logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ataki na Kościół sponsorowane

Sobota, 11 stycznia 2014 (02:00)

Z Massimo Introvignem, włoskim socjologiem, szefem Obserwatorium Wolności Religijnej CENSUR, rozmawia Beata Falkowska

Swego czasu pisał Pan sporo o kampanii Goebbelsa w III Rzeszy uderzającej w Kościół i księży przy pomocy zarzutu pedofilii. Te wydarzenia nie przebiły się jednak do powszechnej świadomości.

– Zsekularyzowane media nie miały interesu, by bronić Kościoła katolickiego. W marcu 1937 r. w encyklice „Mit brennender Sorge” Papież Pius XI potępił nazistowską doktrynę i reżim. Katolicyzm był nadal religią wyznawaną przez większość ludzi w kilkunastu regionach Niemiec, w tym w Bawarii. Hitlerowcy poczuli się zagrożeni i postanowili, m.in. poprzez fabrykowanie oskarżeń duchownych o pedofilię, dać odpór encyklice. Pod koniec marca 1937 r. Józef Goebbels, szef nazistowskiej propagandy, zapoczątkował kampanię przeciwko rzekomej pedofilii wśród księży. W tym samym roku Goebbels sfabrykował oskarżenia o pedofilię przeciwko 325 księżom. Dodajmy, że w tamtym czasie Kościół katolicki w Niemczech nie krył i potępiał rzeczywiste przypadki seksualnych nadużyć wśród duchowieństwa, które były jednak wielką rzadkością.

Z dochodzenia przeprowadzonego przez jezuitę o. Waltera Mariaux (1894-1963), który później uciekł do Brazylii, wiemy, w jaki sposób, bazując na fałszywych dowodach, hitlerowski reżim budował kłamliwe oskarżenia.

Akcja hitlerowców nie przyniosła jednak masowych wyroków wobec kapłanów.

– Sfabrykowane dowody były tak nieprawdopodobne, że nawet nazistowscy sędziowie nie chcieli w większości spraw orzekać na ich podstawie wyroków skazujących. Z 325 księży, którzy stanęli przed sądem, za „winnych” uznano 21. Ojciec Mariaux naprawdę zrobił kawał detektywistycznej roboty i gdy czyta się opracowane przez niego dokumenty, ma się wrażenie, że to powieść szpiegowska. Szkoda, że nie są powszechnie znane.

Jaka była reakcja Kościoła katolickiego w Niemczech na cały ten antykatolicki montaż?

– Ponieważ Kościół, jak wspomniałem, potępiał wcześniejsze faktyczne przypadki seksualnych nadużyć, do których doszło w 1936 roku, gdy przyszedł atak nazistów i hierarchowie stanęli w obronie fałszywie oskarżanych księży, oni i cały Kościół byli w tym działaniu wiarygodni. Znalazła się garstka księży i biskupów, którzy dali się zastraszyć nazistom, ale większość twardo stała po stronie fałszywie oskarżanych i prześladowanych, przeciwko hitlerowcom.

Stwierdzenie, że dziś historia się powtarza, nie jest nadużyciem. Może Pan wskazać na podobieństwa i różnice pomiędzy kampanią Goebbelsa a współczesnymi tego typu akcjami?

– Podobieństwo dotyczy przede wszystkim głównego faktu, mianowicie tego, że gdy Kościół krytykuje otwarcie dominującą ideologię, jest atakowany przy użyciu zarzutu pedofilii. Jednak w Niemczech kampania nienawiści wobec Kościoła została rozpętana przez jednego człowieka, Goebbelsa, a możliwości reakcji obronnej Kościoła i katolików w totalitarnym reżimie były minimalne, może czasem zezwolono wydrukować jakiś protest. Dziś nie mamy do czynienia z jednym Goebbelsem, ale z wieloma. I oczywiście nie żyjemy w totalitarnej III Rzeszy i możemy reagować na ataki wymierzone w kapłanów.

Co laikat może robić, gdy niszczeni są kapłani?

– Myślę, że dobrą pomocą w wielu przypadkach może być dobra socjologia, prawo, wiedza o społeczeństwie. Powinniśmy zadbać o to, by dysponować własnymi, przygotowanymi z najwyższą starannością statystykami dotyczącymi pedofilii. W USA to John Jay College na City University w Nowym Jorku, a więc instytucja niekościelna, przedstawił statystyki, które dowiodły, że wiele z teorii szeroko rozpowszechnianych przez media nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości i jest zwykłym kłamstwem. Myślę, że moja pierwsza książka dała podobny efekt we Włoszech. Jednocześnie pamiętajmy, że Benedykt XVI zawsze mówił nam, iż nie powinniśmy zaprzeczać, że były przypadki pedofilii wśród duchownych, szczególnie w USA czy Irlandii. Jako katolicy powinniśmy przepraszać za to zło, które się dokonało. I Kościół powinien pytać siebie, jak to możliwe, że do tego doszło, i co powinniśmy robić, by tego typu historie już więcej się nie powtórzyły. W nowej książce, którą właśnie wydaję, przyglądam się metodom postępowania Kościoła, jeśli chodzi o oskarżenia o pedofilię zarówno z czasu pełnienia posługi przez Benedykta XVI, jak i obecnie Papieża Franciszka. Dochodzę do wniosku, że skuteczność tych metod jest zauważalna i mogą być przykładem do naśladowania przez inne instytucje.

Jakie argumenty przytacza Pan w książce?

– Poruszam przede wszystkim temat środków podjętych przez Benedykta XVI i Franciszka w celu zapobiegania nowym przypadkom pedofilii księży. Niektóre media stwarzają wrażenie, że Kościół „nie robi wystarczająco dużo”. Faktycznie moja książka pokazuje, że Kościół nawet jeszcze przed Benedyktem XVI przyjął i wcielił bardzo skuteczne środki prewencji. Żadne tego rodzaju środki nie mogą być nieomylne. Jednakże w porównaniu z innymi instytucjami, zarówno świeckimi, np. szkoły publiczne, kluby sportowe, jak i religijnymi (pewne wspólnoty protestanckie miały takie same problemy) Kościół poradził sobie bardzo dobrze i te środki zadziałały w sposób niezwykły. Według niezależnych badań amerykańskich świeckich uczelni, metody Kościoła są szesnaście razy bardziej skuteczne niż zastosowane przez szkoły publiczne w USA w celu zapobiegania przypadkom nadużyć seksualnych wobec dzieci.

Kluczowe jest to, że Kościół buduje swoją wiarygodność, odpierając ataki, które bazują na tym, co socjolodzy określają mianem „ludowych” statystyk, czyli jakichś teorii zgodnych z wizją świata danej grupy, w tym przypadku antykatolickiej lewicy i zsekularyzowanych mediów. Nie opierają się one na odkrytych przypadkach pedofilii wśród księży, nie podają konkretnych danych, dowodów, ale skupiają się najczęściej na szafowaniu wyolbrzymioną liczbą rzekomych aktów nadużyć seksualnych. Ma to dać efekt „moralnej paniki”. Wielu niewinnych księży jest oskarżanych o pedofilię i musimy to pokazywać, a „ludowe” statystki muszą zostać wyparte przez prawdziwe.

Może Pan podać przykłady księży bezpodstawnie oskarżanych o pedofilię we Włoszech?

– Byłem biegłym powołanym przez obronę księdza Giorgio Govoniego (1941-2000), kapłana z regionu Modeny we Włoszech, którego miejscowy pracownik socjalny oskarżył o gwałcenie, a nawet zabijanie młodych chłopców (jednak żadne ciała nie zostały znalezione). Po wyjątkowo złośliwej przemowie oskarżyciela ks. Giorgio zmarł na atak serca. Potem sąd apelacyjny i sąd najwyższy uznały oskarżenia za produkt wyobraźni pracownika socjalnego. Biskup nazywa księdza męczennikiem.

Sfabrykowane zarzuty pedofilii wobec duchownych to szczególnie w USA sposób na wyłudzanie astronomicznych odszkodowań.

– W USA, bardziej niż w innych krajach, cała ta sprawa byłaby niemożliwa do zrozumienia bez uwzględnienia roli wyspecjalizowanych firm prawniczych, które zarabiają miliony dolarów na pozywaniu Kościoła. Pewna część kampanii przeciwko Kościołowi została sfinansowana przez prawnika milionera Jeffa Andersona, który próbował wyeksportować swoją strategię prawną także do Europy. Warto zwrócić uwagę, że ci prawnicy reprezentują rzeczywiste lub domniemane ofiary nadużyć seksualnych księży na zasadzie wynagrodzenia za wygraną, to jest klient nie płaci niczego prawnikowi na początku, tylko gdy ten wygrywa sprawę i uzyska odszkodowanie; te pieniądze idą raczej do prawnika (czasem nawet 80 proc.), a nie do klienta. Takie zlecenia są nielegalne w większości krajów europejskich – we Włoszech dopiero niedawno stały się legalne, ale bardzo są popularne w USA, gdzie istnieją firmy prawnicze prowadzące wyłącznie postępowania przeciwko Kościołowi i stale szukające nowych spraw. Mają one również zespoły dobrze opłacanych „ekspertów”, którzy regularnie zeznają przeciwko Kościołowi. Włączają w to pewnych ultraliberalnych księży-dysydentów, jak dominikanin o. Tom Doyle, który regularnie pojawia się w mediach i atakuje Kościół. Te firmy prawnicze także finansują filmy i książki przeciwko Kościołowi na całym świecie.

Te metody dotarły już do Włoch? Na jakim etapie są te procesy w Pańskiej ojczyźnie w porównaniu z USA?

– Włochy zazwyczaj naśladują to, co się dzieje w krajach anglosaskich, z opóźnieniem kilku lat. A zatem sprawy sfabrykowanych oskarżeń, włączając w to tragedię ks. Giorgio Govoniego, zaczęły się blisko dziesięć lat po USA, Irlandii i Australii. Pewne przypadki, o bardzo ograniczonej liczbie, były niestety prawdziwe, ale Kościół nie próbował ich ukrywać ani im zaprzeczać. Inne były oczywistym zmyśleniem, jak zupełnie wydumane zarzuty wobec rzekomych zakonnic lesbijek. „Przypadkowo” za każdym razem, gdy Kościół mówił jasno o sprawach takich jak aborcja albo homoseksualne „małżeństwa”, w mediach pojawiały się nowe oskarżenia o pedofilię. W USA jest organizacja nazywająca się SNAP („sieć przeżycia skrzywdzonych przez księży”, snap – dosł. trzask), która koordynuje wojnę przeciwko Kościołowi, ma bliskie związki z prawnikami takimi jak Anderson i dała się poznać jako fabryka fałszywych oskarżeń. We Włoszech pewien aktywista gejowski, który miał być skrzywdzony przez księdza, gdy był młodym chłopcem, Francesco Zanardi, założył włoskie SNAP. Zanardi symbolicznie „poślubił” swojego homoseksualnego partnera (takie związki są we Włoszech nielegalne) i utworzył ateistyczną partię polityczną Demokracja Ateistyczna. Uczestniczyła ona w wyborach w 2013 roku i jednym z jej kandydatów był najgłośniejszy włoski lider satanistyczny Marco Dimitri. Partia Zanardiego ustanowiła rekord najniższego wyniku w historii wyborów we Włoszech, zdobywając w całym kraju tylko 556 głosów. Zanardi jest mimo to wciąż traktowany poważnie przez media i często w nich gości, szczególnie we włoskich.

Barbarzyńcy u bram? Używa Pan określenia „pełzający totalitaryzm”?

– Oczywiście totalitarna machina z czasów Goebbelsa z jej systemem obozów koncentracyjnych i tajnej policji nie może być porównywana z dzisiejszymi czasami. Jakkolwiek jest interesujące, że Papież Franciszek w dwóch ze swych homilii w Domu św. Marty zacytował powieść z 1907 roku napisaną przez brytyjskiego konwertytę, katolickiego księdza i pisarza Roberta Hugh Bensona „Pan świata”. W tej powieści mamy przedstawiony pozornie radosny, uśmiechnięty i ostentacyjnie demokratyczny reżim, który faktycznie jest kierowany przez antychrysta i generuje olbrzymie prześladowania chrześcijan. Papież powiedział, że to nie tylko literacki obraz, ale że Europa wydaje się zmierzać w tym kierunku.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik