Pontyfikat Jana Pawła Wielkiego trwał 27 lat – ileż fundamentalnych dla ludzkości zmian i wydarzeń nastąpiło w tym czasie. Dzięki łasce Bożej mogliśmy na żywo oglądać wycinek tej wielkiej podróży Kościoła świętego przez dzieje świata. Jan Paweł II był sam wędrowcem aż po krańce ziemi. Odbył 104 zagraniczne pielgrzymki, podczas których odwiedził 130 krajów. Państwem obok Włoch najczęściej odwiedzanym była Polska, do Ojczyzny przybywał ośmiokrotnie.
Czas historyczny, w którym Jan Paweł II obejmował swój urząd, nazywany jest okresem zimnej wojny (the cold war), trwającej właściwie do 1989 roku i w sposób spektakularny zakończonej obaleniem komunizmu i rozpadem Związku Sowieckiego, m.in. dzięki sile ducha i modlitwy Jana Pawła II, zabiegom prezydenta Ronalda Reagana i całkowitej kompromitacji systemu zła jako ideologii śmierci, czyli socjalizmu i komunizmu, także w Polsce. Nie byłoby tych wielkich, nieprzewidzianych przemian w Europie, zwłaszcza bezkrwawego rozpadu Związku Sowieckiego, gdyby nie wypełnienie przez Jana Pawła II prośby Matki Bożej przekazanej podczas objawień w Fatimie, która jako warunek pokoju wymieniła zawierzenie Jej Niepokalanemu Sercu Rosji i świata. Ojciec Święty dokonał tego aktu w łączności ze wszystkimi biskupami 25 marca 1984 r. w Rzymie. Niebo przyjęło poświęcenie i od tej pory pozostało „czekać na cud”, jak powiedziała Siostra Łucja.
Kiedy w 2005 roku Papież umierał, świat zmagał się z nowymi wyzwaniami, jakimi były ideologia globalizmu, agresywne nurty liberalizmu oraz światowy terroryzm traktowane w nauczaniu papieskim jako niebezpieczeństwa zagrażające patriotyzmowi, tożsamości narodowej (globalizm), życiu w prawdzie i wolności (liberalizm) oraz pokojowi (terroryzm).
Pod koniec lat 70. najważniejszym wyzwaniem był system totalitarny rozprzestrzeniany przez Związek Sowiecki. Karol Wojtyła był zdecydowanym przeciwnikiem ideologii mark-sistowskiej i występował przeciw niej nie tyle ze względów politycznych czy filozoficznych, ile humanistycznych. Jako Jan Paweł II podkreślał potem, na przykład w encyklice „Fides et ratio”, że Kościół nie kreuje własnej filozofii, nie optuje też za żadnym konkretnym kierunkiem filozoficznym, w końcu nie zabrania wyznawać czy też uprawiać myśli filozoficznej. Jednakże istnieją pewne ideologiczne tradycje i opcje światopoglądowe, które w sposób zdecydowany są fałszywe, podlegające krytyce i odrzuceniu przez Kościół, bo zaprzeczają chrześcijańskiej antropologii, która w swej zasadzie przyjmuje zawsze za pierwszoplanową osobistą godność człowieka nadaną mu przez Boga w momencie jego stworzenia. U podstaw socjalistycznej koncepcji komunizmu tkwi zasadniczy błąd antropologiczny, traktujący osobę ludzką jako cząstkę całości wyrażanej w kolektywie, totalnie i ślepo podporządkowanej zespołowi w dziele na rzecz jałowych i utopijnych obietnic przyszłości, której odbiera się prawo do własności prywatnej, czemu oczywiście sprzeciwia się stanowisko Kościoła z jego całościowym wyobrażeniem człowieka w wymiarze osobistym i społecznym, wzmacnianym dodatkowo papieskim „argumentem personalistycznym”.
Z drugiej strony nie można zapominać, że wsłuchany w głos milionów biednych, ubogich i pozbawionych środków do życia rodzin, pochodzących z regionów nędzy krajów Trzeciego Świata, Papież był także adwersarzem bezlitosnego kapitalizmu jako systemu wypaczającego i wyniszczającego osobę ludzką, o czym pisał w encyklikach „Laborem exercens”, „Sollicitudo rei socialis” czy „Centesimus annus”.
Cynizm zła
Sowieci szybko zrozumieli niebezpieczeństwo dla systemu, jakie stanowił ten wielki Polak. Morderczy totalitaryzm, nie pierwszy i nie ostatni raz, zareagował w swoim barbarzyńskim i prymitywnym stylu. „Zechce Wasza Świątobliwość przyjąć życzenia z okazji wyboru. Życzymy owocnej działalności w interesie odprężenia międzynarodowego, przyjaźni i pokoju między narodami” – takimi słowami zwrócił się do Następcy św. Piotra I sekretarz Komitetu Centralnego KPZS Leonid Breżniew w liście wystosowanym na wiadomość o wyborze kardynała Karola Wojtyły na Papieża. To, że władze reżimu wiedziały, co oznacza wybór tej właśnie osoby na Stolicę Piotrową, jest niewątpliwie faktem, szczególnie w konfrontacji z przeprowadzonym zamachem na jego życie przez tureckiego terrorystę Mehmeta Alego Agcę na placu św. Piotra 13 maja 1981 roku. Jak napisał Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp w liście pasterskim z 1998 roku: „Źli ludzie zaplanowali krótki pontyfikat, a Opatrzność Boża naznaczyła najdłuższy w tym wieku”.
Żaden z Papieży przed Janem Pawłem II nie akcentował i nie wskazywał tak mocno na zbrodnie komunizmu, czego dowodem jest zalecenie stworzenia martyrologium ofiar tego zbrodniczego systemu.
W 50. rocznicę bitwy pod Monte Cassino w 1994 roku Papież napisał, że nie możemy zapominać o tragedii setek tysięcy polskich rodzin, patriotów, przedstawicieli inteligencji zamordowanych lub wywiezionych na Wschód. Golgota Wschodu jest dla Kościoła istotna, Kościoła zaciekle prześladowanego przez komunistów. Komunistyczne barbarzyństwo wycisnęło piętno na drogiej ziemi polskiej, brutalnie zraniło Kościół, ale go nie przemogło. „Trzeba więc gromadzić wszelkie dowody, zeznania świadków, korespondencję – wskazujące na męczeństwo ludzi, którzy znaleźli się pod okupacją sowiecką. Czasu zostało niewiele. Coraz więcej ludzi odchodzi, zabierając ze sobą okrutną prawdę. A przecież ci, którzy zostają, nie mogą bez tego dziedzictwa budować przyszłości, nie mówiąc o wyegzekwowaniu zadośćuczynienia i przebaczeniu”.
Szaleństwo marksizmu i leninizmu zainfekowało także chrześcijaństwo w Ameryce Łacińskiej, czego straszliwą konsekwencją na polu teologii, a co gorsza – w działalności tak zwanych księży z karabinem, było odejście od prawd ewangelicznych na rzecz zniekształcenia przesłania Chrystusa w postaci tak zwanej teologii wyzwolenia. Jan Paweł II był tym Papieżem, który ostatecznie położył kres tej niebezpiecznej herezji, korzystając ze swego polskiego doświadczenia okresu komunizmu w PRL. Pamiętam niezwykły film nakręcony na lotnisku w Nikaragui, gdy Jan Paweł II publicznie karci teologa i polityka ks. Ernesto Cardenala. Nie znaczy to, że Papież ignorował problem biedy i nędzy na tym kontynencie. Wielokrotnie podkreślał, że proces zwany globalizacją oprócz pozytywnych stron niesie ze sobą również poważne niebezpieczeństwa w postaci „kontrastów między gospodarkami krajów wysoko rozwiniętych i krajów uzależnionych”. Pragnął zatem, aby globalizacja „nie postępowała kosztem najsłabszych i najbardziej potrzebujących, poszerzając jeszcze bardziej przepaść między ludźmi ubogimi i bogatymi, między narodami ubogimi a narodami bogatymi”.
Papież pokoju
Błogosławiony Jan Paweł II, jak Jego wielcy poprzednicy: Benedykt XV, Pius XII, Jan XXIII czy Paweł VI, konsekwentnie, z młodzieńczym zapałem angażował się na rzecz pokoju od wojny w Libanie, przez konflikt argentyńsko-chilijski, izraelsko-palestyński, serbsko-muzułmański, po dwukrotną wojnę w Iraku. Najkrwawszym konfliktem militarnym w Europie od zakończenia II wojny światowej była wojna w Bośni i Hercegowinie w latach 1992-1995, w której zginęło nawet 200 tys. ludzi. Jan Paweł II dwa lata po podpisaniu układu w Dayton udał się do Sarajewa. Podczas spotkania na stadionie Kosevo, w którym uczestniczyło 50 tys. wiernych, Papież nawoływał do przebaczenia i pokoju. Nie zapomniał też poruszyć odpowiedzialności całej Europy za zło, do którego doszło, i co najważniejsze – napominał, że tragedia Sarajewa nie może się powtórzyć w nadchodzącym tysiącleciu. W katedrze Najświętszego Serca Jezusowego podczas spotkania z osobami konsekrowanymi powtarzał kilkakrotnie: „Nigdy więcej wojny!”.
Te same słowa padały także w przypadku dwóch wojen w Zatoce Perskiej. Prorok XXI wieku przewidział, czym się zakończą imperialistyczne zakusy Stanów Zjednoczonych w marcu 2003 roku, które okłamując opinię publiczną i dążąc do wojny o ropę naftową, wciągnęły w swój plan także Polskę za prezydentury postkomunistów. Dziś w Iraku nie ma już właściwie kolebki chrześcijaństwa. Z ponadmilionowej populacji w wyniku krwawej wojny religijnej, która wybuchła po obaleniu dyktatora Husajna i trwa do dziś między sunnitami a szyitami, z Babilonii zniknęło 800 tys. chrześcijan, a ci, którzy zostali, i tak chcą uciekać, bo terror nadal się szerzy.
W okresie posługi Jana Pawła II światowy terroryzm, zwłaszcza proweniencji islamskiej, który rozpętuje krwawe konflikty, zaczął wykorzystywać hasła religijne w swej destrukcyjnej działalności. W XXXV Orędziu na Światowy Dzień Pokoju Papież potępił jednoznacznie międzynarodowy terroryzm i tragedię z 11 września 2001 roku. Upośledzenie społeczne, niesprawiedliwość, bieda nie mogą być usprawiedliwieniem dla morderczych aktów zabijania cywilów. „Nie zabija się w imię Boga!” – powiedział Jan Paweł II.
Kiedy Pentagon wykrył związki muzułmańskich pilotów samolotów uderzających w nowojorskie wieże z Al-Kaidą i talibami, rząd George’a W. Busha zdecydował się na dokonanie inwazji na Afganistan. Pojawiały się głosy, że wojna z talibami w Afganistanie wykazywała wiele cech tak zwanej sprawiedliwej wojny. Należały do nich ataki na cywilów w USA feralnego 11 września 2001 r., będące przecież przekroczeniem granic suwerennego państwa. Poza tym dyplomacja amerykańska i organizacje światowe próbowały metodami pokojowymi wymóc na rządzie afgańskim wydanie mułły Mohammada Omara i Osamy bin Ladena, w końcu rezolucja ONZ wydała zgodę na inwazję Stanów Zjednoczonych. Tymczasem Papież nawet w tak problematycznym przypadku wybrał strategię przebaczenia i współpracy w dialogu międzyreligijnym. Nie powiedział nigdy „tak” tej wojnie ani dwóm wojnom w Iraku.
Mówił za to, że przywódcy chrześcijańscy, żydowscy i muzułmańscy „powinni podjąć inicjatywę publicznego potępienia terroryzmu, odmawiając osobom, które w nim uczestniczą, jakiejkolwiek formy usprawiedliwienia religijnego czy moralnego”. Między innymi dlatego Papież organizował spotkania modlitewne w Asyżu, bo wiedział, że modlitwa otwiera serce na działanie Bożego Ducha, tworzy grunt dla wysiłków na rzecz pokoju.
Bliżej „Kościołów siostrzanych”
Innym ważnym, choć mniej spektakularnym wydarzeniem historycznym, było zbliżenie się Kościoła łacińskiego i Patriarchatu Konstantynopola. Już podczas pierwszego uroczystego błogosławieństwa Urbi et Orbi Jan Paweł II wskazał na przyszły kurs swego pontyfikatu, zapowiadając kontynuację trudu poprzedników na drodze dialogu ku jedności chrześcijan. Chociaż na przestrzeni wieków od czasów wielkiej schizmy między Kościołem Wschodu i Zachodu przez ponad 900 lat podejmowano wiele starań na rzecz jedności chrześcijaństwa, żeby wspomnieć tylko unię lyońską, unię florencką, unię brzeską czy unię użhorodzką, to w XX wieku nastąpiło znaczne ocieplenie klimatu w relacjach katolicko-prawosławnych zapoczątkowane przez Jana XXIII oraz Pawła VI. Dzięki zabiegom swoich poprzedników Papież Jan Paweł II i patriarcha Dimitrios I mogli ustanowić Katolicko-Prawosławną Komisję, odpowiedzialną za dialog teologiczny, a oba Kościoły uznały się za tzw. Kościoły siostrzane.
Stosunkowo mało znany pozostaje fakt zaangażowania się Jana Pawła II w zbliżenie i pełną komunię z prawosławnym Kościołem koptyjskim i syryjskim. Od Soboru Chalcedońskiego w 451 r. Koptowie nie uznawali uchwalonego wówczas dogmatu o dwóch naturach Syna Bożego, człowieczej i Boskiej, akceptując wyłącznie Boską. Spór przybierał na sile przez całe wieki, szerząc niechęć i nienawiść. Dopiero pontyfikat Jana Pawła II przyczynił się do zakończenia rzeczowej dyskusji teologicznej, obustronnych komisji Kościołów chrześcijańskich. W 1988 roku nastąpiło przełomowe wydarzenie – po ponad 1500 latach izolacji Kościół koptyjski uznał we wspólnej deklaracji chrystologicznej Boską oraz ludzką naturę Jezusa Chrystusa.
Zbliżenie, do którego doszło za czasów pontyfikatu Papieża Polaka, dotyczyło także Kościołów syryjskiego, etiopskiego oraz chaldejskiego (asyryjskiego). Otworzyło to niewątpliwie drogę do całkowitej komunii z Rzymem. Do dziś pomimo trudnej sytuacji 10 milionów egipskich chrześcijan patriarchowie koptyjskiego Kościoła prawosławnego, tytułowani papieżami i następcami św. Marka Ewangelisty, działającego na tym obszarze, utrzymują dobre kontakty z lokalnymi biskupami katolickimi i Stolicą Apostolską.

