logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Oko Judasza

Piątek, 2 maja 2014 (02:05)

Ideologia uderza w rzeczywistość – zauważa ks. prof. Tadeusz Guz („Rozmowy niedokończone”, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, t. 2, s. 265) i dodaje: „Już Hitler mówił, że najważniejszym narzędziem ideologii, jego światopoglądu nazistowskiego są media. Najważniejszym narzędziem. I uważał, że wygra, jeśli uda się mediom zdominować masy (…)”.

I rzeczywiście, również dzisiaj analiza najogólniej rozumianego przekazu medialnego ukazuje, że jego treść odpowiada tej samej idei, która przyświecała Hitlerowi, czyli idei kłamstwa o Bogu, o człowieku i o rzeczywistości.

W sporze o jakość mediów chodzi o to, jaki model człowieczeństwa, jaki model ludzkich postaw będzie ukazywany.

Zdrada Boga i człowieka

A zatem centralnym punktem sporu o to, jak powinny działać media, które – jak sama nazwa wskazuje – są środkiem w transportowaniu idei, informacji, wzorców zachowań, jest to, czy będą one komunikowały prawdę o Bogu i o człowieku, czyli czy ich wpływ będzie wzmacniał rozwój człowieka lub czy będą one narzędziem władzy nad człowiekiem i nad rzeczywistością, by w konsekwencji zdegradować człowieczeństwo i uczynić je niewolnikiem nowego führera – jakie by dzisiaj nie było jego imię.

Zdaniem ks. prof. Tadeusza Guza, „Nowa lewica i szeroko pojęta filozofia postmodernistyczna (…) stawia tezę radykalnej deteologizacji myśli”, czyli podejmuje takie działania, które fabułą, obrazem, tekstem, muzyką, informacją, formą będą opisywały rzeczywistość przeciwnie do historii zawartej w Piśmie Świętym Starego i Nowego Testamentu, do nauczania Kościoła katolickiego i w ten sposób będą zmieniały ludzkie myślenie.

U podstaw takiego ukierunkowania przekazu stoi dążenie do oderwania „i historii, i czynu, wszystkiego” człowieka od wszystkiego, co absolutne („Rozmowy niedokończone”, t. 2, s. 108), tzn. duchowe, stałe, niezmienne, wieczne.

Bóg i człowieczeństwo, wartości, tj. piękno, prawda, dobro, sprawiedliwość, nadzieja, miłość, których początkiem jest sam Bóg, Miłość, Prawda, Dobro, Piękno, Prawo, mają być – w tym opisie – ukazane okiem Judasza, tzn. tego, który patrzył oczami „własnego projektu”, a więc zdradził Wcielone Słowo – Boga. Dramat Judasza polegał na tym, że on wszedł w pokusę władzy nad rzeczywistością i zamiast podjąć służbę na większą chwałę Boga, zdradził Go.

Owo spojrzenie – na sposób Judasza – fałszywe, interesowne, dwuznaczne, nieprawe i niegodziwe, jest tym spojrzeniem, którym ideolodzy pragną zarazić odbiorców i twórców przekazu, wykorzystując media. Taki opis – nieprawdziwy, wykluczający Boga i wartości, czyli „porzucający” Absolut – powoduje również zaprzeczanie „Kościoła rzymskokatolickiego z jego strukturą hierarchiczną i sakramentalną” (por. „Rozmowy niedokończone”, s. 263-264).

Analitycy współczesnych ideologii – zarówno ks. prof. Tadeusz Guz w „Rozmowach niedokończonych”, w swoich pracach naukowych oraz popularnonaukowych np. „Filozofia prawa III Rzeszy Niemieckiej”, jak i Marguerite A. Peeters, autorka podręcznika „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej” oraz „Gender. Światowa norma polityczna i kulturowa” – wskazują, że odejście od Boga Ojca Miłości doprowadza w naszych dniach do dekonstrukcji, czyli do zniszczenia prawa, do zniszczenia człowieczeństwa.

Z kolei miejsce przeznaczone dla znaku krzyża – w każdej przestrzeni – ma zająć obraz i dźwięk transportowany ekranem telewizyjnym, reklamowym, komórkowym, komputerowym, który mówi: nie ma Boga, nie ma człowieka, nie ma prawdy. I ta myśl znajduje swoje potwierdzenie zarówno w treści, w formie, jak i w dynamice medialnego obrazu.

W tej nowo opisanej rzeczywistości „żyć” oznaczać będzie być „on-line”. I taka mentalność – on-linowa, reality show, big brotherowa – ma się stać udziałem każdego.

Chodzi o to, żeby przez „oko” każdego ekranu człowiek zamiast żyć prawdziwym życiem własnym, podglądał albo role drugiego, albo upublicznione życie prywatne innych, albo upubliczniał swoją prywatność.

Nowoczesna forma wojny

„I trzeba przyznać – wyznaje ks. prof. Tadeusz Guz, uczony, który przez wiele lat pracy naukowej w Niemczech kształcił również świetnych dziennikarzy – że media ze swoimi technicznymi możliwościami i jednocześnie z bombardowaniem człowieka informacjami tak oddziałują. Człowiek, który pozwoli się zatopić temu potopowi informacji, jaki jest serwowany współczesnemu człowiekowi, staje się masą. To są takie techniki, które dokonują wykluczenia działalności rozumu. (…) To są nowoczesne formy wojny” – twierdzi ksiądz profesor. Wskazuje, że „my jesteśmy aktualnie w samym sercu największej bitwy, jaką ludzkość dotychczas toczyła; to jest bitwa medialna. I Niemcy nieprzypadkowo przejęli potężną porcję rynku medialnego w Polsce, dlatego że korzystają z tego prawdziwego poznania i Adolfa Hitlera, i wielu innych pierwszych analityków mediów; wiedzą, że kto uzyskał media, ten zdobywa nieświatłe narody. Podkreślam, nieświatłe. Bo ofiarą mediów mogą paść tylko nieświatłe narody i nieświatli ludzie, czyli ci, którzy nie pracują intelektualnie, którzy religijnie tracą swoją dynamikę – i wtedy następuje załamanie całego człowieka”.

„Można pokazać to medialnie, technicznie, ale także i od strony filozoficznej, że jeśli człowieka zbombardujemy informacjami albo obrazami – ani rozum ludzki, ani zmysły człowieka nie są w stanie tego wszystkiego przepracować. I w związku z tym człowiekowi, który podda się takiemu praniu mózgu – używam tego pojęcia świadomie – jeśli chodzi o czas, dają najwyżej kilka miesięcy. Każdemu człowiekowi, nawet gdyby był geniuszem intelektualnym, wystarczy kilka miesięcy takiego prania mózgu i jego rozum jest skończony. Człowiek staje się bardzo bierny. I rzeczywiście Hitler miał rację, że z ludzi – jako osób wspaniałych, genialnych, ze swoją podmiotowością – i z narodów tworzą się masy, a masy są marionetkami” (t. 2, s. 267-269).

O wykorzystaniu mediów jako „władzy” pisze również postmodernista Umberto Eco w „Semiologii życia codziennego”: „Jeszcze nie tak dawno, kiedy się chciało przejąć władzę polityczną w jakimś kraju, wystarczyło opanować wojsko i policję. Dziś tylko w Trzecim Świecie generałowie posługują się w dalszym ciągu czołgami, aby dokonać zamachu stanu. Jak tylko kraj osiągnie przyzwoity poziom industrializacji, sytuacja zmienia się diametralnie: dzień po upadku Chruszczowa naczelni redaktorzy ’Prawdy’ i ’Izwiestii’ musieli ustąpić ze swoich stanowisk: żadnego ruchu natomiast nie dało się zauważyć w wojsku. Dziś kraj należy do tego, kto kontroluje środki przekazu” (s. 157).

Zdeprawowana opowieść

Pedro Almodovar jest współczesnym reżyserem, którego filmy z konsekwencją godną lepszej sprawy – w treści i w formie podporządkowane są zarówno idei oderwania opisu rzeczywistości od Boga jako źródła życia i prawa, jak i od idei negacji Kościoła rzymskokatolickiego. W tej perspektywie człowiek rozumiany jest jako rzecz, popęd – ale nie osoba.

„To, co przyjmujemy za normalność, obejmuje także to, co najbardziej perwersyjne” – wyznaje Almodovar i dodaje: „(…) narzucenie (…) postaci i ich zachowań jest to jeden z przywilejów przynależnych reżyserowi, jego władza” („Almodovar. Rozmowy”, Świat Literacki, s. 27).

Zdaniem Almodovara, „rola reżysera podobna jest rzeczywiście do roli Boga, gdyż moc wynikająca z przedstawienia własnych marzeń jest niezwykła. Reżyser jest Bogiem i nieważne, że jego kreacja pojawia się w świecie równoległym do rzeczywistości. Sądzę, że reżyser jest osobą – głosem, a w każdym razie ja tak widzę samego siebie, jako kogoś, kto praktycznie hipnotyzuje aktorów słowami, chociaż nie zawsze oni zdają sobie z tego sprawę. W pierwszych scenach ’Prawa pożądania’ reżyser jest osobą głosem, który rozkazuje, co należy zrobić. Dla mnie głos w tym filmie jest głosem reżysera, czasami przekazywanym przez aktorów. Od samego początku definiuję i zakreślam obszar, w którym będę interweniować: obszar pożądania” („Almodovar. Rozmowy”, s. 93).

W konsekwencji tak pojętej swojej „roli” Almodovar jako reżyser opisuje jedną ze scen swojego filmu: „Podczas spowiedzi Rebeki znika rozmównica. Zawsze spowiadamy się przed Bogiem albo wobec prawa, natomiast Rebeka panuje nad swoimi wyznaniami bez odwoływania się do tych wartości. Jest to ważna cecha tej postaci: jest ona zarówno początkiem, jak i celem własnej moralności. To właśnie nadaje jej znaczący wymiar. W pierwszym wyznaniu Rebeka obnaża swe całkowite osamotnienie – jedynym możliwym interlokutorem staje się oko kamery telewizyjnej” („Almodovar. Rozmowy”, s. 125).

Z kolei zamiar medialnego „przesterowania” obrazu człowieczeństwa z bycia osobą (substancja) na bycie popędem, czyli na pożądliwość, ujawnia Almodovar, mówiąc o swoim filmie „Matador”: „Jest to także film najbardziej oddalony od realizmu i obiektywnej rzeczywistości. Usiłowałem stworzyć coś w rodzaju baśni, w której główne postaci byłyby raczej bohaterami niemogącymi odnaleźć swojego miejsca w legendzie, ponieważ przedstawiają to, czego nie da się zrobić w życiu. Nie mogłem wymagać, by widz identyfikował się z dwojgiem ewidentnych morderców. Chciałem jedynie, żeby mógł się utożsamić z mentalnością i zmysłowością tych morderców, z uosabianą przez nich ideą śmierci, nie zaś z nimi samymi (…)”. Albo: „Role kobiece i męskie przenikają się w ten sposób przez cały film. W pewnych scenach kobieta jest torreadorem, a w innych bykiem. Można by właściwie powiedzieć, iż relacje tych dwóch postaci stają się homoseksualne, tak dalece kobieta jest męska” (s. 73).

I to, co perwersyjne – „zraniona niewinność” Marylin Monroe zainspirowało Almodovara – jak pisze – do stworzenia sceny w „Prawie pożądania” (1986), w której przedstawił ołtarz dedykowany Marylin: „Jej wizerunek umieszczony był nad ołtarzem, a wszystkie stopnie prowadzące do chóru były wykonane z książek, przykrytych innymi jej zdjęciami. Wszystkie obrazy świętych, mężczyzn i kobiet, na ołtarzu były fotosami Marylin, oświetlonymi małymi świeczkami”.

To „wyniesienie” Marylin na świecki ołtarz jest wskazaniem na „centrum” nowego kultu – tj. tego wszystkiego, co wniósł ze sobą symbol – Marylin, bo to właśnie obnażona intymność – ta najsubtelniejsza ze sfer prywatności stała się tematem, wokół którego „rozgrywa się” wyrafinowana strategia rewolucji neomarksistowskiej.

Oznacza to, że „materią” rewolucyjnej „obróbki” jest relacja każdego człowieka do własnej i cudzej sfery intymności – psychologicznej, moralnej i fizycznej. Mówienie o sprawach intymnych publicznie stało się codziennością, podobnie jak wypytywanie i pokazywanie intymności. Handlowanie intymnością wyszło z ciemnych zaułków miast i na równi z czekoladką ferrero rocher stało się towarem.

Tymczasem upublicznienie intymności jest sztuczką otwierającą wrota do rewolucyjnego laickiego niby-raju, dlatego nie dziwi, że oko kamery, oko obiektywu, oko „judasza” stanęło na usługach rewolucyjnej taktyki.

Mentalność reality show

Mentalność człowieka reality show, w której wszystko i każdemu można o sobie powiedzieć lub wszystko pokazać z najprawdziwszego życia, stała się udziałem publiczności. Skutek jest taki, że człowiek staje się częścią oglądającej go i słuchającej publiczności.

Z kolei „podglądający” utrwala w sobie postawę „podglądacza” – jakby prawo do przyjęcia takiej postawy w ogóle istniało i – np. zajadając kolację – patrzy na sceny uśmiercania, na sceny intymne, na żarty, na gry, na relacje z prawdziwych pogrzebów, prawdziwych walk, na informacje i porady…

Patrzy na upublicznione prywatne życie celebrytów i „konsumuje” historie z cudzego życia.

Tymczasem jak genialnie pisał Jan Paweł II w „Tryptyku Rzymskim”: „Wszystko nagie i otwarte jest przed oczami Boga” (Omnia nuda et apperta sunt ante occulis eius), co oznacza, że tylko Bóg może o człowieku wiedzieć wszystko…, bo odkrywanie intymności fizycznej, psychologicznej czy moralnej przed drugim człowiekiem jest kulturowo związane z odrębnością, z tajemnicą, z zastrzeżeniem: „to, o czym tobie mówię, zachowaj wyłącznie dla siebie” jako przyjaciel, jako lekarz, jako adwokat, jako kapłan… jako osoba zdolna uszanować tajemnicę.

Z kolei rezygnacja z poszanowania własnej i cudzej intymności jest zgodą na zatarcie granicy pomiędzy odrębnością osób – bo skoro te granice się zacierają, to gdzie jest miejsce na własną odrębność?

Zdradzenie, wyjawienie tajemnicy, upublicznienie intymności powoduje, że znika odrębność, powstaje masa.

Ludzkie spojrzenie na rzeczywistość ma być zagospodarowane przez media w myśl okultystycznej zasady, że „najbardziej ukryte ma być na widoku”.

Działając kontra – Kościół katolicki w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 r. w kan. 220 wprowadził ochronę prawa do intymności. Stało się to na osobiste polecenie Jana Pawła II.

PS Nawet intymność psychologiczna oskarżonego w procesie karnym jest na razie chroniona, bo oskarżony może odmówić badania wariografem. Nadal w prawie istnieje zakaz prowadzenia pogłębionych badań psychologicznych przy np. rekrutacji zawodowej, przy czym – jak praktyka pokazuje – pracodawcy, działając nie fair, sięgają po badania grafologiczne, które „mówią” więcej o osobie, niż ona sama chciałaby przekazać, czyli w ten sposób naruszają wolność osoby, powodują jej uprzedmiotowienie.

 

Dr Aldona Ciborowska

Aktualizacja 3 maja 2014 (15:05)

Nasz Dziennik