logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Antypedagogika mediów

Czwartek, 17 kwietnia 2014 (02:09)

DEBATA O MEDIACH

Media są domownikiem i wychowawcą, który „pracuje” nad młodym człowiekiem, nie rozliczając swojego czasu zgodnie z Kartą Nauczyciela. Środki przekazu w Polsce przyczyniają się do liberalizacji postaw moralnych młodego pokolenia oraz postaw wychowawczych rodziców, dziadków, nauczycieli. Dlaczego i w jaki sposób media wtrącają się do życia rodziny i szkoły niemal niepostrzeżenie?

Media uległy gruntownej komercjalizacji. Istotą tego procesu jest zanegowanie naturalnego porządku dóbr. Tradycyjnie mówi się o dobrach przyjemnych, użytecznych i godziwych. Dobra te wzajemnie się warunkują: musimy być najedzeni, aby móc pracować, pracując, możemy poznawać i kochać, służyć Ojczyźnie i zmierzać do Boga. Nie wolno natomiast dla przyjemności zaniedbać troski o swoje mienie albo dla wzbogacenia zabić człowieka. Dobra stanowią hierarchię: na jej szczycie są dobra godziwe (osoby), niżej użyteczne, a najniżej przyjemne. Wychowując, utwierdzamy w młodym człowieku przeświadczenie o takim właśnie porządku dóbr. Jednocześnie ład ten jest w mediach bardzo często naruszany. Dla przyjemności, a w najlepszym przypadku dla korzyści, uprzedmiotawia się w nich człowieka, banalizuje się skarby kultury, a nawet religię.

Emocje górą

Pierwszym dążeniem skomercjalizowanych mediów jest nakłonienie odbiorcy do jak największej konsumpcji ich przekazów. Niestety udaje im się to w Polsce doskonale. Oglądamy telewizję średnio ponad 4 godziny dziennie, niemal godzinę dłużej niż przeciętny mieszkaniec globalnej wioski. Polski uczeń spędza zatem przed telewizorem mniej więcej tyle samo czasu, co w szkolnej ławce.

W telewizyjno-internetowym transie młodzież jest pobudzana do konsumpcji przeróżnych produktów. Ale jest także urabiana do „konsumpcyjnego” traktowania spraw pozamaterialnych. Przez „kampanie społeczne” czy „lokowanie idei” w filmach, programach czy serwisach społecznościowych młody człowiek jest nakłaniany do moralnego permisywizmu (np. gdy propaguje się antykoncepcję pod pretekstem walki z HIV). Jego osobistą odpowiedzialność za ważne sprawy życia społecznego ma zastąpić „marketingowo” stymulowany odruch, skojarzenie pobudzane spotem telewizyjnym i plakatem. Komercjalizowane są wyzwania macierzyństwa, dobroczynność, a nawet życie religijne.

Przekaz medialny, także ten o profilu „familijnym”, młodzieżowym czy dziecięcym nierzadko odbija zapatrywania światopoglądowe czy wprost wybory życiowe swoich twórców. Budując w serialach atmosferę empatii dla postaw egoistycznych, zachowań sprzecznych z moralnością chrześcijańską, twórcy telewizyjni prowadzą swoistą autoterapię. Pozwala ona następnie dźwigać role celebrytów, misję bycia punktem odniesienia dla szeregowego odbiorcy mediów. Ta pochwała wad moralnych czy nieprawości schlebia po dwakroć pysze: zadufaniu pełnego samozachwytu środowiska medialnego „edukującego” szarych widzów, a zarazem pysze masowych konsumenów telewizji (także tych najmłodszych), którzy czują się lepsi, modelując własny egocentryzm na wzorcach serialowych.

Demoralizowanie na ekranie

Wzorce te wydają się różnorodne. Seriali i całych serialowych kanałów tematycznych jest wiele. Reprezentanci różnych środowisk mogą znaleźć w nich bliskich sobie, sympatycznych bohaterów, doskonale zaobserwowane, „z życia wzięte” wydarzenia, okraszone nierzadko dowcipnymi dialogami. Przez swoją wierną, regularną obecność z łatwością stają się częścią domowego rytuału. Wszystkie te ich zalety czynią je bardziej niebezpiecznymi w rękach medialnych „dydaktyków”. Przywołajmy choćby przykład ujmującej swoją tytułową familijnością „Rodzinki.pl”. Wychowawcza nieporadność serialowych rodziców przestaje być śmieszna w wielu momentach. Przybiera jednak wymiar demoralizacyjnego wzorca w scenie, w której „mama” wciska ledwie odrośniętemu od ziemi „synkowi” prezerwatywę przed wyjściem na imprezę.

Ten kanadyjski scenariusz można potraktować jednak jako wciąż „niewinny” przy „Ekipie z New Jersey” – reality show kanału MTV. Jego treść kompletnie streszcza slogan reklamowy: mięśnie + żel + solarium = seks (dodajmy, że za każdym razem obowiązkowo z kim innym). Należałoby go przemilczeć z zażenowaniem, gdyby nie fakt, że jako jego miłośniczka deklaruje się Izabella Wiley, wiceprezes i dyrektor generalna Viacom International Media Networks w Polsce, która zarządza nie tylko krajową odsłoną MTV, ale również m.in. „familijnym” Comedy Central i Comedy Central Family, a także młodzieżowym Nickelodeonie.

Pazerność medialnych koncernów i psychologiczne tło twórczości medialnej nie wyjaśnia jednak w pełni zacięcia, z jakim środki społecznej komunikacji pełnią swoją antypedagogiczną misję. Mamy do czynienia z próbą przeprowadzenia szeroko zakrojonej rewolucji obyczajowej, ponieważ taki strategiczny cel postawiły sobie potężne ośrodki międzynarodowe (jawne jest takie dążenie UE czy ONZ). Filary tego przewrotu usiłuje się ulokować w prawodawstwie czy edukacji, natomiast w wielu mediach są już one na dobre osadzone. Wystarczy kilka odsłon „śniadaniowych” programów telewizyjnych, aby postulaty lobby homoseksualnego czy ideologii gender stały się dodatkiem do porannej kawy.

W siłach konsumpcji

Skłonność mediów do wpisywania się w działania antypedagogiczne nie jest specyficzna dla III RP. To echo długotrwałego procesu cywilizacyjnego. Od kiedy jednostronnie uprawiana nauka skupiła się na doskonaleniu narzędzi, najważniejszym pytaniem stało się „jak”. Takie podejście nie ominęło także samego człowieka. Również jednostka ludzka została potraktowana jako instrument technologii społecznej zespalającej się coraz ściślej z technologią komunikacyjną. Pytania młodego człowieka, ścieżka wyznaczana mu przez wychowawcę wokół pytań: kim jestem? dokąd zmierzam? – ustępują w sferze medialnej prymatowi techniki. Młody człowiek pozostawiony bez rzetelnej odpowiedzi na te fundamentalne kwestie miota się między chęcią konsumpcji a obawą o swoją pozycję w procesie produkcji (czyli po prostu o pracę), między anoreksją a bulimią, samozachwytem a autodestrukcją. Po każdej stronie tych dylematów znajduje ofertę mediów, które są gotowe realizować swoje ekonomiczne i socjotechniczne zadania, bazując równie chętnie na jego przygnębieniu i entuzjazmie. Antypedagogiczne media (sprzężone z przemysłem muzycznym i subkulturami) mają gotową ofertę na okoliczność młodzieńczego buntu, ale i konformizmu, oferując estetykę awangardy lub popkultury –do wyboru.

Gdy nieco tylko inaczej zestawimy powyższe argumenty, ułożą się w pełny katalog katechizmowych wad głównych. Nic dziwnego, że ks. kard. Stanisław Nagy, zauważając pozytywne poruszenie wokół sprawy Telewizji Trwam, z troską mówił: „Nie można powiedzieć, że w Narodzie doszło już do pełnej dojrzałości”. Zawstydzająca też, ale prawdziwa jest jego konstatacja, iż obecny stan mediów „sprawia, że społeczeństwo jest niestety społeczeństwem Telewizji Polskiej, Polsatu i TVN” („Nowa komuna nabiera rozpędu”, „Nasz Dziennik” z 24-25.03.2012). A przecież media równie dobrze jak tubą ośrodków antyewangelizacji mogą stawać się świadkiem prawdy, dobra, piękna i świętości. Najlepszy świadek to ten, kto jest „przezroczysty” na rzeczywistość, której służy. Jan Paweł II wskazuje nam jego wzór w Maryi, Gwieździe Nowej Ewangelizacji. W Jej Osobie Ewangelia jest żywa, konkretna i pełna. Oby takie świadectwo było obecne nie na jednym, lecz wielu kanałach cyfrowych multipleksów.

 

Radosław Brzózka

Autor kieruje wydziałem edukacji w Starostwie Powiatowym w Świdniku.

Aktualizacja 17 kwietnia 2014 (09:24)

Nasz Dziennik