Prokuratura wojskowa szokuje rodziny i opinię publiczną drastycznymi elementami opisu przebiegu sekcji zwłok Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej.
W specjalnym oświadczeniu prokuratura relacjonuje z detalami, w jaki sposób przebiegały czynności sekcyjne ciał śp. Anny Walentynowicz oraz Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej.
To reakcja na publiczne wypowiedzi Janusza i Piotra Walentynowiczów oraz ich pełnomocnika mec. Stefana Hambury, którzy działania prokuratorów ocenili jako nierzetelne.
Wskazywali też na dość wyluzowaną atmosferę na sali sekcyjnej.
– To, co uderzyło mnie we Wrocławiu, to przede wszystkim obojętność ze strony dwóch prokuratorów, którzy zachowywali się jak typowi statyści. W każdej z przeprowadzonych we Wrocławiu sekcji brał udział jeden śledczy. Siedział obok sali sekcyjnej, w oddzielnym pokoju. Za każdym razem zasada ich działania była taka sama – ograniczali się do pilnowania tego, by nikt z obecnych na sali nie korzystał z telefonów komórkowych, od czasu do czasu prokurator podchodził tylko do stołu sekcyjnego – mówił w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Piotr Walentynowicz.
Hambura musiał przypominać prokuratorom o zrobieniu zdjęć pobranych próbek, opisaniu ich czy zaprotokołowaniu kolejnych czynności.
– Nie było żadnej inicjatywy ze strony prokuratorów, żadnych wskazań pod adresem lekarzy, że potrzebują takiej to, a takiej próbki do protokołu. Podejrzewam, że gdybyśmy w tych sekcjach z tatą i mecenasem Hamburą nie uczestniczyli, część próbek poszłaby do kosza, nie zostałaby nawet opisana. Tak było na przykład ze znalezionym w ciele babci skrawkiem materiału – był to mały fragment, mieścił się w dłoni. Mecenas Hambura musiał sam wnioskować o jego zabezpieczenie, prokuratorom nie przyszło to nawet do głowy – relacjonował wnuk Anny Walentynowicz.
Kapitan Wicherski starał się
Prokuratura opisuje to zupełnie inaczej. Uczestniczący w czynnościach sekcyjnych w prosektorium Katedry Medycyny Sądowej – Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prokuratorzy wojskowi: ppłk Robert Pyra i kpt. Andrzej Wicherski, dołożyli wszelkich starań, by czynności te przebiegały prawidłowo.
Bezpośrednio przebywali przy stole sekcyjnym, na którym umiejscowiono zwłoki, kontrolowali zabezpieczanie śladów, spisywanie protokołu oraz konsultowali przebieg czynności z biegłymi.
Śledczy nie opuszczali sali prosektorium, a jeśli już, to po to tylko, by wezwać pokrzywdzonych lub ich pełnomocnika do powrotu, gdyż ci oddalali się z sali bez powiadamiania prowadzącego czynność prokuratora, „co uniemożliwiało dokonywanie stosownych wzmianek w protokole”.
Prokuratura bardzo szczegółowo, co do minuty odnotowała wyjścia z sali członków rodziny Anny Walentynowicz i ich adwokata. Skrupulatnie podaje też liczbę zabezpieczonych próbek.
„Żaden ze śladów nie został zabezpieczony na wniosek adw. Stefana Hambury lub któregoś z pokrzywdzonych” – oświadcza, odnosząc się w ten sposób do wypowiedzi pełnomocnika, który podkreślał, iż sam musiał zabiegać o zabezpieczenie wielu próbek.
Ujawnia też dość drastyczne szczegóły, co wydobyto z ekshumowanych ciał i z których ich części: kawałek rękawa, gumową rękawiczkę, kawałki metalu – 4 twarde elementy o wymiarach od 0,2 do 1,2 centymetra.
W trakcie opisywania jednego z nich przez technika kryminalistyki z Żandarmerii Wojskowej, bezpośrednio po wyjęciu z ciała przez lekarza, ppłk Robert Pyra zwrócił się do żandarma, że jest to prawdopodobnie nit z poszycia samolotu.
Śledczy zaprzeczają, jakoby na sali panowała luźna atmosfera, i deklarują, że gdyby tak było, obecni tam prokuratorzy podjęliby „stosowną interwencję”.
Artykuł 156 kpk
Czy prokuratura miała prawo do ujawnienia opinii publicznej tak szczegółowych danych? Zdaniem prawników – tak. Umożliwia to artykuł 156 kodeksu postępowania karnego.
To prokuratura podejmuje decyzję, to prokurator dysponuje tymi dokumentami, które są objęte tajemnicą śledztwa.
– Ale zawsze w takim przypadku trzeba mieć na uwadze cierpienie i ból rodzin – są to bowiem często sprawy drastyczne i bardzo bolesne – komentuje mec. Bartosz Kownacki, zaznaczając, że ujawnienie tego typu materiałów prokuratura powinna skonsultować z rodziną.
– Ale to już dobra wola prokuratury. Natomiast prokurator musi chronić słuszne interesy pokrzywdzonych – nie może ich narażać na wiktymizację tylko dlatego, żeby zaspokoić ciekawość opinii publicznej – zaznacza.
Rodzina Anny Walentynowicz jest zaskoczona oświadczeniem. – Dlaczego prokuratura w ogóle nie odniosła się do tego, co się działo w Bydgoszczy? Jak to zawiódł tomograf i nie można było dokończyć rentgena, bo zabrakło kliszy? Chociaż to właśnie prokuratura zapewniała nas, że jest to najwyższej klasy sprzęt? Tego nie opublikowano. Jak również tego, że to pani Świątek – nieświadoma mojej obecności – zwróciła się do jednego z lekarzy, by nie przesadzał z dokładnością. I tego, że to właśnie mec. Hambura zapobiegł w Bydgoszczy otwarciu trumny, kiedy okazało się, że nie ma prokuratora – mówi Piotr Walentynowicz.
– Podsumowując: statystyczne orzeczenie prokuratury nie przedstawia stanu faktycznego zastanego w Bydgoszczy i we Wrocławiu – dodaje.
W ocenie prawników, ujawnienie szczegółów z sekcji nie narusza dobra toczącego się postępowania, ale jest zaskakujące, bo zakres informowania jest wyjątkowo szeroki.
– Prokuratura ma do tego prawo. Ale musi się liczyć z konsekwencjami, a mianowicie z tym, że następnym razem trudno będzie się jej już wytłumaczyć, dlaczego nie informuje opinii publicznej z przebiegu innych czynności – zauważa mec. Piotr Pszczółkowski.
– Jeżeli tym razem było ją stać na tak szerokie komentowanie, to należałoby oczekiwać, że każdy inny przypadek będzie z taką drobiazgowością omawiany – dodaje prawnik.
Rodziny i pełnomocnik mogą, ale nie muszą, uczestniczyć w czynnościach procesowych, jaką jest sekcja zwłok, mają prawo opuścić salę, co wchodzi w zakres ich uprawnień.
Warto zwrócić uwagę na to, że w komunikacie WPO nie podaje, czy ich nieobecność miała charakter jednoczesny. Piotr Walentynowicz w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przyznaje, że obaj z ojcem i mecenasem Hamburą wychodzili naprzemiennie – zawsze któryś z nich pozostawał na sali. W momencie opuszczenia sali przez któregoś z nich prokurator i biegli nie mają obowiązku przerywać swoich czynności.
– Prokuratura powinna wziąć pod uwagę uczucia rodziny, ale nie zapominajmy, że czynności ekshumacyjne i sekcyjne nastąpiły na skutek zaniechań ze strony polskiej prokuratury, śledczy nie uczestniczyli w fazie sekcyjnej ofiar katastrofy. Prokuratura powinna to uwzględnić – podkreśla mec. Rafał Rogalski.
Jak nas poinformował płk Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW, publikacja oświadczenia to niezależna decyzja prokuratury.
Sekcja prezydenta bez polskiego protokołu
Z przebiegu obu sekcji: Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, sporządzono protokół oraz dokumentację fotograficzną i filmową.
Warto tu przypomnieć, że prokuratura wojskowa dysponuje tylko rosyjskim protokołem z sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie posiada natomiast materiału filmowego ani zdjęciowego z samej sekcji, dysponuje jedynie zdjęciami wykonanymi przed i po.
W smoleńskiej sekcji ciała prezydenta uczestniczył tylko jeden polski prokurator: gen. Krzysztof Parulski. W rosyjskim protokole nie ma żadnej wzmianki na temat zgłaszanych przez niego wniosków dowodowych.

