logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Skarby Ukrainy

Piątek, 7 marca 2014 (02:00)

Zasoby geologiczne Ukrainy są naprawdę znaczące w skali świata i chyba większe niż w europejskiej części Rosji. Kiedy mówię, że Polska jest najbogatszym geologicznie krajem, specjalnie mówię, że w UE, a nie w Europie – bo to właśnie Ukraina może z nami konkurować. Ten kraj posiada surowce energetyczne jak węgiel kamienny, w tym węgiel koksujący, którego znaczenie gospodarcze jest nieporównywalnie większe niż węgla energetycznego, ponieważ bez węgla koksującego nie ma produkcji stali.

W Europie taki węgiel mają tylko Polska i Ukraina. To jest surowiec strategiczny. Poza tym Ukraina to gaz i ropa naftowa w łupkach oraz znaczące złoża konwencjonalne – wszystko w tych samach formacjach geologicznych co w Polsce, tyle że najprawdopodobniej więcej.

Ukraina to również rudy metali takich jak mangan (znaczenie strategiczne), żelazo, uran. Poza tym na Ukrainie występują znaczące zasoby surowców chemicznych, w tym siarki rodzimej w podobnych złożach jak w naszych zlikwidowanych przez rząd Jerzego Buzka i SLD kopalniach. Jaki to był błąd, widać teraz, gdy siarka rodzima podrożała kilka lat temu ponad 20-krotnie. Inne zasoby to sól sodowa i potasowa oraz gipsy. Ciekawostką jest to, że Ukraina ma także zasoby bursztynu, który jest – jak się uważa – przemycany do Polski.

Metan w Morzu Czarnym

Przewaga surowcowa Ukrainy nad Polską polega na tym, że powierzchniowo to kraj znacznie większy i jednak słabiej rozpoznany, ale najważniejsze jest to, że ma dostęp do Morza Czarnego. To relatywnie głębokie morze bogate w plankton, ale o słabej cyrkulacji pionowej dostarczającej tlen, która daje kapitalne warunki do kumulacji hydratów gazowych, czyli połączenia metanu i wody (1:4). Ta miękka biała substancja, a w zasadzie minerał, tworzy warstewki lub spoiwo współczesnych osadów głównie tam, gdzie powstaje metan w wyniku fermentacji opadającej na dno obumarłej materii organicznej.

Hydraty gazowe są trwałe przy ciśnieniu słupa wody nie mniejszym niż ok. 280 m w temperaturze bliskiej zeru. Jeśli ciśnienie jest większe, to hydraty są trwałe nawet w 10 st. C. Wszystkie te warunki są spełnione na dnie Morza Czarnego. Potencjał w hydratach gazowych na świecie na dnach mórz i oceanów jest wielokrotnie większy od wszyskich znanych zasobów energetycznych na świecie (węgiel, ropa, gaz).

Dlatego w 2006 roku, będąc Głównym Geologiem Kraju w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, a jednocześnie prezydentem Rady Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego ONZ, zabiegałem o współpracę pomiędzy Polską a Ukrainą (rozmowy prowadziłem z ówczesnym ambasadorem Ukrainy w Polsce). Zresztą taką współpracę przygotowywałem także z Brazylią, Meksykiem, Mongolią i Japonią. Naszym atutem miał być nowoczesny pełnomorski statek poszukiwawczo-eksploatacyjny – budowany z subfunduszu geologicznego NFOSiGW. Koalicja PO – PSL to zarzuciła i ze współpracy nici. Co prawda geologiczna współpraca z Ukrainą na papierze istnieje i w jakimś stopniu program z 2006 i 2007 r. został przejęty, bo w 2011 r. Bronisław Komorowski z Janukowyczem podpisali w tym zakresie umowę, ale efektów nie ma. Zresztą sprawę hydratów pociągnęli sami Ukraińcy i mają ambitne plany w tym zakresie. My nie mamy im niczego do zaoferowania – mogą korzystać ze statków rosyjskich.

Oczywiście, przekształcenie Ukrainy ze znaczącego importera i kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu w eksportera i kraju tranzytowego gazu nierosyjskiego może się nie podobać Rosji, tj. komuś, kto żyje z eksportu gazu i traktuje to jako oręż niemal militarny z silnym lewarowaniem przemocy gospodarczej. A potencjał do takiego przekształcenia Ukraina ma, i to w ciągu nawet pięciu lat. Ukraina ma potężną infrastrukturę przesyłową i wielki magazyn gazu oraz czynny już gazoport.

Można postawić tezę, że aneksja wschodniej Ukrainy to nie tylko przejęcie złóż metali i surowców energetycznych, ale także dostępu do Morza Czarnego. Potencjał tego regionu jest trudny do przecenienia nie tylko zresztą przez hydraty gazowe, ale także w przyszłości przesył gazu i ropy do Europy przez Morze Czarne z krajów innych niż Rosja. W tym kontekście działania Rosji można postrzegać jako akt rozpaczy czy desperacji. Dywersyfikacja dostaw i spadek cen gazu w Europie to byłaby dla Rosji skrajnie trudna sytuacja. Ten kraj nie oferuje dziś światu niemal nic poza surowcami i szantażem wojennym.

Amerykanie a ukraińskie łupki

Największe amerykańskie firmy naftowe Exxon Mobil i Chevron zainwestowały w poszukiwanie gazu w łupkach na Ukrainie. Chevron także w Polsce w Lubelskiem ma kilka koncesji (m.in. w gminie Żurawlów, gdzie jest centrum protestów antyłupkowych w Polsce). Niestety, Exxon Mobil (i nie tylko) zainwestował więcej w Rosji, m.in. w oparciu o umowę z Rosnieftem podpisaną w 2011 r. w obecności Putina.

To w oparciu o tę umowę Exxon Mobil miał oddać Rosji 1/3 udziałów w koncesjach łupkowych (to, że opuszczając Polskę, zostawił sobie dwie z posiadanych sześciu, nie jest chyba przypadkiem?).

Sekretarz stanu USA John Kerry pojechał więc pilnować interesów USA na Ukrainie, choć Stany Zjednoczone w Rosji mają więcej do stracenia. Inaczej było w czerwcu 2011 r., kiedy był u nas na kilka godzin prezydent Barack Obama – zabiegał zapewne o obniżenie ryzyka politycznego i ekonomicznego w inwestycjach amerykańskich. Kilka miesięcy później Tusk wygrał wybory, ale jak widać, słowa nie dotrzymał – ryzyko inwestycji geologicznych w Polsce rośnie ze względu na brak przygotowania organizacyjno-prawnego Polski w tym zakresie – jest to katastrofa w porównaniu z tym, co było w 2007 r., kiedy zaczął się inwestycyjny run łupkowy. Znaczących poszukiwań nasze firmy nie udźwigną, nawet jeśliby się na to w całości sprzedały.

Konsorcjum KGHM, Orlen, PGE, Tauron, Enea powstało w połowie 2012 r. i ta wstępna umowa wygasła z końcem 2013 roku. Jesteśmy tuż przed ostatnim akordem – ten, kto wyjdzie, tu już nie wróci, a sami rady nie damy, bo nie mamy kilkuset miliardów dolarów wolnych środków. Chętni na to, by przejąć wolne koncesje, może i będą, ale dziś mogą to być tylko spekulujący lub blokujący, którzy działają „na słupa”. Wspomnianego konsorcjum już nie ma. Orlen Upstream nie chce, bo jest za mały, ale znowu musi, bo jest zmuszany, tak jak zresztą PGNiG. Zmusza rząd, który niczego nie rozumie albo sprawę psuje świadomie – trudno to nazwać inaczej. Nie wiem, o co chodzi, ale widzę, że konsolidacja koncesji w jednym pasie łupkowym Polski i Ukrainy idzie w najlepsze – destabilizacja Ukrainy świetnie temu sprzyja.

Największe interesy, największe ryzyko

Każde jątrzenie czy destabilizacja psuje rynek geologiczny i podnosi ryzyko. Opłaca się inwestować w gorsze warunki geologiczne, jeśli ryzyko organizacyjno-prawne jest zbyt duże. Wojenne jątrzenie i aneksja Krymu to zwielokrotnienie ryzyka na Ukrainie.

Jeśli do głosu dochodzą protesty środowiskowe, co ma miejsce w Polsce, to firmy się wynoszą. I żeby nie było, że dotyczy to tylko naszego regionu, bo kilka dni temu największe amerykańskie gazety „Wall Street Journal” i „USA Today” podały, że mieszkający w Dallas (Texas) szef firmy Exxon Mobil Rex Tillerson przyłączył się do pozwu sądowego sąsiadów przeciw szczelinowaniu formacji łupkowych przez firmę Cross Timbers Water Supply.

Światowe zasoby geologiczne to pod względem finansowym największe interesy i największe ryzyko – a to niestety wiąże się z nieczystymi posunięciami, a czasem korupcją w wielu miejscach na świecie. Polska i Ukraina naruszają swym potencjałem interesy potęgi militarnej wyrosłej na eksporcie surowców. Nie stać nas na wieloletnią dezorganizację państwa i niespójne działania. Cokolwiek się stanie teraz na Ukrainie, będzie miało kluczowe znaczenie dla profilu energetycznego regionu i przyszłości Rosji – działania Rosji powodują, że są możliwe dwa zasadnicze scenariusze wzajemnie się wykluczające: stabilizacja energetyczna Unii Europejskiej i deprecjacja roli Rosji albo wzrost wpływów Rosji i deprecjacja Unii Europejskiej.

Prof. Mariusz-Orion Jędrysek

Aktualizacja 1 kwietnia 2014 (09:18)

Nasz Dziennik