logo
logo

Zdjęcie: www.chrystusowcy.pl/ -

Państwo czy instytucja

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 (02:04)

Tok myśli kard. Augusta Hlonda jest niezwykle przejrzysty i konsekwentny. Państwo, o którym pisze, nie jest tworem dowolnych decyzji, ale jest konsekwencją natury ludzkiej, a zatem jest podporządkowane prawu naturalnemu. Dlatego ma swój wymiar nie tylko prawny, ale i etyczny.

Dziś widzimy, choćby w dobie tzw. afery taśmowej, jak bardzo ścisłe jest to powiązanie. Dla władzy, która odrzuca prawo naturalne jako fundament państwowości, a przyjmuje jako ten fundament układ sitwy, nie liczy się ani prawo, ani tym bardziej etyka życia politycznego. To dlatego człowiek, który szydzi z obywateli swego państwa, może nadal być wysokim urzędnikiem państwowym, a zarazem może być w przestrzeni tzw. etyki Kalego traktowany jako salonowiec.

Bardzo istotny, może wręcz najważniejszy, przywołany w dzisiejszym fragmencie listu Augusta Hlonda jest problem stosunku państwa do Boga. Kardynał stwierdza wprost, że „Państwo […] nie może się rządzić, jakby Boga nie było”. To zdanie koliduje z dzisiejszymi poglądami na temat „neutralności” państwa, na temat jego świeckości i laickości, na temat pluralizmu światopoglądowego.

Rzecz charakterystyczna, że te same głosy, które próbują wyrzucić Boga z przestrzeni życia politycznego, wyrzucają wraz z Nim rozum! Jak bowiem traktować choćby tak bardzo głośną dziś tzw. sprawę prof. Chazana. Profesor medycyny i dyrektor szpitala zostaje osądzony za kierowanie się sumieniem, które dla niego jest głosem Boga w człowieku. Odrzucenie tego miejsca dialogu Boga z człowiekiem sprawia, że naganne staje się ratowanie życia ludzkiego, a preferowane jest zabicie nienarodzonego. Naganna jest pomoc kobiecie w zostaniu matką i przeżyciu wyjątkowo bolesnej, ale zarazem absolutnie uczłowieczającej żałoby, a godna pochwały jest pomoc w zabiciu dziecka.

Prymas Hlond przypomina słowa Leona XIII: „Państwa nie mogą bez zbrodni tak się rządzić, jak gdyby Boga wcale nie było”. Jeśli komuś te słowa wydadzą się archaiczne, może sięgnąć po bardzo współczesne słowa Benedykta XVI: „Bez korekt, jakie daje religia, także rozum może paść ofiarą wypaczeń, tak jak ma to miejsce wówczas, kiedy jest manipulowany przez ideologię lub używany w sposób stronniczy, nieuwzględniający w pełni godności osoby ludzkiej” (Przemówienie w Parlamencie Brytyjskim, 17.09.2010).

Bezcenne stają się dzisiaj słowa Prymasa Hlonda o etycznym wymiarze państwa – „zło nie staje się moralne i dozwolone przez to, że się go dopuszcza Państwo, albo że się je popełnia z ramienia lub na rzecz Państwa”. Bezcenne powinny być dla tych, którzy po katastrofie smoleńskiej mówili, że zadaniem rządu i państwa polskiego jest „wygrać prawdę” (Donald Tusk w Sejmie).

Otóż „wygrać prawdę” oznacza podporządkować prawdę utylitarnym celom, to znaczy traktować politykę jako technikę sprawowania władzy – zdobyć ją i utrzymać za wszelką cenę. Ale – jak zauważa Prymas Hlond: „Państwo nie stoi poza etyką, tak jak nie stoi ponad nią”. Jeśli próbuje stawać – nie jest państwem, ale instytucją kierowaną przez sitwę.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Nasz Dziennik