Z Marią Kołakowską, 17-letnią córką Anny i Andrzeja Kołakowskich, która została skazana na 40 godzin prac społecznych za sprzeciw wobec pseudospektaklu „Golgota Picnic”, rozmawia Magdalena Pachorek
Wzięła Pani udział w proteście przeciw czytaniu scenariusza „Golgota Picnic” w Gdańsku. Dlaczego Pani zdaniem ta pseudosztuka nie powinna być wystawiana?
- Uważam, że to przedstawienie gorszy nasze społeczeństwo i jest okropnym bluźnierstwem. Tego typu rzeczy nie powinny być wystawiane publiczne, a już tym bardziej bez żadnego ograniczenia wiekowego ze względu na różnego rodzaju „akty seksualne”, które tam się pojawiają.
Swego czasu usłyszałam, że celem tych wszystkich scen erotycznych być może jest ukazanie problemów dzisiejszej młodzieży. Jednak idąc tym tropem, można tłumaczyć zasadność funkcjonowania stron pornograficznych.
Dlaczego jako katolicy powinniśmy się sprzeciwiać takim pokazom?
- Ks. kard. Stefan Wyszyński podkreślał, że „jeśli jesteśmy bierni, to zło się rozzuchwala”. Z kolei ks. Jerzy Popiełuszko mówił, że nie wystarczy widzieć i piętnować zło, ale przede wszystkim trzeba mu się przeciwstawiać. Jeśli bowiem nie protestujemy przeciwko kłamstwu, stajemy się jego niewolnikami. Znając ich przesłanie, nie możemy pozwolić na wystawianie spektakli, które są przecież jawnym złem.
We wrześniu na terenie gdańskiego cmentarza Garnizonowego trwały poszukiwania miejsca pochówku m.in. Danuty Siedzikówny ps. „Inka”. Wiem, że Pani również w nich uczestniczyła jako wolontariusz. Skąd zainteresowanie pracami ekshumacyjnymi?
- Zgadza się. Zaraz po lekcjach wsiadałam do tramwaju i jechałam na cmentarz, ponieważ nie wybaczyłabym sobie, gdybym opuściła chociaż jeden dzień poszukiwań. Nie potrafię nawet opisać tego, jak wiele radości mi to sprawiło.
Rodzice od zawsze wpajali mi i mojemu rodzeństwu miłość do Ojczyzny i jej bohaterów, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę. Swoim zaangażowaniem w prace ekshumacyjne mogłam chociaż w części spłacić dług wdzięczności wobec ich bohaterskiej postawy.
Kto inspiruje Panią do działania w obronie wiary i Polski?
- Jak już wspomniałam, bardzo miłuję Ojczyznę i naszych bohaterów. Najbliżsi są dla mnie ci, którzy walczyli podczas drugiej wojny światowej i w okresie komunizmu.
Moja akcja z protestu przeciw czytaniu scenariusza „Golgota Picnic” w Gdańsku była wzorowana na małym sabotażu, kiedy to chłopcy i dziewczęta w czasie wojny wchodzili do kin, w których puszczano propagandowe filmy, i przez rozpylanie nieprzyjemnych zapachów zmuszali widzów do opuszczenia sali.
Jednak nie chcę się do nich porównywać, gdyż to, co ja zrobiłam, to „mały pikuś” w porównaniu z ich odwagą i czynami.
Jest Pani młodą osobą, która odważnie broni wartości chrześcijańskich. Z jakimi reakcjami znajomych spotyka się Pani?
- Zdania na mój temat są bardzo podzielone. Jedni uważają, że dobrze zrobiłam, a inni naśmiewają się ze mnie. Jednak mam świadomość, że jeśli występuje się w obronie prawdy, to trzeba się z tym liczyć.
Dostaję bardzo dużo wiadomości od osób, których w ogóle nie znam, z podziękowaniami i gratulacjami, co mnie bardzo umacnia i podnosi na duchu, nawet jeśli sypałoby się na moją głowę tysiące obelg. Najbardziej cieszą mnie listy z poparciem, które otrzymuję od żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz od więźniów politycznych stanu wojennego. Niezmiernie za to wszystkim dziękuję.
Czy interesuje się Pani współczesną polityką?
- Właściwie interesuję się Polską, a nie polityką. Uważam, że życie powinno opierać się na hasłach: Bóg, Honor, Ojczyzna, niestety w dzisiejszych czasach jest ono od nich bardzo odległe.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
- Bardzo lubię podróże i moim marzeniem jest podróż autostopem po Europie oraz przejście szlaku Camino de Santiago. Uwielbiam też wędrówki, góry, biwaki pod namiotem i długie wieczory przy ognisku z gitarą.
Przez 10 lat należałam do harcerstwa, dlatego te klimaty są mi bardzo bliskie. Lubię czytać książki historyczne, jestem także wielką fanką Sherlocka Holmesa, który pewnie raz dwa rozwiązałby moją sprawę.

