Zachwianie trójpodziału władzy w Polsce zagraża demokracji, łamie Konstytucję, zagraża państwu.
Konstytucjonaliści są zgodni, że dzisiejsze zachwianie trójpodziału władzy w państwie to zagrożenie dla demokracji, prowadzi do ograniczenia znaczenia parlamentu i do tego, że obywatele przestają się utożsamiać ze swoim państwem.
- Ograniczenie władzy ustawodawczej uderza także w Konstytucję - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista.
Taka jest niestety dramatyczna diagnoza sytuacji w naszej Ojczyźnie, gdzie w praktyce zanika trójpodział władzy w Polsce na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.
- Sejm w Polsce nie wypełnia swojej podstawowej misji, nie kontroluje rządu - alarmował w niedzielę na Jasnej Górze ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, przemawiając do tysięcy ludzi pracy. I pytał: za co posłowie biorą pieniądze, skoro wszystko się pomieszało, skoro rząd steruje Sejmem, a właściwie robi to jedna partia? Czyż można sobie wyobrazić większe zagrożenie dla demokracji?
Ksiądz biskup dotknął w swej homilii istotnych mankamentów praktycznego funkcjonowania dziś państwa polskiego.
- Niewątpliwie patologią demokracji jest brak pluralizmu i wielości podmiotów, które decydują zarówno o rozstrzygnięciach władzy wykonawczej, jak i w zakresie władzy ustawodawczej - ocenia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mecenas Piotr Andrzejewski, konstytucjonalista.
- Wymiar sprawiedliwości w wielu wypadkach również usiłuje dopasować się do woluntaryzmu postmodernistycznego. Mamy więc do czynienia rzeczywiście z wypaczeniem modelu funkcjonującego w demokracji trójpodziału władzy - dodaje. Zwraca uwagę, że uzależnienie pełne i sprzężenie zwrotne między parlamentem a rządem przy marginalizowaniu roli Senatu skutkuje tym, co obecnie obserwujemy w Polsce.
- Bezkrytyczny stosunek posłów i senatorów do ich służebnego charakteru wobec Polski, a nie wobec rządzącego układu, prędzej czy później musi prowadzić do stopniowego wypaczenia zasady trójpodziału władzy - podkreśla Andrzejewski. Ocenia także, że dzisiaj w Polsce mamy do czynienia z klientelizmem politycznym, który zdominował interes publiczny. Mamy do czynienia z postawą bezkarności, braku stosownej reakcji w systemie praworządnym na nadużycia władzy.
- Dzisiaj widzimy, że wszystkie władze, jakie mamy w państwie, są skompromitowane. Pomijając już rząd czy Sejm, to cóż możemy dziś powiedzieć o prokuraturze czy sądownictwie - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. bp Dydycz. Zwraca uwagę, że gdzie byśmy nie spojrzeli na rzeczywistość naszego państwa, to dostrzegamy tam brud albo nawet smród. - Czy to będzie problem ustawodawstwa, sądownictwa, władzy wykonawczej, oświaty, służby zdrowia... Państwo jest chore - alarmuje.
Dziś większość parlamentarna nie bierze pod uwagę stanowiska mniejszości, stanowiska opozycji. Mechanizmy dyscypliny partyjnej powodują, że niewielki krąg osób jest w stanie przeforsować swoje stanowisko w konkretnych sprawach. - Zasada podziału władzy polega w szczególności na tym, aby chronić prawa obywatelskie, to jest jej sens. Jeżeli jednak realizuje się ją, ignorując prawa mniejszości, to mamy sytuację zagrożenia dla praw obywatelskich - zaznacza w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Piotrowski.
Przypomina, że nie można rozumieć demokracji w uproszczony sposób jako rządów większości, bo to prowadzi do skupienia władzy w jednym ręku, a skutki tego znamy z przeszłości. Odpowiadając na pytanie, co dziś może robić Naród, ks. bp Dydycz nie ma wątpliwości: bić na alarm i protestować. - Innego wyjścia nie ma. Trzeba budzić ludzkie sumienia - dodaje.

