logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Taśmowe szykany

Piątek, 10 października 2014 (02:03)

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, i Lidią Kochanowicz-Mańk, dyrektorem finansowym Fundacji Lux Veritatis, rozmawia Krzysztof Losz

Telewizja Trwam została ukarana przez KRRiT za „nawoływanie do przemocy” podczas relacjonowania w 2013 roku Marszu Niepodległości.

Ojciec Tadeusz Rydzyk: – Ta kara finansowa jest niesprawiedliwa. Podobnie jak wcześniejsze kary nakładane na Telewizję Trwam i Radio Maryja, bo powody, jakie podaje przewodniczący Krajowej Rady Jan Dworak, są kuriozalne. Nie tak dawno Radiu Maryja nakazano zapłacić 30 tys. zł za to, że informowało o działalności Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Cóż to za katolickie radio, które nie może mówić o działalności katolickich uczelni, katolickich szkół czy katolickich mediów? KRRiT uznała to za niedozwoloną reklamę, podczas gdy żadnej reklamy tu nie było. Chciałbym jednak zaznaczyć w tym miejscu, że nie tylko KRRiT nas „dopieszcza”, nie tylko przez tę instytucję jesteśmy szykanowani. Ona jest tylko elementem szerszych działań władz przeciwko Fundacji, Radiu Maryja i Telewizji Trwam. I teraz ta kara za relacjonowanie Marszu Niepodległości to kolejny dowód na niszczenie nas. Ja to obserwuję zresztą od ponad 20 lat, od momentu uruchomienia nadawania programu przez Radio Maryja.

W ostatnich latach działania przeciwko Fundacji Lux Veritatis, Radiu Maryja, Telewizji Trwam nawet się nasiliły.

O. Tadeusz Rydzyk: – Odkąd władzę w kraju przejęła koalicja PO – PSL, jesteśmy ciągle poddawani różnym szykanom. W grudniu 2007 roku, a więc niemal natychmiast po tym, jak premierem został Donald Tusk, cofnięta została zgoda MON na udział w uroczystościach związanych z rocznicą powstania Radia Maryja dla wojskowej orkiestry reprezentacyjnej. Potem mieliśmy do czynienia z cofnięciem przyznanych już funduszy państwowych na budowę geotermii toruńskiej. Odebrano nam też unijne dofinansowanie na rozbudowę WSKSiM. Przecież my tych wszystkich rzeczy nie budujemy dla siebie, one będą służyć ludziom przez wiele lat. To dla władz nie ma jednak żadnego znaczenia, bo ich celem jest uderzenie w Fundację i dlatego nasyłają na nas ciągle jakieś kontrole.

Lidia Kochanowicz-Mańk: – Jestem daleka od tzw. spiskowej teorii dziejów, ale patrząc z perspektywy minionych lat, trudno nie zauważyć pewnej logiki ciągu zdarzeń. Muszę przyznać, że wiele wskazuje na to, iż działania organów władzy w stosunku do naszej Fundacji od czasu zmiany układu politycznego mają charakter celowej, zorganizowanej akcji. Przypomnę słynną już notatkę wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego, który trzy tygodnie po objęciu stanowiska polecił pracownikom Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, by w trybie pilnym zbadali możliwości wypowiedzenia nam umowy dotacji i pozbawienia nas środków na realizowane badania geotermalne w Toruniu. Niespełna pięć miesięcy po wydaniu tego polecenia NFOŚiGW wypowiedział nam umowę. Również inne urzędy, w tym organy kontroli skarbowej i organy podatkowe, prowadząc w latach 2009-2014 wobec Fundacji postępowanie kontrolne, a następnie wznowione postępowanie podatkowe, wielokrotnie dopuściły się naruszeń prawa, co zostało stwierdzone w wyrokach wydanych przez sądy administracyjne.

W tym kontekście trzeba wspomnieć o perypetiach ze zwrotem podatku VAT za inwestycje prowadzone przez Fundację w WSKSiM.

O. Tadeusz Rydzyk: – Myśmy budowali akademiki, aby nasza młodzież, ale również studenci z zagranicy, bo i takich mamy w ramach programu Erasmus, mieli dobre warunki do nauki, mieszkania. I gdy władzę objęła obecna koalicja, natychmiast kazali oddać VAT. Wygraliśmy proces, zwrócili nam ten podatek, a potem dostaliśmy pismo, aby natychmiast zwrócić VAT z odsetkami – razem 8 mln złotych. To było bardzo mocne uderzenie w Fundację. I musieliśmy te pieniądze wpłacić, bo inaczej wszedłby do Fundacji komisarz. Działo się to też w momencie, gdy staraliśmy się o miejsce na multipleksie w drugim konkursie. I gdybyśmy VAT-u nie oddali, to nie mielibyśmy żadnych szans na dostanie koncesji, bo Fundacja zostałaby uznana za instytucję, która ma nieuregulowane zobowiązania wobec Skarbu Państwa i z mocy prawa byłaby wykluczona z konkursu. To było z punktu widzenia władz bardzo sprytne posunięcie. I tych pieniędzy do tej pory nie odzyskaliśmy.

L. Kochanowicz-Mańk: – Zadaję sobie też pytanie, czy zbieżność czasowa między pierwszym postępowaniem koncesyjnym a wydanymi w tym czasie decyzjami organów podatkowych, nakładającymi na Fundację wielomilionowy podatek, jest przypadkowa. Przypomnę, że KRRiT zakwestionowała wiarygodność finansową Fundacji, co było jedynym powodem wykluczenia jej z postępowania. Czy było to jedynie dziełem przypadku, czy też organy administracji państwowej zostały instrumentalnie wykorzystane do bezprawnych działań i zaniechań? Kto i jaki miał interes w tym, by doprowadzić Fundację – organizację pozarządową realizującą cele społecznie użyteczne i walczącą o powszechny dostęp do wolnych i niezależnych mediów – do pozbawienia majątku o znacznej wartości? I choć wojewódzki sąd administracyjny uchylił decyzje w tej sprawie, to ten sam mechanizm, jak wspominał ojciec dyrektor, powtórzony został przez urzędników państwowych podczas drugiego postępowania koncesyjnego, tak by na dzień złożenia wniosku o miejsce na MUX-1 obniżyć wiarygodność finansową Fundacji.

Te wszystkie „zbiegi okoliczności” są tym bardziej wymowne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakty ujawnione w ostatnim czasie opinii publicznej o sposobie traktowania państwa polskiego przez wysokich rangą urzędników państwowych, w tym byłego generalnego inspektora kontroli skarbowej Andrzeja Parafianowicza.

L. Kochanowicz-Mańk: – Proszę wziąć pod uwagę fakt, że pierwszy i drugi proces koncesyjny o miejsce na MUX-1 toczył się właśnie w okresie jego urzędowania w Ministerstwie Finansów. Dlatego też mam wątpliwości, czy organy administracji rządowej nie realizowały tzw. zadaniówek i czy działały na podstawie i w granicach prawa.

Trzeba też w tych okolicznościach przypomnieć o sprawie opłaty za koncesję za miejsce dla Telewizji Trwam na MUX-1.

O. Tadeusz Rydzyk: – To kolejny przykład tego, jak jesteśmy traktowani przez organy państwa. Musieliśmy zapłacić ponad 1 mln zł za koncesję na nadawanie naziemne, podczas gdy nie mogliśmy i tak przez kilka miesięcy w ten sposób rozpowszechniać programu Telewizji Trwam. Zapłaciliśmy więc za coś, czego nie mieliśmy, a to są ogromne pieniądze. Te wszystkie działania, o których mówię, to dowód na to, że nasze państwo postępuje według zasady: wy macie rację, ale my mamy władzę.

Czy przewodniczący KRRiT wiedział o tym?

L. Kochanowicz-Mańk: – Mając na uwadze, że decyzja rezerwacyjna dla TVP SA została wydana przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej po uzgodnieniu z przewodniczącym KRRiT, uznać należy, że Jan Dworak, wydając Fundacji decyzję koncesyjną, wiedział o braku możliwości jej wykorzystania przez 9 miesięcy, a mimo to pobrał za ten okres opłatę. Opłata koncesyjna to taki rodzaj opłaty publicznej, która co do zasady wiąże się z ekwiwalentnością, tzn. ponoszący opłatę uzyskuje w zamian świadczenie w postaci przyznania mu prawa do prowadzenia określonej działalności, co w naszym przypadku winno być przyznaniem prawa do nadawania na MUX-1. Tak jak powiedziałam – nie dano nam takiego prawa. O. Tadeusz Rydzyk: – Pamiętajmy też o tym, że przewodniczący Rady jest z nadania prezydenta Bronisława Komorowskiego, więc to obciąża też konto głowy państwa.

Czy Fundacja podjęła działania prawne w tej sprawie?

L. Kochanowicz-Mańk: – Tak. Złożyliśmy skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W naszym przekonaniu mieliśmy ku temu nie tylko mocne argumenty prawne, ale też moralne. Niestety kilka dni temu WSA oddalił naszą skargę. Nie chcę się jednak odnosić do argumentacji sądu, dopóki nie otrzymamy pisemnego uzasadnienia.

O. Tadeusz Rydzyk: – Problemem są nie tylko kary finansowe czy inne działania organów administracyjnych. My przecież od lat jesteśmy też obiektem różnych kampanii medialnych, których celem jest odebranie dobrego imienia katolickim mediom. Te działania idą równolegle.

Gdy KRRiT podała informację o karze dla Telewizji Trwam, to padały twierdzenia, że katolicka telewizja nawołuje do przemocy, co jest właśnie przykładem takiej kampanii.

O. Tadeusz Rydzyk: – To bzdura. My jesteśmy przeciwko przemocy, nasze posługiwanie też ma taki cel, aby likwidować przemoc i głosić miłość Boga i bliźniego. Ale tego się nie osiągnie bez prawdy, dlatego ludzi trzeba wychowywać do prawdy, głosić im ją. My chcemy rozmowy, dialogu na argumenty, bo media są społecznym środkiem komunikowania się. Zamiast tego jesteśmy karani. Komunizm upadł, ale metody rodem z systemu totalitarnego pozostały. Ciągle przecież jesteśmy świadkami tego, jak represje spadają na ludzi, którzy bronią praw katolików, czego przykładem może być zaoczne skazanie 17-letniej Marii Kołakowskiej, która protestowała przeciwko obrazoburczemu spektaklowi „Golgota Picnic”. Ją skazano na prace społeczne, a mężczyzna, który ją wtedy pobił, uniknął jakiejkolwiek kary. Chodzi o to, abyśmy wszyscy budowali wspólne dobro, zarówno wierzący, jak i niewierzący. Ale żeby to robić, musimy być wolni, musimy mieć wolne media, aby debatować, spierać się na argumenty.

Polacy widzą skandaliczne działania władz wobec katolickich mediów. I znowu się organizują, aby protestować przed KRRiT przeciwko dyskryminowaniu Telewizji Trwam.

O. Tadeusz Rydzyk: – Bardzo dziękuję wszystkim ludziom zaangażowanym w organizowanie akcji protestacyjnej. Wszystkim, którzy przyjdą, aby nas wesprzeć. To jest ważne dla nas, ale to jest także ważne z punktu widzenia interesu społecznego. Nie można się bowiem zgodzić na to, aby władza karała ludzi za ich poglądy, aby karała media, które uzna za nieprzychylne dla siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz

Aktualizacja 11 października 2014 (07:07)

Nasz Dziennik