logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Kara za wrażenia

Czwartek, 2 października 2014 (02:00)

Naliczanie zawyżonych opłat, nakładanie kar – tak wygląda sytuacja Telewizji Trwam na rynku medialnym.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił wczoraj skargę Fundacji Lux Veritatis w sprawie wysokości naliczonej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji opłaty koncesyjnej, dającej prawo do nadawania Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie telewizji naziemnej. Oznacza to zgodę na praktykę pobierania opłat koncesyjnych za okres, w którym nadawca nie miał możliwości nadawania w zakresie przyznanej mu częstotliwości, bo tę zajmował inny podmiot. Jakby tego było mało, KRRiT pod pretekstem propagowania działań sprzecznych z prawem obłożyła Fundację karą 50 tys. złotych. Od obu decyzji Fundacja zapowiada odwołanie.

Jak mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja, takie działania to przejaw dyskryminacji katolickich mediów.

– My nie postępujemy wbrew prawu. To są kolejne szykany wobec nas. To jest dyskryminacja i liczę na to, że słuchacze Radia Maryja, telewidzowie Telewizji Trwam, którzy są bardzo odpowiedzialnymi odbiorcami, widzą, co się dzieje, i wyciągają wnioski wobec działań osób mających władzę – wskazuje dyrektor Radia Maryja.

Ojciec Tadeusz Rydzyk przypomina, że bez echa przechodzi obrażanie uczuć religijnych czy promowanie dewiacji. Wręcz uznawane jest to za dobro, a nazywanie zła po imieniu jest przejawem złego postępowania.

– Okazuje się, że katolików, nasze świętości można poniewierać, że wzywanie nawet do zabicia kapłana to mała szkodliwość, a my nie możemy nic odpowiedzieć, nie możemy się sprzeciwić – dodaje o. Tadeusz Rydzyk.

Równie niezrozumiała jest decyzja sądu, bo Fundacja za koncesję na MUX-1 w sumie poniosła koszty sięgające kwoty 1,7 mln zł, a w tym okresie niemożliwe było nadawanie programu Telewizji Trwam, ponieważ KRRiT nie zwolniła przyznanych Fundacji częstotliwości.

Odnosząc się do wczorajszego wyroku sądu, Lidia Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis, wyjaśnia, że Fundacja złożyła skargę na decyzję KRRiT w zakresie ustalenia wysokości opłaty koncesyjnej, gdyż otrzymując decyzję koncesyjną, Fundacja miała prawo oczekiwać, że będzie mogła wejść na MUX-1 ze swoim programem natychmiast po otrzymaniu tej decyzji.

– Okazało się, że częstotliwości, które umożliwiłyby wejście Fundacji z programem Telewizji Trwam na MUX-1, były zajęte przez TVP przez wiele miesięcy, o czym KRRiT, wydając swoją decyzję, wiedziała. Mimo to naliczyła za ten okres opłatę koncesyjną w niebagatelnej wysokości prawie 1 mln zł – wyjaśnia Lidia Kochanowicz-Mańk.

To tylko jeden z elementów złożonej skargi, bo Fundacja poniosła też inne wydatki związane z koncesją. W ocenie Kochanowicz-Mańk, decyzja sądu, który uznał, że Fundacja ma płacić za prawo, którego nie otrzymała, jest trudna do zrozumienia. Jak wskazuje, łatwo można wysnuć wniosek, że KRRiT mogła wydać nadawcy decyzję i naliczyć mu opłatę koncesyjną, ale przez długi okres nie zwalniać przyznanych mu częstotliwości, za co niedoszły nadawca musiałby zapłacić.

Jak zaznacza Kochanowicz-Mańk, Fundacja po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia złoży odwołanie od decyzji sądu.

Subiektywne sądy

– Nie może być tak, że mamy płacić za coś, do czego nie mieliśmy prawa. Nie możemy też ponosić kary za to, że informujemy o tym, co się dzieje. Przecież nikogo nie obrażamy. Wyrażamy ocenę zaistniałej sytuacji, ale nie naruszamy niczyich dóbr osobistych – podkreśla Kochanowicz-Mańk. I dodaje, że w decyzji KRRiT nakładającej na Fundację karę trudno pogodzić się z uzasadnieniem bazującym na domniemaniu tego, co mogłoby się wydarzyć na skutek emisji programu.

– W wielu stacjach telewizyjnych obrażane są uczucia chrześcijańskie, obrażają osobiście o. Tadeusza Rydzyka, co mogłoby doprowadzić do różnych przykrych efektów. I jakoś nie ma reakcji KRRiT, nie ma żadnych kar – tłumaczy.

W ocenie Kochanowicz-Mańk, tego rodzaju aktywność Rady trudno odebrać inaczej jak celowe utrudnianie działalności po tym, jak nie udało się dłużej blokować dostępu Telewizji Trwam do multipleksu. Nie jest zaś tajemnicą, że najłatwiejszą szykaną jest nacisk ekonomiczny. A ten może mieć różne oblicza. Jest bowiem oczywiste, że reklamy nie mogą „pójść” do stacji niepoprawnych politycznie. Do tego dochodzą kary finansowe, które dodatkowo podważają wiarygodność i rzetelność nadawcy. Tyle że nakładane są w oparciu nie o fakty, ale subiektywne oceny.

Kara nałożona przez Krajową Radę dotyczy relacji z Marszu Niepodległości w Warszawie 11 listopada 2013 roku. KRRiT uznała, że prowadzący audycję o. Piotr Dettlaff i jego gość dr Krzysztof Kawęcki popierali niszczenie kojarzonej z lobby homoseksualnym tęczy na placu Zbawiciela. Jak wskazała Rada, „komentując fakt podpalenia tęczy, wyrazili oni swoje opinie w taki sposób, że można było odnieść wrażenie, że zniszczenie instalacji artystycznej uznają za postępowanie właściwe i społecznie usprawiedliwione, a niszczenie cudzej własności jest właściwą formą wyrażenia dezaprobaty wobec opinii i zachowań odmiennych od własnych”. W uzasadnieniu swojej decyzji Rada stwierdziła, że „audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, nie mogą też zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminacji”.

– Decyzja KRRiT w tej sprawie jest kuriozalna. To kolejny wyraz represji wobec niezależnej Telewizji Trwam – ocenił dr Krzysztof Kawęcki w rozmowie z Radiem Maryja. Historyk, który był gościem kwestionowanej audycji, stwierdził, że stanowisko Rady jest nieuprawnione. – Jak można było nawoływać do palenia tęczy, która jak było widać, już się paliła? Kuriozalne jest stwierdzenie KRRiT, że pokazanie przez Telewizję Trwam płonącej tęczy na placu Zbawiciela w Warszawie w trakcie relacji z Marszu Niepodległości „mogło wywołać wrażenie” (tak jest to sformułowane) aprobowania takich zachowań, zarówno przez prowadzącego audycję, jak i jego gościa. Jest to stwierdzenie absolutnie subiektywne i oczywiście nieprawdziwe. Można powiedzieć, że KRRiT chce zastąpić sąd – zaznacza Kawęcki.

Warto przypomnieć, że na początku roku Rada uznała, że informacja o zjeździe absolwentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej podana na antenie Radia Maryja była emisją ukrytego przekazu handlowego, i nałożyła na nadawcę karę 30 tys. złotych.

W ocenie medioznawcy dr Hanny Karp, decyzja KRRiT to przejaw braku wyczucia i obiektywizmu. – Może budzić zdziwienie, że Rada, mając tak mocne zaplecze, nie potrafiła lepiej uzasadnić swojej decyzji i odwołała się do wrażeń – tłumaczy. Owo „wrażenie” – jak dodaje – może być ważnym elementem odwołania się nadawcy od decyzji.

Wysiłek, jaki włożono w ukaranie Fundacji, rodzi też pytanie o to, czy KRRiT nie ma innych problemów do rozwiązania. – Wystarczy spojrzeć na proces cyfryzacji, na to, co się dzieje na planie telewizji publicznej, czy na nierozwiązany problem finansowania mediów publicznych – wskazuje Karp. W jej ocenie, decyzja Rady pokazuje też, że potrzebna jest mobilizacja opinii publicznej, tak by punktować Radę i wskazywać to, jak patrzy przez palce nie tylko na potknięcia, ale też na naruszenia prawa przez dużych nadawców. – Warto być czujnym i zmuszać KRRiT do reakcji, bo obecnie jest ona wyczulona tylko na określone środowisko, a przecież w dużych mediach szerokim nurtem płyną przekazy, co do których można by mieć wiele zastrzeżeń: czy to w zakresie linii programowej, czy to języka, czy sposobu przekazu – kwituje Karp.

Marcin Austyn

Aktualizacja 2 października 2014 (18:33)

Nasz Dziennik