logo
logo
zdjęcie

Leszek Żebrowski

Nie zapominajmy o Wołyniu

Czwartek, 12 marca 2015 (11:47)

Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zamierza w ciągu miesiąca ogłosić konkurs na pomnik i zagospodarowanie kwatery we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie. Ma to być miejsce upamiętniające obywateli II RP narodowości polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Pomnik akcentować ma to, że są to ofiary sowieckiego i nazistowskiego totalitaryzmu. Zapytajmy więc, jak długo na podobne inicjatywy będą musiały czekać ofiary zbrodni dokonanych przez Ukraińców z UPA?

Takie zapominanie o Polakach mordowanych przez UPA nie miałoby miejsca za wcześniejszego kierownictwa Rady, na czele której stał Andrzej Przewoźnik. Obecnie w ramach tzw. poprawności politycznej nie mówi się o ukraińskich zbrodniach dokonanych na Polakach. Teraz ten temat się pomija. Straszne jest to, że przez ponad 25 lat śledztwa nad tym ludobójstwem nie przynoszą żadnych rezultatów. Dziwi mnie to, bo wielu ze sprawców jest znanych z imienia i nazwiska. Wielu ciągle mieszka w tych miejscach, gdzie tych zbrodni się dopuszczali. Jest to wiedza powszechna i nie dzieje się nic. To jest konsekwencja polityki państwa polskiego.

Zauważmy, że nie dba się o Polaków dalej tam mieszkających. Politycy zapominają o przeszłości. A przecież podczas II wojny światowej byliśmy mordowani nie tylko przez Niemców i Sowietów, ale także na bardzo wielką skalę przez Ukraińców. I to były zbrodnie innego rodzaju. Zarówno Sowieci, jak i Niemcy do mordowania mieli wyspecjalizowane formacje. Z kolei w przypadku zbrodni ukraińskiej mamy udział ludności cywilnej na masową skalę. Każda sotnia UPA, która szła mordować, ciągnęła ze sobą ludność cywilną. Uzbrojeni byli w młotki, noże, siekiery, widły i wozy do rabowanego dobra. To nie były rzeczy szczególnej wartości, bo co ludzie podczas wojny mogli mieć? Ale Ukraińcy rabowali wszystko.    

Dzisiaj tej historii tak naprawdę nie znamy. Tak naprawdę to nie jest tylko jedna epoka, od 1943 roku, jak się nam próbuje to wmówić. Tych zbrodni ukraińskich mamy dużo więcej. We wrześniu 1939 roku, kiedy te skomunizowane bojówki występowały na Kresach Wschodnich, wśród nich było wielu Ukraińców. Mordowano oficerów, policjantów, urzędników państwowych. Następnie mamy czerwiec 1941 roku, kiedy wojska niemieckie atakują ZSRS. Wraz z nimi wchodzą bataliony ukraińskie, które pacyfikują polską ludność. Mordują Polaków i Żydów.

Zbrodnie wołyńskie miały większy zasięg terytorialny. Nie rozpoczęły się, jak twierdzi wielu, w 1943, ale już na jesieni 1942 roku. Rok 1943 był rokiem apogeum. To wszystko jest do pokazania, tylko państwo polskie musi wreszcie stworzyć struktury i instytucje, które będą to robić. To jest obowiązek państwa.   

W przyszłym roku ma się odbyć premiera filmu „Wołyń” w reż. Wojciecha Smarzowskiego. Przez ostatnie 25 lat takich filmów powinno powstać kilkadziesiąt. To nie była jedna, dwie lub trzy zbrodnie, które da się przedstawić jednym filmem. Kino jest tą dziedziną sztuki, która bardzo odziałuje na wyobraźnię. Filmem łatwiej jest przekazać pewne treści. Nie wszyscy czytają książki, w dodatku książki naukowe. Film może to pokazać, ale trzeba chcieć.

Niestety, film często jest wykorzystywany do pokazywania nieprawdy. W ostatnich latach spotkaliśmy się z pokazywaniem nieprawdy w postaci filmu „Pokłosie” czy „Ida”. Natomiast o Wołyniu do tej pory filmu nie było. Dlaczego? To jest pytanie również do instytucji państwowych. Bo na filmy antypolskie znajdują się pieniądze, także te z naszych podatków. Jak to jest, że my nie możemy dysponować własnymi pieniędzmi i przeznaczać je na to, co nas interesuje i co jest konieczne. O pamięć o Wołyniu trzeba dbać. Trzeba zmuszać państwo, żeby ta historia zaczęła się pojawiać w sferze społecznej, politycznej i kulturowej. Skończmy wreszcie z dotowaniem rzeczy, które są obrzydliwe i kłamliwe, a skupmy się na pokazywaniu prawdy.  

Leszek Żebrowski

Autor jest publicystą historycznym.

Aktualizacja: Czwartek, 12 marca 2015 (11:47)

NaszDziennik.pl