logo
logo

Przemysław Sycz (pierwszy z prawej) podczas pikiety wyrażającej solidarność z więzioną Mary Wagner Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Walka trwa

Czwartek, 12 lutego 2015 (19:33)

Z Przemysławem Syczem z rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO – Prawo do Życia, uczestniczącym w pikiecie solidarności z Mary Wagner przed Ambasadą Kanady w Polsce, rozmawia Izabela Kozłowska

Przyjechał Pan z Rzeszowa, by wziąć udział w pikiecie solidarności z Mary Wagner, więzioną od grudnia 2014 roku za obronę poczętych dzieci...

– Nie mogło mnie tu zabraknąć. Swoją obecnością pragnę wspierać Mary w jej działalności na rzecz kultury życia. Uczestnicząc w pikiecie, nie tylko solidaryzuję się z nią, nie tylko wyrażam poparcie dla jej walki, ale także chcę wyrazić sprzeciw wobec zabijania nienarodzonych. Pikieta ta jest formą sprzeciwu wobec więzienia obrońców życia, do czego dochodzi w Kanadzie.

Dlaczego angażuje się Pan w akcje przeciwko więzieniu katoliczki?

– Dziś Kanada, jutro Polska. Jeśli będziemy biernie patrzeć na to, co się dzieje, to damy ciche przyzwolenie na wprowadzenie takiego skandalicznego prawa w naszym kraju. Zawsze należy przypominać, że jest więziona tylko dlatego, iż pokazuje, że aborcja jest „pójściem na łatwiznę”. Mary wskazuje, że zabijanie poczętych dzieci nie jest wyjściem. Subtelnie daje matkom pomocną dłoń i chroni ich dzieci przed śmiercią.

Sprawa więzienia Mary Wagner dawno przekroczyła granice Kanady. Polska, Niemcy, Ukraina, a nawet Rosja. W tych krajach upomniano się o więzioną Kanadyjkę...

– Obrona życia jest ponad wyznaczonymi granicami krajów. Jest ona ponad wszelkie podziały i różnice. Nieważna jest narodowość, płeć, rasa czy wyznanie. Każdy człowiek ma obowiązek chronić życie drugiego człowieka. Walczymy np. o zaprzestanie łamania praw człowieka w Chinach. Tymczasem w Polsce, Kanadzie i wielu zachodnich krajach prawo to jest nagminnie łamane właśnie poprzez aborcję. Życia musimy bronić wszędzie, bo jest ono wartością najważniejszą i uniwersalną. W tej walce przeciwko cywilizacji śmierci musimy się wspierać i uzupełniać. Zwróćmy uwagę, że przemysł aborcyjny również działa ponad podziałami. W Kanadzie zalegalizowano aborcję i teraz próbuje się to samo uczynić w Polsce. To złe prawo narzuca się naszym obywatelom poprzez różnego rodzaju „furtki” jak np. pigułka „dzień po”, która jest środkiem poronnym. To wszystko przechodzi z Zachodu, gdzie eksperymenty na kobietach czy dzieciach nienarodzonych są na porządku dziennym.

Sprzeciw wobec więzienia kanadyjskich obrońców życia pokazuje, że ruch pro-life jest silny i solidarny. Czy to wystarczy wobec wyzwań współczesnego świata?

– Indywidualny protest jest ważny, ale małą grupę łatwo można zakrzyczeć, zastraszyć. Jeśli nie będziemy solidarni, jeśli nie zbierzemy siły, to nasz głos sprzeciwu nie będzie słyszalny. Dlatego musi nas być jeszcze więcej. Kiedy nasi oponenci widzą, że ruch obrony życia jest potężny i sięga poza granice danego kraju, wówczas mają większe opory, by zakamuflować i przemilczeć go. Propagatorom cywilizacji śmierci zależy, aby ogłupić i ogłuszyć społeczeństwa, aby nie sprzeciwiały się wprowadzaniu różnych dewiacji chociażby poprzez ideologię gender. Mówimy o biznesie, za którym stoją ogromne pieniądze. Społeczeństwem nieświadomym konsekwencji, jakie idą w parze z aborcją, niszczeniem tożsamości człowieka, łatwiej manipulować. Dlatego też siłom sprzyjającym kulturze śmierci tak bardzo przeszkadzają obrońcy życia.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl