Za ratyfikacją konwencji przemocowej opowiedziało się 49 senatorów, przeciwnych było 38, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.
Jeszcze przed południem mogło się wydawać, że losy konwencji nie są do końca przesądzone. Część senatorów PO nie wykluczała bowiem opowiedzenia się przeciwko konwencji. To w myśl hasła „wszystkie ręce na pokład” skłoniło premier Ewę Kopacz do zwołania na kilka godzin przed głosowaniem Klubu Senatorów PO celem złamania tych, którzy mieli ochotę głosować z własnym sumieniem wyżej od partykularnych interesów partii. Reprymenda szefowej rządu i trzymającej stery Platformy okazała się skuteczna na tyle, że zdecydowana część senatorów tego ugrupowania zagłosowała zgodnie z duchem partii.
Natomiast 12 senatorów PO w ogóle nie uczestniczyło w głosowaniu, a tylko kilku zagłosowało zgodnie ze swoim sumieniem, za odrzuceniem konwencji.
Senator Czesław Ryszka (PiS) w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla, że nie jest zdziwiony zachowaniem senatorów PO.
– W szeregach PO jest wielu profesorów, uczonych, a zachowali się tak, jakby człowiek pochodził od małpy, ponieważ nie dochodziły do nich żadne rzeczowe argumenty – uważa senator Ryszka.
W jego ocenie, ta szkodliwa konwencja, która może wprowadzić bardzo niebezpieczne rozwiązania, otwiera furtkę do walki z rodziną.
– Senatorowie PO zachowywali się bardzo nieładnie, podczas debaty przeszkadzali zagłuszając nie tylko głosy w dyskusji, ale także własne sumienia. Mieli polecenie zagłosowania za konwencją i z powierzonego zadania się wywiązali. W innym wypadku mogliby się nie znaleźć na listach przed zbliżającymi się wyborami – komentuje senator PiS.
Jednocześnie zwraca uwagę, że prawdziwą furię wśród części senatorów PO wywoływały wypowiedzi powołujące się na głos Kościoła czy głos biskupów.
– To nie do wiary, że ze strony senatorów RP publicznie wypowiadane są głosy, w których przebija się wyraźnie złe nastawienie w stosunku do nauczania Kościoła w rodzaju: „Co nas obchodzi głos biskupów?” czy „Kościół z czasem i tak zmieni swoje nauczanie”. Równocześnie wielu cytowało słowa św. Jana Pawła II. To niebywała hipokryzja – dodaje senator Ryszka.
Teraz decyzja w sprawie konwencji jest po stronie prezydenta Bronisława Komorowskiego, który ubiegając się o reelekcję, może mieć niełatwy orzech do zgryzienia i dylemat, co zrobić z podrzuconym mu przez Ewę Kopacz i partyjną spółkę kukułczym jajem. Podpisując konwencję, pokaże, że nie zależy mu na głosach katolickiej części społeczeństwa, a coraz mniej liczne głosy sympatyków PO mogą nie wystarczyć nawet, gdy opowie się po stronie popierających konwencję środowisk feministycznych i homoseksualnych.

