logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zachowała się, jak trzeba

Środa, 11 marca 2015 (12:56)

Aktualizacja: Środa, 11 marca 2015 (19:03)

Licealistka z Gdańska protestowała przeciwko propagowaniu bluźnierczego pseudospektaklu „Golgota Picnic”. Policja wytoczyła jej proces za „czyn chuligański”, który właśnie się rozpoczął.

– Zrobiłam to, żeby bronić naszych wartości narodowych, bronić naszej wiary, nie można pozwalać na takie hańbienie – podkreśla Maria Kołakowska.

– „Golgota Picnic” dokonywała obrazy imienia Boga, my, katolicy, nie możemy na to pozwolić, wielu ludzi jest ze mnie dumnych – zaznaczyła.

Aprobatę wobec jej protestu wyrażały osoby zgromadzone w sądzie.

– Brawo, Marysia, brawo, polska młodzież – krzyczeli. – Zachowała się, jak trzeba – dodawali, nawiązując do słów Danuty Siedzikówny „Inki”.

Pod koniec czerwca zeszłego roku w siedzibie lewicowej Krytyki Politycznej w Gdańsku aktorzy Teatru Wybrzeże zorganizowali publiczne odczytanie scenariusza „Golgoty Picnic”. Maria Kołakowska chciała zaprotestować, rozpylając śmierdzący dezodorant.

– Dezodorant był nieszkodliwy, kupiony w sklepie ze śmiesznymi rzeczami – tłumaczy.

– Zostałam nagle zaatakowana. Złapano mnie za ręce, wykręcono mi je, w tej szarpaninie zostałam mocno popchnięta na stolik i krzesła, zarzucono mi kurtkę na głowę, zostałam wyrzucona na zewnątrz, i zamknięto drzwi – relacjonuje Kołakowska.

– Osoby zaatakowane zaczęły się bronić, jedna z nich rzuciła kurtkę – zeznał Piotr W., moderator spotkania w Krytyce Politycznej.

Dodał, że film w internecie, który przedstawia to zdarzenie, trzeba inaczej interpretować.

– Pryskała tym śmierdzącym areozolem na uczestników wydarzenia – zeznał moderator.

– Psikałam do góry – zaprzecza licealistka.

Inne osoby zeznały, że to w czasie szarpaniny areozol był rozpylany na wysokości twarzy. Uczestnik spotkania Jacek N. zeznał, że nie poniósł żadnych szkód z powodu rozpylenia aerozolu.

– Mam odczucia adekwatne do odtwarzanej sztuki – odpowiedziała Marysia na pytanie policji, jakie miała odczucia w związku z zapachem tego spreju.

Moderator spotkania w Krytyce stwierdził, że był to „patriotyczny smród”, i że nie rozumie, skąd takie zamieszania wokół „chamskiego aktu chuligańskiego”.

Sąd zwrócił mu uwagę, żeby nie dokonywał ocen ludzi, ale podawał same fakty. Później pouczył go również, aby nie komentował pytań obrońcy Kołakowskiej.

W przerwie rozprawy dziennikarka „Gazety Wyborczej” dopytywała licealistkę, czy to rodzice kazali jej się tak zachować. Wzbudziło to głosy oburzenia zgromadzonych osób.

„Gazeta Wyborcza” nie będzie tu przesłuchiwać, to sąd przesłuchuje – stwierdzili ludzie.

 

Zenon Baranowski

NaszDziennik.pl