logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Specsłużby w smoleńskiej mgle

Czwartek, 26 lipca 2012 (07:11)

W czasie niedawnych mistrzostw Euro 2012 premier Donald Tusk wprowadził w Polsce pierwszy stopień alarmowy, tzw. stan ALFA. Reakcja była właściwa.

Bezpośrednim powodem podwyższenia gotowości służb mundurowych było wykrycie tratwy z materiałami wybuchowymi. Jednak dlaczego takiej decyzji nie podjęto w kwietniu 2010 r. przed wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Zwłaszcza że rząd Tuska posiadał szereg informacji wskazujących na potencjalne zagrożenia, bardzo różnego typu, w tym na możliwość zdyskredytowania głowy państwa podczas tej wizyty. W dodatku w ścisłym gronie osób przygotowujących uroczystości katyńskie w 2010 r. był minister Jacek Cichocki, ówczesny sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych.

W ostatnim tygodniu trwania mistrzostw Euro 2012 funkcjonariusze Straży Granicznej odnaleźli na Bugu płynącą tratwę z ładunkami trotylu, wojskowymi zapalnikami, ukraińskimi papierosami i telefon ze zdjęciem Stadionu Narodowego w Warszawie.

Po kilku dniach minister Cichocki rekomendował premierowi obniżenie stopnia zagrożenia bezpieczeństwa, który trwał do 2 lipca. Po jego zakończeniu minister Cichocki stwierdził w mediach: "Nie było bezpośredniego niebezpieczeństwa, ale były informacje o możliwym zagrożeniu. Dlatego wprowadzono stan ALFA wzmożonej gotowości służb bezpieczeństwa". Tak było w lipcu 2012 roku. Tymczasem również przed uroczystościami w Katyniu w kwietniu 2010 r. istniało szereg przesłanek o ewentualnych zagrożeniach.

Region podwyższonego ryzyka

Od początku 2010 r. następowała pełzająca destabilizacja wewnętrzna w Rosji oraz w pobliskim sąsiedztwie, w regionach posowieckich. W ciągu kilku tygodni doszło tam do szeregu aktów terrorystycznych, w których zginęło około 60 osób. Kulminacja zamachów nastąpiła na przełomie marca i kwietnia.

6 stycznia 2010 r. w Machaczkale w Dagestanie zginęło 7 policjantów w wyniku zdetonowania bomby przez zamachowca-samobójcę. 29 marca w wyniku eksplozji bomb, które zostały zdetonowane na dwóch stacjach moskiewskiego metra (Łubianka i Park Kultury) przez kobiety samobójczynie, zginęło co najmniej 39 osób, a ponad 100 zostało rannych. Był to największy zamach w Rosji od 2004 roku.

Po zamachach w metrze władze Rosji przeprowadziły operację "Wulkan", wzmożone środki kontroli na lotniskach, dworcach, wzmocniono posterunki, wykorzystano żołnierzy. Premier Władimir Putin zapowiedział zmiany przepisów w celu zwiększenia bezpieczeństwa.

Natomiast prezydent Dmitrij Miedwiediew ogłosił, że resort spraw wewnętrznych i FSB będą musiały wzmocnić kontrolę. 31 marca przeprowadzony kolejny zamach w dagestańskim mieście Kizlar, podczas którego zginęło 12 osób, a 18 zostało rannych.

4 kwietnia przeprowadzono zamach bombowy w okolicach wsi Pierwomajskoje, na trasie kolejowej Moskwa - Baku. Wybuch ładunku spowodował wykolejenie pociągu towarowego i zniszczenie torów na długości 300 metrów. Najprawdopodobniej głównym celem ataku był pociąg pasażerski relacji Tiumeń - Baku.

8 kwietnia doszło do przewrotu w sąsiadującym z Rosją Kirgistanie. W ulicznych zamieszkach zginęły 74 osoby, a kilkaset zostało rannych. Prezydent Kurmanbek Bakijew opuścił kraj. Rząd tymczasowy, powołany przez opozycję, przejął kontrolę nad państwem.

Po przewrocie Rosja rozmieściła w bazie wojskowej w tym kraju około 150 dodatkowych spadochroniarzy. Szef rosyjskiego Sztabu Generalnego generał Nikołaj Makarow oświadczył, że to prezydent Miedwiediew podjął decyzję o wysłaniu dwóch jednostek spadochroniarzy. Wszystkie te wydarzenia sprawiały, że region za wschodnią granicą był niestabilny. Dlatego rząd Tuska powinien wziąć pod uwagę różne warianty rozwoju sytuacji i dopilnować szczegółów organizacyjnych wizyty, w tym także wzmocnić ochronę delegacji.

Gra Kremla

Do tej oceny sytuacji w regionie należało również dodać prognozę, że Rosja będzie chciała wykorzystać uroczystości katyńskie do własnej gry geopolitycznej. Taka ofensywa Kremla była już widoczna w sferze dyplomatycznej oraz propagandowej przed rocznicą wybuchu II wojny światowej i uroczystościami na Westerplatte. Polska była wtedy oskarżana np. o spowodowanie wybuchu II wojny światowej, dlatego należało spodziewać się podobnej gry Moskwy przed uroczystościami w Katyniu.

Zresztą na taką ewentualność wskazywała Kancelaria Prezydenta w początkowym okresie przygotowań wizyty. Już w grudniu 2009 r. minister Mariusz Handzlik z Kancelarii Prezydenta po spotkaniu z ambasadorem Rosji Władimirem Grininem stwierdził w ujawnionej przez prokuraturę okręgową notatce, że "aby uniknąć możliwości rozgrywania przez Rosję udziału najwyższych władz państwowych RP w zbliżających się uroczystościach rocznicowych, tj. Oświęcim, Katyń, zakończenie II wojny światowej, należałoby zawczasu ustalić rangę przedstawicieli i konkretny plan obchodów". Notatka trafiła m.in. do szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego i szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Rola ministra Cichockiego

Następnie Arabski przekazał tę notatkę ministrowi Jackowi Cichockiemu. I nie jest to jedyna informacja prokuratury o udziale ministra Cichockiego w przygotowaniach do wizyty w Katyniu. Jest to o tyle ważne, że do tej pory jego nazwisko nie pojawiało się w kontekście organizacji uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Minister Cichocki pełnił wtedy w rządzie określoną rolę, był sekretarzem Kolegium ds. Służb Specjalnych. Zgodnie z ustawą o ABW kolegium jest organem opiniodawczo-doradczym rządu. Zajmuje się ono programowaniem, nadzorowaniem i koordynowaniem działalności polskich służb specjalnych, wojska, służb mundurowych i finansowych. W skład kolegium wchodzą m.in. szefowie MSW, MSZ, MON. W posiedzeniach uczestniczą szefowie ABW, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przewodniczącym kolegium jest premier, ale nie ma on możliwości realnego nadzorowania służb specjalnych i kierowania kolegium.

Sekretarz kolegium nie posiada kompetencji władczych, kontrolnych, nadzorczych wobec służb specjalnych. Do jego ustawowych obowiązków należy jedynie organizacja prac kolegium oraz wysyłanie do innych organów rządowych wniosków o przesłanie informacji dla kolegium.

Szczegółowy zakres zadań sekretarza kolegium reguluje rozporządzenie Rady Ministrów, które określa, że do obowiązków sekretarza należy m.in. "obsługa organizacyjna i techniczna prac Kolegium oraz wykonywanie zadań wynikających z wyrażonych przez Kolegium stanowisk i decyzji Przewodniczącego Kolegium", a także "przygotowanie projektów planów pracy Kolegium, koordynacja przygotowania oraz dostarczenia materiałów i projektów dokumentów przeznaczonych do rozpatrzenia przez Kolegium, przygotowywanie analiz materiałów i dokumentów przekazanych do Kolegium celem ich rozpatrzenia". Do zadań sekretarza kolegium należało również "wykonywanie innych zadań zleconych przez Kolegium i Przewodniczącego Kolegium". Za taką właśnie działalność odpowiadał w poprzedniej kadencji minister Cichocki.

Inicjatywa w gabinecie sekretarza służb specjalnych

Taka podwójna rola ministra Cichockiego była naturalna, gdyż uczestniczył w kilku spotkaniach roboczych dotyczących wyjazdu do Katynia w kwietniu 2010 roku. Zresztą pierwsze takie spotkanie zostało zorganizowane w kancelarii premiera - jak wynika z zeznań Dariusza Górczyńskiego z MSZ złożonych w prokuraturze - z inicjatywy ministra Cichockiego. Drugim organizatorem był Wojciech Duda, główny doradca premiera Tuska.

Spotkanie odbyło się 9 grudnia 2009 r. właśnie w gabinecie ministra Cichockiego. Według Górczyńskiego: "Chodziło o organizację wszystkich prac rządowych związanych z obchodami".

Ze sporządzonej potem notatki wynika, że celem spotkania była koordynacja prac rządowych związanych z organizacją planowanych na 13 kwietnia 2010 r. obchodów 70. rocznicy zamordowania polskich oficerów przez NKWD. Ustalono wtedy, że minister Arabski zwróci się do ministra Bogdana Zdrojewskiego z prośbą o powołanie pełnomocnika ds. organizacji centralnych uroczystości katyńskich.

Również w następnych miesiącach minister Cichocki otrzymywał dokumenty na temat organizacji wizyty, brał także udział w kolejnych spotkaniach grupy roboczej. I tak, 8 marca 2010 r. Cichocki był na spotkaniu w kancelarii premiera, w którym uczestniczyli m.in. ministrowie: Arabski, Graś, Ostachowicz, Kremer, Przewoźnik, oraz wysocy urzędnicy rządu: Agnieszka Wielowieyska, Jarosław Bratkiewicz, Marek Bogacki, Dariusz Górczyński.

Cichocki wziął również udział w spotkaniu 22 marca 2010 r. dotyczącym przygotowań do uroczystości katyńskich z 7 kwietnia 2010 roku. Uczestniczył również we wcześniejszej naradzie z 15 marca 2010 roku. Skład był podobny, uczestniczyli w nim ministrowie Arabski, Graś, Ostachowicz, Przewoźnik oraz wyżsi urzędnicy rządu.

Na spotkaniu omówiono program rozmowy Arabskiego z ministrem Jurijem Uszakowem, zastępcą szefa administracji premiera Putina. To spotkanie jest o tyle ważne, że Uszakow wprost wyrażał niechętny stosunek Kremla do udziału prezydenta Lecha Kaczyńskiego w uroczystościach katyńskich.

Podczas jednej z rozmów Arabski poinformował Uszakowa o udziale prezydenta w obchodach. Jak wynika z ustaleń prokuratury: "Reakcja była negatywna. Minister Uszakow powiedział, że nie będzie w tym czasie Miedwiediewa w Rosji, więc trudno mu będzie być gospodarzem, i podkreślił, że strona rosyjska nie zaprasza Prezydenta Polski do Katynia".

Nic nie wskazuje na to, że tę informację przekazano prezydentowi Kaczyńskiemu, chociaż rząd miał taki obowiązek. Co więcej, polskie służby specjalne w prognozie potencjalnych zagrożeń powinny uwzględnić możliwość wystąpienia technicznych trudności lub jakichkolwiek innych niedogodności, które miały zniechęcić polskiego prezydenta do udziału w obchodach. Minister Handzlik z Kancelarii Prezydenta już w grudniu 2009 r. informował rząd o "możliwości rozgrywania przez Rosję udziału najwyższych władz państwowych RP", notatka ta trafiła do ministra Cichockiego. Jednak w następnych tygodniach rząd Tuska nie oponował przeciw grze Kremla, lecz podjął próbę dyskredytacji głowy państwa.

Służby wiedziały, nie prognozowały
U

dział ministra Cichockiego w tych spotkaniach nie był przypadkowy. Był sekretarzem kolegium ds. służb specjalnych - to jedyna funkcja, jaką pełnił w pierwszym gabinecie Tuska. Tym samym jego prace w zespole organizującym uroczystości w Katyniu były formą oficjalnego kanału informacyjnego dla polskich służb specjalnych. W ten sposób sekretarz kolegium znał szczegóły organizacyjne uroczystości katyńskich.

Z jednej strony powinien przedstawiać wąskiej grupie rządowych organizatorów prognozy i oceny służb specjalnych na temat zamierzeń Kremla, a z drugiej strony przedstawiać premierowi i szefom służb wnioski odnośnie do zadań ochrony uroczystości katyńskich.

Takie ustawowe obowiązki spoczywały na nim jako na funkcjonariuszu publicznym współodpowiedzialnym za sferę działalności służb specjalnych. W tym kontekście należy uwzględnić brak jakichkolwiek wniosków wynikających z zaostrzonej sytuacji wewnątrz Rosji na przełomie marca i kwietnia 2010 roku.

Fakt przeprowadzenia na terenie Rosji, w tym w Moskwie, w pobliżu Łubianki, kilku zamachów terrorystycznych powinien skłonić polskie służby specjalne do większej czujności, wzmocnienia ochrony polskich delegacji, skontrolowania i zabezpieczenia sprzętu technicznego, wymuszenia na gospodarzach lepszej i profesjonalnej organizacji.

Co więcej, kilkanaście godzin przed wylotem prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska Dyżurna Służba Operacyjna Sił Zbrojnych przekazała ostrzeżenie o możliwości uprowadzenia statku powietrznego z lotnisk jednego z państw Unii Europejskiej. Informację tę potwierdził w publicznej wypowiedzi minister Cichocki: "Przed 10 kwietnia służby zanotowały ostrzeżenia o zagrożeniu dla samolotu Unii Europejskiej, nie łączymy tego z katastrofą prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem".

Jednak już sama informacja o możliwości porwania samolotu nakazywała, chociaż nie było bezpośredniego niebezpieczeństwa, wprowadzenie w kraju stanu podwyższonej gotowości, podobnie jak ostatnio, w czasie mistrzostw Euro 2012. Co więcej, udział ministra Jacka Cichockiego w zespole przygotowującym uroczystości w Katyniu dawał mu szeroki zakres informacji, umożliwiał mu bezpośredni wgląd w szczegóły organizacyjne.

Dzięki temu polskie służby specjalne - poprzez sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych - od początku nie tylko sprawowały dyskretną kontrolę nad ich organizacją, ale też posiadały szczegółowe informacje na temat organizacji uroczystości, w tym także stosunku Kremla do wizyty polskiego prezydenta w Katyniu.

Tymczasem poszczególne organy państwa nie posiadały w trakcie organizacji wizyty niezbędnych informacji na jej temat, charakterystyki miejsca, lotniska i sprzętu. Rząd Tuska, a zwłaszcza nadzorowane przez niego służby specjalne, powinien uwzględniać fakt, że podczas wizyty może dojść do nieoczekiwanych sytuacji, trudności logistycznych lub technicznych. Tragiczne wydarzenia z 10 kwietnia 2010 r. dowiodły, że system bezpieczeństwa RP nie zadziałał, tak jakby nie istniał.

Piotr Bączek

Aktualizacja 26 lipca 2012 (09:38)

Nasz Dziennik