logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Czerwony burmistrz z Pułtuska

Piątek, 31 października 2014 (02:01)

Burmistrz Pułtuska Wojciech Dębski (PiS) z żelazną konsekwencją celebruje uroczystości „wyzwolenia” miasta przez Armię Czerwoną.

W Pułtusku czas stanął w miejscu. Uroczystości zakończenia II wojny światowej wyznaczono starym stylem na 9 maja.

Na oddawanie hołdu Sowietom ciągane są dzieci ze szkół prowadzonych przez miejski samorząd.

– Rozumiem, na Wszystkich Świętych można skromnie zapalić znicz, ale nie rozumiem, dlaczego miałyby tam ciągnąć całe sznury urzędników, władze miasta, powiatu i wszystkie organizacje – zwraca uwagę oburzona Grażyna Prewencka-Gucwa, emerytowana nauczycielka, która już rok temu protestowała przeciwko takiemu zachowaniu burmistrza. „Cała elita szacownego grodu Pułtusk oddała hołd bohaterom niezwyciężonej Armii Czerwonej z wdzięczności, że tego właśnie dnia 1945 roku pobiediła germanca i oswobodziła spod okupacji niemieckiej nasze miasto” – napisała wtedy w liście otwartym.

Włodarz Pułtuska Wojciech Dębski, sprawujący władzę od kilku kadencji, kandydował co prawda z lokalnego komitetu Samorządowe Porozumienie Ziemi Pułtuskiej, ale jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości.

Krytycy działań władz miasta na czele z burmistrzem zwracają uwagę, że taka sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie. – Tak było rok temu i w tym roku, i z okazji zakończenia wojny, dnia zwycięstwa – wyliczają. – Mnie to oburza jako mieszkankę tej gminy, taka postawa, taka dwulicowość – mówi Prewencka-Gucwa.

Rok temu burmistrz wraz ze starostą pułtuskim zapraszali w „68. rocznicę wyzwolenia” Pułtuska „na uroczystość złożenia kwiatów na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich”. W tym roku, niewątpliwie po głosach krytyki, takiego zaproszenia na stronie miasta już nie było, ograniczono się do strony powiatu. A i burmistrz wycofał się z osobistego stawiennictwa.

– W tym roku nie uczestniczyłem w złożeniu kwiatów – zaznacza Dębski. – Ale był jego zastępca, również z PiS – wskazuje Prewencka-Gucwa. Kilka miesięcy temu burmistrz wraz ze starostą zapraszali na uroczystości 69. rocznicy zakończenia II wojny światowej nie 8 maja, ale starym sowieckim wzorem 9 maja przy pomniku Walki i Męczeństwa.

Pułtuszczanie wytykają również burmistrzowi, że nie wziął m.in. udziału w ubiegłorocznych uroczystościach z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, wysyłając swojego zastępcę.

Za to do udziału w imprezach na sowieckim cmentarzu z okazji „wyzwolenia” miasta zmuszana jest młodzież szkolna, ze szkół podstawowych i średnich. – Przedstawicielom władz towarzyszyła młodzież pod opieką nauczycieli – zwraca uwagę Prewencka-Gucwa, wskazując na negatywny przykład dla młodych ludzi. – Udział młodzieży w tych uroczystościach, moim zdaniem, może spowodować u niej pewien dysonans poznawczy. Niedawno obchodzona była rocznica stracenia przez Niemców żołnierzy AK. Po wojnie za samą przynależność do tej organizacji podczas okupacji hitlerowskiej groziły represje ze strony aparatu bezpieczeństwa. Ten aparat przyniosła na swoich bagnetach Armia Czerwona. Więc młody człowiek może się zastanawiać, czy jednocześnie można czcić pamięć ofiar i ich katów – podkreśla emerytowana nauczycielka.

Schizofrenia urzędnika

Burmistrz broni się stwierdzeniami, że chciał jedynie uczcić młodych, wręcz niewinnych żołnierzy sowieckich, którzy tu zginęli.

– Uważam, że złożenie kwiatów na grobach młodych chłopców – w kolejne rocznice ich śmierci – którzy traktowani byli przez swoich dowódców jak – nie mówiąc w przenośni, ale dosłownie – mięso armatnie i są w jakimś sensie ofiarami stalinizmu, nie jest czymś niewłaściwym – tłumaczy Dębski. – Składając kwiaty, nie oddajemy hołdu Związkowi Radzieckiemu i jego zdobyczom, ale młodym chłopcom, którzy zginęli na naszej ziemi – dodaje.

– Tu chodzi o daty, a nie o żołnierzy, których można wspomnieć we Wszystkich Świętych, datę „wyzwolenia” 17 stycznia i obchodzenie dnia zwycięstwa 9 maja – zwraca uwagę Prewencka-Gucwa.

IPN ostrzega

– Zajęcie terytorium Polski poprzez Armię Czerwoną było początkiem drugiej okupacji i jeżeli ktokolwiek w dalszym ciągu mówi o wyzwoleniu, to jest to w moim mniemaniu niezgodne z prawdą historyczną i z tym, co większość obywateli polskich może nie tyle wie, ale wiedzieć powinna – podkreśla dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik pionu edukacji warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Historyk zaznacza, że – owszem – należy rozdzielić „kwestię działań represyjnych prowadzonych przez wyspecjalizowane formacje sowieckie od momentu wkroczenia Armii Czerwonej na terytorium Polski wobec całej społeczności polskiej, a zwłaszcza tej części zaangażowanej w działalność niepodległościową, od walk frontowych szeregowych żołnierzy Armii Czerwonej, którzy w sporej części nic wspólnego nie mieli bądź też nie zdążyli mieć”. Ale dodaje, że represje sowieckie były konsekwencją wcześniejszego zajęcia Polski przez Armię Czerwoną.

– Zalecałbym każdemu daleko idącą wstrzemięźliwość przy eksponowaniu tego typu rocznic i przy okolicznościowych wystąpieniach – podkreśla Łabuszewski.

Poseł broni Dębskiego

Burmistrza broni popierający jego kandydaturę w obecnych wyborach samorządowych poseł PiS Henryk Kowalczyk. – Nie byłem na cmentarzu żołnierzy radzieckich na tych uroczystościach, owszem burmistrz tam wieńce składa, nie wiem, czy zawsze, ale jego poglądy są zdecydowanie patriotyczne. Te uroczystości mają charakter oficjalny, wypada w nich uczestniczyć, wypada być – podkreśla Kowalczyk.

Według posła, głosy krytyki, jakie się podnoszą wobec burmistrza, to wynik trwania kampanii samorządowej. – W tej chwili zrobił się drugi komitet wyborczy, uważają się za większych patriotów niż Prawo i Sprawiedliwość – mówi Henryk Kowalczyk.

Prewencka-Gucwa, która zaznacza, że nie jest w tym „drugim” komitecie, krytykuje również wystąpienia historyków z Akademii Humanistycznej w Pułtusku podczas tego typu uroczystości, którzy wskazują „na potrzebę okazywania szacunku tym, co oddali życie za naszą wolność”. – Obecność burmistrza w takim momencie przy złożeniu wieńców może być niezręcznością, ale to tylko do tego mogło się sprowadzać – uważa Kowalczyk. Sam Dębski tłumaczy, że te wystąpienia „jednego z pułtuskich historyków” były utrzymywane jedynie w tonie upamiętniania tych „młodych” żołnierzy radzieckich.

Poseł jednak przyznaje, że jest problem z poglądami prezentowanymi przez wykładowców Akademii. – Mamy na terenie Pułtuska Akademię Humanistyczną. Jej rektorem jest człowiek, który kandydował z list SLD do Senatu i chciał swego czasu zapraszać Jaruzelskiego – wskazuje poseł Kowalczyk.

– Po pierwsze, Armia Czerwona nie przybyła tu, aby nas wyzwolić. Pułtusk, Różan i inne miejscowości w Polsce leżały na drodze do Berlina, którego zdobycie było celem Stalina – podkreśla Prewencka-Gucwa, zwracając uwagę, że np. rok temu historyk nie przytoczył bynajmniej zbrodni Armii Czerwonej, o czym mówi m.in. wydawnictwo IPN sprzed kilku lat dotyczące ziemi pułtuskiej pt. „Powiat Pułtusk w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych”. Stanowi ono pokłosie sesji naukowej, na rozpoczęciu której tenże sam burmistrz Dębski mówił, iż jej celem jest odkłamanie przeszłości i oddanie hołdu Żołnierzom Wyklętym.

„W tych materiałach znajdujemy informacje na temat skutków oswobodzenia naszych terenów przez Armię Czerwoną. 1 kwietnia 1945 roku w Nunie k. Nasielska pod gąsienicami sowieckiego czołgu zginęło 10 osób, w tym kilku- i kilkunastoletnie dzieci. 8 listopada 1944 roku Sowieci aresztowali 13-letniego chłopca, syna nauczyciela z Zator. W tym czasie, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Pułtuska, NKWD zamordowało szefa Organizacyjnego Okręgu II NSZ (z obwodem Pułtusk) Edmunda Kozarzewskiego oraz Jadwigę Pietrzak, komendanta Pomocniczej Służby Kobiet Okręgu II NSZ. W październiku 1945 roku żołnierze sowieccy zastrzelili na szosie mieszkańca Świercz, Mikołaja Sokolnickiego. Do tego kilku mieszkańców ziemi pułtuskiej aresztowanych i wywiezionych do łagrów w Orszy lub Borowiczach” – wskazywała w liście otwartym Prewencka-Gucwa. „Materiały ze wspomnianej sesji zawierają 22 nazwiska ofiar zbrodni sądowych oraz 61 nazwisk osób, które zamordowano skrytobójczo, zmarłych w aresztach i więzieniach. Byli to głównie żołnierze AK, ROAK, WiN i NSZ” – dodała.

Mała „Łączka”

Na jednej z sesji wyjazdowych niesławnego Wojskowego Sądu Rejonowego z Warszawy skazano na wielokrotną karę śmierci Jana Kmiołka „Wira” i Stanisława Kowalczyka, którzy brali udział w akcji rozbicia ubeckiego więzienia w Pułtusku 25 listopada 1946 r., z którego uwolniono kilkudziesięciu więźniów politycznych.

Szkoda, że tak jak o cmentarz żołnierzy sowieckich władze Pułtuska nie dbają o miejsca pochówku Żołnierzy Niezłomnych.

– Pułtusk również ma swoją „Łączkę”. Czy nie należałoby odszukać miejsca zakopania ciał straconych partyzantów i pochować ich z należnym szacunkiem? Kazimierz Rasiński, Antoni Wiśniewski (z Lipnik Starych), żołnierze NSZ straceni 13 stycznia 1947 roku. Ponoć pochowani na cmentarzu parafialnym w Przewodowie. Im żadna władza nie składa wieńców – ubolewa Prewencka-Gucwa. Do tego dochodzą setki aresztowanych, torturowanych, więzionych mieszkańców ziemi pułtuskiej. To są właśnie skutki „wyzwolenia” przez Armię Czerwoną – dodaje.

– W Akademii Humanistycznej 6 listopada będzie spotkanie kandydatów na burmistrza Pułtuska i zamierzam zadać tam pytanie każdemu na temat polityki historycznej w regionie – zapowiada nauczycielka.

Zenon Baranowski

Aktualizacja 31 października 2014 (15:25)

Nasz Dziennik