logo
logo

Zdjęcie: M. Marek/ Nasz Dziennik

Szczególna misja europosła

Sobota, 19 kwietnia 2014 (02:00)

W związku z nowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego ożył stary problem: jakie są cele tych wyborów, jakie mają one znaczenie faktyczne i czego mamy wymagać i oczekiwać od kandydatów na eurodeputowanych.

Podstawowe instytucje UE

Parlament Europejski należy do czterech podstawowych instytucji UE: Rada Europejska, Parlament Europejski, Rada i Komisja Europejska.

Rada Europejska to konferencja szefów państw lub rządów państw członkowskich Unii. Określa ona główne wytyczne polityki, nadaje impet do rozwoju Unii, wytycza kierunki działań i podejmuje podstawowe decyzje polityczne i strukturalne, kieruje rozwojem Unii, przy czym te funkcje nie są ściśle oznaczone prawnie, żeby nie hamować jej działań.

W skład Parlamentu Europejskiego, zresztą jedynego w pewnym stopniu organu demokratycznego w Unii, wchodzą wybrani w bezpośrednich wyborach powszechnych przedstawiciele państw należących do UE. Europosłowie reprezentują nie poszczególne państwa członkowskie czy ich partie, lecz wszystkie społeczeństwa UE – w sposób ponadnarodowy i ponadpaństwowy, choć w samym PE mogą tworzyć partie poselskie. PE jest wielopartyjny. Tak jest przynajmniej w teorii. Mandat deputowanego trwa 5 lat i może być odnowiony. Europoseł nie może być członkiem rządu. W roku 2011 było 735 posłów. Parlament pełni cztery główne funkcje w UE, ostatnio trochę poszerzone:

1. Funkcje opiniodawcze we wszystkich ważniejszych sprawach.

2. Funkcje współpracy w procesie ustawodawczym, jednak bez kompetencji prawotwórczych, sam nie podejmuje inicjatyw prawodawczych i nie stanowi prawa, czyli inaczej niż w parlamentach krajowych, co obniża bardzo znaczenie PE.

3. Wraz z Radą zatwierdza budżet całej UE.

4. Zatwierdza i odwołuje Komisję Europejską jako całość, sprawuje funkcje kontrolne nad nią i tworzy komisje śledcze.

Główny organ prawodawczy stanowi Rada (nie mylić jej z Radą Europejską), nazywana też Radą Ministrów lub Radą Unii Europejskiej. Składa się ona z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich szczebla ministerialnego, działających w imieniu rządu w danym państwie. Każde państwo członkowskie przewodniczy Radzie przez 6 miesięcy (prezydencja). Ustala ona cele polityki ogólnej, decyduje o środkach realizacji celów prawa Unii i o kwestiach polityki zagranicznej, podejmuje uchwały w sprawach polityki gospodarczej i zleca Komisji realizację swych decyzji. Trzeba jednak zaznaczyć, że ostateczne inicjatywy i źródła prawodawcze są anonimowe w UE i wywodzą się z państw hegemonistycznych, i z reguły pozostają pod wpływem ideologii ukrytych „inżynierów” UE.

I wreszcie Komisja Europejska (nie mylić jej z Komitetami PE) ma charakter administracyjny, organu wykonawczego, niejako Rady Ministrów UE. Składa się z pojedynczych przedstawicieli państw członkowskich. Ich liczba jest ustalana i osoby są wybierane przez Radę i PE. Kadencja jest też pięcioletnia. Komisja ma niemal wyłączne prawo do inicjatyw prawotwórczych (z wyjątkiem polityki zagranicznej i bezpieczeństwa) i do działań wykonawczych. Reprezentuje Unię w stosunkach prawnych wewnątrz państw członkowskich oraz w stosunkach zewnętrznych.

Ostatecznie zadania i uprawnienia PE mają charakter wtórny i mają zaspokajać potrzebę demokracji w UE. We wszystkich instytucjach unijnych jest zatrudnionych 56 tysięcy urzędników, w samym PE ok. 8 tysięcy, przeciętnie 10 na jednego posła. Na całą administrację w tym roku ma się wydać 8,5 mld euro, a w latach 2014-2020 Unia ma wydać 960 mld euro, przy 52 mld deficytu (M. Piotrowski, Rozmawiajmy o Europie, Lublin 2014).

Polskie typy europoselskie

Byłoby dobrze, gdybyśmy mieli jeden przemyślany typ europosła, ale, niestety, nie mamy. Kandydatów na europosłów wystawiają partie polityczne, które są bardzo rozbite i w całości brakuje nam mądrości społecznej i politycznej. Patrząc po wystawionych kandydaturach, dostrzegamy co najmniej cztery typy, głównie w zależności od ich koncepcji UE.

 

1.Typ ku wyższej integracji z UE – ze szkodą dla Polski. Pewne ugrupowania, zwłaszcza Twój Ruch, SLD i znaczna część PO, mają dążyć do ściślejszej integracji życia polskiego z UE, jak i samej Unii, właściwie to we wszystkich dziedzinach, nie tylko w gospodarczej. Gdyby chodziło tylko o naszą współpracę z Unią z zachowaniem jednak tożsamości i suwerenności, to można by dyskutować. Ale zwolennicy ściślejszej integracji tworzą raczej front skrajny: na pierwszym planie stawiają interes Europy czy poszczególnych hegemonów, jak Niemcy, Francja, Anglia, interes Polski „tradycyjnej” jest albo na drugim planie, albo nawet w ogóle nie jest brany pod uwagę; jest kompleks niższości, brak poczucia własnej wartości, ucieczka od całego świata polskiego i kompleks antyniepodległościowy, powodowany przeważnie nieprzecięciem pępowiny łączącej nas z Rosją i socjalizmami. Ludzie ci zachowują się tak jak niektórzy nastolatkowie skłóceni z rodziną i uciekający wyniośle z domu „na zawsze”. Trzeba to jednak traktować jako brak wyższych uczuć albo wprost jako zdradę Polski.

 

2.Po przeciwnej stronie mamy grupy dezintegracyjne, dążące do oderwania się od UE, może z wyjątkiem tylko dziedziny ekonomii i komunikacji. I znowu, gdyby chodziło o zachowanie naszej godności, tożsamości i suwerenności, to rzecz nadawałaby się do nowych regulacji prawnych. Tymczasem i tutaj wychodzi często na jaw brak naszej mądrości społeczno-politycznej. UE ujmuje się nie w perspektywie wielkiej idei, lecz tylko jako obszar zdobyczy, korzyści, łupów lub zwykłej żebraniny. Nasze bycie w UE przypominałoby pradawne sytuacje, kiedy to plemiona koczownicze, dzikie oblegały i najeżdżały na różne sposoby kraje bogate, zasobne, o wysokiej kulturze, żeby je grabić, okradać i samemu bogacić się i żyć bez wysiłku i dorobku własnego.

 

3.Jest też, chyba najlepszy, typ harmonizacyjny. Są u nas grupy, jedna wielka, dwie małe, które chcą godzić harmonijnie dobro Unii z dobrem własnego kraju. Jest to niezwykle trudne i wymaga wielkiej mądrości oraz dobrej woli, gdyż między interesem całej Unii a dobrem własnego kraju istnieje z natury rzeczy stałe napięcie, a bardzo często i otwarta walka, nawet przy najlepszych układach prawnych. Sytuacja jest tym trudniejsza, że dobrzy i mądrzy europosłowie muszą się wznieść ponad płaszczyznę czysto materialną i utylitarną i tworzyć wzajemny rozwój, postęp, wartości moralne i duchowe, kulturę duchową, pedagogię społeczną, rozwój moralny i kształtowanie doskonałego człowieka Europy. Tymczasem jeśli mamy masę problemów ze sprawiedliwą i dobrą harmonizacją gospodarczą między państwami, wielkimi i mniejszymi podmiotami gospodarczymi i z całym przepływem dóbr materialnych, to już naprawdę jest tragicznie w dziedzinie życia moralnego i duchowego wyższych sfer w UE, gdzie pogłębia się chaos, nierozum i bagno umysłowe i moralne. Społeczeństwa UE i społeczeństwo każdego państwa z osobna wymagają wielkiej pedagogii, kultury i religii.

 

4.Mamy podejrzenie, że kształtuje się także typ europosła jako „szabrownika” skrajnie egoistycznego. Dziś społeczeństwo jest duchowo bardzo rozbite, co rodzi specyficznych konkwistadorów. Chcą jechać do Brukseli, żeby tam działać nie dla dobra całej Unii ani dla dobra Polski, ani dla interesu partii, tylko z motywów czysto osobistych, egoistycznych, żeby zdobyć prestiż, uzyskać stanowisko tracone w kraju, uciec z trudnej sytuacji życiowej lub po prostu „się nachapać”. Zupełnie bezideowi lub nawet antyideowi. Jest zastraszające, że paru kandydatów do PE wykazuje już teraz w dyskusjach całkowity brak przygotowania umysłowego, a nawet niekiedy wprost podłość polityczną.

Wobec wielkich wad moralnych żądza finansowego usytuowania się wydaje się tylko dziecinna. Warto jednak wspomnieć, że europoseł dostaje miesięcznie na rękę 6200 euro (ok. 26 tysięcy zł), dietę pobytową 300 euro (ok. 1200 zł), na prowadzenie biura poselskiego 4300 euro (ok. 18 tys. zł), plus dodatki na żonę/męża, dzieci, darmowe przejazdy i inne. Członek Komisji Europejskiej otrzymuje 20 500 euro (ok. 85 tys. zł). Jeśli jest nowy, to na urządzenie się otrzymuje 40 500 euro (ok. 170 tys. zł), dodatek mieszkaniowy ok. 3 tys. euro miesięcznie (ok. 13 tys. zł) i fundusz reprezentacyjny ok. 600 euro (ok. 2,5 tys. zł). Przewodniczący Komisji otrzymuje 25 tys. euro (ok. 105 tys. zł), plus 4 tys. euro (ok. 16,5 tys. zł) dodatku mieszkaniowego i dodatek reprezentacyjny ok. 1400 euro (ok. 6 tys. zł), plus nagrody itd. Sędzia Trybunału Sprawiedliwości dostaje 30 000 euro (ok. 125 tys. zł).

To wszystko jest na tle 56 tysięcy urzędników całej UE, w tym ok. 8 tys. w PE. Przy czym w poprzedniej kadencji PE były 3094 komitety, ale na wniosek europosła Mirosława Piotrowskiego liczbę tę zredukowano do tysiąca. Sama ta liczba tłumaczy, dlaczego wydaje się tak dużo idiotycznych i szkodliwych rozporządzeń dla całej UE, jak ostatnio zakaz wędzenia metodą klasyczną wędlin, ryb, oscypków oraz ograniczania wody w toalecie i w pisuarach, co miało być wynikiem badań wynoszących 72 tysiące euro (ok. 300 tys. zł; M. Piotrowski, Rozmawiajmy o Europie, Lublin 2014).

Na ratunek Europie

Integralna misja europosła polskiego jest bardzo trudna nie tylko ze względu na problemy gospodarcze, np. niższe dopłaty dla polskich rolników, ale przede wszystkim ze względu na to, że po roku 1991 w Maastricht reformatorzy Wspólnoty Europejskiej przekształcili ją w Unię Europejską w celu stworzenia jednego państwa europejskiego, jednego „narodu europejskiego”, jednej kultury i jednej mentalności, przekreślającej całą tradycję tysiącleci, całej historii, całej moralności oraz religii, głównie katolickiej, i większości wyższych wartości duchowych, co ruchem zwrotnym rujnuje także życie społeczne, a nawet i gospodarcze, bo człowiek i społeczność są zawsze całością spraw materialnych i duchowych. W ideologii unijnej jeszcze ocalało – chyba drogą zastałości i podświadomości – trochę wartości tradycyjnych, jak: wolność jednostki, tolerancja, prawa człowieka, demokracja, prawo międzynarodowe, technika, kalendarz, komunikacja ogólnoświatowa, godność kobiety, małżeństwa i rodziny, obowiązek dotrzymywania umów i paktów, rozliczenia handlowe i kilka innych rzeczy. Ale na szczytach społecznych Unii już się zaczyna atakować i te wartości, a socjalizm, postkomunizm, liberalizm i skrajny indywidualizm przynoszą irracjonalizm, nihilizm, cywilizację śmierci, panseksualizm, bezprawie, podłość i wszelaką korupcję na wszystkich szczeblach.

7

Jest to zaawansowana już dekadencja moralna i duchowa, która zapowiada nieodległy upadek cywilizacji europejskiej. Prawdziwy i integralny poseł winien zatem dostrzegać także konieczność odradzania ciała i ducha Europy. Jest to konieczność, bo, mimo kaznodziejskiego pocieszania się, stan moralny i duchowy zarówno Europy, jak i Polski szybko i głęboko podupada, niemal we wszystkich sferach.

Jest tu jeszcze jedno: europosłowie winni ratować prestiż Polski i walczyć o równe prawa w UE. Państwa zachodnie traktują bowiem państwa wschodnie lekceważąco, a to przeszkadza nam w rozwoju. Znacznie lepiej traktują Rosję, choć imperialistyczną i podstępną, ale silną. Trudno tu omawiać całość, ale poruszę parę spraw. Stosunki gospodarcze i handlowe między Niemcami i Rosją są ustawione na naszą szkodę. Sam statut NATO jest tak sformułowany, że Zachód nie musi nam pomagać, przynajmniej natychmiast, a poza tym NATO zgodziło się kiedyś, żeby nie stacjonowało swoich wojsk u nas. Anglicy od 1946 roku nie zapraszają Polaków na defiladę zwycięstwa, choć zapraszają nawet Azjatów. Nie pamiętają też o polskich lotnikach broniących Anglii. W czasie wojny wywiad polski dostarczył Anglikom 100 tysięcy tajnych informacji, m.in. o V 1 i V 2 i złamaliśmy szyfry niemieckie, ale oni informacje wyrzucili, a złamanie szyfru przypisują sobie. To jest taka pycha imperialistów i kolonialistów.

Po naszym przystąpieniu do Unii Europejska Służba Działań Zewnętrznych przyznała Polakom tylko kilka stanowisk na 200 nam przysługujących (8 proc.). Niemcy „odzyskują” gospodarczo stopniowo nasze Ziemie Odzyskane. Przez Nord Stream założyli nam pętlę na szyję morską. Zabrania się nam ratować – często umyślnie niszczone – stocznie, huty, kopalnie, fabryki, firmy, zakłady, że to wbrew prawu unijnemu, a sami robią to wszystko u siebie „legalnie”. Nieraz bezczelnie oszukują nas zachodnie banki, koncerny i firmy. Niszczona jest cała nasza gospodarka morska, a faworyzowana jest u państw sąsiednich. Urzędy Unii zmuszają nas często do stosowania u nas praktyk niszczących społeczeństwo, jak wolność handlu dopalaczami, jak swobodne utrzymywanie kasyn i gier hazardowych, jak cywilizacja śmierci, jak obłęd gender (pod pozorem równości społecznej i kulturalnej kobiety i mężczyzny chodzi o zniszczenie biologiczne i moralne kobiet i mężczyzn, małżeństwa, rodziny, narodu i w ogóle o pansek- sualizację). Gdy ktoś w jakiejś instytucji przyjmuje gender, to otrzymuje z UE wielkie pieniądze. Mówi się perfidnie, że katolicy nie muszą tego przyjmować, jeśli chodzi o dzieci i młodzież, ale stosuje się silny przymus i administracyjny, i finansowy, a pieniądz w ciężkiej sytuacji jest nie tylko pokusą, ale i przymusem. Ale co tu mówić! Mamy i my coraz więcej różnych domorosłych potworków społecznych i moralnych, a TV daje im jeszcze pole do popisu. Normalni obywatele nawet nie mają się jak bronić. Zresztą, w ogóle niszczą nas brutalnie i bezkarnie media lewicowo-liberalne, nie tylko zachodnie, ale przede wszystkim krajowe, notabene niektórzy nasi wyrodni rodacy dają fałszywe dane mediom zachodnim.

Błędy konstrukcyjne UE

Cele, charakter i owoce pracy europosłów są też uwarunkowane strukturami UE. Po raz setny trzeba powtórzyć, że idea zjednoczonej Europy została radykalnie zmutowana w 1991 roku w Maastricht, kiedy to porzucono koncepcję Wspólnoty Europejskiej, a wprowadzono koncepcję jednego organizmu, jednego państwa, jednego „narodu”, jednej kultury panującej i jednego światopoglądu, przekreślającego w tym „państwie rajskim technicznie” całą tradycję, historię, kulturę duchową, religię i wyższą moralność. I kiedy my wstępowaliśmy do UE w 2004 roku, to mówiono nam, że będzie to jedność gospodarcza, administracyjna, prawna, społeczna i komunikacyjna, z pozostawieniem swojego państwa, narodu, kultury, etyki, religii, języka i ducha. Tymczasem oszukano nas. Inżynierowie nowej Europy, przeważnie ukryci i anonimowi, do procesów obiecanych, m.in. gospodarczych, dołączyli ściśle ateizację, demoralizację, walkę z Kościołem na forum publicznym i w ogóle, i niszczenie całego wielkiego i wzniosłego dorobku wieków i tysiącleci oraz etyki, jak np. w forsowanym obłędnym gender. I tego rodzaju działania przynoszą coraz liczniejsze zatrute owoce w postaci bezsensu całego życia. Gdyby dziś przybył ktoś z Marsa, żeby zaobserwować życie ludzi na Ziemi, to streściłby wszystko swoim pobratymcom w jednym obrazie. Na tym obrazie byłby jakiś spęd młodzieży z byle jakiej okazji i chaos, szał, wrzask, dzikość, miotanie się, wirowanie, zgiełk, ponarkotyczne twarze, pustka osobowościowa i kompletny bezsens. Dla przykładu – znamienny byłby jeszcze okrzyk radości 3/4 ludności Belgii, że ich dzieci otrzymały wreszcie przywilej, iż mogą być poddawane masowo eutanazji na podobieństwo składania kiedyś ofiar z dzieci dla „pomyślnych losów” społeczeństwa. Właśnie! Co w takiej rzeczywistości powinien robić poseł odpowiedzialny za kształt życia w UE? Przecież takie społeczeństwa są już ciężko chore. Moralność wywodzi się nie tylko z religii, jak głoszą irracjonaliści, ale najpierw z natury człowieka, z jego istoty.

Pośród zagadnień bardziej szczegółowych powraca ciągle problem równoprawności państw członkowskich (paralelnie do danych) oraz czyjejś hegemonii. W dawnej historii unie całkowicie dobrowolne i równoprawne powstawały w formie sojuszy przeciwko wspólnemu wrogowi lub w formie amfiktionii, kiedy to grupa państw lub różnych plemion wiązała się ściślej wokół centralnej świątyni, jak w starożytnej Grecji od VIII w. przed Chrystusem. W okresach nieustających walk nawet związki polityczne i militarne były czymś niezwykłym, ale miały zawsze swoich hegemonów, przynajmniej w formie panowania dynastycznego. Bardzo ciekawym przypadkiem był starożytny Egipt, który istniał ok. 3 tys. lat jako państwo, ale powstałe na bazie spokrewnionych ściśle plemion i zjednoczone przez faraona Narmera (ok. 3010-2992 przed n.Chr.) i przez jego następcę Ahę (Menesa, 2982-2950 przed n.Chr.) jako hegemonów. Nieco bardziej skomplikowana była pewna unia starosumeryjska. Otóż Lugal (król) Lugalzagesi (ok. 2366-2340 przed n.Chr.) zjednoczył wszystkie miasta-państwa sumeryjskie o wysokim poziomie życia społecznego i kulturalnego. Ale ta unia trwała tylko tak długo, jak długo królował Lugalzagesi jako hegemon. W starożytnej Grecji wielką rolę odegrała Symmachia Spartańska, czyli Związek Peloponeski, trwający od VI w. do roku 371, do klęski Sparty pod Leuktrami. Był to już związek zwarty, silny, miał charakter militarny, ale pozostawał pod silną hegemonią wojowniczej Sparty i wybuchały w nim raz po raz ciężkie walki między państwami członkowskimi. Po Związku Peloponeskim nastąpił Związek Koryncki albo Panhelleński obejmujący ponad 100 państw greckich, restytuowany przez zwycięskiego króla macedońskiego Filipa II w roku 338 przed Chr. i kierowany następnie przez jego syna Aleksandra Wielkiego. Ale był to związek słaby i rozpadł się wraz ze śmiercią Aleksandra w roku 323. Chiny kształtowały się od III tysiąclecia przed Chr. z wielości plemion i ludów, państewek oraz języków. Najbardziej zwarte cesarstwo stanowiły za dynastii mongolskiej 1280-1368, a zwłaszcza za dynastii mandżurskiej: 1644 -1911, ale poczucie pełnej jedności narodowej nastąpiło późno. Podobnie Indie powstały z mnogości plemion, ludów, państw i kultur oraz języków, unię tych państw bardziej ścisłą utworzył cesarz Gzandragupta Maurja (zm. ok. 298) i trwała ona od roku 320 do 227 przed Chr. Potem ściślejsza jedność powstała za dynastii Wielkich Mogołów (XIV-XVIII w.). Indie poczuły się zwartą jednością narodową na dobre dopiero w XIX, a zwłaszcza na początku XX wieku w walce z kolonizatorskim dominium angielskim. USA do dziś walczą o ukształtowanie u siebie ścisłego pojęcia narodu, gdyż słowo „naród” jest u nich ciągle wieloznaczne. I wreszcie unia lubelska z 1569 roku tworząca Rzeczpospolitą Trojga Narodów: Polski, Litwy i Małej Rosji, niesłusznie jest brana za prawzór UE, gdyż powstawała w wielkich bólach i tarciach, i po dwóch wiekach Unii nie wygasła do dziś nienawiść wielu Litwinów i Rusinów do Polski jako hegemona. Problem unii pełnej, sprawiedliwej, twórczej i futurystycznej jest niezwykle skomplikowany.

 

***

U nas, jak słyszymy, niektórzy kandydaci do PE nie tylko nie mają żadnej wiedzy społeczno-politycznej, gospodarczej i historycznej, ale przy tym jeszcze popisują się atakiem na religię, na Kościół katolicki i na ogólnoludzką etykę, i to miałoby być chyba ich główną misją. Byłaby to wielka hańba dla Polski. Trzeba powiedzieć jeszcze raz: ateizm jest też jakąś tajemnicą człowieka, kiedyś burzył całe życie publiczne, był prześladowany przez państwo i piętnowany przez Kościół. Ale dziś, kiedy wszyscy bardziej dojrzeliśmy, żaden katolik nie uważa ateizmu prywatnego za zło. Ateista mądry budzi raczej życzliwą refleksję ewangeliczną, a więc i szczególną życzliwość. Lecz i dziś ateizm, który brutalnie i publicznie neguje całą moralność chrześcijańską i chce katolicyzm w życiu zniszczyć i zabić, to już nie jest ateizm, to jest już ciężkie przestępstwo moralne i satanizm. I musimy się przed nim bronić, bo jest wielkim złem i osobistym, i społecznym. Jaką przysługę może oddać UE i Polsce człowiek, który będzie zwalczał katolicyzm i etykę chrześcijańską? Poza tym u nas zwalczanie katolicyzmu łączy się ściśle ze zwalczaniem samej Polski jako takiej (P. Jaroszyński). I obawiamy się, że „jeśli ktoś nie zna prawdziwego Boga, to gotów jest wierzyć w byle co, także w wartość zła” (ks. abp S. Wielgus).

A co do Polski, to w sytuacji zanegowania wartości religijnych mogą się sprawdzić słowa pisarza rosyjskiego Władimira Bukowskiego, wydalonego z Rosji, współzałożyciela Międzynarodówki Oporu: „Któregoś dnia obudzicie się bez Polski” (2011 r.). A w PE nie chodzi o to, by uchwalać coś takiego, np. żeby banan nie był zbyt zakrzywiony, żeby jajka sprzedawać na wagę, nie na sztuki, bo są różnej wielkości czy żeby śledź nie miał mniej niż 20 cm itp., lecz chodzi o samo życie Europy i o realizację wszystkich wartości, także duchowych.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Aktualizacja 19 kwietnia 2014 (08:17)

Nasz Dziennik