logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Rodzice drugiej kategorii

Wtorek, 15 października 2013 (02:12)

Dyskryminowanie rodziców, którzy stracili dziecko we wczesnej fazie ciąży, to jeden z pomysłów rządu Donalda Tuska na szukanie oszczędności.

W praktyce bezwzględne prawo do zasiłku pogrzebowego i urlopu macierzyńskiego przysługujące wszystkim rodzicom, którzy stracili dzieci przed narodzeniem, obostrzone jest warunkiem ustalenia płci dziecka. Tyle że NFZ nie refunduje badań genetycznych koniecznych w przypadku małych dzieci, zatem to rodzice finansują procedury umożliwiające wywiązanie się przez państwo z ustawowego obowiązku wypłaty zasiłku.

Podważenie przez Ministerstwo Zdrowia stosowanej latami procedury uprawdopodobnienia płci skutkuje niemożnością sporządzenia aktu urodzenia dziecka martwo urodzonego. Dokument stanowi podstawę do przyznania przysługującego rodzicom zasiłku pogrzebowego i urlopu macierzyńskiego.

Zgodnie z ustawą Prawo o aktach stanu cywilnego obowiązek zgłoszenia do Urzędu Stanu Cywilnego urodzenia dziecka martwo urodzonego spoczywa na szpitalu. Szpital zgłasza jednak martwe urodzenie jedynie wówczas, jeżeli możliwe jest określenie płci, gdyż – w myśl ustawy – tylko kompletnie wypełniony dokument pisemnego zgłoszenia urodzenia dziecka stanowi bazę warunkującą możliwość rejestracji dziecka w USC i określenia formy imienia i nazwiska.

Dotyczy to zatem dzieci zmarłych w późniejszych okresach ciąży. Pozostałym odmawia się człowieczeństwa i prawa do imienia i nazwiska. Rodzicom pozostaje na własny koszt wykonać badania genetyczne pozwalające określić płeć dziecka.

Dobra lub zła wola

Mimo że stanowisko resortu zdrowia nie posiada wiążącej mocy prawnej, szpitale w obawie przed sankcjami nie chcą domniemywać płci, sugerując rodzicom kosztowne badania genetyczne nierefundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wykonanie badań genetycznych dla celów rejestracji martwego urodzenia w Urzędzie Stanu Cywilnego nie jest świadczeniem zdrowotnym. W ramach tej samej logiki „świadczeniem zdrowotnym” pozostaje in vitro.

„Nie istnieją i nie istniały przepisy prawa, które nakazywałyby pracownikowi podmiotu leczniczego uprawdopodobnienie płci w sytuacji bardzo wczesnej ciąży. Określanie we wczesnej kilkutygodniowej ciąży płci płodu, długości i ciężaru płodu na podstawie odczuć matki należy uznać za niewłaściwe” – to fragment odpowiedzi roku podsekretarza stanu w MZ Aleksandra Soplińskiego (kwiecień 2012) na interpelację poselską nr 3346. To właśnie te słowa, nieposiadające statusu aktu prawnego, zmieniły praktykę wielu szpitali.

Prawnicy wskazują, że stanowisko resortu zdrowia stanowi pogwałcenie konstytucyjnej zasady równości wobec prawa i art. 31 Konstytucji mówiącego, że ograniczenia praw i wolności określać może tylko ustawa.

– Jeżeli ustawa wprowadza pewne ograniczenia powodujące, że ludzie w analogicznej sytuacji straty dziecka są różnie traktowani, to jest to sprzeczne z Konstytucją – mówi prof. Krystyna Pawłowicz, prawnik konstytucjonalista.

– Po drugie, jeśli ustawa generuje sytuację, która w istocie przekazuje prawo decydowania o tym, czy ktoś skorzysta z zasiłku, arbitralnym decyzjom – w tym przypadku – lekarzy, z których część stosuje zasadę domniemania płci, a część nie, powołując się na interpelację czy jakieś krążące w tym obszarze plotki, to absurd sprzeczny z Konstytucją – dodaje.

Dyskryminowani przez państwo

Ministerstwo Zdrowia stoi na stanowisku, że rodzinie nie pozostaje nic innego niż wykonanie kosztownych badań genetycznych. Wszystkie przepisy układają się w całość, która nie pozostawia żadnej innej możliwości – wynika z obszernych wyjaśnień, jakie „Nasz Dziennik” otrzymał z resortu.

– Świadczeniem zdrowotnym jest działanie służące profilaktyce, zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia oraz inne działania medyczne wynikające z procesu leczenia. W związku z powyższym nie można tu mówić o dyskryminacji, ponieważ badanie genetyczne wykonane w celu uzyskania świadczeń socjalnych nie jest świadczeniem zdrowotnym – tłumaczy się rzecznik Krzysztof Bąk. Tak jakby rodzice dzieci zmarłych we wczesnej fazie ciąży wykonywali te badania z własnej chęci lub ciekawości, a nie przymuszeni bezdusznymi regulacjami.

Prawnicy z oburzeniem komentują stanowisko resortu. Tłumaczą, że prawo do zasiłku bezwzględnie wynika z ustawy, która nie różnicuje rodziców pod względem tytułu do zasiłku ze względu na stopień rozwoju ich dziecka.

– Zatem to po stronie państwa leży uregulowanie związanych z tym procedur, tak aby usunąć przeszkody prawne uniemożliwiające korzystanie z ustawowego prawa – podkreśla prof. Pawłowicz.

Obecnie mamy paradoksalną sytuację, w której państwo nie wywiązuje się z obowiązków, a tłumaczy się, odsyłając do zewnętrznej klasyfikacji świadczeń medycznych, która nie ma nic wspólnego ze sprawą i na jej mocy nie można ograniczać ustawowego prawa do świadczeń.

Rozwiązaniem sytuacji byłoby wprowadzenie poprawki do Ustawy o aktach stanu cywilnego, która wprowadzałaby taki wariant wypełniania dokumentów związanych z urodzeniem i zgonem, w którym zaznacza się, że płci nie da się stwierdzić, a imię zmarłego dziecka uznaniowo określają rodzice.

Taka sytuacja może wystąpić nie tylko w przypadku wczesnego poronienia, ale i niektórych wad genetycznych uniemożliwiających zdefiniowanie płci. Inne rozwiązanie to wprowadzenie obowiązku ustalenia płci dziecka przez urząd, gdy szpital nie był w stanie tego dokonać. Wtedy USC zleciłby na swój koszt badanie genetyczne i nie trzeba byłoby zmieniać definicji świadczenia medycznego ani zasad ich refundacji.

Bąk proponuje w zamian za urlop macierzyński i zasiłek pogrzebowy… zwolnienie lekarskie i zasiłek chorobowy. – Okres ten może być zarówno krótszy niż przysługujące ustawowo 8 tygodni, jak również, z powodu na przykład złego stanu psychicznego spowodowanego poronieniem (urodzeniem martwym), może obejmować znacznie dłuższy czas – tłumaczy rzecznik, ale nie dodaje, że tak długie chorobowe po poronieniu jest możliwe tylko w teorii.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik