logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Mój Ojciec

Czwartek, 4 września 2014 (02:09)

Piszę wspomnienie o moim Ojcu, Józefie Szaniawskim, niczym list do Państwa – Czytelników „Naszego Dziennika”. Są Państwo osobami, które wracają pamięcią do spotkań z moim Tatą na łamach „Naszego Dziennika”, w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Te wspomnienia potwierdzają Państwo w korespondencji, na profilach Izby Pamięci płk. Kuklińskiego portali społecznościowych, w tysiącach wpisów do księgi gości Izby oraz na spotkaniach ze mną. Piszę zatem do Państwa to osobiste wspomnienie niczym list do rodziny, której jestem członkiem.

Ostatnie słowa

„Filip, jestem na Świnicy, jest pięknie. Chyba wszedłem tu dziś pierwszy. Jest super” – brzmiały ostatnie słowa mojego Ojca, który dokładnie dwa lata temu zginął w Tatrach. Siedział około godz. 9.00 na szczycie. Około 11.00 zginął, schodząc w kierunku przełęczy Zawrat.

Gdy spotykam osoby zainteresowane okolicznościami jego śmierci, staram się odpowiadać tak, jakby on to powiedział: Nawet jeśli był to wypadek, nie jest winą pytających, że mają podejrzenia. To rządzący są winni, że doprowadzili wymiar sprawiedliwości i państwo do stanu, w którym zapala się nam czerwona lampka na hasło „śledztwo umorzono”.

Wielu ludzi ceniło go za to, że był bardzo sceptyczny wobec władzy. Żywił odrazę do tzw. władzy ludowej i ten brak zaufania wobec pełnej pychy administracji pozostał mu aż do ostatnich dni. Nie zapomniał nigdy tego półrocza, które przesiedział w ciężkim więzieniu w Barczewie, gdy za kratami słychać było okrzyki wolności. Po 11 latach tajnej współpracy z Radiem Wolna Europa został zdekonspirowany i fałszywie oskarżony o współpracę z CIA. Skazano go na karę 10 lat więzienia, pozbawienie majątku i praw publicznych za przekazywanie do rozgłośni informacji o „sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej kraju, sprawach kadrowych aparatu partyjno-państwowego, sytuacji w różnych środowiskach zawodowych, organizacjach społeczno-politycznych oraz niektórych danych dotyczących działalności sił zbrojnych PRL”. W dniu wydania wyroku o godz. 19.30 jakiś komunistyczny redaktor z „Dziennika Telewizyjnego” wypowiedział słowa: „Niemal 11 lat trwała zbrodnicza działalność Szaniawskiego […]”.

Najtrudniejsze było dla niego siedzieć do 18 grudnia 1989 roku, a obelgą większą niż ta z „Dziennika” było nazywanie go oszołomem przez ludzi, którzy dogadali się z komunistami. Ojciec nigdy nie przestał stanowczo i surowo oceniać wcielenia pezetpeerowskich i esbeckich kadr do klasy rządzącej III RP.

Z piętnem ostatniego więźnia politycznego PRL podjął walkę z kłamstwem historycznym, obłudą otaczającą elity III RP i bezpośrednio z tymi, którzy za to odpowiadali: Jaruzelskim, Kiszczakiem, Michnikiem, Wałęsą, postkomuną. Symbolem zapomnienia, osamotnienia, niesprawiedliwości oraz punktem odniesienia w jego walce stał się płk Ryszard Kukliński. W wyciągnięcie na światło dzienne sprawy Kuklińskiego zaangażował się bez reszty. Wywołał wokół tego medialną burzę. Wiedział, że w III RP tylko tym sposobem uda się go zrehabilitować w świetle prawa i przywrócić cześć. Brał na siebie ataki, jak na przykład ten z 1996 roku. Prokuratura Wojskowa próbowała skontaktować się z płk. Kuklińskim i dostarczyć mu wezwanie na przesłuchanie. Bezskutecznie. Wezwano więc Szaniawskiego, aby zdradził, jak dociera do Kuklińskiego. Mój ojciec odmówił zeznań „ze względu na tajemnicę dziennikarską, prawo prasowe, a także brak zaufania do UOP jako tajnej policji politycznej z komunistyczno-esbeckim rodowodem”.

Dziennikarz i historyk

Z Tatą brakowało nam czasu dla siebie. Chyba wzajemnie nie wiedzieliśmy o sobie, że próbujemy nadrobić zaległości z okresu jego więzienia, moich nastoletnich buntów i jego pracy na froncie walki o Polskę. Gdy byłem nastolatkiem, nie rozumiałem, o co chodziło, gdy mówiono mi: „Twój Ojciec jest naprawdę odważny”. Zrozumiałem to dopiero dziś, dźwigając ledwie drobną część odpowiedzialności, którą on niósł. Broniąc Kuklińskiego, wspominając historyczne zwycięstwa polskiego oręża, potępiając ustępstwa wobec imperialnej Rosji i zbrodniczego islamu, mógł jedynie liczyć na spełnienie się słów swego przyjaciela Zbigniewa Herberta: „Powtarzaj wielkie słowa […]/ a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką/ chłostą śmiechu”. Właściwie całe „Przesłanie Pana Cogito” przyświecało mu od 1974 roku. A już na pewno po 1989 roku.

Pracował zawsze i wszędzie. Ale nigdy w stałych godzinach. Praca dawała mu wolność. Wykładał na uniwersytetach, pisał artykuły, książki, prowadził Izbę Pamięci Pułkownika Kuklińskiego. Napisał, jak wyliczał, około 6 tysięcy artykułów. Pierwszy z nich jeszcze jako student opublikował w miesięczniku „Mówią Wieki”. Poświęcony był Szkole Rycerskiej. Patrzył w przyszłość, pisząc o Polsce wbrew „hurraoptymistycznym” trendom. Tak napisał w przedmowie do tomu „Reduta – Polska między historią a geopolityką” w 2001 roku: „Być może pochlebiam sobie, ale nie byłem i nie jestem tak zwanym dziennikarzem obiektywnym i nie wynika to jedynie z nawyku pisania do ’Wolnej Europy’. Nie mam wcale satysfakcji z tego powodu, że mogę nadal zarekomendować czytelnikom moje publikacje, które są nadal aktualne. Mam na myśli kwestię zagrożenia dla Polski ze wschodu. Problem pełnej integracji Polski z Zachodem. W kwestiach wewnętrznych zaś do nadal aktualnych tematów należą takie, jak niewyjaśnione morderstwa PRL. Oczywiście wszystkie dotąd nieukarane”.

Pisał o islamie w „Naszym Dzienniku” w artykule „Globalny dżihad”: „Współpraca prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz z islamistami nie jest czymś wyjątkowym i przypadkowym. Zgoda władz Warszawy na wybudowanie kolejnego meczetu w Alejach Jerozolimskich to nie tylko polityczna poprawność i naiwna ignorancja, ale coś znacznie gorszego. To dosłownie wyprzedaż za duże arabskie pieniądze polskiej i chrześcijańskiej tożsamości. To powinno być zapamiętane pani prezydent przy najbliższych wyborach”. Wystarczy obejrzeć programy informacyjne, żeby sprawdzić, czy miał rację.

Dzieło życia

1 grudnia 2003 roku płk Kukliński skierował list do prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego. „Szanowny Panie Prezydencie! W nawiązaniu do wniosku Józefa Szaniawskiego o przyznanie mu lokalu na mini muzeum osiągnięć wywiadu polskiego w walce z okupantem hitlerowskim i sowieckim – uprzejmie Pana proszę o pozytywne rozpatrzenie tego wniosku. […] Takie muzeum wydaje się być potrzebne ze względów na patriotyczne wychowanie młodego pokolenia Polaków. […] Pomysł, aby takie muzeum było na Starym Mieście, uważam za bardzo dobry”.

Prezydent Kaczyński przychylił się do tej prośby. Z tym, że po śmierci Ryszarda Kuklińskiego dla Józefa Szaniawskiego stało się jasne, że główną osią ekspozycji powinna być tajna misja Ryszarda Kuklińskiego. Izba Pamięci została otwarta 3 maja 2006 roku. Ojciec porwał się na coś niemożliwego. A jednak udało się. Chodziło o nazwisko Kuklińskiego. Powstanie muzeum na Starym Mieście w Warszawie to był przełom. Dzięki wykładom Ojca Izba Pamięci płk. Kuklińskiego stała się najbardziej wyrazistą placówką edukacyjną w Warszawie, przedstawiającą historię Polski w drugiej połowie XX wieku.

Misja trwa

Pozostawił niedokończone inicjatywy, które realizowane są jako Izba Pamięci płk. Kuklińskiego. Ponieważ pracowałem z Tatą w Izbie od początku, wiedziałem, które elementy muszą pozostać niezmienne, a gdzie można wnieść coś nowego. List płk. Kuklińskiego do prezydenta Kaczyńskiego powstał trzy miesiące przed śmiercią pułkownika. W pewnej mierze jest on jego testamentem. Ten kierunek poparła pani Joanna Kuklińska, wdowa po pułkowniku. W 2013 roku napisała w liście intencyjnym: „Mając w pamięci wieloletnie starania Józefa Szaniawskiego o przywrócenie w Polsce czci i dobrego imienia mojego Męża, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, które to starania zaowocowały powstaniem muzeum – Izby Pamięci Płk. Kuklińskiego, z satysfakcją przyjmuję fakt kontynuowania prac J. Szaniawskiego przez jego syna Filipa Frąckowiak. Jednocześnie udzielam Panu Filipowi Frąckowiakowi całkowitego poparcia w kierowaniu działalnością tego muzeum. Joanna Kuklińska”.

Chciałem nadać większego tempa działaniom Izby. Wciąż przyświeca jej dewiza: maksimum treści przy minimum słów. Turyści pojawiający się tu na 10 minut wyjdą z podstawową wiedzą o misji Kuklińskiego i historii PRL. Informacje są w języku polskim i angielskim. Izba Pamięci nawiązała współpracę z Archiwum Akt Nowych. Prezentowane były wystawy z zasobu AAN: „Stan wojenny w dokumentach” i „Katyń w badaniach prof. Janusza Zawodnego”. Powstał model prelekcji dla młodzieży z dyskusją w obecności munduru Ryszarda Kuklińskiego, sztandaru Związku Więźniów Skazanych na Karę Śmierci oraz z multimedialną projekcją. Takich spotkań były przez te dwa lata dziesiątki w szkołach, domach kultury, salach parafialnych. Sukcesem okazały się wykłady znakomitych profesorów w Izbie, m.in. prof. Sławomira Cenckiewicza na temat znaczenia płk. Kuklińskiego w obecnej rzeczywistości. Z kolei w rocznicę urodzin dyktatora Wojciecha Jaruzelskiego dr Piotr Gontarczyk wygłosił wykład o przekłamaniach w jego życiorysie. We wrześniu 2013 prof. Andrzej Nowak wyłożył realia stosunków polsko-rosyjskich w latach 1989-2013.

To miejsce, patrząc w przyszłość Polski, promuje koncepcję bezpieczeństwa Polski – pronatowską i proamerykańską. Edukuje w zakresie największego zagrożenia dla Polski, jakim jest polityka Kremla. Skupia w sobie założenia misji płk. Ryszarda Kuklińskiego, polityki zagranicznej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego oraz publikacji i pracy akademickiej Józefa Szaniawskiego.

Testament

Ojciec pozostawił po sobie niedokończony maszynopis „Victorii Wiedeńskiej” oraz historii Kościoła w Polsce. Ale przede wszystkim Izbę Pamięci płk. Kuklińskiego. To, że wciąż to miejsce działa i się rozwija, jest realizacją testamentu mojego Ojca. Józef Szaniawski chciał stworzyć wystawę o płk. Kuklińskim, która mogłaby jeździć od miasta do miasta. To się teraz udało. Odsłonił ją nawet ambasador USA w Polsce. W przyszłości prowadząca Izbę Fundacja Józefa Szaniawskiego dotrze z uczciwymi i bardzo merytorycznymi materiałami edukacyjnymi do uczniów w całej Polsce, którym nie dano szans uczenia się historii Polski drugiej połowy XX wieku.

Są takie sytuacje w życiu, które przynoszą nam uznanie innych, ale ich cena jest zbyt wysoka, by po prostu cieszyć się z tego uznania. Ojciec pewnie wolałby nie spędzić najlepszych lat w więzieniu i nie zostać później ostatnim więźniem politycznym PRL. Ja natomiast wolałbym, by wszelka satysfakcja z prowadzenia Izby Pamięci płk. Kuklińskiego wciąż była dziełem mojego Ojca i aby był z nami. Niestety tak nie jest. Dziękuję, że mogę do Państwa pisać.

Filip Frąckowiak

Aktualizacja 4 września 2014 (10:24)

Nasz Dziennik