logo
logo
zdjęcie

Artur Górski

MSZ umywa ręce

Poniedziałek, 20 kwietnia 2015 (14:10)

MSZ twierdzi, że prowadzi spójną politykę reagowania w przypadku pojawienia się w mediach „wadliwych kodów pamięci”, które MSZ nie nazywa otwarcie „kłamstwami historycznymi”. Ponadto MSZ, domagając się sprostowania stwierdzeń o polskich obozach koncentracyjnych, niekonsekwentnie posługuje się albo pojęciem „niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne”, albo tylko „nazistowskie obozy koncentracyjne”. Przekaz powinien być jednolity i niebudzący wątpliwości, że chodzi o „niemieckie obozy zagłady”.

Ponadto internauci i organizacje polonijne alarmują, że niekiedy nie ma reakcji MSZ na szkalujące Polskę incydenty albo jest spóźniona, bo następuje dopiero po protestach Polaków, lub bardzo słaba, nieprzynosząca zadowalających efektów. Przykładem może być ignorowanie strony polskiej przez niemiecką Centralę Kształcenia Politycznego, która w 2012 r. zapowiedziała, po interwencji MSZ, że wycofa z dystrybucji cały nakład, 800 tys. egzemplarzy, książki dla niemieckich gimnazjalistów (padają tam stwierdzenia, że Żydzi umierali w „polskich obozach koncentracyjnych”, zaś w przedwojennej Polsce „panował tradycyjny antysemityzm”), ale do dziś publikacja ta nadal jest dostępna w wielu szkolnych bibliotekach w Niemczech i utrwala wśród młodych Niemców fałszywe wyobrażenie o Polsce i Polakach. Ewidentnie MSZ uważa, że sam formalny protest załatwia sprawę i można od sprawy umyć ręce.

Obserwujemy wzrost antypolskich incydentów w mediach, bowiem brakuje stanowczości i konsekwencji polskiego MSZ. Ale też nie ma zabezpieczeń prawnych. Brakuje ustawy, która powinna przewidywać karę kilku lat więzienia za używanie zwrotu „polskie obozy śmierci” oraz za oskarżanie o zbrodnie polskiego podziemia w latach 1939-1953. PiS złożyło w Sejmie projekt ustawy, którego zapisy idą w kierunku tzw. kłamstwa oświęcimskiego. Otóż w Niemczech „Holokaust-Leugung” (czyli kłamstwo oświęcimskie) jest karane z urzędu – podobnie w całej Europie, gdzie za podważanie istnienia zagłady Żydów grożą wysokie kary. Dla przykładu: w Austrii od 6 miesięcy aż do 10 lat więzienia, w Niemczech od 6 miesięcy do 5 lat, w Izraelu od roku do 5 lat, albo kary finansowe. Taka regulacja kazałaby zastanowić się wiele razy redakcji i dziennikarzowi, zanim zaczną szkalować Polskę i Polaków, ze względu na grożące konsekwencje.

Nie mam wątpliwości, że część przypadków wynika z ignorancji historycznej dziennikarzy i słabego warsztatu dziennikarskiego, ale w Niemczech jest to świadoma polityka. Nie są to redakcyjne zaniedbania i przypadkowe błędy, tylko świadoma polityka wykorzystywania kłamstw historycznych do dyskredytowania Polski i Polaków, i konsekwentnie realizowanego pomieszania ról – kata i ofiary. Jak twierdzi prof. Dieter Schenk, używanie przez Niemców określenia „polskie obozy koncentracyjne” jest świadomą manipulacją, która ma wyprzeć wśród młodych Niemców pamięć o nazistowskich obozach w Polsce i w światowej opinii publicznej przerzucić za niemieckie zbrodnie odpowiedzialność na Polaków. I ta akcja trwa.

Artur Górski

Autor jest posłem PiS, wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu Republiki Litewskiej.

Aktualizacja: Poniedziałek, 20 kwietnia 2015 (17:38)

NaszDziennik.pl