logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Drenaż Lasów Państwowych

Piątek, 20 lutego 2015 (09:12)

Jeżeli rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego nie przestanie drenażu Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, to w nieodległej perspektywie dziedzictwu tworzonemu przez pokolenia grozi zapaść. Problem w tym, że apele leśników o rozwagę napotykają na mur obojętności i lekceważenia.

Polityka rządu Donalda Tuska, którą kontynuuje gabinet Ewy Kopacz, jest krytykowana przez poszczególne grupy zawodowe, czego dowodem są protesty lekarzy, górników czy chociażby rolników. Ich zdaniem, wiele można by poprawić, tyle tylko, że ekipa PO – PSL unika debaty, narzucając swoją wolę. Podobnie traktowani są leśnicy, którzy od lat dbają o dziedzictwo należące do Państwa i jak nikt inny wiedzą, jak mądrze gospodarować lasami, żeby mogły służyć następnym pokoleniom. Jednak to, co z pozoru wydawałoby się oczywiste, wcale takie nie jest. Ponieważ grabieżcza polityka rządu, który nie ma pomysłu na Polskę, patrzy jedynie, komu by zabrać, żeby tylko załatać dziurę budżetową i nie stracić w sondażach.

Cios wymierzony lasom

Na liście znalazły się Lasy Państwowe, na które nałożono haracz. I tak w ubiegłym oraz w tym roku lasy są zmuszone wpłacić do kasy państwa łącznie 1,6 miliarda złotych, a w latach kolejnych 2 proc. od przychodu i to niezależnie od tego, czy w danym roku osiągną zysk, czy stracą. W ocenie leśników, drenaż kasy Lasów Państwowych sprawi, że zostaną one bez kapitału. To z kolei wymusi pożyczki, bo bez pieniędzy nie sposób realizować gospodarki leśnej. – Jeżeli pod koniec tego roku zabraknie nam pieniędzy, a w następnych latach będzie się nam zabierać po 2 proc. od przychodów, a więc cały zysk, bo przypomnę, że lasy nie osiągają i nigdy nie osiągnęły większej rentowności niż 2 proc. rocznie, to dalsze funkcjonowanie będzie się odbywało albo kosztem zadłużania lasu, albo zwiększenia pozyskiwania drewna, co odbije się na całym ekosystemie za kilka, kilkanaście lat, kiedy odporność biologiczna lasów zostanie poważnie naruszona. Wtedy już będzie jednak za późno – przestrzega Grażyna Zagrobelna, szefowa Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” i wiceprzewodnicząca Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”. Jeżeli do tego dodamy manipulacje przy ustawie o lasach czy próbę zmian w Konstytucji, które pod pozorem zagwarantowania bezpieczeństwa tak naprawdę otwierały furtkę do ich sprzedaży, to prawdziwe intencje koalicji PO – PSL widać jak na dłoni.

Nieomylny jak rząd PO – PSL         

Mimo apeli leśnicy z NSZZ „S” mają coraz mniej kontaktów i możliwości do rozmów z władzami. – Resort środowiska traktuje nas jak zło konieczne, niczym intruzów, którzy tylko narzekają i krytykują. Natomiast to, że wykazujemy błędy, że mówimy o rozwiązaniach prawnych, że domagamy się gwarancji, to się w ogóle nie liczy. My natomiast – czego być może życzyłby sobie rząd – kwiatkiem do kożucha być nie zamierzamy – zapewnia w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Grażyna Zagrobelna. Problem w tym, że ekipa obecnie rządząca Polską pozostaje głucha także na głos społeczeństwa, które chce, aby to obywatele, a nie tylko wąska grupa parlamentarzystów decydowała o przyszłości Lasów Państwowych i polskiej ziemi. Wniosek obywatelski w sprawie referendum złożony przez PiS w maju ubiegłego roku, pod którym podpisało się dotąd ponad 2,5 miliona Polaków, wciąż czeka w sejmowej zamrażarce pilnie strzeżony najpierw przez marszałek Ewę Kopacz, a obecnie przez Radosława Sikorskiego, którzy dbają, aby prędko nie ujrzał on światła dziennego. Faktem przeciągania sprawy zbulwersowani są leśnicy. Grażyna Zagrobelna podkreśla, że kwestia referendum powinna być rozstrzygnięta już dawno, a jeżeli nie, to można załatwić chociażby przy okazji wyborów prezydenckich, co ograniczyłoby także koszty tego przedsięwzięcia. – Skoro mamy do czynienia z grą na zwłokę, to dowodzi, że obecna władza nie liczy się ze zdaniem polskiego społeczeństwa, a kieruje się jedynie swoimi interesami. Widać to już taka metoda wmawiać ludziom, że zabrać lasom dorobek dziesięcioleci to żadna krzywda i nikomu się nic nie stanie. Temu rządowi wydaje się, że ma do czynienia z narodem, który niczego nie rozumie – ocenia Grażyna Zagrobelna. Tymczasem niedawno, bo w grudniu, pojawiły się kolejne założenia do ustawy o lasach, które wcale nie porządkują bieżących problemów kompetencyjnych dotyczących np. Puszczy Białowieskiej, dziesiątkowanej przez plagę kornika, z czym  nic nie można zrobić, bo protestują ekolodzy, czy chociażby w kwestii współpracy pomiędzy regionalnymi dyrekcjami Lasów Państwowych. – Trwają prace nad prawem wspólnotowym w zakresie gospodarki leśnej, ale z tego, co mi wiadomo, resort środowiska podobnie jak cały polski rząd siedzi spokojnie i w ogóle tym tematem się nie interesuje. Nie rozwiązuje się faktycznych problemów leśników, za to pojawia się np. możliwość zatrudniania cudzoziemców w służbie leśnej, chociaż prawo unijne mówi wyraźnie, że w służbach, gdzie niezbędna jest szczególna lojalność wobec państwa, wymagane jest obywatelstwo danego kraju – zauważa szefowa „S” leśników i pyta: w jakim celu podejmuje się takie działania. – Być może chodzi o możliwość zatrudnienia np. menedżera zagranicznego, który wcześniej sprawdził się dajmy na to w jakimś zachodnim koncernie, a teraz obowiązujące tam standardy będzie wprowadzał na żywym organizmie lasów – zastanawia się Grażyna Zagrobelna.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl