logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie niszczmy kobiecości!

Środa, 14 stycznia 2015 (16:34)

Profesor Bogdan Chazan podkreśla, że udostępnianie pigułki „dzień po” bez recepty może przynieść dewastacyjny wpływ na zdrowie prokreacyjne kobiet.

Ginekolog skomentował rozporządzenie Komisji Europejskiej, która 5 stycznia zdecydowała, że tzw. antykoncepcja awaryjna w krajach UE będzie dostępna bez recepty. Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann poinformował, że w Polsce pigułki bez recepty będą dostępne już niebawem. Do tej pory o przepisaniu tabletki decydował lekarz.

– Udostępnianie pigułki „dzień po” bez recepty może mieć dewastacyjny wpływ na zdrowie prokreacyjne kobiet, w tym na płodność w przyszłości – powiedział Katolickiej Agencji Informacyjnej prof. Bogdan Chazan.

Prof. Chazan podkreśla, że taka decyzja polskiego rządu może przynieść szereg konsekwencji zdrowotnych. Zdaniem lekarza, udostępnianie pigułki spowoduje m.in., że kobieta, która uzna za konieczne zastosowanie takiego środka, będzie pozbawiona porady lekarskiej, oceny dodatkowego, szkodliwego wpływu na jej zdrowie, który to wpływ mógłby zostać wykryty w czasie badania lekarskiego, poprzedzającego przepisanie tego środka. – Jest bardzo prawdopodobne, że młode kobiety będą korzystać z tych środków częściej niż zalecany przez producentów jeden raz w miesiącu – dodał.

Lekarz zwraca także uwagę, że brak wymogu recepty będzie sprzyjał niewłaściwym zachowaniom w sferze seksualnej i w dziedzinie zdrowia prokreacyjnego. Wyjaśnił, że chodzi zarówno o bezpośrednie zaburzenia w zakresie układu hormonalnego kobiety, jak i o negatywny wpływ na płodność chorób przenoszonych drogą płciową, które będą w tej sytuacji występować z większą częstotliwością.

Jak zauważa ginekolog, „publikacje naukowe nie potwierdzają też, by szerokie udostępnienie antykoncepcji po stosunku zmniejszało w populacji częstość aborcji”.

Prof. Chazan zwraca uwagę, że tego typu środek „nie tylko ingeruje w naturalne mechanizmy prokreacji, ale także nie można wykluczyć jego działania niszczącego życie poprzez zaburzenie zagnieżdżania się zarodka w błonie śluzowej macicy”.

Wyjaśniając mechanizm działania pigułki „dzień po”, ginekolog podkreśla, że polega on na hamowaniu owulacji. Nie wyklucza się więc obecności także innych mechanizmów, w tym przeciwzagnieżdżeniowego, niszczącego zarodek. W jaki inny sposób środek zapobiegnie ciąży, jeżeli będzie zastosowany już po odbytej owulacji i zapłodnieniu? Receptory progesteronu, na które oddziałuje ten środek, znajdują się także w błonie śluzowej macicy.

Progesteron jest hormonem ochronnym dla ciąży. Kobiety będące w ciąży przyjmują w sytuacji zagrożenia preparaty progesteronowe, jak np. Luteina, by ochronić dziecko. Pigułka „dzień po” ma działanie podobne do preparatów stosowanych w aborcji farmakologicznej (mifepristone): modeluje receptory progesteronowe. W obu przypadkach (aborcja farmakologiczna i pigułka „dzień po”) niszczone są mechanizmy, które „utrzymują” ciążę – wyjaśnia prof. Chazan.

Profesor, odpowiadając na zarzuty zwolenników tabletki „dzień po”, przywołuje dokument opublikowany 24 lipca 2014 roku przez European Medicines Agency (For Emergency contraceptive medicinal products containing levonorgestrel or ulipristal), w którym autorzy opisują m.in. korzyści wynikające ze stosowania pigułek „dzień po”.

Po pierwsze, dokument mówi o relacji ryzyko – korzyść w przypadku stosowania pigułki „dzień po”. Według autorów dokumentu, korzyści w tym przypadku są większe niż ryzyko. Jak podkreśla prof. Chazan, „jeżeli uznalibyśmy ciążę za ciężką chorobę, to rzeczywiście racja byłaby po stronie tych, którzy za zasadne uważają stosowanie tego środka przeciwciążowego. Jednak relacja ryzyko – korzyść jest uzasadniona wtedy, kiedy bierzemy pod uwagę ryzyko i korzyść leku leczącego chorobę, a ciąża chorobą nie jest. Zatem tego rodzaju porównanie w tym przypadku jest nieuprawnione”.

Ponadto skuteczność środków „dzień po” może być obniżona u kobiet z dużą masą ciała. Można więc przypuszczać, że w przypadkach, kiedy kobieta o wysokim BMI przyjmie pigułkę, ale do ciąży dojdzie, może podjąć decyzję o aborcji ze względu na obawy o uszkodzenie zarodka, podobnie jak ma to miejsce po nieudanej aborcji farmakologicznej przy pomocy środka przeciwprogesteronowego o nazwie Mifepriston.

Prof. Chazan jasno stwierdza, że możliwość kupienia pigułek „dzień po” bez recepty nie wpłynie korzystnie na zdrowie prokreacyjne kobiet.

MPA

Aktualizacja 14 stycznia 2015 (17:06)

NaszDziennik.pl