logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Armia Krajowa gwarantem bezpieczeństwa?

Poniedziałek, 3 listopada 2014 (20:29)

Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zapowiada zmiany w funkcjonowaniu Narodowych Sił Rezerwowych. W ramach tej jednostki mają powstać specjalne pododdziały. W początkowej fazie mają liczyć 10 tys. osób.

Według założeń, nowo powstałe oddziały mają być przypisane do konkretnych województw i działać w ramach Narodowych Sił Rezerwowych. W czasie pokoju do ich zadań należałaby m.in. pomoc przy likwidacji skutków klęsk żywiołowych. W stanie wojny oddziały te mogłyby prowadzić działania partyzanckie. Szacuje się, że roczny koszt zmian mógłby wynieść nawet 150 mln złotych.

Gen. Roman Polko zauważa, że pomysły podobnego typu pojawiają się od dawna, niestety nie są potem realizowane.

– Te zapowiedzi ministra Siemoniaka słyszymy od dawna. Teraz to jest takie udawanie, że się coś robi pod kampanię wyborczą. Dokładnie to samo się dzieje w kwestii zakupów, kiedy zapowiada się strategiczną modernizację, że będzie tarcza i faktycznie postępu nie widać ani w walce z biurokracją, ani w modernizacji armii, ani w naprawie Narodowych Sił Rezerwowych. W tej chwili ministrowi Siemoniakowi trudno udawać, że wszystko jest dobrze. Dlatego zapowiada jakieś tam zmiany – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl gen. Polko.

Funkcjonowanie NSR spotyka się z wielką krytyką ekspertów. Jednostki te mają opinie nieefektywnych. Także sposób szkolenia pozostawia wiele do życzenia. Chłodno do pomysłów MON podchodzi gen. Roman Polko. Jego zdaniem, projekt MON nie naprawi złej sytuacji formacji, a jedynie będzie zmianą wewnątrz niej, a więc nie możemy liczyć na progres jakościowy.

– Minister Siemoniak wcale nie zapowiada, że całe siły rezerwy będą przebudowane, tylko mówi, że w ramach tych sił będą powstawać nowe. Wychodzi na to, że połowa tego bałaganu zostanie tak jak była, a z drugiej połowy będziemy tworzyć coś nowego. Niestety, nie tędy droga – zauważył.

Natomiast szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej sprzeciwia się coraz popularniejszym oddolnym inicjatywom odnośnie do budowania systemu bezpieczeństwa Polski. Według Kozieja, kwestia obrony i tworzenia armii powinna być domeną państwa. Twierdzi, że w Polsce nie powinno być możliwe tworzenie prywatnych armii. Odmiennego zdania jest gen. Polko, który zauważa, że oddolne inicjatywy stanowią ogromny potencjał, a niewykorzystanie ich jest błędem.

– Jak się popatrzy na organizacje harcerskie, strzeleckie czy paramilitarne, to zaobserwujemy, że cywile lepiej szkolą niż Narodowe Siły Rezerwy. Tam jest więcej pasji, więcej inicjatywy, więcej szkolenia i więcej zdroworozsądkowego podejścia. Ta nowa formacja, która ma powstać, powinna ten kapitał zagospodarować. Nie ma sensu sprzeciwiać się oddolnym inicjatywom, tylko to trzeba wykorzystać do budowania potencjału obronnego państwa – stwierdził gen. Polko.

Według nieoficjalnych informacji, nowo powstała jednostka ma nosić nazwę Terytorialnych Oddziałów Armii Krajowej.

– Uważam, że tradycje są po to, żeby się do nich odnosić. One nie mogą umierać razem z ludźmi, którzy je tworzyli. Trzeba się odnosić do najpiękniejszych historii i nazw. To nobilituje. Pokazuje także, że jeżeli taka formacja będzie tworzona, o takiej nazwie, to te standardy będą musiały być odpowiednio wysoko. Nie wyobrażam sobie, żeby pod nazwą „Armia Krajowa″ funkcjonowało „dziadostwo” – powiedział gen. Polko.

Nowy projekt reformy Narodowych Sił Rezerwowych opracował zespół z Akademii Obrony Narodowej. Jego pracami kieruje doradca ministra Siemoniaka gen. prof. Bogusław Pacek. Szczegółowy plan reformy Sił Zbrojnych według zapowiedzi ministra obrony i premier Ewy Kopacz mamy poznać pod koniec listopada.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl