logo
logo

Zdjęcie: / -

Państwo polskie jako żerowisko?

Wtorek, 24 grudnia 2013 (02:00)

Wielkie rewolucje, przełomy, przewroty polityczne i historyczne mają z reguły dla państwa charakter dialektyczny: z jednej strony mogą być bardzo twórcze, a z drugiej – bardzo niszczące i patogenne.

Na czas mojego życia przypadły następujące: wielki światowy kryzys gospodarczy – 1929-1933, barbarzyński najazd Niemców – 1939-1945, równie barbarzyński najazd Rosjan – 1939-1941, 1944-1945, tworzenie wasalnej Polski Ludowej – 1944 r., odzyskanie niepodległości – 1989-1991 oraz wejście Polski do UE – 2004.

Nurty życia w państwie przełomu

W czasie samej zawieruchy, przewrotu czy przełomu państwo słabnie lub nawet zamiera, burzy się porządek życia, a społeczeństwo segmentuje się, mówiąc skrótowo, na trzy warstwy czy nurty: na nurt ratujący państwo, jego suwerenność, gospodarkę, kulturę, ducha; na nurt ludzi broniących samych siebie, swego życia, mienia, znaczenia, tradycji; i na nurt, rozwinięty zwykle ponad miarę, ludzi wyzbytych moralności, żerujących na nieszczęściu, grabiących, kradnących, nurt rozbójników, bandytów, niszczycieli, walczących o władzę i stanowiska i często głoszących, że tworzą „świat wyzwolony”.

Nurt patologiczny zwykle bywa po dwóch, trzech latach wyeliminowany, tylko niekiedy trzyma się dłużej na płaszczyźnie mentalnej, duchowej, moralnej i kulturalnej. Niestety u nas stało się coś bardzo złego. Zniszczył nas bolszewizm. Wielki wybuch patologii, zwłaszcza gospodarczej w okolicach roku 1989, po kilku latach trochę się uspokoił, ale zaraz, kiedy tylko mocniej do postmarksizmu dołączył liberalizm, okazało się, że rozwija się jak rak i na innych obszarach.

Od roku 2004 zaczęła się bardzo nasilać inwazja patologii liberalistycznej, która nie tylko stwarzała pokusę częstej korupcji w ramach dotacji z UE, ale objęła też dziedzinę światopoglądu, religii, moralności, kultury, sztuki, nauki i sposobu życia. To wszystko przy złych rządach partii rozlało się znów na całe życie społeczeństwa polskiego. I tak państwo polskie ponownie stało się wielkim żerowiskiem dla wielu jednostek i całych ugrupowań najróżniejszych drapieżników materialnych i duchowych. Główną przyczyną tego jest porzucenie w życiu publicznym wyższych wartości.

Żerowisko górne

Oto u nas najwyższe władze w pewnym sensie żerują na łatwowierności niewyrobionych politycznie Polaków. Wygrały wybory dzięki obietnicom programowym, zarówno gospodarczym, jak i politycznym oraz ideowym, ale okazało się to tylko grą wyborczą, złożonych obietnic nawet nie miały zamiaru realizować, bo chciały poddać się błędnej ideologii liberalnej.

Podobnie pewna część parlamentarzystów oszukała wyborców i nie mając dalej mocnych osobowości, funkcjonuje tak, jak każe im przełożony, wbrew obietnicom i często wbrew sumieniu i moralności, jak np. w sprawie zabijania dzieci z zespołem Downa. Dla wielu innych notabli także państwo nie jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, lecz jedynie żerowiskiem partii lub zwykłych spryciarzy, kombinatorów, drapieżników i pospolitych oszustów. Żerują oni na haśle „nowa wolność” – wolność od prawa, etyki, kultury.

Znaczna grupa, przypominająca hiszpańskich konkwistadorów w Ameryce Łacińskiej, opanowała nielegalnie niektóre urzędy, firmy, kopalnie, przedsiębiorstwa, zakłady, inwestycje i „świętomikołajowe” dotacje z UE. Jest to kontynuacja bogacenia się rządzących, co już dawniej nazwano „TKM”, czyli „teraz k… my”, kiedy to każda następna ekipa rządząca chciała się „nachapać”.

Różnych takich korupcji nie da się ukarać, bo ani prokuratury, ani sądy nie mają ku temu odpowiednich narzędzi prawnych, a czasami też należnej chęci lub odwagi. I tak zapewne będzie także z ogromną aferą łapówkarską 127 przetargów Centrum Projektów Informatycznych, MSWiA, MSZ, GUS, Komendy Głównej Policji, MON i innych.

Odpowiedzialne czynniki nie dbają należycie ani o państwo, ani o całość społeczeństwa. Lekceważone są miliony głosów obywateli w sprawie wieku emerytalnego, w sprawie wieku szkolnego, w sprawie oszukiwanej ciągle Telewizji Trwam. Zrujnowano rynek pracy, 2,5 mln ludzi, kompetentnych i młodych, musiało wyjechać za chlebem jak za caratu, kolejne 2 mln jest bezrobotnych, blisko 4 mln – skrajnie ubogich.

Lekceważeni są rolnicy i robotnicy. Miesiącami nie płaci się robotnikom za pracę albo płaci się im tylko około 5 zł za godzinę, choć nieraz i tego się nie płaci, tylko po miesiącu lub dwóch wyrzuca pod sfingowanym zarzutem. Pod koniec roku często już nie przyjmuje się chorych do szpitali, bo brak pieniędzy. Wyrzuca się ludzi na bruk, poborcy i komornicy potrafią nawet starcom rekwirować emeryturę czy kilkusetzłotową rentę. Dziczeją prawa i obyczaje, rozwija się natomiast raj dla bogaczy.

Media publiczne często kłamią lub co najmniej manipulują. Prawdę można znaleźć tylko w medium toruńskim, a Telewizja Trwam musi płacić olbrzymie sumy za przyznanie miejsca na multipleksie, choć dotychczas nie dopuszczono jej – i to za wiedzą prezydenta i premiera – do faktycznego nadawania, bo ma programy katolickie. I w ogóle liczni drapieżnicy szaleją swobodnie w walce z Kościołem, religią, kulturą wyższą, z Dekalogiem, ze zwykłą przyzwoitością. Żerują sobie ochoczo, swobodnie i radośnie, bo rzekomo jest „wolność”.

Przy tym nie są rozpatrywane żadne inicjatywy i projekty opozycji czy zwykłych obywateli. W sumie położenie państwa polskiego przypomina taką sytuację, w której gospodarz wielkich włości wynajmuje sobie administratora i drużynę robotników, a oni przejmują całe gospodarstwo na mocy wynajęcia, a gospodarza osadzają w domowym areszcie.

Żerowisko w dołach

Zazwyczaj historycy, politologowie i media krytykują patologię przede wszystkim na górze. Ale zjawisko patologii występuje także bardzo szeroko w dołach, na wielu obszarach życia i jest jeszcze trudniejsze do szybkiego opanowania. Przybiera ono często formy bardzo brutalne w czasach przełomów: kradzieże, napady, rozboje, zabójstwa, pijaństwo, narkomania, zakłamanie, brutalizacja życia, naoczna prostytucja, gwałty, wulgaryzacja. Nieustające, bardzo zacięte i egoistyczne walki w samorządach, zresztą często między osobami mało kompetentnymi. Kiedy chrześcijaństwo, patriotyzm i kultury były bardzo mocne, zjawiska te były do opanowania w wielkim stopniu. Ale dziś, kiedy fundamenty te się podważa, dając w zamian pustkę i zachętę do zła, a „państwo jest chore” (bp A.P. Dydycz), sytuacja staje się coraz trudniejsza. Trzymają się tylko silne oazy polskie i katolickie, zresztą dziś już poszerzające się i odradzające.

W Polsce w roku 2012 było 5 tysięcy większych korupcji na dołach. Więzienia nie mogą pomieścić wszystkich skazanych, nawet za wielkie przestępstwa, tysiące odbywają karę w swoich domach pod kontrolą. To samo jest w niektórych innych państwach na Zachodzie. Źle rozumiana wolność zabagniła całe życie społeczne. I tak dumni i honorowi dawniej Polacy uchodzą już na Zachodzie po prostu za złodziei i oszustów.

Niestety, liczni Polacy, uwolnieni spod obcych, bardzo nie lubią przestrzegać praw, bądź to społecznych, bądź to państwowych, bądź to kościelnych. Zresztą już w XVII wieku krążył na Zachodzie taki epitet o nas, że „Polacy żyją bez prawa” (A. Brückner, Historia kultury polskiej, II, s. 398). A państwo dzisiejsze ani myśli dbać o moralność obywateli. Rośnie pieniactwo procesowe, dla którego nie starcza sądów w kraju, są tysiące odwołań do Strasburga, tym razem oskarża się jeszcze nasze wyroki za „zgodność z etyką” katolicką, jak w przypadkach odmowy zabijania dzieci. Poza tym już teraz liberalizm tak poluzował prawo, że nie załatwi się niczego ważniejszego bez znajomości i kumoterstwa lub wprost łapówkarstwa.

Brutalność, wulgaryzm i chamstwo zastępują kulturę w rodzinie, w spotkaniach, na ulicy, na stadionie, w podróży, w wojsku, na spotkaniach partyjnych i w biznesie. Artyści, aktorzy, liczni literaci stają się często szerzycielami demoralizacji, szpetoty, ohydy i terroryzmu estetycznego. Jakby potracili rozumy. Coraz częściej wielu żeruje na religijności, moralności, godności i szlachectwie ducha człowieka.

Ohydę i brzydotę stawiają za najwyższą kategorię rzekomego piękna i artyzmu i chcą osiągnąć sławę i geniusz artystyczny przez sadystyczne zabijanie ducha drugiego człowieka. Przecież to typowy satanizm. I nie wolno się bronić, bo rzekomo taka jest dziś „wolność”. Jest bardzo bolesne, że i min. Bogdan Zdrojewski usprawiedliwia ohydne bluźnierstwa religijne przez zasadę „wolności wyrazu artystycznego”. Jeśli już i państwo popiera takie żerowanie na religijności i moralności polskiej, to jest to bez wątpienia civitas diaboli.

Przecież przy takim prawie, jeśli ktoś profanuje „seksualnie” figurę Chrystusa albo przedstawia rzeźbę żołnierza gwałcącego ciężarną kobietę, i jedno, i drugie jest uznawane przez sądy za „wyraz artystyczny”, niegodzący w nikogo, to i gwałciciel kobiety na żywo i publicznie nie może być osądzony, bo to w jego intencji „prawdziwy i żywy akt artystyczny”, a że skarżąca tego nie rozumie, to dlatego, że jest analfabetką artystyczną. Przecież to jest ciężka choroba i umysłowa, i moralna. Sztuka przemawia mocniej niż zwykłe słowo i bardziej zabija. I to ma być najwyższą sztuką XXI wieku? Jest to raczej satanizm sztuki.

Aż brakuje sił, by wspominać, jak szerzy się seksualizm, a nawet prostytucja wśród dzieci i młodzieży, i to z winy atmosfery antymoralnej tworzonej przez władze i nowe prądy. Ostatnio stają się modne seksczaty czy wideoczaty. Otóż nastolatkowie i nastolatki zarabiają na erotycznym obnażaniu się w internecie. Podobno już wśród 16-latek robi to aż 5 proc. („Gazeta Wyborcza”, 28.11.2013). Ludzie „postępowi” żerują dziś najwięcej na seksualności człowieka.

Żerowanie na Kościele

Jednostki i całe grupy trzeciego nurtu upodobały sobie ostatnio żerowanie na dobrach zgromadzonych przez naszych przodków w Kościele i w kulturze duchowej. Jedne dobra łowią dla siebie, drugie ubierają na swój sposób, a trzecie wyrzucają lub opluwają i zohydzają, żeby chrześcijanie i Polacy sami się nimi brzydzili. Na Kościele żerują, bo jest wzniosły, piękny, niezwykły i niepowtarzalny, i duchowo święty. To najbardziej tych szalonych skandalistów, nie tylko ateistów, ale i sekciarskich katolików, prowokuje do paskudzenia.

Filozof włoski Gianni Vattimo mówi, że Kościół katolicki mógłby sobie istnieć i na forum państwowym, ale gdyby wyrzekł się dogmatów, zwłaszcza dotyczących Chrystusa i Dekalogu, gdyby pewność wiary zamienił na „rozumne” wątpliwości i gdyby wyrzekł się pychy posiadania objawienia i pouczania dzisiejszego postępowego człowieka. Czegoś podobnego chcą i nasi katolewacy. Jeden z nich żąda np., żeby Kościół uznał wszystkie zboczenia seksualne za szlachetne i moralne, to wtedy sam się ostoi. Na Kongresie Kobiet Polskich, gromadzącym cztery tysiące uczestniczek, oświadczono, że kobietom najbardziej zagraża patriotyzm, wartość dobra narodu oraz etyka katolicka.

I niestety, podobne modne „morowe powietrze” w poglądach na Kościół nawiedziło i dalej nawiedza w Europie i u nas większość teologów świeckich, którzy ujmują Kościół jedynie socjologicznie, nie teologicznie, i tylko go krytykują z pozycji liberalizmu; i uznali się za wyższych od biskupów i teologów duchownych. Brakuje im często formacji duchowej i popadają w pychę sędziów Kościoła Chrystusowego, choć zarzucają ją właśnie duchownym.

Parlament Europejski jeszcze 10 lutego 2010 r. przegłosował postulat nacisku, by we wszystkich krajach członkowskich UE była zalegalizowana pełna aborcja, bo „kobiety muszą mieć kontrolę nad swoimi prawami seksualnymi i rozrodczymi”. I tak matkom parlament ułatwiać chce zabijanie.

W tym samym duchu także dziś instytucje UE żądają od katolickich lekarzy, by nie kierowali się „klauzulą sumienia”, lecz by dokonywali eutanazji i aborcji na każde żądanie. W przeciwnym razie mają być usuwani z placówek państwowych lub w ogóle z zawodu. Również u nas opowiada się za tym Komitet Bioetyki PAN, niektóre partie oraz większość sejmowa co do dzieci z zespołem Downa, choć tak wielu nazywa się katolikami. Coraz częściej u nas prześladuje się oficjeli świeckich za dokonywanie różnych publicznych aktów religijnych, jak np. burmistrza Roberta Krupowicza. A Europejski Trybunał Praw Człowieka uzurpuje sobie prawo nakazywania całym krajom zdejmowania krzyży z miejsc publicznych.

Jak niedawno min. Radosław Sikorski zabłysnął wirtuozerią dyplomatyczną, zaskarżając o. Tadeusza Rydzyka do Watykanu za powiedzenie prawdy w Brukseli o braku demokracji w Polsce dla mediów katolickich, tak jeszcze większą inteligencją i troską o Kościół w Polsce błysnęły nasze kochane feministki, śląc w listopadzie 2013 r. list do Papieża Franciszka z żądaniem, by ukarał srogo biskupów i innych duchownych polskich za wyznawanie przez nich ortodoksyjnej nauki w sprawach kobiet, małżeństwa, rodziny, etyki seksualnej i gender, choć to imputowało, że sam Papież odszedł już od nauki prawowiernej.

Takiej „dyplomacji” przychodzi w sukurs prof. Magdalena Środa, która twierdzi dogmatycznie (np. TVP1, 27 XI 2013), że sam Chrystus był za doktryną gender. Powołuje się ona na tekst św. Pawła: „już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus” (Kol 3, 11).

Choćby już, to zwrócę uwagę, że o „mężczyźnie i kobiecie” jest inny wyraźny tekst Pawłowy: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście jedno w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). Tylko że i tutaj „nie ma mężczyzny ani kobiety” nie oznacza tożsamości płciowej, organicznej, kształtowanej przez kulturę, lecz tożsamość człowieczeństwa i członkostwa w Chrystusie. A tu kobiecość nie oznacza nienawiści, wściekłości i niszczenia życia niewinnych, lecz świętość, mądrość, miłość, godność, podążanie za Chrystusem i służenie życiu.

W ogóle zrodziło się jakieś mniemanie, że Papież Franciszek jest tak postępowy, iż będzie popierał wszystkie błędy. Bo oto i Słowianie polscy, czciciele Światowida na Ślęży (ok. 900 osób), również wysłali list do Papieża ze skargą, że księża katolicy nie bronią pogańskiego posągu Światowida w imię ekumenizmu.

W ogóle wciskana jest idiotyczna propaganda, że wszystkiemu w Kościele są winni księża, a ateiści, skandaliści, wrogowie Boga i Kościoła mają same zasługi. Taki antyklerykalizm panuje już od dawna. Był on tak popularny, że także liczni księża robili się antyklerykałami, żeby się przypodobać niszczycielom Kościoła jako „dzisiejsi i postępowi”.

Pamiętamy słynne powiedzenie śp. ks. prof. Józefa Tischnera, że przez marksizm nikt nie stracił wiary, a przez proboszcza niejeden. Nie zwrócił on jednak uwagi, że przez marksizm w prawosławnej Rosji po 73 latach pozostało tylko ok. 13 proc. wierzących, a ochrzczonych jeszcze mniej, a przez prostych popów wierzyła w Boga prawie cała Rosja. I w Polsce marksizm poczynił wielkie szkody, zwłaszcza wśród inteligencji.

Nie można i u nas mówić, że każdy konflikt z proboszczem jest z winy proboszcza, bo najczęściej z drugiej strony, która żąda i rozkazuje. Przypomina się tu stare powiedzenie praktyków rzymskich: „Nie ma niczego tak głupiego, czego by już jakiś filozof nie powiedział”. Istotnie każdemu mędrcowi może się przytrafić powiedzenie zgoła niemądre. Na przykład taki genialny filozof jak Pierre Teilhard de Chardin (zm. 1955), jezuita francuski, uważał, że Związek Sowiecki wiedzie ludzkość ku świetlanej przyszłości.

Realność przechodzi w wirtualność

Zaistniał dziwny paradoks. Ogół sądzi, że przeminął niemiecki idealizm (Fichte, Schelling, Hegel), według którego rzeczywistość ma budowę myślową, a nastała epoka brutalnego materializmu. Tymczasem mamy narodziny nowej mutacji idealizmu w postaci technicznego wirtualizmu, w którym rzeczywistość jest owocem myśli, tyle że technicznej.

A nawet okazuje się, że i marksizm był płodem idealizmu Hegla, gdyż uznał, iż bytem rządzi myśl, świadomość, ideologia, ot, po prostu człowiekiem prawdziwym i twórczym jest tylko człowiek „uświadomiony”. Stąd też takie wielkie znaczenie mają propaganda i ideologia.

Do dziś „prawdziwym” człowiekiem jest człowiek „uświadomiony”, przyjmujący ideologię liberalną. I świat, społeczność, Kościół, życie – są takimi, jakimi je przedstawia ideologia, która właśnie je tworzy. Są to byty tylko wirtualne i może je kształtować każdy dowolnie przez swój umysł i działanie techniczne. Dlatego i Kościół ma być taki, jak każdy sobie wymyśli lub obmyśli. I człowiek, społeczność, płeć, organizm, życie – nie mają swojej natury ani ścisłych praw, ani granic, bo kształtuje je dowolnie ludzka myśl, wyobraźnia, wola i technika. W rezultacie człowiek może sobie dowolnie zmieniać płeć, biologię, konstytucję psychologiczną, niszę przyrodniczą, osobowość – odpowiednio do wybranych wzorów kulturowych. A ponieważ nie ma obiektywnych praw naturalnych, żaden zabieg myślowy nie jest błędny.

Wielki zwolennik ewolucji uniwersalnej Pierre Teilhard de Chardin uczył, że w niedalekiej przyszłości człowiek będzie sam siebie kształtował organicznie, psychicznie, sprawnościowo, neurologicznie, a dzieci będą się rodziły według wybranych, optymalnych profilów. Zresztą szedł po linii Francisa Galtona (1822-1911), który stworzył „eugenikę” (1909), czyli naukę i technikę „ulepszania rasy ludzkiej”. Dziś obie te idee podchwyciła bardzo rozbudowana genetyka, przy pomocy której ateiści, liberałowie i feminiści chcą zniszczyć rodzinę, społeczność, kulturę i etykę religijną.

Ale ciekawe jest to, że pewne, choć słabe jeszcze pierwotypy tych poczynań wystąpiły już w starożytnej Grecji, gdzie uważano, że przez myśl można kształtować całego człowieka, wraz z jego biologią i fizyką.

Na przykład w mieście-państwie Sparcie już od końca VII w. przed n.Chr. państwo sterowało całym życiem obywateli, zaczynając od eugeniki potomstwa i wychowania dzieci. Miały prawo żyć tylko dzieci zdrowe i dorodne, chore zaś, kalekie i słabe zaraz po urodzeniu były wyrzucane na doliny w górach Tajgetos lub po prostu zagładzane, bo dla państwa, zwłaszcza militarnego, były nieużyteczne, a nawet stanowiły przeszkodę. Chłopcy od 7. roku życia musieli iść do wspólnot zwanych andreion i pozostawać w obozie aż do 50. roku życia, choć mogli się żenić między 20. a 30. rokiem życia, ale nawet po zaślubinach musieli pozostawać z rówieśnikami w barakach. Dziewczynki były oddawane do wspólnot zwanych agelami i pozostawały poza rodziną aż do 25. roku życia. Obie grupy, choć głównie chłopcy, były wychowywane na ludzi państwowych, twardych, dzielnych, głównie za sprawą ćwiczeń i prób wytrzymałościowych.

Dużo tych elementów przejął ateńczyk i idealista Platon (427-347 przed n.Chr.) w swej swoistej utopii idealnego państwa „Politeia”, gdzie jednak wiele pomysłów przypomina dzisiejszą genetykę i pedagogikę. Otóż w idealnym mieście-państwie wszystko miałoby być wspólne: kobiety, rodziny, dzieci i mienie. Mężczyźni, kobiety i dzieci mieliby żyć oddzielnie, a tylko do siebie dochodzić. Więzy rodzinne mają być zerwane. Chłopcom należy odebrać pojęcia religijne, bo czynią ich one „zniewieściałymi”. No i Platon był pierwszym feministą. Żądał mianowicie, by kobiety miały te same prawa, co mężczyźni. Dziewczęta miały być wychowywane tak samo jak chłopcy. Miały też uprawiać rozbudowaną gimnastykę, nago, dla rozwoju ciała, potem brać udział w życiu politycznym, kulturalnym, a także militarnym.

Klasa tzw. strażników, wyższa, ma wyeliminować stałe małżeństwa i rodziny; rodziny mogą mieć tylko ludzie prości i niedoskonali. Zaślubiny i posiadanie dzieci, zwłaszcza ich liczbę, ma regulować państwo. Dzieci będą mogli mieć tylko ludzie zdrowi, zdolni i piękni, i to oni będą zachęcani, by mieli dużo dzieci. Dzieci par gorszych fizycznie i psychicznie będą zagładzane na śmierć. Eugenika ma być tajna. Łączenie w pary rodzące bardziej „wartościowe fizycznie” ma być losowane, ale faktycznie losowanie ma być potajemnie regulowane.

Dziecko ma być odbierane rodzicom zaraz po urodzeniu i nie może ono znać swych rodziców, a nazwy „ojciec” i „matka” mogą stosować tylko do swoich poprzedników. We wspólnocie wszyscy nazywają się braćmi i siostrami. Mężczyźni mogą mieć dzieci tylko między 30. a 50. rokiem swego życia, kobiety zaś między 20. a 40 rokiem. Dzieci urodzone poza tymi latami rodziców muszą być porzucane, a przynajmniej niekarmione.

Oto fantazyjne prefigury wielu dzisiejszych poglądów liberałów, feministów, genderowców i ateistów. Dlaczego takie różne koncepcje wychowania i eugeniki nie weszły w życie? Bo były nierealistyczne i godziły w całą naturę człowieka: cielesną, biologiczną, psychiczną i duchową. Należały chyba tylko do poziomu fantastyki wirtualnej.

Można i powinno się prowadzić pełne badania nad światem, człowiekiem i nad życiem, bo po to mamy rozum i popęd poznawczy, ale rozum jest rozumny, gdy jest mądry i moralny. Przecież w każdej epoce pojawiają się także nurty całkowicie błędne i niszczące. Filozof francuski Marcel Gauchet powiedział, że „komunizm był dla szaleńców, neoliberalizm zaś jest dla idiotów”. Są nurty bardzo pozytywne, ale też są i bardzo negatywne. Człowiek rozumny musi być krytyczny, bo rzeczywistość, rozum i poznanie mają swoje ostateczne granice.

***

Trudno wytłumaczyć, dlaczego w każdej epoce pojawia się tylu szalbierzy i szamanów intelektualnych i dlaczego zdobywają liczny posłuch. Dlaczego najwyższy ideał, Jezus Chrystus, i ludzie za Nim postępujący w miarę swych możliwości – z miłością, mądrością i moralnością, są nieustannie atakowani, prześladowani, uciskani, a często też mordowani, i to na całym świecie. Co czy kto tu działa? Dlaczego owe różne grupy nie dostrzegają żadnej różnicy między Chrystusem a szatanem? Dlaczego zaciera się istotną różnicę między Kainem a Ablem? Dlaczego i w Polsce ogół tworzy i pracuje, a tak mały nurt tylko żeruje na wszystkim? I ci żerujący chcą nad całością zapanować.

Podobno jeszcze w grudniu 2013 powróci u nas próba uchwalenia ustawy, by źli ludzie mogli wzywać na pomoc uzbrojone służby zagraniczne, także dla ewentualnego tłumienia demonstracji patriotycznych i religijnych, bo nasze służby albo mogą się okazać za słabe, albo mogą odmówić atakowania swoich braci. W każdym razie nadszedł czas, żeby zorganizować silną samoobronę (S. Markowski), i to nie tylko werbalną, bo świetlanej Polsce grozi po prostu zagłada w tak ciężkich duchowo i moralnie czasach.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Nasz Dziennik