logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Dla Tuska to tylko zabawa

Czwartek, 21 listopada 2013 (19:08)

Prezes Rady Ministrów ogłosił wczoraj nowy skład swojego supergabinetu. Fasada i prowizorka to mało, żeby zdefiniować kolejne genialne koncepcje premiera. Niestety, Donald Tusk traktuje sprawę niezwykle (nie)poważnie. Wydaje się, że dla niego rządzenie to forma zabawy, podwórkowa kopanina piłki, czuje się jak „trener reprezentacji”, „selekcjoner”, który ma do dyspozycji kolejnych zawodników do sprawdzenia.

I przekonuje, że teraz nastąpi przyspieszenie. Fatalne porównanie pana premiera jest przy okazji bardzo trafne. Rzeczywiście ten gabinet można przyrównać z naszą polskiej reprezentacją piłki nożnej. Każdy nas może pokonać, ograć, skompromitować, czy jest to walka o punkty, czy zwykły sparing. Czasem ledwo wydusimy remis, a bramki strzela nam nawet San Marino. Z Niemcami i Rosją w ogóle nie wygrywamy. Drużyny z lig naszych sąsiadów regularnie walczą o trofea na najwyższym szczycie, my jesteśmy lekką przystawką w tym spektaklu, ponieważ każdy oddycha z ulgą, gdy wylosuje Polskę. My natomiast możemy tylko pomarzyć o sukcesach. A Tusk marzy, że mu się ziści.

„Fachowcy” Tuska

Oprócz figurantów, takich jak Mateusz Szczurek, który będzie tylko administrował „piękną katastrofę” ekonomiczną, jaką nam wszystkim zgotował Londyńczyk o wielu imionach, minister Rostowski, a który już się ewakuował, czy człowieka bez ogłady, na konferencji prasowej prezentującego się z ręką w kieszeni, pana Rafała Trzaskowskiego od cyfryzacji Boniego, w ekipie Tuska są nazwiska, które szczególnie niepokoją.

Nie będę oryginalny, jeśli zacznę od pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej, która moim zdaniem dokończy reformę szkół, czyli dobije polską edukację. Wędrowiec (albo lepiej, wędrowczyni, aby nie obrazić feministycznego i genderowego zacięcia Rostkowskiej) partyjny, koniunkturalistka, podobnie jak socjaldemokrata Bartosz Arłukowicz (przy okazji ta fatalna postać akurat nadal jest w rządzie) czy socjalista Dariusz Rosati potwierdziła, że PO to tak naprawdę PZPO, czyli Polska Zjednoczona Platforma Obywatelska, wór, do którego można wrzucić wszystko, każdego, bezideowa maszynka do rządzenia, PR-owski produkt władzy dla samej władzy.

Drugie nazwisko związane jest z resortem szkolnictwa wyższego. Pani Lena Kolarska-Bobińska jest lojalnym urzędnikiem Tuska, już od dawna nienaukowcem, tylko politykiem i ideologiem, który współtworzy m.in. Instytut Spraw Publicznych, ideologiczne zaplecze PO, think tank rządu wypełniony po brzegi inżynierami społecznymi.

A superstar w kalejdoskopie galaktyki Tuska, minister rozwoju regionalnego i wicepremier Elżbietę Bieńkowską można podsumować jej własnymi słowami, jakie wypowiedziała dziś w Radiu TOK FM: „teraz będę rozliczana z każdego faceta, który będzie wsiadał do pociągu przez okno. Wczoraj mi radzono, żebym nie mówiła, że się boję, że się denerwuję. Ale musiałabym być nienormalna, gdybym się nie obawiała. Oczywiście, że się obawiam. Zawieje, zamiecie, zamarznięty, przepraszam, kibel w pociągu. To będą teraz nasze sprawy”. Doprawdy, cieszy, że mamy takiego fachowca.

Spektakl TVN-u

Media TVN-owskie przytupywały wczoraj z uciechą. „Fakty”, które od dawna należałoby nazywać „Mitami”, oczywiście robiły zasłonę dymną do afery korupcyjnej, która obejmuje swoim zasięgiem coraz większe obszary administracji Tuska. Pojawiają się kolejne nazwiska, resorty, instytucje.

Nic to. Masy mogły oglądać spektakl tuskowej drużyny, okraszany ładnymi migawkami, niemal spotami wyborczymi. Sześć lat, sześć zmarnowanych lat, a premier cynicznie rzuca sloganem w sekundujących mu dziennikarzy: „Przyspieszymy!”, „Czeka nas harówa!”. Przecież to wymyka się spod kontroli zdrowego rozsądku, a jednak narracja mediów i tego rządu dominuje w przestrzeni publicznej.

Zabawne i żałosne jednocześnie jest także to, że ten wczorajszy sielankowy nastrój świętowania na zielonej wyspie zaburzyła sekundowa relacja na temat afery korupcyjnej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, GUS-ie, Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji itd.

Oto po prezentacji rekonstrukcji rządu, która przecież całkiem „przypadkowo” nastąpiła właśnie teraz, akurat w kontekście afery korupcyjnej (gaszenie kolejnego pożaru) „Fakty” puszczają 30-sekundowy materiał oparty na dwóch zdjęciach. Logo CBA plus fota Jarosława Kaczyńskiego. Zaś relacja na temat afery korupcyjnej była nadawana nie jak reportaż o tym największym przekręcie korupcyjnym ekipy Tuska, ale jako 30-sekundowa wrzutka okraszona komentarzem Jarosława Kaczyńskiego.

Intencja tej taniej manipulacji? Straszny Kaczyński czymś nas ciągle straszy, zanudza, szkodzi, a my tu świętujemy, narodzie! Popatrz, jak się czepia naszego premiera. I jeszcze do tego wszystkiego mina pani Pochanke – ten grymas wstrętu i zniesmaczenia – bezcenne.

Nie dziwi, że Polacy zaczynają opuszczać widownię tej stacji. Tylko czy mamy dopiero przejrzeć na oczy, gdy cała ta makieta się zawali, jak Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina w filmie „Rozmowy kontrolowane”? Dopiero wtedy się obudzimy?

dr Tomasz M. Korczyński

NaszDziennik.pl