Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej poinformowało, że na koniec grudnia 2014 r. stopa bezrobocia wyniosła 11,5 proc. Jest to kolejny wzrost bezrobocia. Minimalny, bo tylko o 0,1 proc., ale zawsze wzrost.
Przy rządach obecnej koalicji – Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego – nie mamy większych szans na spadek bezrobocia do naprawdę niskiego poziomu. Wydarzenia na Śląsku związane z zamiarem likwidacji kopalń węgla kamiennego świadczą o tym, że bezrobocie będzie dalej rosło.
W górnictwie czekają nas wielotysięczne zwolnienia. To nie jest kwestia 5 czy 10 tys. górników. Zamknięcie kopalń dotknie także współpracujące firmy, wszystkich kooperantów. To będzie oznaczało dodatkowe tysiące zwolnionych pracowników.
Dramatyczna sytuacja jest również wśród firm przewozowych, i tu również będą bankructwa i zwolnienia. Kolejną gałęzią przemysłu powiązaną z górnictwem jest hutnictwo i ono jest narażone na złą koniunkturę w Europie. Tam też spodziewałbym się zwolnień.
Wszystkie zapowiedzi Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej o czekającym nas spadku bezrobocia należy włożyć między bajki. Przecież Polacy widzą, jak dramatyczna jest sytuacja na rynku pracy. Znalezienie zatrudnienia przez osobę po pięćdziesiątce, i to nawet w dużych miastach, rozpatruje się już w kategoriach cudu.
Pamiętajmy, że ostatnio każdy spadek bezrobocia zwykle spowodowany był zmianami w liczeniu bezrobocia. Stosuje się tzw. profilowanie bezrobocia. Powoduje to manipulowanie danymi. Zwróćmy uwagę, że wielu bezrobotnych nie zgłasza się również do urzędów pracy, bo nie wierzy, że tam ktoś pomoże im znaleźć pracę.
Szykujmy się także na kolejną falę emigracji zarobkowej. Młodzież po ukończeniu szkół będzie szukała swoich szans za granicą. Wtedy usłyszymy znowu, że sytuacja się poprawiła, bo przecież bezrobocie spadło! Jednak te ruchy na bezrobociu są ułamkowe. Naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, czy to bezrobocie wynosi 12,8, czy 11,5 proc. To i tak jest za wysoko. W Polsce jest bardzo trudno z pracą, i to nawet z pracą bardzo nisko płatną. Jeżeli chodzi o zarobki, to w tej chwili jesteśmy Chinami Europy. Plasujemy się na poziomie Bułgarii, Rumunii i Litwy.
Państwo, które nie ma swojego majątku narodowego, które nie ma własności, nie ma fabryk, nie ma firm ubezpieczeniowych, banków czy wielkich sieci handlowych, nie może stworzyć nowych miejsc pracy. Policzony na koniec 2014 r. cały majątek Skarbu Państwa, a więc wszystko, co posiadamy jako państwo polskie, wynosi bilion trzydzieści miliardów złotych. Długu publicznego mamy już prawie bilion, długu zagranicznego na ponad bilion sto milionów, a jest jeszcze dług prywatny, czyli rodzin, na prawie osiemset milionów. Daje to prawie trzy biliony długów. Konieczne jest dokonanie ponownego uprzemysłowienia Polski.
Niestety nasz przemysł został zlikwidowany. Jak specjaliści z Platformy Obywatelskiej się za coś brali, to wiadomo, że zostawało to zwykle zamykane. Nie mamy stoczni, nie mamy cementowni, nie mamy przemysłu elektronicznego czy maszynowego. Nie mamy nawet przetwórstwa rolno-spożywczego, bo zostało oddane w obce ręce. Praktycznie nie mamy nic z istotnych gałęzi przemysłu. Nawet coś tak polskiego jak produkcja wódki czy wyrobów mięsnych, to wszystko zostało przejęte przez koncerny zagraniczne.
Podkreślę jeszcze raz: żeby mówić o poprawie sytuacji na rynku pracy, trzeba budować nowe fabryki i przestać zamykać istniejące. Sądząc po tym, że doradcą pani premier Ewy Kopacz jest pan Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych, który jest znany z totalnej wyprzedaży i wszystkiego, co wartościowe, na początku lat dziewięćdziesiątych, to raczej lepiej nie będzie.

