sprzyjające Platformie zaczęły opisywać „układ platformerski” w Warszawie.

W 2010 r. jedna ze stacji telewizyjnych przychylnych PO wyliczyła, że w zarządach i radach nadzorczych 28 miejskich spółek było 29 członków PO, natomiast 9 osób było z tą partią związanych, np. byli to członkowie rodzin polityków PO, kandydaci tej partii.

W zarządach i radach nadzorczych tych spółek znaleźli się szeregowi działacze, radni, wiceburmistrzowie oraz burmistrzowie związani z PO.

Jeden z dzienników wyliczył, że co drugi radny PO w Warszawie zarabiał w instytucjach rządowych lub samorządowych. Ponad połowa z 31-osobowego klubu tej partii w Radzie Warszawy otrzymywała wynagrodzenie z instytucji kontrolowanej przez PO. Gronkiewicz-Waltz na pytania o upartyjnienie miasta odpowiadała, że „przynależność partyjna nie może nikogo dyskryminować”.

Znakomitą puentą do decyzji personalnych Hanny Gronkiewicz-Waltz jest niedawny wywiad z nią, w którym na pytanie, dlaczego nie ma jeszcze szefa Zarządu Transportu Miejskiego, odpowiedziała z rozbrajającą szczerością: „…Dlatego, że poszukujemy osoby, która zgodziłaby się przyjść, i potem ogłosimy konkurs. Znaczy poszukujemy osoby…, czy są na rynku osoby, które mogłyby stanąć do konkursu, ponieważ wiele razy żeśmy ogłaszali konkursy, do których nikt się nie zgłaszał albo osoby, które nie wymagały, które nie spełniały wymagań”.

Miliony na nagrody

Prezydent Warszawy była również niezwykle hojna w przyznawaniu wielotysięcznych nagród i premii szefom tych spółek.

Kilka lat temu 11 prezesów miejskich spółek otrzymało prawie 420 tysięcy złotych. Najwięcej szef przedsiębiorstwa Tramwaje Warszawskie – 60 tys. zł, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji – 50 tys. zł, prezes Pałacu Kultury i Nauki – 45 tys. zł, a szefowie Miejskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych i Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych już tylko po blisko 40 tys. złotych.

Również fundusz nagród dla burmistrzów opiewał na gigantyczne sumy. W 2011 r. wydano na ten cel półtora miliona złotych.

Gronkiewicz-Waltz dba o swoich współpracowników. Media wskazywały, że wicedyrektor gabinetu prezydenta miasta przez pięć lat oprócz pensji dodatkowo otrzymała w formie nagród prawie 200 tysięcy złotych.

Natomiast urzędnikom, którzy pilotowali udział Warszawy w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury – chociaż Warszawa przegrała tę rywalizację – przyznano 12 tysięcy zł nagrody.

Porównanie tych wydatków mówi samo za siebie – w 2007 roku nagrody wyniosły 2,1 mln zł, a w 2010 r. 4,9 mln złotych.

A dla normalnych warszawiaków…

Dla zwykłych warszawiaków władze Warszawy również przygotowały podwyżki, ale czynszów, biletów, opłat za usługi komunalne i wieczyste użytkowanie.

Włodarze stolicy podnieśli stawki czynszów w lokalach komunalnych i socjalnych. Tylko w tym roku podwyżka czynszu przyniosła właścicielowi 60-metrowego mieszkania dodatkowy wydatek ok. 40 zł miesięcznie.

W ostatnich latach w Warszawie wzrosły opłaty za wieczyste użytkowanie gruntów. Mieszkańcy narzekają, że nie ma spójnego systemu naliczenia wyceny nieruchomości, płacą od 3 do 60 zł za metr kwadratowy. Według nich, urzędnicy zawyżają wartość działki, aby móc naliczyć większą opłatę.

Na początku 2013 r. podwyższono również ceny biletów komunikacji miejskiej. Jednak ciągły ich wzrost powoduje, że w pierwszym półroczu sprzedano o 4 miliony biletów mniej niż rok temu. Jeszcze w czerwcu Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił, że od stycznia 2014 r. bilety podrożeją o blisko 15 procent. Nastąpiło też rozszerzenie strefy płatnego parkowania, co jest kolejnym wydatkiem dla właścicieli samochodów.

Tymczasem prasa wskazuje, że stołeczny samorząd w 2014 r. będzie w „warunkach mocno ograniczonych możliwości finansowych”. Adochody z podatków będą niższe niż te w 2008 roku. Oznacza to nowe podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej ipodatków od nieruchomości. Komentatorzy oceniają, że ratusz chce ratować budżet stolicy pieniędzmi z kieszeni zwykłych warszawiaków.

Ciągłe podwyżki wywołały w końcu protesty udręczonych mieszkańców. Zainicjowano nawet akcję „Wściekłych Pasażerów”, podczas której zbierano podpisy przeciwko kolejnym podwyżkom cen biletów.

Kontrowersyjna prywatyzacja i eksmisja kupców

Protesty wywołała również decyzja władz Warszawy z 2011 r. o sprzedaży 85 proc. samorządowej spółki Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej. SPEC był największym dostawcą ciepła w Polsce. Spółka zarządzała jednym z największych systemów ciepłowniczych na świecie – o długości 1700 kilometrów. W ten sposób miasto pozbyło się wpływu na działalność spółki i na ceny jej usług. Jednak Gronkiewicz-Waltz mówiła wtedy, że firma Dalkia Polska zaoferowała najlepsze warunki. Kwota transakcji opiewała na blisko 1,4 miliarda złotych. Większość PO w Radzie Warszawy odrzuciła wtedy wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie sprzedaży tej firmy. Rok później spółka SPEC zmieniła nazwę na Dalkia.

Równie kontrowersyjną decyzją władz stolicy było siłowe rozwiązanie konfliktu w 2009 r. z kupcami z Kupieckich Domów Towarowych na warszawskim pl. Defilad. Do eksmisji kupców wynajęto prywatną spółkę ochroniarską, która użyła gazu łzawiącego. Te działania jeszcze bardziej rozsierdziły wyrzucane osoby. W centrum Warszawy doszło do regularnej bitwy z policją.

Prezydent stolicy była krytykowana, że zignorowała apele o wznowienie rozmów z kupcami, którzy postulowali, by władze miasta przedłużyły umowę do 2011 roku.

Prasa krytykowała władze Warszawy, że nie reagują na proceder przejmowania najatrakcyjniejszych nieruchomości warszawskich przez nieuprawnione osoby, także skazane za oszustwa. Urzędnicy mieli być spolegliwi wobec faktu, że działki idomy zabrane w PRL z mocy tzw. dekretu Bieruta nie trafiają do prawowitych właścicieli i ich spadkobierców, ale do zorganizowanych grup osób skupujących roszczenia reprywatyzacyjne za bezcen.

Jednym z ostatnich skandali jest wdrożenie w Warszawie tzw. ustawy śmieciowej. W czerwcu 2013 r. Krajowa Izba Odwoławcza uwzględniła odwołania przedsiębiorstw skarżących się, że przetarg na wywóz śmieci był ustawiony pod miejską spółkę MPO. KIO stwierdziła, że warunki przetargu faworyzowały tę spółkę.

Hanna Gronkiewicz-Waltz ostatnie wybory samorządowe w Warszawie wygrała pod hasłem „Zmiany na lepsze CDN”. Nawet pobieżny bilans jej rządów wskazuje, że tych „zmian na lepsze” doczekali się jej partyjni koledzy. Teraz warszawiacy muszą odpowiedzieć, czy w dalszym ciągu chcą takich zmian.

Piotr Bączek

Nasz Dziennik