Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski wystosował apel do prezydenta Bronisława Komorowskiego o nieratyfikowanie Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jak Pani ocenia inicjatywę parlamentarzystów?
– Moim zdaniem, jest to bardzo dobry sygnał i jednocześnie dowód tego, że posłom i senatorom rzeczywiście leży na sercu dobro naszej Ojczyzny. Pomysł apelowania do prezydenta o odrzucenie szkodliwej Konwencji powinny podchwycić inne środowiska, którym zależy na przyszłości Polski, na tradycyjnym modelu rodziny, na dobru dzieci, na zdrowym społeczeństwie oraz na zachowaniu naszej tożsamości kulturowej i chrześcijańskiej.
Zadaniem każdego z nas jest mobilizowanie swoich przyjaciół i znajomych o wyrażenie swojego głosu sprzeciwu wobec wprowadzania do naszego systemu prawnego zupełnie niepotrzebnego, a wręcz szkodliwego, dokumentu. Uważam, że samo środowisko szkół katolickich może tutaj wiele zdziałać, ponieważ jest ono bardzo liczne w naszym kraju. Nauczyciele, uczniowie i rodzice to olbrzymi sztab ludzi, który jak najszybciej powinien zabrać głos w dyskusji o Konwencji.
Unijna Konwencja pod płaszczykiem wzniosłych ideałów związanych z walką z przemocą przemyca szkodliwą ideologię…
– Zgadza się. Z moich obserwacji wynika, że wiele osób bardzo łatwo dało się zmylić szczytnemu tytułowi tego dokumentu. Powszechnie wiadomo, że przemoc jest patologicznym zjawiskiem i należy je zwalczać, a jej ofiary otaczać szczególną opieką. W gruncie rzeczy unijna Konwencja nie skupia się na ograniczaniu przemocy, ale na walce z tradycją, kulturą, religią i stereotypowym podejściem do ról społecznych. W tych czynnikach upatruje główne źródła przemocy, i to z nimi zamierza walczyć.
Dlatego konieczna jest powszechna mobilizacja środowisk i ludzi dobrej woli zatroskanych o przyszłość polskiej rodziny. Dostrzegam naglącą potrzebę tłumaczenia tekstu Konwencji z języka urzędowego na język przystępny społeczeństwu, by przeciętny obywatel mógł zrozumieć, jakie zagrożenia sprowadzi na nas ratyfikowanie tego dokumentu.
Wiele osób wskazuje, że Konwencja Rady Europa pomija prawdziwe źródła przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Nad czym rzeczywiście powinniśmy się skupić, aby ograniczyć te patologiczne zjawiska?
– Badania wymieniają alkohol jako główny element przemocotwórczy. Nic w tym dziwnego, skoro od jakiegoś czasu zauważamy niemalże zalewanie naszego kraju alkoholem. Niestety, nie robi się praktycznie nic, aby temu zapobiegać. Wbrew przeciwnie, trunek ten staje się coraz bardziej dostępny chociażby dzięki sklepom całodobowym.
Co więcej, Konwencja nie wspomina o fatalnym doborze repertuaru telewizji, w tym także publicznej. Mam na myśli nadmierną erotyzację przekazu filmowego i rozpowszechnianie brutalnych rozwiązań w sferze relacji damsko-męskich. Media pokazując przemoc, niejako ją wspierają i podają jako poprawny model zachowania.
Gdyby zwolennikom ratyfikacji Konwencji rzeczywiście zależało na walce z przemocą, wykorzystaliby do tego dostępne w Polsce środki, które są oceniane jako dobre i skuteczne narzędzia.
Jeszcze raz podkreślę, że nie możemy wyrazić zgody na siłowe narzucanie nam nowego wzoru społeczeństwa, w którym kobieta ma walczyć z mężczyzną, a rodzina jest areną tej walki. Nie poddawajmy się lękowi i zniechęceniu, tylko dążmy do poszanowania tradycyjnego modelu rodziny, który jest najlepszym miejscem do kształtowania nowych pokoleń Polaków.

